Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 "1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów1,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie2,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał."

 

miłość zobowiązuje obarcza winą

i prosi często o wybaczenie

miłość jest drogą radości pełną

skromna i cicha bywa cierpieniem

:))

Opublikowano

niebanalnie i nietuzinkowo

romantycznie i dramatycznie

ale bardzo bardzo lirycznie

wszystko winne jedno słowo

bez którego nie da się przeżyć

trzeba tylko pokochać

i w miłość uwierzyć

serduszko dla Złotego Serduszka

wyszepczę ci teraz coś do uszka

słyszysz?

Opublikowano

@Jacek_Suchowicz dzięki za interpretację i za przypomnienie " Hymnu o miłości.

Napisałam na końcu że miłość bywa poczuciem winy.

Miałam na myśli to, że tylko pierwsza miłość jest dziewicza i niewinna,

albo gdy wszystkie zobowiązania uregulowane- wchodzi się w związek "czysto".

Ale bywa też tak- że ktoś opuszcza rodzinę-bo się zakochał-

nie wierzę że nie ma poczucia winy- choćby trochę.

Dziękuję za Twój komentarz- podoba mi się

@Maciek.J dziękuję

Opublikowano

@Annna2

Stworzyłaś naprawdę wzruszający wiersz, właściwie medytację o miłości.

Szczególnie porusza mnie ta metafora miłości jako "karmy" - czegoś, co nas żywi i podtrzymuje. I ten obraz "w Twoich błękitach pływam" - jakby miłość była całym światem, w którym się zanurza. To bardzo zmysłowe i duchowe ujęcie.

Pokazujesz, jak miłość istnieje poza czasem, chociaż jest w nim zaplątana. A na koniec lista tego, czym jest miłość, trudno się z nią nie zgodzić. Piękna jest ta poezja!

Doskonale dobrany utwór, tworzy ucztę dla duszy i zmysłów. 

Opublikowano

@Annna2 @Berenika97 jak zrobi komentarz to wszystkie myśli pozamiata i zostaje pustka w głowie. No cóż jest niezwykle elokwentna i uczuciowa i to widać w jej komentarzach. Chwalę ją za to bo ponadrabia moje stękania. Więcej mam w głowie niż mogę przekazać. Aniu tak smutnie brzmi twój wiersz ale naprawdę istnieje prawdziwa miłość, tylko jest jeden warunek musimy trafić na swoją drugą połówkę. Często myślimy że ktoś jest naszą miłością że to ta jedyna osoba a później przychodzi rozczarowanie i niby wszystko było jak trzeba wszystkie klocki układanki się składały a na końcu się okazuje że jednego klocka  zabrakło i wszystko się posypało i czy to była pierwsza miłość tą jedyna czysta? Nie to było tylko zauroczenie. Miłość nie zna granic, przedziałów czasowych, czy czegoś co sobie jeszcze wymyślimy, aby ją określić. Miłość jest wtedy kiedy co rano się budzisz i na widok tej jedynej osoby masz motylki w brzuchu i ona tak samo, każdego dnia dziękujesz Bogu że ją masz i zrobisz dla niej wszystko i nie tylko wtedy kiedy jest młoda i piękna kiedy jest sprawna i bogata ale zawsze aż po kres naszych dni. Lubię te twoje wiersze bo wyzwalają we mnie uczucia i nie są tylko sprawną rymowanką.

Opublikowano (edytowane)

@Robert Witold Gorzkowski  lubię komentarze Bereni i czekam na nie. 

Robert skąd wiesz co myślę w tym wierszu. Ale wiesz i to jest piękne- tak właśnie jest.

Łał! Robert Ty wiesz wszystko. Dziękuję dziękuję . To jest Łał!!!

Było warto

 

 

Mogę coś dodać? 

Smutek jest we mnie to prawda.

Już chyba wszystko przeżyłam.

Dziękuję

Edytowane przez Annna2 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Wiesław J.K.  Babcia Maria przed ślubem nie znała prawie Dziadka Bernarda.

Tak kiedyś było.

Ale pokochała Go. Nie mogło być inaczej- był dobrym człowiekiem.

Dziadek Bernard zginął w Dachau- nieposłuszny był.

Babcia szukała Go przez Czerwony Krzyż.

Czekała całe życie. Nigdy już nie wyszła ponownie za mąż

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w ostatnim zdaniu brakuje a miedzy tym, a tym (obietnicą?),  osobiście zrezygnowałbym ze zwrotu w pożyciu i z początku w całym zadaniu. Czyżby młode lata filmowego "Och Karol" ?
    • @obywatel Dokładnie. W wierszu pokazałem prawdę jako produkt - bo tak wygląda z zewnątrz.  Ale masz rację, prawdziwy problem zaczyna się później: kiedy zrozumiesz, że ona nie stoi po żadnej stronie.  Wtedy zostaje tylko iść. I to kosztuje całe życie.  
    • @obywatel przejście  od "pękniętej iluzji "  do świata kolorów sprawia ból z odłamków iluzji , nie odwrotnie. Iluzja okaleczyła ale mimo to idę, nie chce wracać.  Dziękuję za polubienie . Pozdrawiam.
    • Już za paręnaście metrów chodnik skręcał w prawo. Winkiel szaro-burego bloku obiecywał schronienie - osłonę przed mroźnym wiatrem poranka, ale również, przede wszystkim, możliwość zdjęcia głupiej wełnianej czapki z jeszcze głupszym, najeżonym frędzlami pomponem. Była bodajże pamiątką z Zakopanego, lecz dla Karola nie posiadała żadnej wartości sentymentalnej, była jedynie symbolem matczynej troski, niezręcznym uściskiem od natrętnej ciotki, z którego tak bardzo starał się teraz uwolnić. Z każdym kolejnym krokiem wełna coraz bardziej świerzbiła skórę, a wzrok mamy przebijał się przez kolejne warstwy podręczników w plecaku, zeszyty, śniadaniówkę i grubą zimową kurtkę, aby ostatecznie falą ciepła rozejść się po jego plecach.      Blok, pod którym Karol spędzał lata swojego dzieciństwa, zbudowany był na planie panoptykonu - skręcał pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, a na każdym piętrze wokół mieszkań rozchodziły się tarasy prowadzące na główną klatkę schodową. Wpół śniący sąsiedzi, niby straż więzienna, przechadzali się nad podwórkiem.     Świąd i ośmieszenie wirowały jak dwa motyle, walcząc o dziecięcą uwagę. Jeszcze parę podręczników i jedenastolatek mógłby porównać się w tym momencie, z dziecinną autentycznością, do Chrystusa w cierniowej koronie. (Karol pierwszą komunię miał już za sobą, lecz przez cały proces przeszedł po łebkach, jedyne co zapamiętał, to jak wieża kościelna, w momencie, kiedy zadzierał ku niej głowę, zdawała się powoli na niego spadać.) Chodnik wyszedł na ulicę, wiatr zamiast zelżeć, zmienił jedynie stronę, kiedy ręka, jakby nagle pozbawiona jakiegoś przytłaczającego ciężaru, wystrzeliła ku górze, w jednym szybkim ruchu zrywając z głowy czapkę, teraz zwisającą z boku jak żałosny sztandar, wymiętoszony strój klauna przewieszony po występie przez kulisowe drzwi.      Miesiąc był jeszcze mroźny, ludzie wypuszczali parę z ust, upodabniając się do stojących na poboczu samochodów, których lekkie, bijące z wydechów ciepło ogrzewało sunących do szkoły uczniów, z rękami tak głęboko w kieszeniach, że wyglądali na przywiązanych do pali. Droga do szkoły, ulica Grochowa, szklista i mokra, kurczyła się z każdą sekundą jak duszona cebula, samochody powoli odjeżdżały do swoich prac na etacie, a Karol zatrzymał się w miejscu, gdzie ulica łączyła się ze swoim małym odgałęzieniem, prowadzącym jedynie do osiedlowego supermarketu.   Mijając drzwi wejściowe, oraz parę okienek wychodzących na kolejne alejki sklepu, można było dojść do wymuszonego końca uliczki. W miejscu, przeznaczonym teraz wyłącznie do zawracania po nieudanym poszukiwaniu miejsca parkingowego, znajdowała się wysoka na trzy wysokości Karola żelazna brama, z chwastem (bardziej - suchym trustem) idealnie wypełniającym odstęp pomiędzy nią a betonem. Po drugiej stronie rudego, zgniło-ceglanego muru, budynki byłych zakładów produkcyjnych szczerzyły ku słońcu ukruszone, szklane zęby,  przeciągając się pod, zalegającą jeszcze, pierzyną wiosennego śniegu.      Karol mijał ją codziennie po drodze do szkoły, lecz wcześniej wiele o niej nie myślał, dopiero niedawno, jakby na skutek jednego z tych bolesnych, romantycznych snów, z których wybudzenie naznacza cały nadchodzący dzień udręką nienasycenia, idąc do szkoły, po raz pierwszy dostrzegł w niej wcześniej nieujarzmione piękno. Fabryka stała się tamtego dnia symbolem, którego każdy nowy nastolatek potrzebuje w swoim życiu, pierwszym romansem z przemijalnością, uruchomieniem męskiej żądzy, niezaspokajalnej żadnym z pięciu zmysłów, żadnym szczodrym dotykiem, czy ciepłymi słowami. Niedoświadczony jeszcze w pożyciu Karol, próbował z początku znaleźć ujście gdzieindziej. Po długo trwającej kampanii, ścierając rudymi włosami swojej koleżanki jej ślinę ze swoich ust, krążył już myślami między czterema, wysuszono-krwistymi ścianami, jedyną obietnicą przyspieszonego tętna, gdzie postawiony pośrodku obelisk wyznaczał moment przekroczenia granicy dziecięcości, tak teraz dla Karola ponętnej.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       @iwonaroma mam nadzieję, serdecznie dziękuję :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...