Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ostatni mój wiersz tu opublikowany 

napisałem w oparciu o "Mistrza I Małgorzatę" M.Bułhakowa.

Ten wiersz również jest pełen nawiązań do pewnego opowiadania jednego z moich mistrzów.

Jeśli ktoś śledzi moje wiersze i prozę to może łatwo zgadnie autora i tytuł tego opowiadania. 

Jestem ciekaw czy ktoś zgadnie. 

 

Jesteś wyprutym z uczuć, nienawistnym,

nieludzkim, zimnym potworem.

Tak. Ale wiedziałaś o tym

 zanim sprawy zaszły za daleko.

Zanim los skazał nas na siebie.

Zanim coś kazało nam śmiać się

 do ekranu telefonu.

Zanim sztucznie reanimowaliśmy,

swoje serca

Złożyliśmy, zdradzieckie podpisy

 pod aktem nic nie znaczącej miłości.

Wysoki sądzie.

Ja jestem nałogowym kłamcą.

Nie potrafię patrzeć na człowieka

 jak na równego sobie.

Nie mogę patrzeć inaczej niż

z obrzydzeniem na drugą płeć.

Więc jak miałbym ją kochać

czy nawet zainteresować się nią.

To nonsens.

Sąd spojrzy.

Zajrzy, bez lęku w mój umysł,

seryjnych, morderczych planów i wizji.

 

 

W centrum mózgu, przy wysokim

 i długim stole, siedzą moi przyjaciele.

Po kolei ich Wam przedstawię.

 

Najbliżej od nas po lewej. 

Rozsiadła się młoda i pełną wigoru, lekko roztrzepana i mająca problemy z utrzymaniem na dłużej jednego nastroju - księżniczka Podłość

 

Naprzeciw niej, jej siostra bliźniaczka, mająca od wieków zły humor, małomówna i patrzącą

na wszystkich z pogardą

 - księżniczka Wrogość

 

Obok po prawej ręce Wrogości, zasiadła stara jak sam świat matrona, która zawsze wszystkich wyśmiewa, karci i poniża.

Nawet tu przy stole nie ma przyjaciół czy orędowników. Bezlitosna i zimna

 - hrabini Nienawiść

 

Naprzeciw niej usadowiono, postawnego i wydawać by się mogło dystyngowanego i eleganckiego dżentelmena bez skazy

w urodzie i postawie.

Jest tak samo małomówny

jak Wrogość lecz widać w jego ruchach znudzenie spotkaniem

i stalowe zimno w oczach.

Ma on jednak sekrety,

które spowodowałyby niesmak

i zgorszenie nawet w tym

osobliwym towarzystwie

 - oto hrabia Sadyzm

 

Po jego lewej jego kuzynka

i najbliższa przyjaciółka.

Odziana w najlepsze suknię,

bogato obsypana złotem i klejnotami.

Pijana, zabawia wszystkich

swoimi historiami.

Zawsze najlepsza i nieomylna. Wiecznie uśmiechnięta

- arcyksiężna Przebiegłość

 

Naprzeciw niej najgorszy dla niej kompan do zabawy i rozmowy.

Stary, nestor rodu i wybitnie surowy

i pamiętliwy sędzia

wszystkich zebranych.

Tak naprawdę skupiony jedynie

na sobie i swoich wygodach.

Zachowujący jedynie odpowiedni rezon do ostatniej postaci u góry stołu.

- książę Egoizm

 

U góry stołu, nad zebranymi,

z czarnego atłasu powleczonego tronu, wionie najdzikszą grozą

i lodowatym strachem,

pierwotnych lęków.

Nawet zebrani rzadko skupiają wzrok na postaci rozpartej dumnie na tronie.

Niewiele do niej mówią a jeśli już

to przyjmują najbardziej delikatny

i służalczy ton na jaki ich stać,

nawet stara Nienawiść korzy wzrok

w swe czarne pantofle i kłania się

bez słowa, wyżej w hierarchii postawionej istocie.

Korona ze szczerego złota

zdobi jej skronie,

nie stroją jej jednak żadne kamienie

a drobinki dusz potępionych.

W ustach

płomień piekielnej kaźni jej gore.

A głos jej jak trąby okrutnych podziemi,

pod którym kruszeją serca i wola.

Oto tajemnicza, sprawiedliwa

a zarazem bezduszna i apodyktyczna

- Królowa światów.

Jej Wysokość Śmierć.

W najczystszej, demonicznej postaci.

 

Ona mną włada.

Ona jeśli chce mnie gnębi

 i dzieli na atomy poddaństwa.

W każdej komórce mojego ciała

czuć jej władztwo i siłę.

Jej niezachwianą potęgę.

 

Ty uprowadziłaś

i zamordowałaś bez litości.

Małą, bezbronną dziewczynkę

 - księżniczkę Wierność.

Na wieść o tym Śmierć wydała natychmiastowy wyrok. 

Wezwała przed swe oblicze 

arcyksiężną Skruchę.

Hrabia Sadyzm i hrabini Nienawiść, wyprowadzili ją

do sąsiedniego gabinetu.

Nikt już jej więcej nie widział

ani o niej nie wspomniał

 

Opublikowano

@Wiechu J. K.

W Polsce nie ma jednego, dominującego pisarza horrorów, ale popularnymi autorami tworzącymi w tym gatunku są Katarzyna Bonda (której twórczość obejmuje elementy grozy), Paweł Majka i Wojciech Chmielarz, który często sięga po motywy grozy i kryminalne. 

Polscy autorzy piszący horrory i thrillery

Katarzyna Bonda: Chociaż nie jest stricte pisarką horrorów, w swoich książkach (np. cykl o profilerce) często wykorzystuje elementy psychologicznego thrillera, budując napięcie i atmosferę grozy.

Paweł Majka: Autor znany z tworzenia mrocznych opowieści, często łączących elementy horroru z realizmem i psychologicznym zacięciem.

Wojciech Chmielarz: Jego twórczość obejmuje wiele thrillerów z elementami grozy, które cieszą się dużą popularnością wśród czytelników.

Wojciech Kłoda: Autor tworzący horrory z elementami fantastyki, który zdobywa coraz większe uznanie wśród miłośników gatunku.

Jacek Getner: Tworzy horrory psychologiczne i kryminalne, które często osadzone są w polskich realiach.

Klasyka horroru , którą musisz przeczytać | Penguin Random House

Translated — Jekyll i jego złowrogi sobowtór, pan Hyde , to jedna z najsłynniejszych opowieści grozy w literaturze angielskiej. To ta...

Penguin Random House

15 najlepszych autorów horrorów : Martwi i żywi - Monster Complex™

Translated — #1 Stephen King . Autor tak popularnych powieści grozy, jak „Bastion”, „Lśnienie” i „Miasteczko Salem” (nie wspominając ...

Monster Complex ™

30 pisarzy, których najczęściej czytają Polacy - Lustro Biblioteki

Mar 1, 2023 — Table_title: Najpoczytniejsi autorzy – ranking Table_content: header: | Pozycja | 2021 | 2020 | row: | Pozycja: 1 | 202...

Lustro Biblioteki  

Źródło: Google.com

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Simon Tracy W końcu wiem, dlaczego od początku, czytając Twoje utwory, miałam nieodparte wrażenie, że jest w nich coś znajomego, w najlepszym sensie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Również uwielbiam Poego! Od razu zgadłam, którym z jego opowiadań się inspirowałeś.

Opublikowano

@Lenore Grey poems Poe i jego utwory oraz Lovecraft i jego mitologia i światy to całe moje życie.

Dzięki opowiadaniom Poego sam stałem się pisarzem, oraz zacząłem interesować się kulturą gotycką. Poe jest moim ojcem, który mnie ukształtował. Każdy z moich przeszło dwóch tysięcy wierszy jest tylko i wyłącznie napisany dzięki temu że w wieku 11 czy 12 lat sięgnąłem po raz pierwszy po "Kruka" i "Zagładę domu Usherów"

@Lenore Grey poems W Twoich miniaturach czasami dostrzegam też taki zimny, gotycki smutek.

Dlatego może tak bardzo mi przypadły do gustu.

Opublikowano

@Lenore Grey poems Jeśli miałbym wybierać swoje wiersze, które najbardziej oddają klimat Poego to dodałem je już tutaj jakiś czas temu, więc mogę napisać polecajkę jeśli masz ochotę się z nimi zapoznać. Będą to -"Cmentarna zguba","Zaniesiony do grobu" i "Choć tyle mogę zrobić".

Każdy nawiązuję do utworów Poego a ostatni do jego wiecznej cmentarnej legendy. 

Szczerze to dopiero teraz gdy o tym napisałaś to mnie olśniło... ale to dobrze. Znaczy to tyle, że zaczytywałem się w Twoich wierszach nie zwracając uwagi na nic innego wokół.

Opublikowano (edytowane)

@Simon Tracy 

Na pewno zapoznam się z wymienionymi wierszami

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Narazie moim ulubionym jest "Alone", tytuł jest czasem tłumaczony na polski jako "W samotności". Szczególnie kocham wersy "A co kochałem — sam kochałem". Jakoś tak zawsze cicho mi się w sercu robi po ich przeczytaniu

Edytowane przez Lenore Grey poems (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Lenore Grey poems Właśnie zdjąłem sobie z półki poezje Poego. Mam wydanie z Vespera-"Miasto w morzu i inne utwory poetyckie".

Moim ukochanym wierszem jest "Do jednej w raju".

"I życie moje to bólu zachwyty.

A nocy moich bezsenne marzenia.

Płyną, gdzie oczu twoich blask ukryty.

Tam kędy twoich nóg stąpania.

Tam gdzie eterów toczą się błękity.

U wiekuistych światłości strumienia."

 

Tylko on potrafił tak pisać o stracie miłości i ukochanej.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rafael Marius z pięknej toalety:) jutro mam ślub z stylu włoskim w plenerze w ciągu dnia do wieczora:) inaczej, bo w zieleni na zielonej łące pośród kwiatów i w koronkach drzew:) w nocy nie ma takiego efektu obcowania z naturą jak w dzień:) będzie to śliczny ślub:)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • w gwieździstym niebie nie było Ciebie  w toni oceanu pustka bez Ciebie  w wietrze gorącym i porywistym nie ma Ciebie  w ogniu ogniska i dymie brak Ciebie    na ulicy paryskiej, na prawym brzegu Wisły  na Kazimierzu w Krakowie lśniącym historia  na rogatkach miast na szczytach gór  był tylko upiór mój miłości romantyczna    w setkach spojrzeń w barze i metrze  w ulicach gwarnych zaułkach niewiernych na nocnych traktach  blichtru i sławy  nie było Ciebie i nie ma sprawy    W oczu błękicie burzy blond włosów nie ma Ciebie  w biodrach tańczących   piersiach gorących  brak Ciebie  w upojnej nocy i doświadczeniu Déjà vu nie ma Cie  po co to życie tak atrakcyjne gdy Tej Jednej nie było nigdzie    
    • Przedświt pachniał dziś wonnym dymem, kadzidłem miłosnych uniesień i słodką nutą wróżb. Sobótka dobiegała końca. Zawezwane dusze czmychały  przed pierwszym brzaskiem. Ich nogi bezszelestnie muskały młode paprocie. Ich głowy nikły z wątłym pluskiem  w toni rzeki. Niektóre bierzyły po śladach północnic, hen w najdalsze połacie  wyrwanych borom pól. Były i takie psotne zjawy  co schować chciały się  w ludzkich obejściach i chatach. W progach zatrzymywały je  amulety i kręgi solne a także strażniczy wrzask  deptanego Domowika. Wołał on na pomoc imię Łady i Dziewanny  rozganiając zjawy na cztery wiatry. Byle dalej od wsi.     Ogniska rozsiane gęsto przy brzegu, gasły z wolna. Drwa oddały już całe swe ciepło. Rozżażone bierwiona  trzaskały jeszcze z cicha zapadając się coraz głębiej w popiół. Wianki te nie porwane z nurtem, były porozrzucane wszędzie wokół. Częściej zagubione w ekstazie tańca  niż zerwane  zwierzęcym pragnieniem  kobiecych krągłości. Ludzie posnęli w kręgach. Upojeni miodem. Zdjęci czarem. Zmęczeni całonocnym świętem  ku czci Kupały. Tylko żercy nadal medytowali  w samotnym azylu leśnych uroczysk. Rozmawiali z drzewami i wodnymi pannami. Błagali duchy przodków  o wstawiennictwo u Welesa. Tam plusnęła ogonem ryba. W gęstwi leśnej zaskrzeczał lis. Ostatni pochuk wydała płomykówka. Tarcza Swaroga wyjrzała zza horyzontu. Najkrótsza noc odeszła w pokoju.     W tej samej chwili  stojący przed swą chatą wojownik  ujął w silne dłonie łuk. Zabrał ze sobą  kilka solidnie wystruganych strzał  o barwnych, sztywnych lotkach. Poprawił u pasa  zakrzywiony nóż myśliwski. I z imieniem Roda na ustach  wszedł pewnie w ciemny jeszcze bór. Nikt nie może naruszać świętości lasu  w kupalne święto. Kto by tego nie uszanował  i wstąpił z bronią do kniei  tego zamęczyłyby wilki Leszego. A kto niewinne zwierzę by poranił  lub zabić raczył. Tego cały ród wygasłby w męczarniach  moru lub głodu. A Bieda klepałaby go po plecach do ostatka. Zresztą lepiej było zaczekać  na pierwszy blask słońca  który zamykał przejścia do Nawii. Świat umarłych nikł  by żywi nie mogli do niego przystąpić. Dopiero wtedy las stawał się  znów zielonym dobrodziejem. A wstępujący do niego myśliwi czuli, że wracają na domowe ścieżki losu.   Bór, im dalej prowadziła  wydeptana stopami myśliwych i szeptuch ścieżka, rozpoznawał znajome rysy człowieka.  Drzewa witały go ukłonem gałęzi. Szelestem drobnych liści. Runo szemrzało niespokojnym echem, budząc z lękliwego, płytkiego snu  płochliwe zające i wiewiórki. Dzięcioły już zaczęły swą pracę. Rytmiczny stukot przypominał swym tembrem  odgłosy obijania mieczy o owalne tarcze. Myśliwy przeżył kilka potyczek  i tysiące polowań. Polowania były trudniejsze. Wymagające cierpliwości i sprytu, w przeciwieństwie do chaosu bitew. Zwierzęta wyczuwały zazwyczaj, zbliżającą się śmierć  i nigdy nie oddawały życia bez walki. Dlatego oddychał płytko, stąpał bezszelestnie. Oczy wbijał to w szarzejący dukt  to w wielokolorowe runo. Szukał śladów.  I po chwili znalazł je.     Trop jelenia odbity był wyraźnie na piaszczystym wzniesieniu. Zwierzę zakopało się widać lekko  w sypkiej przeszkodzie bo piasek był roztrącony na boki dość mocno. Jeleń skręcił w stronę  rosnących tu gęściej dębów. Szukał strawy w postaci młodych pędów   w trzewiach powalonych pni  i przy połaci jagód, rozplenionych tu niczym fioletowe kwiatuszki.     Myśliwy mocniej ścisnął łuk, bo usłyszał lekkie poruszenie  w gęstwinie przed sobą. Upłynęła ledwie chwila  gdy ujrzał także łeb z porożem  wyłaniający się zza potężnego, pooranego zmarszczkami czasu pnia dębu. Jeleń cicho zaryczał i strząchnął się mocno. Nie wyczuł jeszcze woni ludzkiej. Myśliwy ukląkł za strzelistymi paprociami. Wziął strzałę.  Nałożył ją i wygiął cięciwę  gotów w każdej chwili ją zwolnić. Zwierzę  dopiero teraz wyczuło niebezpieczeństwo. Jeleń rzucił się wstecz  i skręcił tułów gotów do rychłej ucieczki. Będąc w połowie zwrotu, został trafiony w brzuch  pierzastym pociskiem. Zaryczał przeciągle, smutno. I rzucił się w agonii przez las, tratując wszystko na swej drodze. Myśliwy powoli się wyprostował  i spokojnie w pełnym skupieniu  ruszył szlakiem świeżej krwi. Teraz wystarczyło czekać  a gdy będzie trzeba, powtórzyć śmiertelny cios.   Krwawy trop  to znaczył teren nieprzerwaną strugą posoki to urywał się na kilka kroków by znów błysnąć szkarłatem na korze drzew  czy liściach narecznic. Kluczył jak samo zranione zwierzę ale nie na tyle by zgubić pościg doświadczonego łowcy. Trafił idealnie i wiedział o tym  że śmierć zwierzęcia  jest kwestią bardziej minut niż godzin. Jeleń upuścił już wiele krwi  i słabł sądząc po coraz mocniej i wąsko stawianych kopytach. Na jednym z buków  pozostawił cały odbity w krwi bok. Ale jeszcze tym razem  miał siłę by ruszyć dalej. Lecz nie na długo. Gęstwina rzedła.  Nie dalej jak sto kroków, przejdzie zapewne w naturalną polanę lub porębę. Tam z pewnością odnajdzie martwe zwierzę. Myśliwy zarzucił łuk na mocarne plecy i pewniejszym chwytem objął rękojeść noża. Krwi było coraz więcej  i prowadziła wprost w rozwidlenie.     Gdy wyszedł na skraj poręby,  pierwsze co uczuł to  nagły, lodowaty powiew wiatru. Był jak boski szept. Zmroził mu kark  a pot od razu wystąpił na jego skroniach. Źrenice stężały w skupieniu. Gdzieś z bardzo daleka  dało się słyszeć jakby śpiew. To głosy dziewek. Akompaniował im głos fletni. Melodia była mu znana dobrze  i bardzo wesoła a wręcz frywolna  jak sama treść pieśni, której nie przystało śpiewać  pannom na wydaniu. Wreszcie spóźniony korowód kupalny  oddalił się na zachód.  Zostawiając go na pastwę puszczy i ciszy. Dopiero teraz mógł skupić się znów na tropie. Prowadził do centrum poręby, gdzie zamiast  spodziewanego, martwego byka, leżał w kałuży krwi człowiek. Spał lub był martwy. Leżał na wznak z lekko podkuloną nogą. Dopiero po chwili dało się stwierdzić,  że nie była to jego krew a tropionego jelenia. Jej ślad się urywał a człowiek ów leżał dokładnie w miejscu w którym powinien spoczywać trup zwierzęcia. Zwierzę nie mogło dalej uciec  a człowiek przywędrował widać z nieba  bo brak było wokół  jakichkolwiek śladów ludzkich stóp.     Był młody jeszcze acz już silny jak tur. Długie jasne włosy  spływały mu falą na muskuły. Delikatny zarost dodawał mu mężności. Ubiór jego był jednak przedziwny. Charakteryzował niewolników  lub najbiedniejszych kmieci. Wszystko było okropnie brudne, podarte  i znoszone do cna. Nie miał przy sobie pasa ani broni. Jedynie bukłak na wodę lub wino i co jeszcze bardziej przedziwne  obok niego na trawie spoczywały też niespotykane  bo kremowe skrzypce  wykonane jednak jak najstaranniej  i widać było,  że są mu rzeczą w życiu najbliższą.  Bard widać miejscowy lub wędrowny. Może przyłączył się nocą  do jednej z grup biesiadników. Upił się a teraz  pokutował kamiennym snem na odludziu. A może czar to jeszcze i widmowy zwid, co został tu z ludźmi  bo Weles zatrzasnął przed nim wrota Nawii. Zwierzę było przy nim  jeszcze przed kilkoma minutami, dlatego myśliwy i tak by go obudził i żądał wyjaśnień.   Zanim jednak wykonał ku niemu  choć nieśmiały krok. Chłopak otworzył oczy,  przewrócił się niezdarnie na bok i jego wzrok spotkał się ze wzrokiem myśliwego. Patrzyli na siebie podejrzliwie długo, wreszcie chłopak zamierzał wstać  ale jego dłoń spoczęła w kałuży krwi. Obejrzał najpierw ją   a potem odskoczył jak oparzony,  macając się po torsie w poszukiwaniu rany. Rozmazał po sobie całą krew. Zbladł i wyglądał teraz  jak najprawdziwszy upiór. Spoglądał na łuk i nóż. Był przerażony i nie zamierzał tego ukrywać. Zerwał się jeszcze raz,  porwał z ziemi skrzypce i przytulił je niczym dziecię do piersi. Postrzeliłeś mnie!? Bezbronnego!? Nie mam przy sobie nic, ani monet ani żadnych kosztowności.     Myśliwy wystąpił przed niego  i opuścił dłonie na znak dobrych zamiarów. Postrzeliłem jelenia, tropię go. A ślad jego krwi urywał się na Tobie. Skąd tu przybyłeś i jak? Nie dojrzałem wokół Twoich śladów. Czy widziałeś rannego śmiertelnie byka? Był tu na kilka minut przede mną. Szalał w agonii. Obudziłby Cię z pewnością.  Wiem, że tu był spójrz ile upuścił krwi. Chłopak nie podszedł nawet o krok. Ale obejrzał krew wokoło  i zaczął wierzyć w to  że nie pochodzi ona z jego żył.     Byłem tu przez całą noc. Grałem w samotności. Dla lasu. Aż sen mnie zmógł Dziś była noc kupalna. Nieroztropnie wchodzić z bronią w święty bór. Myśliwy podszedł jeszcze bliżej. Wszedłem do kniei wraz z tarczą Swaroga. Nie grozi mi nic od strony bogów. Nie tylko bogowie podążają ścieżką zemsty. A Ty nie rzekłeś, jaką z nich przybyłeś. Młodzieniec zawahał się chwilę. Przybyłem z odległej krainy. Bardzo odległej. Skąd wychodzi niewielu takich jak ja. Myśliwy skupił wzrok na instrumencie. A te skrzypce?  Piękne i misternie wykonane. Nie drewno służyło do ich budowy. Grasz na nich dla duchów?     Młodzieniec po raz pierwszy stanął w pełnym świetle i uniósł delikatnie twarz. Przypominał mu dawne czasy. Wojnę na południu, gród w ogniu i tożsamego młodzieńca, którego zabił celną strzałą w samo serce. To było dawno,  lecz chłopak wydawał się zjawą tamtych dni. Ujął skrzypce niczym amulet i przemówił głosem  głębszym, starszym, magicznym. To skrzypce umarłych. Wykonałem je sam  z moich własnych kości. Twoja strzała strzaskała mi serce  a kości były całe. Piękne i kremowe. Jak te skrzypce. Grając na nich  otwieram bramę welesowych krain. Między nimi wędruję. W Nawii mój dom. A tu na ziemi, już tylko mój cel. Moja zemsta. Krwawa i sprawiedliwa. Twoja śmierć przyjacielu.     Znów posłyszałem korowód. Wracał z pieśnią. Inną. Żałobną. Tragiczną i smutną. Jak ta godzina. Fletom i piszczałkom odpowiedziały skrzypce. Młodzieniec grał. A im dłużej grał  tym szerzej otwierały się  wrota zaświatów na skraju poręby. Wreszcie stanęły otworem. W ogniu i sadzy. Potępione dusze. Ich twarze ryczały w agonii. Ich ciała płonęły, zwęglone do cna. Korowód panien wyszedł zza drzew. Wszystkie były ubrane w białe, żałobne szaty. Ich paprociowe wianki nosiły ślady krwi. Bardowie byli okaleczeni. Bez rąk, nóg, oczu,  trędowaci lub chorzy na dżumę. Ich szaty przeszły zgnilizną. Korowód prowadziły dwa ogary. Były upiorami Welesa. Wściekłe, pełne żądzy mordu. Ich pyski wypełnione ogniem. Skóra spalona i pokryta liszajem. Ogony ścięte u nasady. A oczy jak śmierć puste. Pewne swego szaleństwa. Doskoczyły do mnie. Nie imał się ich nóż ani strzała.   Wieczór zapadł nad wioską. Jedynie w jednej chacie nie płonął ogień. Jej opiekun wyszedł spod progu, zapalił niewielki ogarek. Rozpalił ogień Oporządził izbę. Zgotował strawę. Posprzątał obejście. Jego pana nie było. Nie martwił się. Mogło go nie być i kilka dni. Łowy bywały długie i męczące. Domowik złożył dzięki do Roda  o szczęśliwy powrót swego pana. Wtedy to ktoś załomotał w drzwi. Domowik ruszył ku progowi  i otworzył. Na progu stała leśna panna. Naga. Jedynie w wianku. Bez słowa wręczyła mu zawiniątko  w postaci dziwnych, kremowych skrzypiec i wianka z paproci. Wianek był cały zakrwawiony. Krew pachniała jeszcze świeżością. A skrzypce. Wyglądały jak wykonane z kości. A grały tak pięknie  jak te które można usłyszeć  czasem nocą w kniei. Mówi się, że  korowody umarłych  przygrywają sobie na takich. A wytwarza się je z kości tych, których dotknęła zemsta,  zbłąkanych, nieszczęśliwych dusz.                
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Bardzo mi się podoba, wiersz o fundamentach, potrzebie i sensie pisania i nie tylko, bo też życia, przemijania. Wiersz ma swój rytm i się dobrze czyta, a wątpliwości przeplatają się z tezami, co zatrzymuje i skłania zastanowienia. Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...