Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Poet Ka 

 

na krzywej wieży

okręcam czas na palcu

mam koper w nosie

 

Wybacz. Nie mogłem się powstrzymać przed refleksją. Może nie jest najwyższych lotów, ale z uśmiechem. Komik to głupiec z Tarota. 

Twoja miniatura maluje obrazy i budzi skojarzenia. Jest tworzywem, czytelnik jest twórcą.

Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

@Poet Ka

 

jest świetnie.

 

bo to nie tylko żart językowy, ale mała aberracja rzeczywistosci.

 

wszystko tutaj przesuwa się o włos.

 

znaczenie , geometria, czas.

 

i nagle z pozornie lekkiej gry słów robi się cos znacznie ciekawszego bo tworzysz  obraz świata, który   traci stabilnosć pod naciskiem języka !!!

 

absurd pracuje tu głębiej niż dowcip.

 

bo on dotyka samej konstrukcji bytu.

 

głębi !!!

 

 

Opublikowano

natura humana quasi medium est:

„Człowiek jest w pewien sposób pośrednikiem między aniołami a zwierzętami, a skoro aniołowie są najwyższymi bytami, a zwierzęta najniższymi, człowiek znajduje się na pograniczu obu”. /"Summa Theologica" Akwinaty/

Opublikowano

@Poet Ka

 

Wiersz jest świetny - ma surrealistyczny klimat! Jego największą siłą jest ogromny kontrast -  mroczny i egzystencjalny cytat z Soundgarden (nie znałam tego utworu, ale już poznałam , a nawet wysłuchałam :) zderza się tu z absurdalną sytuacją i kulinarną grą słów ("kopara" , "kaparów").

Ta "pizza równoległa do czasu zagięcia" - świetnie oddaje poczucie aberracji i odrealnienia, o którym wspomina tytuł.

Po prostu czysta fizyka kwantowa w gastronomii. (To już nie moje :) )

Opublikowano

@Poet Ka

 

Zobaczyłam klip.  Nie wiem, czy dobrze rozumiem. 

Ten klip też jest surrealistyczny.

Mówimy „kopara opada” z wrażenia - a w klipie są twarze ludzi, które wykrzywiają się w dziwnych uśmiechach. (nawet jakby szalone)


W klipie są też sceny z jedzenia, ale też dziwnego. Kapary mogą symbolizować przejedzenie? Konsumpcjonizm?  A to prowadzi deformacji rzeczywistości.  Chociaż z drugiej strony - kapary  to coś wykwintnego.  Nie jestem pewna. :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...