Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Migrena

To jest bardzo dobry, dopracowany, szeroko oddychający wiersz filozoficzny, który przemawia jak metafizyczna przypowieść o człowieku w jego poszczególnych warstwach. Są one odkrywane poprzez długą, powolną i narastającą iluminację, której ambicją jest obejście ograniczeń wymykających się językowi, lecz w jakiej znajduje się w centrum rozważań świadomości pytającej o swe źródło i znaczenie.

Opublikowano

Niestety, jestem za prosta, albo za pragmatyczna. Ta intelektualizacja nie trafia do mnie. Owszem - technicznie teks dopracowany, każde słowo doważone, ale ciasto (emocjonalne) z tego nie urosło.

 

Nie każda drożdżówka odpowiednio urośnie, choć i zakalec - nie wychodzi z auomatu. 

Pozdrawiam, bb

Opublikowano

@beta_b

 

zaintrygowała mnie Twoja odwaga, by pod wierszem metafizycznym prowadzić rozważania kulinarne o… drożdżówkach.


to dość osobliwy kontrapunkt, ale rozumiem : każdy czyta tyle, ile sam w tekście potrafi zobaczyć.

 

nie wymagam więc więcej, niż Twoja percepcja jest w stanie unieść.

 

jeśli kiedyś zechcesz wejść poziom wyżej  z przyjemnością wyjaśnię sensy, które umknęły.


na razie jednak gratuluję konsekwencji.

niewielu potrafi tak pewnie dreptać po powierzchni, mając ocean tuż pod stopami.

 


 

@huzarc

 

dzięki wielkie.

 

komentarz tradycyjnie głęboki.

 

 

 

 

Opublikowano

@Migrena 

Wiersz jest przemyślany, głęboki i dopracowany w kazdym calu. 

Czlowiek pokazany jako istota z pozoru słaba i ułomna, a jednak wywyższona przez Stwórcę na wszystkie sposoby.

Człowiek - istota zdezorientowana, bo zraniona miłością odwieczną/ idealną - bożą, której jeszcze w tym życiu doścignąć nie jest w stanie lecz w głębi Ją czuje, Jej szuka i Jej pragnie.

Fragment o wolności- wspaniały.

Czysta prawda ubrana w poezję- porusza każdą emocję.

Gratuluję ! 

 

 

* jesli ten tekst nie porusza w kimś emocji, śmiem twierdzić,  że ten ktoś powinien poszukać zakalca w samym sobie.

 

Pozdro.

 

Opublikowano

@Migrena Jacku, widzę w Twoim wierszu biblijny obraz stworzenia człowieka. Tak myślę, że podczas stwarzania istoty ludzkiej Bóg się zamyślił i szkic d...bli wzięli, a potem aby naprawić niedociągnięcia zaszpachlował to grzechem. Mam nadzieję, że nie brzmi to sarkastycznie. Pozdrawiam ;)

Opublikowano

"Oddycha,
bo dech został mu dany."

 

wyjątkowo urocza fraza, hehehe 

taki słowotok, rozemocjonowanie, pobudzenie, taka kwiecistość wypowiedzi, na dłuższą metę, są baaaardzo nudne :) 

@Migrena widać, że wyrabiasz 1200 % normy ale także i to, że jedziesz już na oparach;) 

Opublikowano

@Migrena w języku polskim używa się konstrukcji awersja do czegoś, a nie na coś, czyli możesz mieć awersję do klusek 

 

osobiście się z nimi nie identyfikuję, ale skoro ty mnie chcesz, to możesz, zwłaszcza pod tak, niewątpliwie niewiekopomnym, ale jakże płomiennym dziełem, pt CZŁOWIEK, nikomu nieznanego migreny;) 

Opublikowano

@hania kluseczka

Użyłem "awersji na kluski" bo język pozwala na takie przesunięcia przyimka, gdy chcemy podkreślić reakcję na bodziec.

 

a co do reszty.

 

 CZŁOWIEK pozostaje płomienny, a Migrena nie ulega drobnym złośliwościom.

 

przyszłaś się tutaj ogrzać, prawda ?

 

to teraz idź do baru mlecznego na kluski i nie truj dupy.

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

@viola arvensis od zakalca do ciabaty jest cały zakres rozwarstwiania ciasta. Krojąc chleb - lubisz te mające dziury między skórką a miąższem? Jak czerstwy chleb, to wolę kromkę wypełnioną ciastem. Przy świeżym wszystko jedno.

Technicznie tekst jest dopracowany, o czym pisalam. Dlaczego metafora ciasta jest tu niestosowna, skoro takie mam skojarzenie i jest adekwatne z uczuciem po lekturze.

Piszę o swoim odbiorze, ale widzę, że przyjmowane są tu tylko hołdy.

 

@Migrena

O odbiorze tekstu przez czytelnika decyduje nadawca? Jestem wolną duszą. Nie potrzebuję nadzorcy.

 

Autor postawił sobie nagrobek, peam. Ale czy muszę się przed nim modlić? I to co zazwyczaj mnie dziwi - przeświadczenie o nieomylności. Jestem prawie niewierząca, albo na skali - maksymalnie wątpiąca. Dlatego uważam, że trzeba mieć tupet, żeby z taką pewnością opisywać stworzenie (jakby się było samym Bogiem?).

 

Reakcja na Hanię i komentarz o kluseczce zwyczajnie chamska.

 

Możemy unikać kontaktu.

 

Podzieliłam się myślą, ale bez sensu, skoro furtka jest na podziw. 

 

Pozdrawiam jednak, bb

 

Opublikowano

@Migrena Ten wiersz odsłania Twoją miękką stronę - tę, którą zwykle chowasz pod ironią i siłą.
Czytam w nim zagubienie nie jako słabość, ale jako ten migotliwy ślad człowieczeństwa, którego nie da się udawać.
Pięknie pokazujesz, że nawet heros ma w środku dziecko z kluczem do domu, które nie pamięta drogi.

Opublikowano (edytowane)

@beta_b

 

dzień dobry.

przyleciałaś tutaj z samego rana...

wycieraczka była niewygodna ?

 

po pierwsze.

zwracanie się do violi arvensis jest niestosowne i niemądre.

bo to nie twoja klasa, nie twoja liga i nie twój poziom.

 

to tak jakbyś stała na chodniku pod wieżowcem i darła się do kogoś kto pije kawę na ostatnim pietrze.

 

ośmieszyłaś się !

 

 

ale do mnie możesz się śmiało zwracać.

więc skorzystałaś z okazji i się zwróciłaś.

 

i co piszesz ?

że jesteś niewierząca i wątpiąca.

 

mnie to twoje wyznanie nie dziwi.

bo ludzie o niskiej inteligencji  wątpią z reguły.

 

wydają przy tym dźwięki podobne do dżwięku kozy która własną dupą próbuje  naśladować trąbke kolejarską.

 

i to chyba tyle.

 

pozdrowień nie załączam bo nie mam w zwyczaju pozdrawiać arogantów.

 

no to pa !

spadaj..

 

 

ps.

 

przyślij kluskę.

niech weźmie ze sobą jakichś wujków.

bigosa czy innego salcesona.

 

pośmiejemy się razem.

 

 

 

 

 

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

 

 

@Alicja_Wysocka

 

 

 

 

jesteś Aluś.

dzięki Bogu.

 

oczywiście, że masz rację.

 

czytasz mój wiersz wspaniale.

 

dziękuję !!!!!!!!!

 

 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...