Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedy świat zwolnił, przestał biec jak szalony, jednym zdaniem- zrobił sobie przerwę na kanapkę z ogórkami- wsiadłam do mojej Wielkiej Mózgownicy VI i poleciałam.
Mój kosamiczny pojazd ma sześć wejść ,każde w innym kolorze. Tyle ,żeby starczyło na każdą porę roku- wioske, lateks, jestem, chłodzień, depreson i eufor. Wewnątrz było ciasno i ciemno. Za to w jakiś dziwny sposób mieściło się tam wszystko co najpotrzebniejsze podczas podróży- sześć kotów (z tego samego powodu co wejść), łaptop, 30 kilogramów kawy, słownik poprawnej mówczyzny i pisowizny, aparat fotogeniczny, płyty cv, wieża z widokiem na lepsze czasy, użko i sześć zakamarków. Te ostatnie na specjalne okazje. Zakamarek Największego Uczulenia, w którym składuje wszystkie przedmioty powodujące moje rozdrażnienie. Znajdowały się tam głównie zdjęcia z krzywym horyzontem, tubki z farbą wyciskane przy „wylocie” i tłuste włosy.
W Zakamarku Rozczarowań mieściła się półka z kilkoma imionami, podaniem na ASP i zakurzonymi pudełkami o których nic nie wiem. Dalej (idąc w lewo) Zakamarek Roztargnienia a tam wielka dziura pochłaniająca rzeczy „potrzebnewłaśnieteraz”. Zakamarek czwarty – Pasji i Ulubieństwa zapełniony najliczniej ze wszystkich. Głównie przedmioty plastycznotwórstwa maści różnorakiej, kucharstwo, zcięciowłosie, śniegu, deszczu, tabaku i kilkanaście drobiazgów oraz bzdurstwa i banialuki. Szósty jest Wadliwy, lepiej nie mówić co tam leży! Nie, o piątym nie zapomniałam, ale tam jeszcze nie zaglądałam.
No i wyruszyłam z tym całym majdanem, w poszukiwaniu znalezienia. Po szesnastu kawach, dwóch rozczarowaniach i irytacji całkowitej trafiłam na planetę Netorialną . Wysiadłam wyjściem chłodzieniowym, zabierając ze sobą bzdurstwa i banialuki. Tłoczno tam strasznie było, ale głownie trafiałam na czatujące (na coś) dzieciaki i kluby miERnOTYCZNE. Błądziłam tak, aż w końcu znalazłam biuro Googlerów. W środku były miliony pomarańczowych wyszczekiwarek, szybko poruszających się po całym Googlynku. Oczopląsu można było dostać! Zapytałam o jakieś miłe miejsce ,w którym można by było się na dłuższą chwilę zatrzymać. Kazano mi wpisać słowo- klucz. (cholera, jakie słowo? Jaki klucz?) Ja na to: ”Piotruś Pan” i w jednej chwili teleportowano mnie pod zielone Nesforumatu, Gdzie przywitał mnie Dytko. Mówił coś o lataniu, marzeniach i małym chłopcu. Chciałam odpowiedzieć, ale nie mogłam bo moje słowa nie dźwięczały (kurcze, bez sensu!) aż tu patrzę: rejestracja , wpisz login i hasło. Ja jeszcze bardziej zielona niż Nesforumatu, ale ciekawa, no i Z Dydkiem pogadać chciałam, myślę jak się podpisać? Ot i problem!(okazało się że siedmioliterowy!)
Rozglądałam Się ciekawsko z pewnym dystansem i delikatnością słonia. Mnóstwo ludzi. Dziwacznych twarzy zakrytych literkami. Każdy ze swoimi Wierszami ,WIERSZAMI lub wierszami. Tylko ja z banialukami! Ale co tam! Tajemnicze literki były ciekawsze niż znane mi już doskonale zakamarki (prócz piątego) i ziemia na przerwie. Toteż poważnie zaczęłam szukać sobie kawałka zieloności .
Nosforumatu z zewnątrz wygląda jak igloo. Jak się weszło do środka, to było już trochę lepiej, ale miałam wrażenie jakby nic nikogo nie obchodziło. Potwornie zimno było z początku. Dopóki nie wyciągnęłam Słowotłoku! Już po chwili Basia Pięta zaśmiała się w głos i stopiła pierwsze lody. Jak się potem okazało orzechowe. Ona już miała swoje właściwe miejsce, ja autobus w słowotłoku.
Później co było? Nie pamiętam dokładnie, jakoś szybko wlazłam na chmurę i czasem ktoś do mnie zaglądał.
Asher siedział w wannie i tragicznie szybko poznałam co robi! Kąpał się w słowach, jak ryba w wodzie!( a może był podstawiony?) Kapuściński( był też taki Jay Jay) patologią mnie czarował, ale czasem miał kryzys zaoknopoglądowy, mimo to zawsze chętnie do niego zaglądałam. Bardzo szybko wyznałam miłość Piotrowi Borucie ( choć żem nie kochliwa) A było to w parku ,malował matkę z dzieckiem a potem obraz sprzedał, ale lipną mu cenę za niego dali. Mi się podobało. Nawet okazało się ,że on też mnie kocha! Wyznał mi to po tym, jak mu powiedziałam, że nie ma i nie będzie zębów w dupie! Tak się ucieszył ,że potem wyskoczył na ulicę i za mima chciał robić, ale to też mu nie wyszło.
Często spacerowałam sobie bez celu, szukając emocji i humoru, starając się unikać dogmatycznych sformułowań i ostatecznych deklaracji. W trakcie tych przechadzek wiele zobaczyłam. Prócz różnych Frani-bani, gieni- steni, wujów- mujów, tynków-linków spotkałam też ciekawostki twórczolotne. Zobaczyłam jak synek Alternet wącha kolory i jak ona sama dotyka emocji. Widziałam pomocną dłoń Stasi Żak, która zawsze ciepło i z uśmiechem pomagała innym, bo sama już pomocy nie potrzebowała. Nieśmiertelny i Nabkowski przemykali sprintem czasem do mnie zaglądając, nie zawsze z miłymi wieściami. W kątach panoszyło się Samo zło wypędzając biednych nowicjuszy (może słowami, a może portkami) Oskar, Jasiu i Klaudiusz prowadzili dysputy o niczym, czasem wplątując w to sensowne zdanie.
I tak mijał dzień za dniem. Ja się rozgościłam ,ba! Panoszyłam się i stroszyłam piórka jak kura przed ostatnią podróżą! Zawsze mogłam liczyć, że ktoś do mnie zajrzy, powącha , ugryzie albo narzyga. Anna Romanek i Aksja przychodziły pomarudzić, pokręcić nosem albo poklaskać. Czasem i ja do nich zaglądałam, ale nic nie pamiętam z tamtych imprez.O cholercia! Zapomniałam! Wiszę Dentmanowi 1200 hallerów, piekielna sprawa!Może zapomniał...
Pewnego pięknego dnia skoczyłam do Freneya, który budował katedry gotyckie różnymi odcieniami słów. Trochę się przeintelektualizowałam, ale widziałam u niego robaki i koniuszego. Pomyślałam:” Swój chłop musi być!” I był. Tylko czasem nie rozumiałam co do mnie mówi... Ale potem spotkałam Ziemiaka, z jego listą przebojów szalonego dwudziestodwu latka. Wymieniliśmy się płytami w ramach prawie tego samego dnia urodzin.
Całkiem niedawno, bardzo niemiłego popołudnia, potknęłam się o martwego człowieka. Pomyślałam, że zafarbuje mu włosy, bo z odrostami wygląda jak ostatnia sierota. Okazało się, że do końca martwy nie był i czasem mówił coś mądrego. Vackerowi dlatego wcale głupio nie było!
I tak sobie sielankowo, jak przystało na jętkę*, pełzam po Nosforumatu do dzisiaj.
Ale kiedyś to pierdolnę!

*jętka (rząd Ephemeroptera) – owad który natychmiast po wykluciu się z poczwarki przystępuje do rozrodu i w ciągu 1 dnia ginie. Rozwój larwy może trwać od 1 do 3 lat.

Opublikowano

:D - i tyle na ten temat :)
Znakomicie napisane, tylko temat nieprzyzwoity ;) a swoją drogą to fajny przykład na to, jak można niezobowiązujący i wytrzaśnięty z kapelusza temat fajnie upanierować :)

Opublikowano

ot anka
ciekawie, ciekawy sposób widzenia, lekką reka pisany, nietypowo i oto chodzi! kazdy z nas ma inne spojrzenie wrażenia gdy tu zapukał. moj pierwszy teks pogłaskał Jay a Freney przesłał serdeczności pisząc fachowe komentarze. a teraz w ruch poszła wiadomości prywatne
i jest fajnie! bardziej po koleżeńsku.
pozdrawiam

Opublikowano

tez mi się podobało, razem z komentarzami najwiernieszych i najwytrwalszych nosforumatów.
i każdy jeden w dziesiatkę i na piątke.
ostatniom zalatany trochem jest ale mysle o was wszystkich i ven życząc
pozdrawiam serdecznie :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


niebezpieczna tendencja,to jak dla mnie, patrzeć poważnie na to co robię:) a że niby co ja zrobiłam jak nie, stworzyłam tego?:)

niemniej cieszę się że tak licznie przybywacie do nosforumatu:)
Opublikowano

Hehe - pomysł jest świetny, a bohaterowie skąd inąd znani ;-) Ja jestem baaaaaaaaaardzo za! Powiem, iż tego rodzaju pisarstwo przyczynia się bezpośrednio do petryfikacji podstawowych założeń i celów owego forum i jawnie zbliża jego użytkowników ku sobie ;-) DO ULUBIONYCH MARSZ!
POZDRAWIAM!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dobro

       

      Pół żartem, a pół serio można powiedzieć, że prawdziwe Dobro to tylko Bóg i nikt poza Nim. Gdyby wgłębić się w to proste zdanie, to widać, że żartu w nim niewiele. Jeśli Miłość, Prawda i Piękno są dobrem, to dobro stanowi atrybut Boga, znany nam z Objawienia. Jeśli życie jest dobrem to stanowi ono atrybut Absolutu. Dobro jest przedmiotem nienawiści na tym świecie, a zarazem stanowi przedmiot pożądania. Ponieważ tego dobra jest na ziemi niewiele nieustannie toczą się o nie spory, kłótnie, walki i wojny. Doskonałość jest dobrem ale stanowi atrybut Absolutu. Doskonałe zło nie istnieje, podobnie jak doskonałe cokolwiek na tym świecie. Doskonałość rozumiana jako ideał. Dobrem jest harmonia różnych działań i funkcji wynikających z imperatywu formy człowieczej egzystencji. Wszelkie dysfunkcje, zakłócenia stanowią asumpt, bodziec do kaskady zła. Dobrem jest harmonia Łaski Bożej, zdrowego rozsądku, inteligencji, serca i duszy. Dobro tak rozumiane pomnaża dobro, sprawia, że na tym świecie i w tej cywilizacji zwiększa się rachunek dobra. Człowiek stresu, złej woli, człowiek chory sprawia, że pożądane dobro traci swoje atuty i zostaje zredukowane, zubożone. Staje się atrapą dobra, która nie przynosi prawdziwej radości, tylko nowe pożądania. W dzisiejszym świecie harmonia tak rozumiana jest dostępna tylko niewielu ludziom. Silne bodźce przymusu ekonomicznego czy fizycznego zmuszają wielu ludzi z pauperyzujących się, pauperyzowanych i spauperyzowanych grup społecznych do nieustannej pogoni za jakimkolwiek zyskiem. Niczym starożytni niewolnicy mogą powiedzieć, że dobro to brak jakichkolwiek uczuć i odczuć. Ich zamęczenie harówką nie ma nic wspólnego ze zdrowym zmęczeniem po całodziennym wysiłku, uczciwej pracy. Jak każdy ideał, ideał harmonii jest dobrem równie nieosiągalnym, jak inne na tym świecie. Niektórzy ludzie mówią, że Boga nie ma. Że ludzie modlą się do powietrza całymi godzinami… . A przecież i samo powietrze jest dobrem. Być dobrym dla wszystkich jak powietrze…? Każdy nim oddycha, wchłania chciwie niczym jakiś skarb. Gdy go gdzieś brakuje, opuszcza to miejsce i chciwie, łapczywie wtłacza w płuca tam gdzie ono jest, czując jak wraca mu życie, jasność umysłu. Gdy go zupełnie braknie człowiek umiera. Może modlitwa do tegoż powietrza to nie takie niemądre postępowanie, może wtedy zachodzi fluidyczny związek człowieka z odnowieniem, odświeżeniem się cząstek materii powietrza. Może powietrzu aby się odnowiło potrzeba tej minimalnej dawki bioprądów i fluidów, wydzielanych przez organizm ludzki…? Dobrze jest, kiedy ludzie nawzajem wybaczają sobie to, co uważają za złe, kiedy podają sobie ciepłe, serdeczne uściski dłoni. W naszych sercach budzi się jakaś radość z poczucia wspólnego dążenia ku jakiemuś Dobru, chociaż nie wypowiadamy jej głośno. Jest jakimś dobrem wspólne pomaganie sobie w kłopotach, w pokonywaniu jakiś przeszkód, w wypełnianiu obowiązków. Człowiek zatraca poczucie osamotnienia, wyobcowania we wrogim świecie, ma wrażenie, że ciało nie stanowi granicy jego jaźni i że żyje pomiędzy ciałami innych ludzi, że wypełnia się przestrzeń pomiędzy ludźmi jakąś energią… . Ma poczucie wspólnego losu w czasie i przestrzeni w jakich przyszło mu egzystować. Dobrem jest poszukiwanie swego indywidualnego głosu, głosu często zatracanego w społeczności wielkich molochów miejskich, swego odczucia świata, swego spojrzenia na siebie i innych ludzi. Społeczność w swej masie zniewala każdego człowieka, przymusza do porzucenia indywidualnej percepcji, rozumienia rzeczy, narzuca to co się samo narzuca lub co niesie „bagno behawioralne”. Dobrze jest, kiedy ktoś kocha zwierzęta, we właściwy sposób, sposób który podpowiada sama natura i potrzeba. Zwierzęta ze swej natury nieufne i płochliwe, właściwie traktowane, oswajają się i tracą lęk, nawiązują więź z człowiekiem. Często dokonują przy człowieku rzeczy, których w naturze nigdy by nie uczyniły: łaszą się, skaczą z radości, beczą, szczekają, kiwają łbami i są posłuszne dźwiękom ludzkiego głosu, którego artykulacji nie rozumieją. Jest dobrem zwrócenie uwagi komuś, że źle czyni, wyjaśniając dlaczego uważa się, że to coś jest złe, a to co się proponuje jest dobre. Człowiek osamotniony może właściwie nie pojmować i łatwiej zarazić się dobrem, niż złem, może zatracić siebie w walce o przetrwanie. Można powiedzieć, że dobrem jest kolekcja dzieł sztuki, która swym oddziaływaniem przenika ludzki umysł, ubogaca jego wyobraźnię, wzrusza, bawi, uczy. Dzieło sztuki jest dobrem związanym z sensem doczesnej egzystencji, z poczuciem piękna. Piękna muzyka potrafi przenieść człowieka w pozór jakiegoś innego świata, potrafi wrócić mu siły, ukoić bolesne rany, rozładować zły nastrój, a nawet uratować od zbrodni. Mówią o tym niektóre filmy fabularne, oparte o autentyczne wydarzenia (np. „Fitzcarraldo” W. Herzoga, „Misja” R. Joffe), publikacje książkowe, etc. Kunsztownie wykonaną kolię czy naszyjnik z pereł lub diamentów można uznać za jakieś dobro, ale… czy przynosi to więcej dobra czy zła? Jak dobry jest wynalazek penicyliny, ilu ludziom uratował życie doczesne? Ilu ludzi leżało w gorączce bez żadnej nadziei na wyzdrowienie i umierało? A jak spowszedniał ten wynalazek, to dobro, że każdy traktuje je niczym gruszki na drzewie, które można zerwać i zjeść w razie potrzeby? Któż pamięta dziś nazwisko tego dobroczyńcy, który wynalazł penicylinę? Można powiedzieć, że dobrem powszechnym stają się wynalazki współczesnej mikroelektroniki, wykorzystywane do rozmaitych urządzeń, mających za zadanie ułatwienia w egzystencji każdego człowieka, takie aby maszyny mogły zastąpić wysiłek ludzki i dać więcej wolności od wysiłku, od pracy. Dobrem są z pewnością radioodbiorniki, odtwarzacze laserowe, komputery osobiste, internet, telewizja. Dobre wynalazki to takie jak wynalazek żarówki T. Edisona, mogą służyć ludziom, ubogacać ich, wzmacniać, pomagać zapełnić nadmiar wolnego czasu. Ale powszechnie wiadomo, że dobre wynalazki mogą być wykorzystywane w złym celu przez ludzi o złej woli, mogą służyć złu. Dobrze jest, można powiedzieć, kiedy ludzie nie wynoszą się ponad siebie, kiedy są skromni, znają swoje możliwości, otrzymane dary, talenty i nie udają słońca, że są tak dobrzy, jak słońce i świecą na firmamencie dla wszystkich. 

      Dobrze jest żyć w kraju skromnych ludzi, pełnych rozsądnej pokory, szacunku dla dóbr rzeczywistych, dla wartościowych rzeczy, dla rzeczywistych dokonań, a nie iluzorycznych bufonad i fantastycznych wizji powszechnego dobrobytu. Można powiedzieć, że dobrze jest, gdy człowiek czuwa nad dobrem, nad tym aby posiadanego dobra nie utracić, a powiększyć jego zasoby. Można powiedzieć, że czuwanie nad dobrem jest podobne do czuwania nad własnym ogrodem. Dobrze jest pielęgnować roślinkę dobra, gdy nadciąga wicher podeprzeć listwą, usztywnić, gdy zbliża się powódź stosownie przekopać… . Dobrze byłoby pokusić się o dokonanie rozrachunku z samym sobą. Na czym to mogłoby polegać? Wystarczy obrać sobie z otoczenia dowolną rzecz, dowolny przedmiot i wyszukać w nim tylko i wyłącznie dobro, to co dobrego w nim widzę, a następnie wyszukać negatywy danej rzeczy. Później policzyć ile widziało się dobra, a ile zła… . Uczciwy rozrachunek może wiele powiedzieć o rachmistrzu. Ktoś wtedy powie: „widzę więcej zła w tym przedmiocie, niż dobra”. Czy to dobrze, czy źle?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszczym Tak, to to :) Uwiedź ! Pozdrawiam 
    • @Berenika97   Nie mam słów, aby wyrazić mój podziw. To po prostu jest śliczne!  Takie delikatne i liryczne. :)
    • @Berenika97   Świetny wiersz. Znam takie spotkania dawnych , najczęściej szkolnych przyjaciół. I czasami się dowiadujesz, że owa przyjaciółka ma bogatego męża i podróżuje z nim po całym świecie , a ty masz tylko słuchać i podziwiać zdjęcia z podróży.  Jak powiedziałam, że najnudniejszą rzeczą jest oglądanie cudzych zdjęć z podróży - to się obraziła i siedziała tylko po to, aby dokończyć deser. :)   Tak to bywa.:)
    • @Nata_Kruk

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Im wyżej serpentyną,  bukowych i startych do cna, pałacowych schodów głównego hallu, tym refleksy światła dnia, stawały się jakby coraz bardziej strachliwe  i zastanawiały się czy brnąć po jasnej ścianie  ogołoconej z portretów, bibelotów i sztukaterii, ku najwyższemu z pięter.     Gdybyś mój drogi Czytelniku, przybył tu prowadzony  pierwszą, jasną, wiosenną pełnią, wtedy krocząc w górę schodów  z lampą naftową w prawicy, uczułbyś w porę prędką jak błysk, że to nie ogień rozmywa mrok a mrok osacza  wątły ledwie zalążek płomienia.     Chcąc wejść jak najwyżej, musiałbyś z każdym,  potwornie długo rozważanym krokiem, baczyć na to, że wchodzisz do świata  gdzie nic co ludzkie i namacalne  nie może Cię ocalić. Zwłaszcza coś tak zawodnego jak umysł. Ten kto uważa się za skostniałego i zatwardziałego racjonalistę o sercu z lodu i kamienia. Też przegrałby w starciu z grozą tego miejsca. Czułby w całej apokaliptycznej agonii, jak lód i kamień, kruszeje pod wpływem jej głosu, śpiewu i śmiechu.     Ale cóż to jest  by jedynie słyszeć, czuć, przeczuwać. Trzeba ujrzeć by uwierzyć. Postać jej jest zagadką dla ludzi. Żywy trup. Żywy duch. W martwym od pokoleń domu. Jak grobowcu zarośniętym  bluszczem i powojem. A ona tak piękna. Tak rozkosznie młoda i pełna pasji. Nieświadoma stąpania po linie  pogranicza życia i śmierci.     Jej postać uwiodła wielu. Stąpa powoli po swej włości. Za dnia jak i w nocy. A to odpoczywa na kocu  w cieniu ogrodowej jabłoni. To znów stoi u odrzwi rozwartych na oścież, rozglądając się ciekawie na boki, jakby za kim kto uszedł przed nią z domu i nie wrócił więcej, lub umówił się że przybędzie  lecz wystawił jej uczucia na próbę.     Lecz najgorszym przypadkiem jest to, by wracać samotnie obok pałacu, wczesno kwietniową nocą,  szczególnie tą gdy deszcz  płynie lodowatymi strugami  ze stalowych chmur, lub gdy mokra, śnieżna zadymka uderza w pierś zmęczoną i przykleja się do zmarzniętych ust i nosa. Nie patrz wtedy w okna najwyższego piętra, choćby diabły miały wyskoczyć z zaułka ulicy i szarpać miały  Twą głowę na karku ku budynkowi. Ona zawsze patrzy z okna na ulicę i błaga słodkim, pójdź ku mnie, ogrzej się, rozgość, zwierz się, zabaw, miłuj… ostań na wieki ze mną.     Wielu opłakano gdy okazało się, że znaleźli w pałacu swój grób. Jednak kto zliczy tych  co płakali przez żywe, niewieście upiory. Zdradzające, manipulujące, wykorzystujące. Zimne i bezduszne jak trupy. Byłem już o krok od grobowej deski. Alkohol wypalił mi trzewia, gruźlica płuca  a niespełniona miłość rozkrwawiła serce. Szedłem więc pijanym krokiem obok jej okien. Traf chciał, że było to czwartego dnia kwietnia  akurat w dzień męki pańskiej. Bary i speluny były moimi stacjami. Zdradliwa narzeczona,  Piłatem co umył ręce i wydał wyrok. Upadałem więcej razy niż po trzykroć w deszcz i kałuże. Zbiczowany przez myśli o zakończeniu życia.     I wtedy dostrzegłem  jej urzekającą postać w oknie. Rzekła jedynie, pójdź  i drzwi uchyliły się natychmiast  skrzypiąc nie naoliwionymi zawiasami. Wszedłem przez ogród  na schody i przez drzwi, ku schodom bukowym głównego hallu, serpentyną na piętro. U ich podnóża na stoliczku, stała zapalona naftowa lampa. Chwyciłem ją w prawicę. Ruszyłem. Było mi wszystko jedno. Chciałem tylko kochać. Im wyżej tym lampa świeciła słabiej. Gdy tylko pod stopą  uczułem podłogę ostatniego piętra, lampa zgasła a z ciemności szerokiego korytarza  wychynęła jej postać. Mogła być równie dobrze żywa bądź martwa. Była z pewnością spełnieniem się snu. Moim gotyckim, wiktoriańskim romansem. W sypialni okazała mi  swe wdzięki i sztuki miłosne. Była żywa duchem a martwa ciałem. Zupełnym przeciwieństwem mnie. I może dlatego była moją wiecznością. Bo przeciwieństwa się przyciągają.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...