Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czyli afro-europejskie płyty zmysLOVEgo etnicznego wulkanu

Niedzielne, letnie popołudnie przesiąkło samotnością, a może tylko wilgocią, która bez pytania wdarła się na długo przed zapowiadanym oberwaniem chmury. Deszcz był już potrzebny, a wręcz konieczny, gdyż ostatnie przelotne opady nie zapewniły dostatecznej wilgotności, a spragniona ziemia wyschła na pył. Najmniejszy powiew unosił wzburzone tumany i tylko tu, wewnątrz wilgoć rozgościła się na dobre.

///-Zapewne to wina źle wykonanej izolacji fundamentów- pomyślałam -
„Wilgoć jest bardzo niebezpieczna i powoduje wiele szkód:
-osłabienie izolacji cieplnej, czyli zimno;
-niszczenie muru spowodowane ciągłym kontaktem z wodą;
-rozwijanie się grzybów i pleśni, których obecność może powodować choroby alergiczne, choroby układu kostnego, oddechowego, skóry, a czasami zwiększają możliwość wystąpienia chorób nowotworowych.”

Czarna wizja śmiertelnej choroby zawisła pod MOIM dachem, a właściwie w fundamentach, tej -niewidocznej, ukrytej pod ziemią -części, od której zależy jakość całej budowli. Niestety ta sama woda, która daje życie, potrafi je zatruć, zniszczyć, a nawet odebrać. Jeśli chodzi o fundamenty, to należy się od niej skutecznie odciąć.
Dobrze że dach szczelny, jeszcze by weszła na głowę, tzn. polała się; a jeśli o polewaniu, to niech się leje...Marsala. Nie ma nic lepszego na zmarznięte ciało od kieliszka dobrego wina ///

Ułożyłam się wygodnie na obitym bordowym welurem szezlongu i okryłam miękkim pledem. Wiercąc się chwilę, utworzyłam ciasny kokon; tego właśnie potrzebowałam, aksamitnego dotyku ciepła. Uwolniłam tylko rękę, by sięgnąć po szklankę i z barbarzyńskim pośpiechem wypiłam jej zawartość, bezczeszcząc sycylijskie sacrum. Nie byłam w stanie delektować się smakiem tej winnej doskonałości, ani celebrować chwili, a ta, wyjątkowo urokliwa i nastrojowa...byłaby kosztowana, jednak nie tym razem. Chciałam zagłuszyć cudowne dźwięki bębniących kropli deszczu, a one coraz bardziej natrętnie dzwoniły w uszach, w ciele, przechodząc przez nie zimnym dreszczem. Wmawiałam sobie, że to tylko zimno, i, przejdzie za chwilę, jeszcze tylko mały łyczek i będzie ciepło, a ta muzyka, to tylko szum, szum tego wina; czemu zamiast ogrzewać szumi, tak bajeczną kpiną. Dlaczego, gdy już nie chcemy nic czuć, stajemy się jeszcze bardziej wrażliwi, a wprawione w drżenie zmysły melodyjnie grają w nas, jak na harfie.
Tysiące razy wmawiałam sobie, że to TYLKO szum;
i nic, wciąż odczuwałam te boskie dźwięki, jak alchemiczną miksturę, łagodnie wypełniającą głębie mojego jestestwa.
-Plum plum, plum plum- boska doskonałość, czemu właśnie teraz?
W końcu się poddałam, poczułam miłe rozluźnienie; ręka z coraz większym trudem sięgała po szklankę, która stawała się coraz cięższa i cięższa. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Wstałam i poszłam w ich kierunku
-To Porta Felice - Bramy Szczęścia- usłyszałam, i zobaczyłam, jak się otwierają, ukazując nowy nieznany świat. Port pełen krzątających się mężczyzn, składających podziękowania towarzyszkom morskiej tułaczki; robią to zdecydowanie i czule i choć wykonują to codziennie, nie wygląda na rutynowe czynności, a powolny rytuał, dokonywany z niezwykłą atencją, w skupieniu, jak rodzaj misterium adoracji. Łodzie noszą damskie imiona: Ornella, Stella, Rina; Pogodzone ze swoim losem, stare, lecz zadbane z wdziękiem unoszące się na wodzie, łagodnie kołysane muśnięciem fal.
-Jeszcze wczoraj były kapłankami Afrodyty, którym marynarze przynosili jedzenie i miłość- znów usłyszałam ten głos – pielgrzymujący -oddając się miłosnym igraszkom- zyskiwali przychylność Afrodyty, która zajmowała Zeusa nową miłosną aferą, a wtedy morze uspokajało się, bo sztormy były oznaką znudzenia.
Od wieków nic się nie zmienia, to znaczy zmienia się w ten sam sposób.
Znów poczułam drżenie. Ktoś szeptał tajemnicze zaklęcia, czułam fale gorąca rozpływające się od wewnątrz i dreszcze pokrywające zimnym dotykiem powierzchnię rozpalonego ciała, by zaraz wniknąć w głąb nagłym skurczem, co ruch wstrzymuje od środka, wchłaniając boską energię, kumulując każde jej następne dostarczenie, tak szybkie i mocne...przyśpieszenie; alchemicznej reakcji spowijając łańcuchem, zwiastując dziko, groźnym brzmieniem...tuż przed...

„wybuchem grozi- od roku uśpiona –Etna- zaktywizowała się serią wstrząsów sejsmicznych. Naukowcy twierdzą, że wulkan stał się coraz mniej przewidywalny, a zmiany jej charakteru, wiążą się z położeniem –na granicy europejskiej i afrykańskiej płyty kontynentalnej.”

Obudził mnie podniesiony głos lektora; zdezorientowana mieszanką sennych marzeń, po chwili zdałam sobie sprawę, że przegapiłam zaznaczony program o Sycylii. To nic, polecę tam pod koniec lata.

Opublikowano

zgadzam sie z Leszkiem - o fachowości fachu niepotrzebie- ale to twoja refleksja.
nastrojowe to, deszczowe a zarazem cieplutkie, lekki stan uspienia i ciekawy rozbior na czynniki pierwsze twoich uczuć
pozdrawiam

Opublikowano

hehe,
myślicie, że jak w asfaltach siedzę, to ze zboczyłam...zawodowo
myślałam o tych wodach grunow/n/ych -rodzicielskich, od których lepiej się odciąć
ale, jak widać sama nie była pewna tego fragmentu -///myśle o ukośnikach///- więc ta część ostanie tymczasowo
dzięki za wizytę i komentarz
pozdrawiam
zawsze ciepło
zawsze sucho
zawsze pewnie

Opublikowano

więc proponuję zmień ten fragment bo jest taka mozliwośc i jeszcze raz przeczytam
zapewne twoja refleksja ujęta poetycko nada jeszcze ciekawszy ton opowiadaniu
pozdrawiam

Opublikowano

powiedzmy, że do -się oddalenia
hehe
i z tej właśnie pozycji -półleżącej, przeciągając z francuska /chaise longue/
wstrząśnięta, nie zmieszana, bo mieszać się mogą tylko al/chemicznie podobne związki
in this connection
niczym wyspa, choć zamotana w sieciach korzennych nut melodię
nucę /.../

Opublikowano

no cóż,renatka jak zwykle bardzo kobieca i ani jej sie widzi choc na chwilę stać się męzczyzną. kolejny sonet prozą. kolysanka dla zmyslów po dwoch kawalkach jay jaya i kole ratunkowym leszka. dziwne, alecorazczesciej podobaja misie takie delikatne teksty. starzeje sie chyba.mamnadziejezesamniezmienietoru jazdy- na tym mi dobrze.a propos sycylii...wlasnie przeczytalem "sycylijczyka"m.puzo.pięknie ją opisał.

Opublikowano

stać się mężczyzną?
tak długo starałam się wyrwać z siebie te typowo męskie zachowania
podeptać i zmiękczyć obraz twardej i zimnej
do tej pory moja własna mama nie wierzy, że potrafię płakać i odczuwać ból
stać się mężczyzną? jestem nim, lecz tak trudno wciąż dźwigać ciężary za wszystkich innych
ale postaram się Cię zadowolić, pewnie znów wyjdzie mi na dobre
pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poezja to życie Różowe okulary w błąd wprowadzają fałszywy obraz dają .   Ona jest jedyna, jak każda dziewczyna  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego popołudnia 
    • ... albo znacie - film "Outlander"? We wyreżyserowanej w 2008 roku przez Howarda McCain'a historii, opartej na scenariuszu napisanym wspólnie z Dirk'iem Blackman'em, najważniejsze są trzy osoby: Kainan, Freya i Eric. Imię pierwszej, zagranej przez Jim'a Caviezel'a, łatwo skojarzyć z nazwiskiem reżysera; Imię drugiej, kreowanej przez Sophia'ę Myles jest tożsame z nordycką boginią miłości, płodności, wojny i magii. Wreszcie Eric: zdawałoby się imię jak imię, wybrane jednak celowo, chociaż ta właśnie filmowa postać jest chłopcem - pochodząc bowiem z języka staronordyckiego, oznacza "wiecznego władcę" lub kogoś "zawsze potężnego".    Powtórzę: zdawałoby się historia jak historia, napisana i nakręcona, by dać zarobić wszystkim zaangażowanym w jej powstanie. Jest jednak głębszą, niż może wydawać się na - czy też po - pierwsze obejrzenie. Oto kosmita z planety, której nazwa nie zostaje w filmie wymieniona, wraz z towarzyszami atakuje ziemię zamieszkałą przez drapieżniki zwane Morwenami, zabija je ogniem z nieba (patrz zdanie z filmu) i niszczy ich świat dla własnej korzyści. Dokładniej celem zyskania ziemi, albo - by nawiązać do obecnie trwających w naszym świecie wydarzeń, że tak je łagodnie nazwę, a zarazem do tychże sprzed lat kilkudziesięciu - budowy wielkiego państwa lub zyskania narodowej przestrzeni. Przypomina ona - historia owa - z pewnością tę przedstawioną przez James'a Cameron'a w "Awatar'ze". Przypomina - niestety także,  określenie "nie tylko" jako astosowne jest nie na miejscu - wspomniane uprzednio wydarzenia.     Jakże to ludzka historia i jakże ludzki punkt widzenia - rzecz oczywista, reprezentowany przez osoby niskoenergetyczne: wpaść na pomysł zagarnięcia cudzej przestrzeni i urzeczywistnić go ze świadomością mordowania mieszkańców tejże przestrzeni, przy czym w żadnym stopniu przejmując się ową świadomością. O zabijanych nie mówiąc: to konieczność. Istotne, że chcemy tego właśnie my. Nam wolno.     Oczywiście jest to opowieść i ludzka: Cainan - pora teraz na następne skojarzenie, z Conanem Barbarzyńcą mianowicie, bynajmniej tylko imienne - zakochuje się we Frey'i. Czy trzeba dodawać, że z wzajemnością? Nie trzeba, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby historii bądź istniejąca w ten sposób, w zbyt małym stopniu gwarantując oczekiwaną oglądalność niezbyt przypadłaby ona widzom do umysłów. Nadmieniony zaś wcześniej Eryk zostaje usynowiony. Scenariuszowe te fakty ujmuje jedno z końcowych zdań: "Wziął sobie żonę i chłopca, którego usynowił".     Jest w "Outlander'ze" - zaznaczę tu, że znacznie bardziej podoba mi się tłumaczenie "Inoziemiec", będące wcale na równi z "Cudzoziemcem" - jeszcze jeden wątek. Celowo posadowiony na końcu filmu , moim zdaniem właśnie dla zwrócenia nań stosownej uwagi. Oto główna bohaterka - że to ona, wskazuje brzmienie głosu - wypowiada zdanie: "Kainana przysłali bogowie". Nie tyle chodzi o to, iż nie odpowiada to tegożfilmowej prawdzie - Kainan wszak opowiedział Freyi o sobie, skąd pochodzi - ile o pochodzeniowe związki nas ludzi z istotami z innych światów. Na co wyraźnie wskazują sumeryjskie historie o Anunnaki, opowieści Dogonów, legendy Kaczynów czy - wraz z innymi mitologiami i panteonami od Wschodu do Zachodu, zwłaszcza hinduistycznym - ta nordycka dawnych Skandynawów. Podobieństwa działań bogów, jak ich w owych mitach rozmaitych ludów nazywano, z poczynaniami starotestamentalnych Nefilim są uderzające. Z przekąsem wspomnę czasem zdarzający się brak kobiecej wiary w męskie słowa, co akurat w przypadku Freyi miało miejsce. Ale może była to kwestia jej interpretacji, dodania sobie wartości, że wiąże się uczuciowo i małżeńsko z bogiem. A może Kainan, nie dopytany, nie powiedział jej wszystkiego? Może i jemu było miło zostać uznanym za boga?    Inoziemiec. Outlander. "Cudzoziemiec", jak główny bohater jest określany do chwili przyjęcia do wikińskiej społeczności, stanowiącej podstawę i tło akcji, nim zaczęli oni zwracać się do niego po imieniu. Patrząc na obecny świat i spoglądając na jego historię - przy założeniu, że ta prezentowana w oficjalnej nauce jest prawdziwa w sferze stoczonych bitew i wojen - trudno nie zadać pytania, jak wiele w Ziemioludziach - Ziemianach - owego "Ino". "Out". "Cudzo".     "Czyńcie sobie Ziemię poddaną"? Stworzeni "na obraz i podobieństwo"? Hm. Czy stan świata, wynikający ze wymienionego w uprzednim zdaniu stworzenia "na obraz i podobieństwo" nie świadczy dobitnie o niskiej energii zbyt wielu tuziemców?     Autor niniejszego opowiadania miewa czasem następującą myśl. Jeżeli ci, którzy do tej pory śpią, nie obudzą się lub nie zechcą wejść do grona czy może już nawet społeczności Przebudzonych czy Świadomych, to kto wie, czy Ziemia, świadoma istota - Gaia,  jak nazywali ją starożytni Grecy - nie czeka już, aby oddzielić ich dusze od sfery fizycznej? Wiedząc, że bez nich będzie jaśniejszą i o wiele bardziej pozytywną energetycznie przestrzenią? Samowymieniony na początku tegoż akapitu Autor bynajmniej zdziwiłby się, jeśli dla wielu byłby to przedostatni - a może nawet ostatni - tak zwany Wielki Piątek.      Kartuzy, 3. Kwietnia 2026
    • @Jacek_Suchowicz I żyli długo i szczęśliwie…. Na Twoje zakończenia zawsze można liczyć.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Pozdrawiam serdecznie. I Wesołych Świąt.
    • @Stukacz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Wydzierał się i wydzierał, albowiem chciał swoje, czyli to co jego, tak, co jego właśnie, wydrzeć watasze zasępionych wilków, zwanych „północnymi”. I wydziergał w tym celu hasło w niewiele znaczącym i dość obojętnie oraz w gruncie rzeczy lakonicznie prowadzącym się zeszycie formatu A5. Wydarł kiedyś z niego kartkę, na którą z czasem i embarrasem wdarła się ważna treść.      Warszawa – Stegny, 03.04.2026r.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...