Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"Świadectwo dwóch brzegów"

 

Etap pierwszy: 1988> Wygnanie.

 

Ten kołowrót w skroniach i ciężar pod sercem,

gdy milicjantów cienie snuły się w zaułku.

Prawda – jak brudna onuca rzucona poniewierce,

z państwa, co rzeczywistość trzymało na sznurku.

 

Ucieczka? Raczej wyrok, choć słowo nie padło,

początek bez końca, wciąż od nowa, od nowa...

Paryż. Inne światło na twarz mi spadło,

choć w gardle wciąż dusi nostalgia surowa.

 

Nocne męki na klatkach, chłód obcych schodów,

bezdomność snu, problemy z językiem.

Tęsknota do domu, do rodzinnych ogrodów,

tłumiona w piersi bezsilnym krzykiem.

 

Lecz wrogowie – to przecież przyjaciele teraz,

więc idę przed siebie, choć czuję niewygodę.

Tu jutrem się nie straszy, tu uśmiech się wybiera,

a prawo ma ludzką, nie partyjną urodę.

 

 

Etap drugi: Poznawanie.

 

Wystrzelony z działa minionego ustroju,

wylądowałem w nieznanym, miejscu wspaniałym.

Gdzieś między artystów, w tyglu niepokoju,

o których w ojczyźnie kłamano nam czas cały.

 

Odkrywam, że wolność to nie tylko słowa,

lecz ciężar wyboru, co kładzie się cieniem.

Tu nikt ci nie powie, byś swe racje schował,

sam musisz się zmierzyć z własnym sumieniem.

 

Gdzie biurokracja ma twarz urzędnika,

co patrzy w twe oczy, a nie w paragrafy.

Gdzie lęk przed mundurem powoli zanika,

gdzie łapiesz sens dzieła „Płonącej żyrafy”.

 

Z dorosłego świata w szkolne pielesze,

z pokorą neofity zaczynam swój bieg.

Co niedouczone, nadrabiam w pośpiechu,

by na obcym brzegu ułożyć swój brzeg.

 

 

Etap trzeci: Zakorzenienie.

 

Dziś język nie uwiera, już wtopił się w krew,

choć akcent wciąż zdradza, skąd wiatr mnie tu przygnał.

Ustał ten dawny, lękliwy mój gniew,

a przeszłość – choć ważna – nie jest już koszmarem.

 

Nie patrzę za siebie przez ramię z obawą,

zasadziłem tu ogród, oswoiłem lęk.

Paryż stał się domem, a nie tylko wyprawą,

gdzie każdy poranek ma jasny swój dźwięk.

 

Mój dom bez adresu ma dar przyjęcia

w cieple dłoni dziecka o dwóch językach,

nie czując w nich już żadnego pęknięcia,

wrośnięty w ten bruk i te dachy w cynkach.

 

Polska jest echem, co w sercu wciąż drzemie,

lecz to tutaj dzieci budują swój świat.

Znalazłem swą przystań, swą nową ziemię,

gdzie wolność zakwitła jak najtrwalszy kwiat.

 

 

Finał: Dom bez granic i przestroga.

 

Dziś mapy spłowiały, granice się starły,

Europa nas splata w jeden wspólny dom.

Dawne upiory na dobre już zmarły,

a „tu” oraz „tam” mają ten sam ton.

 

Nie wierzcie w słowa, co płyną z ekranu,

że wszędzie jest gorzej, że obcy to wróg.

To stara metoda fałszywych planów,

by strachem zagrodzić do wolności próg.

 

Tak samo komuna mamiła nas wcześniej,

chcąc w klatce nas zamknąć, by stłumić nasz bunt.

A prawda lśniła tam, gdzie wolny był człowiek,

gdzie mądrość i godność dawały nam grunt.

 

Nie jestem wygnańcem, lecz częścią całości,

z Wisłą i Sekwaną płynącą przez sny.

W dwóch domach naraz, w pełnej wolności,

dbam o jutra wspólny, lepszy nasz świt.

 

<2026 -dziś. 

Leszek Piotr Laskowski

Opublikowano

@Leszek Piotr Laskowski Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek, który urodził się w jednym kraju, a żyje w innym ma "rozdartą" duszę, gdy jesteś w tym drugim kraju odczuwasz nostalgię za krajem urodzenia, gdy odwiedzasz swój rodzinny kraj coś ciągnie cię z powrotem do tego drugiego kraju. Po prostu, w każdym miejscu, gdzie człowiek przebywa dłużej zostaje tam część jego duszy.

Wspaniały wiersz!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
    • w ostatnim zdaniu brakuje a miedzy tym, a tym (obietnicą?),  osobiście zrezygnowałbym ze zwrotu w pożyciu i z początku w całym zadaniu. Czyżby młode lata filmowego "Och Karol" ?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...