Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

 

 

Schodzę do gabinetu wenerologa
jak do piwnicy pod sumieniem.
Niżej już tylko rury kanalizacyjne,
które prowadzą prywatne rozmowy z wiecznością
i co jakiś czas płaczą rdzawą łzą.

Światło jarzeniówek skonfiskowano tu
za długi wobec słońca,
więc świeci połowicznie,
jak prawda po badaniu histopatologicznym.

To nie jest budynek.
To punkt skupu zużytej bliskości.
Sortownia ciał,
gdzie „kocham” zostaje przemielone
na procedurę zakaźną nr 4.

Ściany obite ceratą
w kolorze wyblakłego mięsa
pamiętają więcej niż ja.
Wszystko da się tu zmyć:
krew, pot, złudzenia, metafizykę.
Zostaje tylko zapach -
chlor, formalina, stara krew
i monety trzymane zbyt długo
w ustach nieboszczyka.

Tak pachnie syfilis.
Tak pachnie miłość,
kiedy ktoś wreszcie ją wycenił.

Siedzę na krześle,
które wygląda jak zeznanie
wymuszone torturą.
Lekarz przede mną nie ma twarzy.
Ma maskę przeciwgazową
i spokój księgowego Apokalipsy.

Jego dłonie są żółte od jodu,
palce sękate jak kłącza winorośli,
które zbyt często grzebały
w cudzej winie.

Nie patrzy mi w oczy -
oczy są zbyt czystym formatem,
nierefundowanym przez NFZ.
Patrzy tam,
gdzie „ja” przechodzi w „to”,
gdzie człowiek staje się
dokumentacją zdjęciową.

- Proszę to rozpakować,
mówi głosem,
jakby przełykał żwir
zmieszany z wazeliną techniczną.
- Ten egzemplarz miłości
ma wadę fabryczną.

Rozpakowuję się
jak paczka z Allegro:
ostrożnie,
z nadzieją, że może jednak
to nie to.

Wyciąga wziernik.
Zimny, stalowy dziób
ptaka padlinożercy,
wykuty w hucie
imienia "Nieodwołalnego Błędu."
Narzędzie rozchyla mnie
jak akta sprawy
o kradzież tlenu.

Moja godność zgrzyta,
ale podpisuje zgodę.

- O, proszę,
mruczy z zachwytem kolekcjonera.
- Syfilis.
Wersja deluxe.
Krętek blady tańczy tu menueta.
Każde „tęsknię”
to jeden pasażer więcej.
To nie choroba.
To pieczęć własności.
System wreszcie znalazł
punkt zaczepienia w mięsie.

Słucham
i czuję ulgę.
Wreszcie coś działa.
Wreszcie coś mnie chce.

Na biurku leży piła.
Nie do ciała - do sensu.
Mentalny brzeszczot
do amputacji wspomnień,
do rżnięcia połączeń synaptycznych
odpowiedzialnych za „dlaczego”.

- Musimy przeprowadzić
amputację ontologiczną,
cedzi, dolewając mi do rany
kwasu z logo NFZ.
-  Dusza jest siedliskiem
bakterii metafizycznych.
Nie przejdzie przez sito normy.
Za dużo treści niecenzuralnych.

Tu już nie chodzi o zdrowie.
Tu chodzi o formatowanie dysku.

Kiwam głową
jak dobry pacjent,
jak dobry obywatel.

Dusza brudziła czymś gęstym,
smarem do zawiasów
w bramach piekła,
żeby nie zgrzytały,
gdy wchodzą potulni.

Wypisuje receptę
na papierze ściernym.
Atrament z wywaru z pogardy.
Dawkowanie:
realizm trzy razy dziennie,
dożylnie.

Zakaz marzeń o dotyku.
Dotyk generuje koszty,
powikłania
i nieestetyczne skoki
w statystykach zgonów.

Mam się nie przywiązywać.
Przywiązanie sprzyja mutacjom.

Za nim archiwum.
Słoje z formaliną.
W każdym pływa
sine „na zawsze”
i zdeformowane „obiecuję”.
Eksponaty w muzeum
wielkiego rozczarowania.
Każdy opisany numerem sprawy
i ceną biletu:
chwila zapomnienia w bramie
za trzy złote.

- Następny!
ryczy, zanim zdążyłem się ubrać.

Wychodzę.
Moja skóra szeleści
jak zużyty papier wartościowy.
Jestem numerem PESEL
z przypisaną infekcją,
chodzącą ulotką
o szkodliwości istnienia,
użytkownikiem systemu TRUP+
w wersji stabilnej.

Na korytarzu cienie
trzymają się za krocza
i patrzą na mnie
z zazdrością.

Serce bije mi
w rytmie urzędowego zaklęcia:
Sy-fi-lis.
Sy-fi-lis.
Sy-fi-lis.

Uśmiecham się bezwargowo.
Bo wiem,
że teraz jestem kompletny.
Jedną, wielką,
ropiejącą prawdą.

Taką, której żaden system
nie dotknie
bez gumowej rękawiczki,
formularza ZL-17
i krótkiej modlitwy
do rejestru zgonów,
okienko numer trzy.

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Migrena

 

Niesamowita, turpistyczna wizja. Ten wiersz nie prosi o uwagę, on ją wymusza zimnym wziernikiem. Świetne metafory!

Tekst, który działa na kilku poziomach jednocześnie i na każdym jest precyzyjny jak narzędzie chirurgiczne.

Na powierzchni - wizyta u wenerologa, diagnoza, procedura. Dla mnie to nie jest wiersz o chorobie, ale o tym, co dzieje się z intymnością, gdy trafi w tryby systemu - medycznego, społecznego, ontologicznego.

Lekarz bez twarzy to nie postać - to instytucja. Wziernik to nie narzędzie - to metafora każdego spojrzenia, które zamienia człowieka w dokumentację. "Ja przechodzi w to" - to zdanie mogłoby być kluczem do całego tekstu.

Ale najbardziej uderza koniec - ulga, że jest kompletny jako "ropiejąca prawda" - człowiek w tym systemie zaczyna w nim szukać potwierdzenia własnego istnienia.

Piszesz o tym w sposób magnetyczny. Świetny tekst!

Opublikowano

@Migrena

 

Tekst, który trzeba czytać z pewnym dystansem, bo nie jest jednoznaczny. Z jednej strony potrzebne są "gumowe rękawiczki", a z drugiej podpisuję się pod interpretacją Bereniki.  Wielkie brawa w obrazowaniu! :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MUR ZAPIAŁ (X3)

       

      Ciepło w sercu mym
      Wzrok wlepiony w puste szkło,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo...


      Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak;
      Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire,
      A Tim, Don Juanem być chciał,
      I ja, najdumniejszy w melanżu tym,
      Ja chciałem, bym swój szlak miał...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał",
      Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co?

      Śpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się,
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Ciepło w sercu mym
      Oczy wpatrzone w balon Cointreau,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo
      Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak:

      Voltaire poszedł w tan, jak w dym,
      A Casanova - nawet się nie waż, bo...
      A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich,
      Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!"
      My zaśpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym bardziej po pieprz...
      Ony! Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Serce ciężkie od łez,
      Jak kołek w ziemię wbity wzrok
      Przy barze hotelu "Bażant PiaU":
      Pan Adwokat Joseph
      I Pan Radca Timothée
      W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał..

      Jojo mówi, co mówi Voltaire,
      A Timothé, co Don Juan,
      A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich,
      Ja o sobie mówię ten sam chłam...

      I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój,
      Co noc ci z Cechszczególnych-Brak,
      Ci "obesrańcy" pokazują nam zad,
      I śpiewają tak:

      "Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się!"
      Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak
      ...

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc przestań mazać się nam
      Wobec tych pięknych pań
      Bo jakiś babochłop
      W jakiś szemrany blond
      Właśnie rzucił cię

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Lecz wiedz, że wiochę robisz tu
      Szlochasz w obecności dam
      Weź się ogarnij już
      Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam
      Poszła się bujać na bluszcz

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Ale odstawiasz wstyd
      Ludzie się dziwują nam
      Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik...

      Chodź, Jef, już chodź, no, chodź
      Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz
      Chodź, bierzemy kurs na przepić go
      W Pod Taki Kur Piał

      Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość
      Mam dychę, a jak by to nie dość
      Będę udawał, że jestem hotelu gość...


      Potem pójdziemy coś zjeść
      A rybka pływać ma
      Więc, pstrąg, a może dwa
      I wódka zimna jak stal

      Chodź, dziewczynkom powiedz cześć.
      Zajrzymy Pod Chez Nel
      Albo Aniołek Zla
      Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma,
      Że za pół darmo ci da

      Promocja dla takich, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen
      Podnieś no, ten cały ciała kram
      Co ci zabiera tlen...

      Wiem, na duszy ciężko ci
      Wlec ją trudno, ale, i:
      Wiedz: idą lepsze dni
      Więc przestań w rękaw łkać mi,
      Za kołnierz wylewać drink...


      Jak żołnierz musisz być:
      Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci..
      Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi..
      Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny

      Ale, Jef, to już nie jest trottoir
      To kino de répertoire
      Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!!

      Chodź, panienkom rzucić "Ciao!".
      Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał
      A potem WC w Szał Ciał
      Pociechę znajdziesz tam być miał
      Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał

      Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Opowiemy sobie, jak
      Jak za czasów dawnych tak,
      Że nie pamięta najstarszy Mag,

      Szmalu było brak,
      Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak:
      "Kochanie w szlak?"

      Będziemy swoja brać
      Będziemy szczęście brać
      Piijani jak w Kurna Mać
      Będziemy się śmiało śmiać,
      I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!"

      Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź
      Chodź, chodź, cip, cip,chodź
      Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź
      Chodź, Jef, chodź, no chodź ...

      Będziemy śnić sobie, że,
      Znowu, jak w pięknym śnie
      Jesteśmy w nawyku, na dnie.
      Wracamy z odwyku...

      Nie!

      Chodź, chodź, Jef, chodź!


       

       

       

       

       

       

       

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...