Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zrzucam dziś z ramion zimę, jak zbyt ciężki kożuch,

uczę się znów oddechu, co o nic nie prosi,

lecz mi myśli wypełnia wiatrem ciepłym, miodnym,

już nie muszę się błąkać wśród martwych ogrodów.

 

Zasługuję na chwile gorące, spełnione;

każda droga przede mną jest przejrzysta, jasna,

każdy krok mnie przybliża do szczęścia i światła.

Wstecz nie patrzę, a pewność jak talizman noszę.

 

Zasługuję na miłość, w której będę wolny,

i pójdę ufnym krokiem przez mórz wody błogie

w ciepłe drżenie jutrzenki, w jej świetlistą słodycz.

 

Wierzę sercu i drzewom. Już nie znikam - rosnę.

I do chmur się uśmiecham - jakbym był znów młody.

Życie dni mi powierza - a resztę - mam w sobie.

Opublikowano

@vioara stelelor

 

Ten wiersz oddycha. Czuć w nim moment, kiedy coś w środku odpuszcza - nie z rezygnacji, ale z gotowości. "Zrzucam zimę jak zbyt ciężki kożuch" - to zdanie nosi w sobie całą historię bez konieczności jej opowiadania. I ta pewność noszona jak talizman - nie krzykliwa, nie na pokaz, tylko  wewnętrzna. Piękne też, że zaufanie kieruje się nie ku ludziom, lecz ku sercu i drzewom - jakby prawdziwe oparcie było zawsze gdzie indziej niż myśleliśmy.Najbardziej trafiło do mnie zakończenie -  "Już nie znikam - rosnę." Trzy słowa, które mogłyby być całym wierszem.


 

 

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@Czarek PłatakDziękuję, o to właśnie chodziło.

 

@Berenika97 Bardzo Ci dziękuję. Jak zwykle bardzo trafnie odczytałaś wiersz, a wypunktowane przez Ciebie zdanie jest od niedawna moim mottem życiowym. Pewność to przede wszystkim rozeznanie tego, co jest dobre  dla danej osoby - i tam powinna szukać zakotwiczenia, nie pozwalając, by niestabilny ocean przetaczał ją według swoich kaprysów po dnie. :)

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@iwonaroma Optymizm odnaleziony w sobie samym w najtrudniejszym momencie życia jest najcenniejszy :) Dzięki.

Opublikowano

@vioara stelelor

 

to jest wiersz który intelektualnie emanuje ciepłem i oddechem wolnosci.

 

cieszę się, że Twój utwór  przypomina, jak ważne jest odrzucenie ciężaru przeszłości i niezwykle ufne podążanie ku światłu .

 

piękno tkwi w prostocie i zgodzie z sobą,a każdy oddech może być małym szczęściem .

 

kapitalna poezja.

 

 

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@MigrenaJakże często szczęście uważamy za coś, co przychodzi z zewnątrz. spływa z cudzych rąk.

A przecież każdy może być szczęśliwy, jeśli odnajdzie właściwe położenie w czasoprzestrzeni (duchowej), które oznacza harmonię i równowagę :)

Dziękuję :)

Opublikowano

@vioara stelelor

 

o tak !

 

zgadzam się całkowicie !

 

szczęście rodzi się wewnątrz, gdy odnajdujemy własną równowagę.

 

czasoprzestrzeń ducha  bywa subtelna lecz kto ją odkryje , nosi światło w sobie.

 

jak pisał Goethe: " szczęście to płomień świecy co rozświetla mojej Ja ".

 

pozdrawiam.

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @marekg @marekg i to co urzeka w Twoim wierszu Marku to chile zatrzymane nie tylko słowem ale i nastrój w wierszu czuć i obrazy się nakładają  jakby chciało się rzec 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        zostańmy tu na wieczność -:) choć życia szkoda-:) piękna pogoda i nastrojowy wiersz pora na spacer iść jak u Galczyñskiego z wierszem” pod pachą”   pozdrowienia serdeczne
    • Pozwól mi zagrać w twoim filmie jako aktor pierwszoplanowy  gdzie wybuchną uczucia namiętne łącząc serca na planie filmowym   zagramy przed kamerami dusz licząc na miłości nagrodę bez wstydu razem autentyczni z ekranowym pocałunkiem   improwizując bez scenariusza niech miłość będzie reżyserem a nasze ciała jak dwa ubrania stworzone dla siebie na miarę   pozwól mi zagrać w twoim filmie
    • @Poet Ka ... malarstwo poezja  rzeźba ... sztuka  dziś ... bardzo wstydliwa    nie tylko rzeczywistość  sobą zakrywa    im mniej pokaże  tym ją szybciej  stawiają na ołtarze  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • „Gortatów – dom wakacji” – 5   Do tej obory garaż był dobudowany. Stał tam motocykl „Jawa”, rzadko używany. Często, jak nikt nie widział, to na nim siadałem i po całym świecie sobie podróżowałem.   Pędziłem drogami, czasem nawet latałem. Kulę ziemską chyba sto razy objechałem. Przez świat mnie prowadziły stare okulary, które upiększały mego świata rozmiary.   Zakurzony, stary kask na głowę wkładałem, odgłos silnika wargami wytwarzałem. I ruszałem z piskiem opon, na jednym kole, w trasę po tym naszym, ziemskim całym padole.   Zwiedziłem świata kawał tymi podróżami. Wakacje w marzeniach, z zamkniętymi oczami. Motocykl stał zepsuty z jakiejś tam przyczyny, ale ze mną objeżdżał świat w ciągu godziny.   Świat, który zwiedzałem, był inny od naszego. Nie wiedzieć dlaczego, widziałem go lepszego. Był słodko-kolorowy, ludzie lepiej się mieli, byli uprzejmi, uśmiechnięci i weseli.   Kiedy padał deszcz, na motorze się bawiłem, albo też na strych dużego domu wchodziłem. Do gołębi się wspinałem, aż na piętro trzecie, bo wszędzie mnie nosiło tam, z tych nudów przecież.   Dom był wysoki, a schodów już tam nie było, więc na ten poziom po drabinie się wchodziło. Tam były gołębie i gołębie pisklęta. Gołębnik bardzo wielki, na całości piętra.    I znów były tam półki i gniazd niezliczenie, i przepięknych gołębi całe zatrzęsienie. Były te bojące się, co na jajkach siedziały, i te, które pisklęta sobą zastawiały.   Wchodziłem tam często, kiedy deszcze padały. Gołębie na zewnątrz wtedy nie uciekały. A było ich tak dużo, jak w mrowisku mrówek, siedziały i dbały o swój cały przychówek.   Niektóre dotknąć piskląt swoich pozwalały,  inne mnie odważnie skrzydłami przeganiały.  Nieraz na ubraniu kupami mnie zbrudziły, nie żeby ze złości – po prostu się załatwiły.   A tych kupich łajenek było wszędzie pełno, na podłodze warstwa – z pół metra na pewno! I ten zapach tak dziwny, nawet nie śmierdzący, w nosie jakby szczypiący, a w oczach kłujący.   Po tym, jak się wyszło na powietrze świeże, to aż tchu brakowało w świeżości plenerze. I nikt nic nie tłumaczył, co i jak, i dlaczego. Przeżycia te pamiętam do dnia dzisiejszego.   – cdn.   Leszek Piotr Laskowski.
    • Ładnie namalowane słowem

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...