Psioro Opublikowano 11 Czerwca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 11 Czerwca 2005 NIEZAPOMNIANA Będziemy siedzieć naprzeciw siebie okryci mrocznym całunem ciemnoci, beznamiętnie adorować swoje twarze, widzšc je jedynie w naszej wyobrani, przywołujšc obrazy zapisane głęboko w naszej pamięci i rozpamiętywać wydarzenia, które nigdy nie miały miejsca. Siedzimy i marzymy. Tylko tyle na pozostało. Jak bezwolne maszyny robimy, to co nam każš, nie zastanawiajšc się nad tym. Jedynie czasami oddajemy się chwili kontemplacji, aby zaraz po tym znów utonšć w nawale naszych zajęć i nie rozpamiętywać tych absurdalnych myli. Dzisiaj znów siedzimy naprzeciw siebie. Dwóch młodych mężczyzn wyglšdajšcych i mylšcych tak samo. Ja i moje odbicie. Umiecham się do niego, a on zwraca mi mój umiech w takiej samej formie, w jakiej został mu ofiarowany. Tylko on się do mnie umiecha. W otaczajšcej mnie ciemnoci tylko on mi towarzyszy, JEJ już nie ma. ONA. Kim dla mnie była? Do dzisiaj się nad tym zastanawiam. Siedzę przed lustrem i rozpamiętuje wydarzenia, które nigdy nie mały miejsca marzę. Marzę, bo tylko to mi pozostało. Marzę o niej, o sobie o nas. Marzę, że jestem szczęliwy. Tak jak kiedy mogłem być , że mam nadzieję i jestem poddawany słodkim torturom oczekiwania na niš. Siedzę. Multum wyimaginowanych obrazów przebiega przez mojš głowę, oprócz obrazów sš jeszcze uczucia, je też mogę sobie wyobrazić, jednakże sš to zwykłe cienie tego, co mógłbym przeżywać. Byłem tam. Byłem w raju. Nie był to raj wyobrażony sobie przez wielu ludzi, ONA była moim rajem. Mogła mi zastšpić wszystko. Ale teraz nic nie jest w stanie zastšpić mi JEJ. niłem zapominajšc o tym, że każdy sen niony zbyt długo zamienia się w koszmar, a z takowego budzimy się z krzykiem. Moje przebudzenie było straszne. Ze snu, w którym był mi bardzo dobrze przeszedłem do czego, czego koszmarem nie można było nazwać do rzeczywistoci. Chcę znowu zasnšć. Snem wiecznym. Jutro znów tu wrócę. W tej chwili tylko to mi pozostało. Jedyne miejsce, do którego chcę się udać, nie wiem, po co. Stoję i wpatruję się tępo w miejsce jej spoczynku: kwadratowy nagrobek z jakim banalnym wierszykiem o pamięci. To wszystko. Nie widziałem jak jš chowali zresztš nie wiem czy bym to wytrzymał, te wszystkie mowy o tym, jaka była wygłaszane przez ludzi, którzy nie mieli o niej pojęcia. Nieeee, nie dałbym rady. Zresztš nie byłem zbytnio lubiany przez jej rodzinę, nie ucieszyliby się gdybym przyszedł, zawsze uważany byłem raczej za zagrożenie dla ich córki i przeze mnie tak to się skończyło. Nic nie wiedzš. W dzień jej pogrzebu urżnšłem się do nieprzytomnoci, w niektórych sytuacjach alkohol jest jak tlen, pozwala zapomnieć. Zatracić się w wyimaginowanej rzeczywistoci. To było mi potrzebne. Wtedy i dzisiaj. Teraz targajš mnš mieszane uczucia, z jednej strony chcę o niej zapomnieć, znaleć ukojenie. Z drugiej kocham jš i tęsknie za jakimkolwiek kontaktem. W tej chwili patrzę tępo na miejsce gdzie leży. Parę metrów pod ziemiš spoczywajš szczštki anioła. Jak to, przecież anioły nie umierajš, kto mógł jej to zrobić? Chłodny wiatr pełznie po moich plecach, przechodzi mnie dreszcz, przypominam sobie takš noc jak ta. Zaduszki. Poznałem jš wtedy. Siedziała po turecku na murku jakiego grobu. Miała puszczonš głowę i wiatr rozwiewał jej długie czarne włosy. Gdy jš zobaczyłem tak siedzšcš w wietle zniczy nie było w tym momencie niczego na wiecie, do czego mógłbym jš porównać. Było już doć póno, więc nieco zdziwiło mnie, że jeszcze kto oprócz mnie jest na cmentarzu, ale nie miałem do niej podejć w obawie żeby nie zburzyć tego wspaniałego widoku. Siadłem na grobie nie daleko tak, że mogłem jš widzieć i upajałem się jej pięknem. Zauważyła mnie po chwili i umiechnęła się. Nie wiedziałem, co ze sobš zrobić. Wstałem i podszedłem do niej. Nie pamiętam teraz, co powiedziałem, o czym rozmawialimy. Wiem tylko, że z bliższa była jeszcze piękniejsza. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Spędzilimy ze sobš doć dużo czasu. Ile? Nie pamiętam. Zaczęlimy się spotykać. Pamiętam wszystko, pierwszy pocałunek, pierwsze pieszczoty, pamiętam jej ciało, każdy nawet najmniejszy kawałeczek. Ale to, co pamiętam o niej nie zastšpi mi jej. To zdarzyło się w ciepły majowy wieczór. Siedzielimy razem, w naszych żyłach płynęła morfina rozcieńczona w alkoholu. To włanie, dlatego jej rodzice za mnš nie przepadali. Nie wiedzieli na pewno, ale chyba podejrzewali, że razem bierzemy. Nie sšdzili tylko, że to ona pierwsza zaproponowała. Często po narkotykach zajmowalimy się sobš bardzo skrupulatnie. Morfina mieszała się z endorfinš łudzšco podobnym do morfiny hormonem rozkoszy dajšc w efekcie piorunujšcš mieszankę. Nic nie zastšpi uczucia orgazmu po tym. W naszym przypadku był jeszcze jeden czynnik, jeszcze jeden hormon dopamina. Zwišzek chemiczny, którego brak w organizmie powoduje chorobę Alzheimera a zwiększone stężenie wywołuje uczucie okrelane przez ludzi jako miłoć. Wszystkiego tego dowiedziałem się od niej, była bardzo mšdra. Nie raz rozmawialimy o skomplikowanych rzeczach. Lubiła eksperymentować ze swojš podwiadomociš, mówiła, że chce spróbować wszystkich narkotyków. Szkoda, że nie dane było jej tego zrobić. Koniec przyszedł niespodziewanie. Szlimy na cmentarz, było to nasze ulubione miejsce, zawsze tam TO robilimy. Nagle zaczęła uciekać, nie wiem, przed czym, pewnie pobudzona przez narkotyk wyobrania podsunęła co przed jej oczy. W każdym razie wybiegła na ulice, nie zauważyła najeżdżajšcej ciężarówki Nie pamiętam, co zrobiłem, gdy to zobaczyłem, podbiegłem do niej czy uciekłem? W tej chwili ciężko mi to stwierdzić. Znaleziono jš następnego dnia na ulicy. W jej krwi wykryto morfinę. Oczywicie podejrzenie padło na mnie, że zmusiłem jš do narkotyzowania się ze mnš. Nie interesowało mnie to, nic mnie nie interesowało. Kręciłem się wogóle nie mylšc. Pobiłem pierwszego napotkanego dilera. Pozbyłem się wszystkich narkotyków, jakie miałem w domu. W dzień jej pogrzebu planowałem zapić się na mierć, odczuwałem wstręt tylko do dragów, alkohol pomagał. Nie udało mi się. Pozostałem w bólu. Tak to trwa do dzisiaj. Po raz kolejny stoję nad jej grobem. W kieszeni jak zawsze czuję chłodnš stal, ale nie mogę jej użyć, zbyt się boję. Zbyt boję się sprawić sobie ulgę, czy to nie ironiczne? Kiedy to zrobię, ale jeszcze nie dzisiaj. Przymykam oczy starajšc się wraz z nimi zamknšć ból w moim sercu. Obracam się i odchodzę. Do mojego lustra. Na jak długo?
j.renata Opublikowano 12 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 12 Czerwca 2005 nie wiem co napisać może krótko: pięknie /jest parę błędów, ale kto ich nie...popełnia/?// pozdr
asher Opublikowano 12 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 12 Czerwca 2005 Stara Basn. Ale nie jest zle :)
Leszek_Dentman Opublikowano 13 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 13 Czerwca 2005 robimy to co nam karzą -przecinek przed to+każą bo tylko ot mi pozostało - to dla nich byłem zagrożeniem w stosunku do jej córki i przeze mnie „tak to się skończyło” - ten stosunek jednak bym pominął patrzę się tępo na miejsce gdzie leży - nie wiem czy "się" jest konieczne... Chłody wiatr pełznie po moich plecach -chłodny Zauważyła mnie po chwili i uśmiechnęła się do mnie- znowu- po co do mnie? podejrzewali, że razem bierzemy. Nie podejrzewali - może za drugim razem popraw na :nie sądzili, nie przypuszczali Konie przyszedł niespodziewanie - koniec Poiłem pierwszego napotkanego dilera - poBiłeś? Mimo tych kilku błędów powiem, że tekst jest bardzo dobry, choć asher ma trochę racji, że to już było nie raz ,nie dwa. Pisz dalej, bo dobrze się czyta.
Psioro Opublikowano 14 Czerwca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 14 Czerwca 2005 Dziękuję za rady. Niestety, a może na szczęście piszę tylko jak jestem naprawdę podłamany, poza tym nie wszystkie myśli umiem lub zdążę zapisać. Przepraszam za błędy, Word nie zawsze wszystko wyłapie, a ja nie jestem orłem w tej dziedzinie, wszystkie zauważone poprawiłem, jakby jeszcze ktoś jakieś dostrzegł to niech da znać. To był mój debiut w dzedzinie publikajcji moich opowiadań, cieszę się że nie było tak źle.
Leszek_Dentman Opublikowano 14 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 14 Czerwca 2005 Ćwiczenie czyni mistrzem. Więc ćwicz, a powoli błędów będzie coraz mniej. Masz pomysł, to biuerz go na tapetę i męcz, aż do skutku. raz będzie lepiej, rzaz gorzej, ale przecież nie o to chodzi- nie każdy rodzi sie Hemingwayem.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się