Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Są takie dwie rzeki, 

których źródła nigdy nie wysychają

i stają się natchnionym zalążkiem 

dla spragnionych oczu i ust.

Ich nurt bywa monotonny, powolny 

i sennie wręcz cichy.

To znów wody ich 

piętrzą się na podwodnych,

obłych kamieniach.

Szturmują spienioną falą 

poszarpane, podmyte brzegi,

liżą szerokim wylewem,

osnute mgielnym przymrozkiem łąki

i zielone skarpy z rudawymi plackami

zgniłej od wilgoci trawy,

nad której żywotem pastwiło się jeszcze niedawno w letnim zenicie stojące słońce.

 

 

Wiry z powierzchni

powstałe w dna zagłębieniach,

czyhają drapieżnie 

na ospałe owady i małe rybki.

Zatopione gnieniegdzie 

czarne, połowicznie odarte 

z godności kory drzewa.

Rozsnuwają swe obumarłe gałęzie 

niczym nachajskie bicze 

w brudnych, mulistych zakolach.

Szumią widmowe liście,

sonety o marności bytu.

Kto się w to piekło korzeni zapuści,

ten żegna się ze światem.

A bramą do otchłani 

są pyski szeroko rozwarte,

leniwych, łuskowatych morderców.

Co w korzeniach tych uwili sobie,

fabryki masowej zagłady.

 

 

Z falą płynie cały ten brud.

Unosi się on z gracją dostojną,

Tak by go z daleka 

dostrzegano i komentowano.

By go uznano za sens i piękno.

Fale płyną przed siebie bezwolnie.

By rozbić się 

o porzucone, rybackie, połatane łajby.

By popełnić samobójstwo 

na odartych z farby kadłubach.

Ich krew wsiąka w wyżartą rdzą stal,

zarzuconych i zapomnianych

w dno kotwic.

Łodzie stukają o siebie.

Jak kości, powieszonych szkieletów.

Tulą się i ocierają o siebie,

jak glisty i robactwo w czerni trumny.

Chadzają wesoło po labiryntach,

spękanego, rozlanego w sukno 

gnijącego ciała.

 

 

Są takie rzeki,

których nurty się pięknie łączą.

Śmierć i miłość.

Płyną zgodnie.

Jak siostry bliźniaczki.

O tożsamych nawet charakterach.

Bo śmierć to miłość i ukojenie.

Koniec cierpienia w życiu.

Po nic.

Jeno by cierpieć i oszaleć.

A śmierć jest

naszą przyjaciółką najdroższą.

Boli ją widok cierpiącego człowieka.

Więc go zbawia od żywota.

I powołuję do wiecznego mroku,

w bezdni spokojnej, zimnej pustki.

A miłość to śmierć i szaleństwo.

Obłęd, który ma nas

za zadanie zniszczyć.

Byśmy rozumieli dlaczego, 

ginąć nam przychodzi.

Ze swej ręki,

co nią los jednak nie my rozporządza 

jak ulicznicą brudną.

 

 

A czasem

śmierć przychodzi wieczorem,

staję w progu domu 

w swym płaszczu nocnego dżdżu

i mgielnej masce

o szkarłatnych ślepiach

i błaga byśmy tą miłość zabili.

Dla dobra jej i siebie.

Serc i umysłów.

Bo przecież krwawić jest rzeczą ludzką.

I gnić również.

Dlatego leżysz teraz 

w lodowej trumnie z kry Kochanie.

Schowana w cichych szuwarach.

Tam gdzie śmierć wpada do miłości 

i miesza się z nią 

w tyglu szaleńczego upojenia.

Powiedzą zapewne.

Zamordował ją.

Zabił okrutnie.

 

 

A ja chciałem tylko byś prędzej gniła.

Tak rozkosznie na mych oczach.

Codzień bardziej romantyczna i piękna.

Kusząca bladością trupią.

Tak teraz kusisz mnie nimfo 

w pozie jednej zastygła.

Dłonie złożę Ci nad łonem

a włosy płomienne rozpuszczę 

wśród zatopionych liści i traw.

Oczy, nabiegłe zastygłą krwią otworze.

A usta ucałuję lodowe.

Tak Cię spętam w tej chwili 

na płótnie malując.

I pragnąć zgnić 

i rozłożyć się w larw stadko.

Dla tej przeklętej miłości.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Rozumiem, ale nie jestem  panią swojego czasu. :))))  A to, że zostawiłam Twój utwór do porannej kawy, to był dobry wybór. Prawie mnie zszokował. Ale "prawie" robi dużą różnicę. :) Pomyślałam: spokojnie, to jest Simon Tracy - był czas się przyzwyczaić. :))) 

Ten wiersz to mroczna, dekadencka wizja splecenia miłości i śmierci, utrzymana w konwencji romantycznego gotyku z elementami symbolizmu.

Rzeki funkcjonują jako centralna metafora - to jednocześnie strumienie życia i śmierci, miłości i rozkładu. Budujesz skomplikowaną alegorię, gdzie woda symbolizuje nieuchronny pływ egzystencji, niosący zarówno piękno, jak i destrukcję.

Balansujesz między pięknem a obrzydzeniem, tworząc obrazy, które fascynują swoją makabrycznością.

A na końcu motyw nekrofilii i malarskiego utrwalenia rozkładającego się ciała - celowo prowokacyjny.

Stylizujesz na XIX-wieczny dekadentyzm, to konwencja literatury "przeklętej". Utwór bardzo niepokojący. Przyznam, że nie mieści się w mojej estetyce. Ale doceniam warsztat. 

Mam album "Prerafaelici", na nim obraz John Everett Millais, Ofelia. I chociaż to nie ten kierunek w sztuce, to ten właśnie obraz przypomniał mi się po przeczytaniu wiersza.  Pozdrawiam. 

 

 

 

 

Opublikowano

@Berenika97 Ten wiersz otwiera mój nowy tomik i dlatego ma za zadanie szokować i gorszyć.

Tak by czytelnik, który mnie nie zna miał dwa mozliwe wyjscia po lekturze.

Nie przeczytam nic od tego szaleńca już nigdy lub przecież to jest doskonała, mroczna makabra, chcę więcej.

Myślę, że nie mieści się on w niczyjej estetyce.

Dlatego nie wydaję swoich wierszy :)

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Simon - naprawdę szokujesz tym utworem. I chociaż nie szokują mnie osoby martwe, to jednak na końcu obrazy są gorszące - nie tylko chodzi o pozbawienie kogoś życia,ale o bezczeszczenie zwłok. Masz rację, nie mieści się to w niczyjej estetyce (prawie niczyjej). Napisałeś wcześniej "mój nowy tomik" - a na końcu "nie wydaję swoich wierszy" - jak to rozumieć?  Pozdrawiam.

Opublikowano

@Christine Mimo, że nie próbuję nawet niczego wydać to od początku swojej przygody z piórem czyli już osiemnaście lat dzielę swoje wiersze na tomiki i spisuję dokładnie ich kolejność.

Jak kiedyś mnie już dawno nie będzie to może ktoś to znajdzie i wyda w lepszych czasach.

@Christine "Nurty dwóch rzek" będzie tak samo obrazoburczym i gorszącym tomikiem jak "Letnia spowiedź trupa" i "Na odgłos".

Każdy z nich jest wyklęty już od początkowej frazy pierwszego wiersza.

Nawiązują one do najmroczniejszych nurtów dekadencji i nihilizmu.

Są hołdem dla baudelairowskich "Kwiatów zła".

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Na liniach czasu @Leszek Piotr Laskowski dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • BONNIE, HOLD ME TIGHT (We'll be holding on forever) "Gdziez te dziewczęta są? To już dawny czas Gdzie jest tych lat kwiat? Znów minął rok Nie ma już tych dziewcząt, bo Zebrał ich kwiat czas w godzinę złą Czy coś da tych kwiatów dar? Czy zawsze będzie już tak? HOLU WDZIĘK W UTWORACH HYRU (Holding out for a hero) [Intro] Da, da  Da, da Da, da Ach, Ach [Wers 1] Gdzie są ludzie z dobrych lat, gdzie bogowie są? Gdzie Herkules ulic, co zwalczy zło? Gdzie waleczny rycerz, jego biały koń?   (Ooh-ooh-ooh)  Śnię o tym, czego trzeba mi nim spadnę w snu toń  (Ah-ah) [Refren] Czekam na bohatera aż po świt Ma się umieć bić, musi żwawy być I z boju wracać, jak gdyby nic Trzeba mi herosa (Erosa) Czekam na bohatera aż po świt (tera aż po świt) Ma nie być jak tchórz, ma być zaraz już Ma pełnią życia żyć (życia żyć) Post-Chorus Da, da Ach, ach Ta, ta Ma, ma [Wersja 2] Śnię w swych najśmielszych snach Że tuż poza zasięgiem rąk mnie znajdzie ktoś, Osiodła grzmot i rozświetli mrok (ach-ach-ach) Herosa trzeba mi, o, tak (och-och) [Refren] Czekam na bohatera aż po świt Ma się umieć bić, musi żwawy być I z boju wracać, jak gdyby nic Trzeba mi herosa  (tera) Czekam na niego aż po świt (Era aż po świt) Ma nie być jak tchórz, ma być zaraz już Ma pełnią życia żyć (źycia żyć) Da, da Ach, ach Ta, ta Ma, ma [Most] W górze, gdzie niebo spotyka linia gór Tam, gdzie błyskawica rozrywa toń mórz   Zdaje mi się, że ktoś obserwuje mnie  Przez wiatr, chłód i deszcz  Nawałę powodzi i burz Czuję, jak nadchodzi, ogień burzy krew Ogień burzy krew, czuję ognia zew  Czuję ognia zew, krew ryczy jak lew [Refren] Czekam na herosa choć minął świt Nie musi się  bić, byle dał żyć Nawet może pić, i być jak widz Nie musi być heros (hetero) Będę  czekać aż po świt (Jak na psa, co gdzieś znikł)  Wiem, że jest tuż, za chwilę już Ma po prostu być (przy mnie tkwić) TO TAKŻE KLIP WE ŁZY  HART  (Total Eclipse of the Heart) [Wers 1] (Odwróć się) Czasem czuję się nieco samotna Lecz nie odwiedzasz mnie (Zawróć się) Od czasu do czasu mnie spotka Dźwięk moich łez (Odwróć się) Chwili pół prawie panikuję  Że minęły najlepsze z naszych lat  (Przywróć czas) Są dni, gdy nawet nie próbuję, Lecz widzę twą twarz [Refren] (Wróć mi jasny wzrok) Raz na dwa się rozsypuję  (Wróć oczu twych toń) Z rzadka cię potrzebuję  [Wersja 2] (Odwróć się)  Czasem chcę biec lekko  We snach mnie kusi coś (Odwróć to) Bywam bezradna jak dziecko  Gdy zniknie twoja dłoń (Boże broń) Są dni, gdy jestem niepokojem I daję się wypłakać łzom (Odwróć się) Co jakiś czas niby się boję Lecz widzę twój wzrok,  [Refren] (Wróć twą woń) Na moment rozsypuję się   (Oczu toń) Dziś w nocy potrzebuję cię  Jesteś dziś potrzebny mi  Jak nigdy jeszcze nic  Tylko ty ukoisz mój brak Będziemy wiecznie trwać Niech dzieje się, co ma się stać Byle co, byle gdzie, byle ty  Razem możemy wkroczyć w sny  Twej miłości cień nade mną cały czas Nic nie mogę, w ciemności trwam Na beczce prochu, bije ze mnie żar Dziś wieczór potrzebuję cię tak Lecz wieczór ma wieczności smak  Wieczność dziś wyjdzie na start Post-Chorus Niegdyś  miłością wzbierałam Dziś sypię się na drobny mak  Nikt tu nic nie zdziała Serce ma zaćmienia znak Kiedyś świecił światłem świat  Dziś kochamy się, gdy światła brak  Nie mogę powiedzieć nic Serce zaćmione na wznak  [Interludium] (Odwróć się) (Wywróć grę dniom złym) [Wersja 3] (Przywróć się) Na pół pamiętam, że nie będziesz tym Kim tak bardzo chciałeś być (Nawróć się) Aod święta wiem, że tylko ty Dajesz mi siebie żyć (Powróć się) Zdarza się, że wiem, że nie istnieje nikt  Tak cudowny i wspaniały jak Ty (Wracaj tu) Że od ciebie nie jest lepsze nic Dla ciebie, wszystko zrobiła bym (Proszę, wróć) IDŹ ZA SERC KARCER (It's a Heartache) To ból serca To tylko ból serca Co cię przewierca Gdy jesteś na dnie To gra bez sensu Bez podtekstów  Stoisz w deszczu Tu skryłeś się w cień  To ból serca To tylko ból serca Nosisz go na rękach  A on zdradza cię  Miłością nie masz dzielić się By odkryć, że nie znaczysz nic Nie można niej zatracić się Jak ja chciałam w tobie być To zawał serca Stan klinicznej śmierci Ból mnie przewiercił  Jestem już na dnie   Bez ciebie grota pusta A twoje boskie usta   Są zamknięte w chuście   I słyszę wzgórza zew Na krzyż idzie serce Na drogę w krwawej męce Puste są me ręce Z ran mi uszła krew     
    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Kena, że i pas z sapieżanek
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...