Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Każdego jednego roku, 

ten sam rozkaz z dowództwa.

Głupi, niedorzeczny 

i zupełnie pozbawiony sensu.

Celu również.

Bo od zarania 

ta droga jest zamkniętym szlakiem.

A dla miejscowych 

jest drogą do samego piekła.

Nie wychynie na nią nikt

z pobliskich wsi.

Choćby ją wybrukować studolarówkami

a żwir zamienić na bryłki złota.

Konie płoszą się 

gdy tylko poczują jej dotyk

pod kopytem.

Samochody psują się 

lub zachłystują

nagłym odcięciem paliwa.

Nie ma śmiałka 

co przemierzył Lincoln Road

na stopach.

A jeśli nawet kto kiedy próbował,

to jego szkielet pewno nadal bieleje 

pośród dzikiej kniei 

lub w nurcie potoku Manson.

Droga oficjalnie figuruję 

na mapach i przewodnikach.

Mało tego, 

byłaby świetną, miejscową atrakcją.

Lecz nikt nie chce igrać z siłami,

których w pełni nie potrafi wyjaśnić.

Z żywą legendą o starych czasach.

 

 

Dziś jest ten

szczególny dzień w kalendarzu.

Dwudziesty siódmy grudnia.

A kto tego dnia utknie na Lincoln Road,

szczególnie niedaleko mogiły 

i starego mostku na Manson.

Ten jest stracony dla świata.

Jest to tak niedorzeczna 

acz wryta 

w świadomość miejscowych legenda,

że od przeszło dwudziestu lat,

wojskowi z pobliskiej bazy 

trzymają wartę na całej jej długości

w tym jednym dniu.

Od kilku lat panuje spokój, 

choć różnie bywało.

Wiele patroli przepadło bez wieści.

Odnajdywano po nich broń, mundury,

czasem zbłąkane i przerażone konie.

Inni odnajdywali się 

po wielu tygodniach 

lub nawet miesiącach.

Odarci nie tylko z ubioru ale i zmysłów.

Lądowali w szpitalach dla obłąkanych.

Bredzili w kółko o Lincoln Road.

O mostku na Manson.

O postaci, która pojawia się 

na jego spróchniałych deskach,

dwudziestego siódmego grudnia.

O masakrze z czasów secesji.

O dziejach

przeklętej kompanii konfederatów.

Może to tylko głupia legenda.

A może fakty w postaci 

zaginionych i pomylonych żołnierzy,

są dostatecznym dowodem ku temu,

że w te końcowe dni roku,

patrolowanie Lincoln Road

jest koniecznością.

Dla spokoju duszy i sumienia żyjących.

 

Był to ich ostatni nawrót, 

niedaleko rogatek Pinehead

w stronę mostku.

a dalej za nim 

Lincoln wpadała i kończyła się 

na międzystanowej ku Chesterfield.

Tam klątwa i legenda już nie sięgały.

Wieczór przechodził powoli

we wczesną noc.

Śnieg znaczył drogę

szeroką, białą wstęgą.

Nie było go wiele.

W tym roku zima 

nie przyszła jeszcze w całej swej pełni.

Światła ich ciężarówki

wrzynały się jak noże,

daleko w pustą przestrzeń.

Las wydawał się wtedy

jeszcze mroczniejszy 

i pełen złych przeczuć i istot,

którym zupełnie nie w smak 

była obecność ludzi.

 

 

W szoferce jechało ich dwóch 

a pięciu pod bronią 

jechało na pace pod płachtą z brezentu.

Na figlarzy, głupców

i rozbójników wystarczy,

lecz czy takie środki 

będą skuteczne

na przeciwdziałanie klątwie.

Żaden z nich wolał tego nie sprawdzać.

Pokonali ostrożnie, wyboisty łuk 

i wyjechali naprzeciw zjawisku, 

które całkowicie ich zaskoczyło.

I nie, nie było to nic nadprzyrodzonego.

Wręcz przeciwnie, 

były to rażące ich 

światła osobowego wozu

zaparkowanego na poboczu.

Obok otwartych drzwi

od strony kierowcy,

dostrzegli ludzką postać,

gdy oświetlił ją błysk reflektorów,

żołnierze rozpoznali w niej nie potwora a niewiastę o bardzo przerażonej lecz naznaczonej ulgą ratunku minie.

Zatrzymali się praktycznie u jej stóp.

 

Wysiedli dopiero po dłuższej chwili.

Nie byli pewni 

w środek czego tak naprawdę trafili. 

Jadąc tym odcinkiem

pół godziny wcześniej 

natrafili tylko na pustkę.

Czy kobieta była tu zupełnym przypadkiem?

A może słyszała o tym 

co dzieje się tutaj w tym dniu 

i szukała mocnych wrażeń.

Jedno było pewne.

Nie znali jej, 

więc nie mogła pochodzić z Pinehead.

A do tego jej samochód 

był wyssany z paliwa do cna.

Gdyby wjechała tutaj godzinę później,

musiałaby wracać

na własną rękę przez las

i uważać

na postać jeźdźca zza plecami.

Mogła to być też

podpucha albo pułapka.

Nie mogli tego wykluczyć.

 

 

Kapral wysiadł pierwszy

i uderzył kilka razy

otwartą dłonią w karoserię 

dając znak tym z tyłu by ich osłaniali.

Nie minęła nawet minuta 

a już muszki pięciu garandów były

wycelowane w przerażoną kobietę.

Nie wyglądała

jakby zamierzała walczyć 

a raczej uciekać gdzie pieprz rośnie.

Nie przejmując się 

wycelowanymi w siebie karabinami, 

rzuciła się z płaczem ku kapralowi.

Nieważne dokąd prowadzi

ta przeklęta droga

ale chcę jak najszybciej

znaleźć się 

jak najdalej stąd.

Zabierzcie mnie stąd błagam.

Kapral dał jasny sygnał

by opuścić broń.

Wykonali rozkaz.

Lecz nadal byli w niemałym szoku,

że w tym dniu

natrafili tu na żywą osobę.

 

 

Niech Pani wsiada

czym prędzej do szoferki,

droga jest zamknięta … 

szczególnie dzisiejszej nocy…

po drodze wszystko Pani nam opowie.

Niestety na wstępie zaznaczę, 

że jesteśmy zmuszeni 

dokończyć wykonanie patrolu.

Przejedzie z nami Pani jeszcze kilka kilometrów do drogi stanowej

a potem zawrócimy do Pinehead 

gdzie zostanie Pani u nas w bazie.

O samochód proszę się nie martwić.

Odholujemy go jutro

za dnia do Pinehead.

 

 

Kobieta wpadła w histerię już po kilku pierwszych słowach kaprala.

Wracać do drogi stanowej!?

Przez ten stary most,

który mijałam jadąc tu!?

Więc proszę mnie zastrzelić tu i teraz,

bo nie wrócę na ten most

choćby i z uzbrojoną po zęby

dywizją wojska.

Zresztą na nic Wam

te śmieszne karabiny.

Tam mieszka coś,

czego kule się nie imają.

Zastrzelcie mnie albo zostawcie tutaj.

Wolę czekać na śmierć tutaj,

niż jechać prosto w jej objęcia.

Jeśli wjedziecie na most,

nie wrócicie już tutaj.

Macie moje słowo.

 

 

Byliśmy na nim tylko tego dnia 

co najmniej dziesięciokrotnie 

i jak widać żyjemy.

Boi się Pani w nagłym szoku, 

własnego cienia.

A cieni nie należy się bać.

Cienie to cienie.

A jeśli to cienie przeklętych dusz!?

Widziałam ich jak teraz widzę Was.

Kompanię pod bronią, lecz bez głów.

Nie wrócę na most.

Nie ma Pani wyjścia.

Mam rozkaz odstawiać 

wszelkich cywili do bazy 

tak by nikt nie włóczył się po tej drodze.

Nic dziwnego to przeklęta droga!

Niebezpieczna i stara, 

ze skruszałym mostem, 

który grozi zawaleniem.

Pilnujemy porządku

a nie śledzimy duchy droga Pani.

Dał znak dwóm podkomendnym

a Ci bez zbędnych

wyjaśnień i ceregieli, 

siłą wrzucili wręcz kobietę do szoferki.

Poza wzrokiem kaprala

ale jeden z nich wracając na pakę dyskretnie się przeżegnał

i ucałował krzyżyk

zawisły na szyi...

 

 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...