Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na plaży było pusto i głucho 

jak oko wykol.

Fale oceanu płonęły,

pomarańczowym ogniem 

schowanej do połowy tarczy słońca.

Mógłbym skoczyć

w ten magiel żywiołów

i odejść wreszcie 

bez cienia winy, kary czy wspomnień.

Zatopić wreszcie swój wrak

w potędze posejdonowego królestwa.

W oku cyklonu

z którego nie wyjdę choć na krok.

 

 

Moje ślady są tak niewidoczne.

Odciskają się ledwie 

w zimnym i mokrym piasku.

Nie to co blizny

zadane przez ludzi i siebie.

Skrwawione przeguby i ramiona.

Rozbite, umysł i serce.

Po kontakcie z naturą człowieka.

Idę spokojnie ku spienionym falom.

Mijam skruszałe 

i zalane powodzią słonych łez,

zamki na piasku.

Kiedyś byłem ich budowniczym, 

potem nadzorcą aż wreszcie obrońcą.

Straciłem je wszystkie.

Jeden po drugim.

Teraz są tylko ruiną

a zarazem

żywym pomnikiem mojej klęski.

 

 

Marzyłem tylko o separacji od świata.

A świat odpłacił mi wojną.

Wygrał.

Zamęczył jednostkę setką problemów,

tysiącem spraw 

i milionem bez ideowych rozmów.

Zniszczyli mnie 

i nawet nie usłyszałem

słowa przepraszam.

Bo jak można tak żyć?

W mroku, nędzy, upadku.

Depresji wszelkich inicjatyw.

Pogrzebie witalności

i pochwale marnej śmierci.

Zostałem przez nią powołany.

Nie do życia w zakłamanym stadzie.

 

 

Lubię plaże.

Są jak ja.

Dzikie i odseparowane.

Samotne i ciche.

Zalane, przypływem rozpaczy.

Odkryte, odpływem racjonalności.

Błąkam się jak okręt 

pozbawiony zbawczego światła latarni.

 

 

Wchodzę czasami na klif,

górujący nad zatoką

Nocny wiatr, 

popycha mnie 

ciepłym objęciem ramienia

ku przepaści.

Na plaży iskrzą ogniki dusz.

Życiowych rozbitków.

Skacz i poczuj wolność.

Jak my.

Jak nam podobni.

 

 

Obiecuje im, że jutro skoczę 

lecz dziś chcę wrócić do domu.

Pić i pisać.

Zmazać swój strach i ból.

Otrzeć łzy bezwartościowym wierszem.

Odwracam się i biegnę.

Mgła powstała nad zatoką,

unosi mnie w swych gęstych kłębach.

Eskortując bezpiecznie 

do samych drzwi.

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy Widzę że i Tobie blisko do morza:⁠^⁠)

Zacytowałabym Baudelaire'a, fragment wiersza o podobieństwie człowieka do tej potęgi żywiołu, lecz nie mogłam go wyszperać. No nic.

 

Świetnie jak zawsze. Prawdziwie, przede wszystkim 

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Lenore Grey Wyszperalem ten wiersz:

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Charles Baudelaire   Człowiek i morze

 

tłum. Bronisława Ostrowska

 

 

Człowieku wolny! Zawsze kochać będziesz morze.

Morze jest twym zwierciadłem. Ujrzysz w nim twą duszę,

W nieskończonych fal piennych mgle i zawierusze,

A myśl twa niemniej gorzkiej ma głębi bezdroże.

 

Lubisz grążyć się w własnych obrazów odbicia:

Pieszczą je twoje oczy, ramiona — a serce

Zapomina o własnej żywota rozterce,

Słuchając jego skargi, zawodzeń i wycia.

 

Równie dumni i mroczni jesteście oboje:

Człowieku, nikt nie zbadał dna twego tajnicy!

Morze, nikt nie zna bogactw twych skrytej skarbnicy!

Tak zawistnie strzeżecie tajemnice swoje. 

 

A przecie wieki przeszły w bezdennej otchłani,

Odkąd wzajemna walka na siebie was żenie —

Takeście ukochali ból, śmierć i zniszczenie,

O wieczyści wojowie — bracia niezbłagani! 

 

 

 

Przypisy

[1]

pienny (daw.) — tu: pienisty, spieniony. [przypis edytorski]

[2]

grążyć — pogrążać, zatapiać. [przypis edytorski]

[3]

tajnica — tajemnica. [przypis edytorski]

[4]

żenie (daw.) — tu: gna, popycha. [przypis edytorski]

[5]

takeście ukochali — dziś:tak ukochaliście. [przypis edytorski]

[6]

niezbłagany — nieubłagany. [przypis edytorski]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • żar leje się z nieba ostre promienie niczym języki wściekłych psów liżą Annę po karku w rozchełstanej koszuli jakby zachęcała głaszcz ino pomału zniszczonymi dłońmi zagarnia naręcz wrotyczu żółte kulki drażnią napęczniałe piersi odurzona zapachem dziurawca i mięty przystaje powoli przeżuwa listeczki bylicy rozgniatając językiem delikatną strukturę gorąc może w cieniu starej ulęgałki znajdzie ukojenie
    • @karenka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • "Bóg umarł" Friedrich Nietzsche    Tłum na tym placu  nie był niczym szczególnym. W końcu ludzie zbierali się tutaj od setek lat. By dzień święty święcić. By w południe  odpowiedzieć na boże wezwanie. Anioł pański zwiastował im zawsze  i błogosławił wszelką łaską i pomyślnością. Uciszał ich ból,  osuszał łzy. Budził pokłady miłości i miłosierdzia. Namawiał do przekazywania znaku pokoju między zwaśnionymi ludami.  Modlił się z nimi  a ich prośby ulatywały  do uszu samego Stwórcy.     Dziś jednak plac  był pokornie zastygły  w drętwocie dojmującego bólu i żalu. Twarze ludzi zdawały się  umartwionymi maskami, rozświetlonymi słabym światłem świec. Prawie każdy miał je w dłoniach. Niektórzy razem z różańcem czy krzyżem. Byli też tacy, głównie zakonnicy i zakonnice, którzy głucho czytali ustępy biblijne, pieśni i hymny. Licząc na cud, który nie nadchodził.     Czułem się we wnętrzu tłumu tak jakbym kroczył  ciemną doliną dusz potępionych. Każdy bał się tutaj zła i grzechu. Apatyczny lęk wyzierał z zapłakanych oczu. Dając przykład temu,  że wiara jest oznaką słabych. Rok kończył się za trzy dni. Zegar śmierci,  przestawi kolejną cyfrę  w kalendarzu doczesnym. Z czasem wszyscy tu obecni odejdą. Wszystkie ślady i wspomnienia  staną się jedynie zapomnianą rysą na linii niebytu.     Ledwie kilka dni temu  świętowali tu narodziny Boga. Ich nadzieję na zbawienie. Życie wieczne  w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Wierzą, że mogą pokonać śmierć. Odrzucić ciała lecz nie dusze. Ale są na to zbyt słabi. Zbyt ograniczeni by porzucić  żądzę swych prymitywnych chuci.     Teraz modlą się by przetrwał, by odrodził się jak niegdyś, By pokonał znów śmierć. By nie umarł na wieki. Lecz co uczyniliście dla niego  gdy był w potrzebie? Wydaliście go za srebrniki. Osądziliście go,  uwalniając w to miejsce mordercę. Zaparliście się go nie po trzykroć a często na stałe. Umęczyliście go biczami swoich występków. Przybyliście do krzyża i patrzyliście na mękę. Wybaczył Wam choć powinien przekląć.     A teraz patrzycie z trwogą maluczkich  czy światło w apartamencie nadal się świeci. Bo wiecie, że gdy zgaśnie, Wy zgaśniecie wraz z nim. I zgasło wreszcie. Lecz koniec świata nie nastał nagle. Nie było błyskawic, burz, trzęsień ziemi czy erupcji wulkanów. Był tylko płacz i zgrzytanie zębów. I śmiech legionów piekła. Smok mógł odrodzić się na nowo. Baranek poległ pod butem swego ludu.     Na balkon wyszli delegaci i kardynałowie. By ogłosić sąd ostateczny. Zdanie nadające sens nowemu. Dziejom współczesnym. Triumfu małego człowieka  w starciu z absolutem. Kamerling objął wzrokiem zatrwożony tłum i jakby wbrew swemu sercu i ustom wyrzekł. Bóg umarł! Zaprawdę umarł! Pieczęć została złamana. Czas na apokalipsę jego ludu. Wiele dni później ten sam tłum na placu patrzył już nie w okno a komin. Czarny dym sączący się gęsto  zwiastował to co nowe. Wybór. Człowieka. Antychrysta.    
    • Świetny wiersz z twórczym polotem jak na poetę przystało, może to i mądre rady, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana...pozdrawiam z uśmiechem*)
    • @Sylwester_Lasota dziękuję za miłą gościnę i słowo komentarza- czasami  przez żołądek do serca łatwiej trafić...pozdrawiam serdecznie*
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...