Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

modlitwa bez boga

autorzy: zawsze & hollow man (2009 r.)

 

bądź pochwalony ironiczny boże
ulecz ciało przywróć duszę
umysłu nie przeklinaj szaleństwem

 

bądź miłościw nazwo pusta
pozwól nie czuć zabij rozum
nie każ modlić się już więcej

 

przebacz boże urojony
ciszę zawsze przędziesz
słowa które stygną jeszcze

Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

@hollow man Mnie się jednak wydaje, że peel jednak mimo wszystko jest na etapie poszukiwania, a nie negacji.

Zasadniczo modlitwa nie jest nakazem, jest aktem wolnej woli człowieka, tak jak każda inna interakcja.

Edytowane przez tie-break (wyświetl historię edycji)
Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To jest dobry punkt zaczepienia.

Jestem ciekawa, czy udałoby Ci się pokazać to rozsypanie.

I nowy sposób uporządkowania tego bałaganu.

W wierszu, oczywiście, bo ten powyżej mógłby być dopiero pierwszym z cyklu.

Opublikowano

@hollow man

 

Ciekawy wiersz. Zbudowany na sprzeczności zawartej w tytule - modlitwa skierowana do nieistniejącego adresata. To nie tyle negacja Boga, co wyraz rozpaczy kogoś, kto nie może uwierzyć, ale wciąż potrzebuje gestu modlitwy. :)

 

Eksperyment socjologiczny?

Opublikowano

@tie-break

Co po rozsypaniu języka? To chyba w jakieś eksperymenty powinniśmy iść. Albo w performance. Będziemy się porozumiewać plotąc supełki na sznureczku. Trochę już to robimy.

@Christine

To jest jak ból fantomowy po wyrwanej transcendencji.

Nie, nie... Bez prowokacji. Prowokacje dużo energii spalają, a my tu taki ciepły zapiecek budujemy.

@andrew

Dziękuję, andrew. Tak coś czułem, że będę mógł na Ciebie liczyć.

@Berenika97

To chyba z Leca: "Czasem mnie Szatan kusi by uwierzyć w Boga".

Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A czy poezja nie jest przypadkiem jednym z takich eksperymentów?

Jeden język się rozsypuje, ale w naturze nie ma pustych miejsc - powstaje nowy, tu jest przestrzeń dla poezji.

Opublikowano

@tie-break

Trochę jest, ale jednak dotykasz jakiejś gramatyki, logiki, liczysz, że jednak coś uda się powiedzieć i że odbiorca ma jakiś klucz prócz znajomości alfabetu. Widzę to tak, że my już wiemy, że język się rozpadł, ale wciąż próbujemy jakoś poskładać te klocki - tak jak w Twojej propozycji żeby coś zrobić z tym bałaganem. Obawiam się, że jedyne co pozostaje nam zrobić po rozpadzie prawdy, sensu, po śmierci Boga, języka, znaczenia... To krążyć po powierzchni stawu zbierając paproszki z powierzchni, klecić jakieś patchworki albo udawać, że nic się nie stało i pisać jak za czasów Petrarki.

@Waldemar_Talar_Talar

Ale dostrzegasz tęsknotę niewierzących za sacrum, za transcendencją, za wiesz... oparciem takim? 

Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Myślisz, że za pomocą języka znajdziesz odpowiedź?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...