Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Postanowiłem zainspirowany przez tekst, spojrzeć z innej strony na tą ginekologiczną „wrażliwość”.

 

Miała 16 lat, on 20.

Pili w łazience – taka szkoła,

szkółka niedzielna

dla tych dryfujących w osłonie dni,

zagubionych jak milczenie świata.

 

Potem przyparł ją do ściany

i otworzył bez krzyku,

jak wujek przed trzema laty,

który już odsiaduje lata za paragraf w pdf-ie.

 

Teraz już lekarz zgłębia

przedmiot prawa.

Jest grzebyk i wymazówka,

protokół i rękawiczki lateksowe

gratis.

Jest i ciche ciało,

jest matka i policjantka,

ściągnięta z domu.

 

Co można powiedzieć?

Że świat jest zły – banał.

Trochę wstydu, trochę gniewu

i mechanicznego powietrza

w nosie.

Podpis najważniejszy na końcu.

Plomba na pakiet,

ubranie do papierowego worka.

My zrobiliśmy swoje,

procedura działa.

 

A ja przez to wszystko

znowu tłukę darmowe

nadgodziny w niedzielę.

 

Co z czasem na rozmowy

z córką…

Opublikowano

@huzarc

 

też nie mam doświadczenia :)

 

tylko moja biedna wyobraźnia.!

 

dzięki.:)

 

 

 

 

 

@Marek.zak1

 

trochę się boję.:)

 

najwyżej posypę głowę popiołem.:)

 

dzięki Marku.:)

 

 

 

@violetta

 

perły Akoya !!!!!

 

różowe, kształtne, o pięknym połysku.:)

 

pachną rozkoszą.:)

 

dzięki Violet.

 

 

 

 

Opublikowano

@MigrenaOjejku! Nie wiem co Ci napisać. Wiersz - groteska i absurd, ale czy nie wolisz jednak innych specjalistów? :)))) I jak ja teraz pójdę na okresowe badanie do ginekologa? Chyba teraz wystarczy mi mechanik samochodowy, przynajmniej przystojniejszy i ma pod ręką smary. :))). Znowu się uśmiałam. Ps. Mój lekarz - ginekolog to piękna kobieta. Moja siostra - nie czyta poezji, ale tym razem ją zainteresuje. Pozdrawiam.  :))))

Opublikowano

@Christine

 

Christi.

 

tak, wolę innych specjalistów.:)))

 

już tak nie będę, obiecuję.!!!!!

 

podziwiam Cię, że z wielką elegancją i humorem  podeszłaś do mojego "tekstu".

 

to się nazywa "mieć klasę"  prawda.?

 

dziękuję wyjątkowo pięknie.:))))))

 

 

 

 

Opublikowano

@Migrena

No, odważnie opisałeś surrealistyczną podróż przez doświadczenie wizyty ginekologicznej ( w której nie miałeś szansy być) i przekształcasz intymną, często niekomfortową sytuację w kosmiczną metaforę pełną absurdu i autoironii.

Puenta – „proszę tylko nie zapominać o smarowaniu" – sprowadza całą ceremonię do poziomu instrukcji obsługi samochodu, co jest jednocześnie śmieszne i gorzkie. Wiersz ostatecznie mówi o absurdzie bycia kobietą w medycznym systemie, który traktuje ciało funkcjonalnie, podczas gdy ono samo jest pełne „tajemnic, które kiedykolwiek urodziły się w ciele kobiet". Podoba mi się, zadedykowałabym go ginekologom. :))) 

 

Nie odważyłabym się opisać wizyty u urologa z problemem z prostatą. Nie mam takiej wyobraźni. :)

Czy masz dostateczną ilość popiołu?

Opublikowano

@Berenika97

 

dzięki wielkie Bereniko za tak uważny i przenikliwy komentarz.


to dla mnie ważne, że odczytałaś w tym tekście nie tylko groteskę, ale też to napięcie między intymnością a medyczną rutyną - właśnie o tym próbowałem opowiedzieć.

 

Zanim go wkleiłem, naprawdę długo się zastanawiałem, czy nie wchodzę tam, gdzie nie powinienem.

 

dlatego popiół miałem przygotowany wcześniej - na wszelki wypadek. :)

 

a co do urologa - myślę, że wyobraźnia działa w obu kierunkach równie ryzykownie, tylko czasem jedzie inną drogą.


cieszę się, że wiersz do Ciebie trafił.

 

i dziękuję za to, że przeczytałaś go z taką czułością i humorem.

 

miło mieć po drugiej stronie czytelnika, który widzi pod warstwami żartu to, co naprawdę chciałem powiedzieć.

 

dziękuję - taka uważność to dar.

 

 


 

Opublikowano

@KOBIETA

 

dobrze, że są lekarze szperacze na prywatnej praktyce.

 

bo na NFZ najbliższa wizyta w 2138 roku.

 

 

dzięki Dominiko.:)))))))

 

 

 

 

@hania kluseczka

 

Haniu.

 

najlepiej trafić na przyzwoitego człowieka.!!!!

 

tylko, że z tym coraz gorzej.

 

dziękuję i pozdrawiam.:)))))

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...