***
-
Ostatnio w Warsztacie
-
Mamuty
Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje,
Bryza morska co chwila puka w stare okna,
Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła,
Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje,
Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient,
W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile,
I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny,
Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku.
Katia:
Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany,
Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości
Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi,
Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy,
Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy,
Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz.
Klim:
Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła
Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał,
Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść,
Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali?
A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam,
Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską.
Katia:
Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła,
Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia
Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni,
By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił
Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje
Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami.
Klim:
Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja?
Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam
Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa,
Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam.
Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi,
A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada.
Katia:
Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy,
Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały,
Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz,
I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe,
Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką,
Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz.
Klim:
Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry,
Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia,
W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze,
Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha
Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz
Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich.
Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie
Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny.
Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą,
Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli
Których już porzucili w tej mrocznej otchłani,
Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę?
Katia:
Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz
Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem.
Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz
I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy
Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają
A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie?
Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało,
Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem,
Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz
Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz.
Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia?
Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc?
Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie,
Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz,
Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali
Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią.
Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli,
Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz.
Klim:
Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć,
Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem,
Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża,
To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem.
Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać,
Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem.
Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz,
Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi.
Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną,
To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć.
Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem,
Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden.
Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię,
Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie,
One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom,
Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku.
Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni,
Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi.
Katia:
Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze,
Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę.
Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach,
Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo.
Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz,
Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów.
Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro,
Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno,
Bo błędy omijają, więc żalu nie znają
I często na cud Boży, liczą i czekają,
Zatem czego wymagasz, by służyli idei?
Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi
My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli,
Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli
Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli
Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili,
Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani,
Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani.
Klim:
Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani,
Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie.
Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać?
Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski
Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych.
Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni?
Katia:
Już ja rady nie daje, mężu mój kochany!
Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył,
Dużo słów wokół krąży, a mało polotu.
Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę,
A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie,
A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie.
Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię,
Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali.
Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu,
Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka.
A te miasta największe? Jakby walczyć musieli,
Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci.
Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam:
Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę?
Klim:
Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży,
Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni.
Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe,
Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz.
Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy,
Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje.
Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają,
Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną.
Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna
Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie.
Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej,
Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta.
Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję,
Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje.
Katia:
Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić.
Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy,
Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać.
Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą,
Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam.
Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz?
Klim:
Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny
I wstawać musiałem, bo życie choć czekało
Gotowe już przynieść mi, szalone przygody.
Tęsknie za machorkami, zapachem młodości,
Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą,
A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę.
Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała,
Cudowna była chwila, gdy zbierali się
Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości
Wyznania, do miłości, co już - już pomarła!
A reszta mych przyjaciół - kochani są oni,
Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają.
Wczoraj moim jest zegarem,
Starość - mym wspomnienia darem,
Oni mury mi stawiają,
Mnie w swej ciszy układają.
Nie chcę jutra, nie chcę chwili,
Byle oni wciąż tu byli!
Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka!
Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana!
Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie.
Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty:
Co było za potem - dziś izbą nam rządzi
I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi,
To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie,
W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie
Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie,
Bo co raz zginęło - zaginie na wieki!
I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać
Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją
Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie.
Katia
Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz.
Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami,
Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy,
Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale.
Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić.
To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.
Co takiego?
Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną,
Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją!
Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również.
Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody
A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo.
Taka woda zdrowia... doda!
---------------
Leje wodę prosto w oczy,
Zimna struga po nim broczy
Zmyła duchy, zmyła plany,
Siedzi Klimient pokonany
Woda ścieka na gazety,
Finał bzdury i tandety!
Ona stoi, dzbanek trzyma,
Wzrokiem tnie jak ostra zima.
-------------------
Klim:
Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem?
Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz!
Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro!
Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było?
Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie!
Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć
Nie da!
Katia:
Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,
Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały
Męża mojego, męża, co Boże zobacz
Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje,
A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry?
Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże.
Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś
Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś.
W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy
I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona
Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham
Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz!
Klim:
I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś
Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę
Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć
O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę
Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje
Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz
Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi,
Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz,
Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze,
Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem,
Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje,
Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie?
I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego
Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki.
Płytki to on być musiał, skoro twoja woda,
Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia,
Katia:
Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły,
Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie.
Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz,
Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz?
Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny,
Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś.
Klim:
Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz,
Że ja naprawdę, ale na -
--------
Katia wyszła, drzwi zamknęła
Klim na fotelu sam zostaje
Próżne słowa, próżne żale
Koniec baśni, koniec bajki!
1
-
-
Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach
-
- 42 odpowiedzi
- 819 wyświetleń
-
- 38 odpowiedzi
- 658 wyświetleń
-
- 35 odpowiedzi
- 706 wyświetleń
-
- 33 odpowiedzi
- 750 wyświetleń
-
- 31 odpowiedzi
- 546 wyświetleń
-
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się