Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

 

Człowiek? To nie brzmi dumnie.
To brzmi jak błąd produkcji
w fabryce gwiezdnego byle czego.

W kosmicznym Excelu
ktoś kliknął: Ctrl+C, Ctrl+V,
i tak powstałeś – białkowy bug,
czyli ty,
który płaci kredyt na lodówkę,
składki szkolne za dziecko,
raty za samochód
i jeszcze ten abonament na wodę, co leci z kranu.

Masz mózg?
Gratulacje – to biokisiel
z błędami systemowymi.
Co pięć minut aktualizuje ci humory:
złość, apatia, poezja, głód,
śmiech, pornografia i „czy to rak?”

DNA?
To jak instrukcja składania szafy z Ikei,
napisana przez pijanego szympansa.
Z błędami. W sanskrycie.
Z częściami od innej szafy.
I gwoździem, którego nie potrzebujesz,
a którym się skaleczysz w bonusie.

A ciało?
To żart, stary.
Siedzisz na dwóch kościach, które pierdzą,
i masz brzuchowy worek,
który ci rośnie od samego siedzenia.

A układ trawienny?
Trzymasz trzydzieści metrów
fermentującego węża w środku brzucha
który rządzi całym tobą.
Dzięki wielkie, ewolucjo.

A teraz najlepsze – ty,
ten biologiczny robot z przeciekami
z przodu i z tyłu,
masz PRACOWAĆ, być KIMŚ, osiągać CELE,
i w międzyczasie masz medytować,
uczyć się, pracować, prać i sprzątać,
uprawiać jogę, nie dotykać plastiku,
jeść bio-jarmuż w szklanym słoiku,
choć wszystko, co kupujesz,
przychodzi w bąbelkowej folii.

Ale czasem w nocy, kiedy świat śpi,
w tych zgliszczach myśli,
chciałbyś choć na chwilę poczuć spokój —
taki prawdziwy, miękki
jak oddech ukochanej osoby,
który mówi: ''jesteś kimś więcej
niż listą zadań na dziś,
jesteś światłem które rozprasza mrok".

W życiu to wyśnione "światło"
jest tylko jego marną namiastką,
tandetnym migotaniem.

Ale i tak nic z tego,
system ponad tobą czuwa.

Pomylisz się – to płać ekstra ZUS.
Nie ma darowania,
urząd podatkowy czeka.
Nawet za brudne auto.
Złe spojrzenie? Mandat.
Za spóźnienie? Mandat.
Za gadanie? Mandat.
Za oddychanie plastikiem – faktura, plus VAT.

Musisz mieć pasję. Ale taką do wysyłki przez Allegro.
Musisz być sobą – o ile mieścisz się w regulaminie.
Musisz się rozwijać. Na własny koszt. Do końca życia.
I codziennie aktualizować hasło do szczęścia.

Kosmos cię stworzył z próżni,
dał ci świadomość i kazał płacić
za parking, prąd i gaz.

Miłość?
To biochemiczny trip,
żebyś czasem nie uciekł z hodowli.

Rodzina?
To sitcom z aktorami,
którzy nigdy nie dostali scenariusza.

Sens życia?
To PDF, który się nie otwiera.
Bo to format nieobsługiwany przez twoje ciało.

I tak się tu kręcisz –
sapiący worek atomów,
który rano smaruje chleb,
wieczorem bolące nogi,
a w środku krzyczy dumnie: „JESTEM KIMŚ!”,
choć nawet nie pamiętasz,
gdzie zostawiłeś klucze od domu.

A potem umierasz.
Po wszystkim, po tej całej operze
z pierdzeniem i fakturami,
umierasz jak telewizor po burzy:
czerwone światełko, koniec sygnału.

Więc klikaj, sapiens, w reklamy i linki,
kopuluj, śmiej się i umieraj,
bo jesteś królem...
wśród cyfrowego śmiecia.

Śnij dalej, człowieku, żeś panem wszechświata,
twórcą astronautów, wielkim poetą,
inżynierem na budowie –
a jesteś po prostu...
zwykłą małpą bez wynagrodzenia
na śmieciowym gwiezdnym etacie.

Tak kończy się człowiek –
od maszyny inny tylko tym,
że go boli i się męczy.
A ból? To systemowy błąd,
którego nikt nie potrafi naprawić.

 

 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dziękuję za ten wykwit myślowy
– dawno nie widziałem tak zawziętej próby
wmówienia światu, że mentorski ton to głębia.

Twoja analiza rzeczywistości
ocieka wzniosłością jak kazanie
po tanim winie – dużo wielkich słów,
zero treści i morze pogardy.

Jeśli to ma być Twoja duchowość,
to proszę wybaczyć –
wolę już „zagubionego PL-a”
niż taką upudrowaną pogardę
w aureolce.

 

I jeszcze takie prozaiczne pytanie: mój wiersz jest w ogóle dla ciebie zrozumiały ?

Bo śmiem w to wątpić.

To satyra na konsumcjonizm, na oderwanie człowieka współczesnego od duchowych fundamentów.

 

Wiem , nie zrozumiałaś tego.

 

Nie trzeba umieć wycierać sobie buzi  Starym i fałszywam hipokrytom  Volterem żeby coś z jego filozofii zrozumieć.

 

Żeby dyskutować nie wystarczy kilka lekcji z panią wiesią w liceum w Mławie.

Chyba jednak nawet tam nie mogli przecież wpoić Ci przekonania, że brak wiedzy nadrobisz słowotokiem o zerowej wartości intelektualnej.

 

Wybacz ale bez stosownych pożegnań.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Trochę to dla mnie żenujące, że muszę wyjaśniać coś, komuś co nie jest w stanie zrozumieć zwykłej prostoty.

Nie da się zasiać zboża mądrości na intelektualnej pustyni.

Ale....

 

Twój komentarz nie jest ani głęboki, ani wnikliwy – to intelektualna konfabulacja zlepiona z pseudo-duchowych frazesów i psychologicznych osądów, które mają tyle wspólnego z refleksją, co horoskop z metafizyką.

Mówisz o „trywialności i narcyzmie”, nie rozumiejąc, że sam akt pisania z perspektywy osobistej – tej nieupiększonej, surowej, niewygodnej – to właśnie akt odwagi, którego Ty jesteś najwyraźniej pozbawiona. Epiktet pisał, że najbardziej drżą ci, którzy budują gmach swojej tożsamości z obcych opinii. Twój komentarz to właśnie taki gmach – styropianowy, pusty w środku, obklejony tanim tynkiem samozachwytu. Tandeta w tynku.

Rzucasz frazami o „wolności, miłości, duchowości” jakbyś je odkryła sama w Himalajach, a nie przeczytała w pożółkłym poradniku z biblioteczki „Rozwój Osobisty” w liceum w Mławie albo innym Kluczborku. Nie tworzysz myśli – tylko je bezrefleksyjnie powielasz. Widzisz w tekście „materializm i marudzenie”, bo nie potrafisz znieść braku narracji, w której to Ty jesteś przewodniczką, a reszta świata – pogubionymi owieczkami.

Camus powiedział, że „zbyt wielu ludzi umiera, bo nie wie, po co żyją – a inni giną, bo wiedzą aż za dobrze i próbują im to wmusić.” Ty jesteś tą drugą kategorią. Przytłaczasz tanimi odpowiedziami tam, gdzie potrzebne byłyby pytania.

Zarzucasz brak lotności refleksji? Zaiste – nie było fruwania na skrzydłach ezoterycznej paplaniny. Było zejście w dół, w konkret. Bo tak robią ci, którzy mają odwagę być uczciwi – nawet jeśli to brzydkie, bolesne i bez gloryfikacji. Simone Weil pisała: „Prawda jest twarda jak kamień, ale tylko ona jest fundamentem.” Ty wolisz piasek sloganu.

Piszesz, że „powrotu nie będzie”. Uwierz mi – nikt nie będzie stawiał świeczki w oknie. Jak mawiał Cioran – „Nieobecność ludzi płytkich jest jedyną formą błogosławieństwa.” Twój brak będzie więc dla mnie łaską, nie stratą.

Zresztą – nazywasz to, co napisałem , „wierszykiem”. To jak nazwać Nietzschego „chłopakiem z zeszytem”, a Arendt „panienką od etyki”. Gdybyś choć przez chwilę naprawdę poczytała kogokolwiek z tych, do których zapewne próbujesz się po cichu porównywać, zrozumiałabyś, że refleksja nie zaczyna się od odrzucenia innego głosu – tylko od jego cierpliwego wysłuchania.

Ale może to za dużo jak na kogoś, kto myli duchowość z potrzebą dominacji, a filozofię z pogardą dla każdego, kto nie recytuje tych samych sloganów.

Więc idź. W pokoju lub w pysze – jak wolisz. Ale zapamiętaj: to nie tekst był zamknięty. To Ty byłaś zbyt ciasna, by do niego wejść.

Bardzo mocno zbyt ciasna !

 

 

 

 

 

A ty od nic nie muszę, na tej podłodze tak się wyrobiłeś ?

Jesteś żałosny.

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Dagna.

 

Ujęłaś mnie puentą tych swoich pseudointeligentnych tyrad: "powrotu nie będzie".

I tutaj się z tobą zgodzę. 

Nawet ciężki idiota nie pcha sie wielokrotnie tam gdzie dostaje intelektualny łomot.

Idź człowieku /nie wiem jakiej płci jesteś/ z Bogiem. 

I ucz się, słuchaj, próbuj zrozumieć.

I dopóki nie pojmiesz sensu życia nie wychylaj noska z mysiej norki.

Bo w sumie, po co.

Uśmiecham się biedaku do Ciebie.

 

 

Opublikowano

@MigrenaDla mnie to cacane po stokroć!!!

A najbardziej mnie śmieszy definicja DNA i te przecieki...

 

Szpieg w spódnicy

 

stara agentka Helga z Lubeki

zaciska zęby w celi bezpieki

z ust nie puści nawet pary

nie to by się bała kary

lecz raz w miesiącu miewa wycieki

 

Pozdrowionka.

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Migrena Brutalna prawda w treści wiersza. Plus za odwagę wskazania tego, co większość ludzi preferuje zostawić w spokoju. Zgoda jeśli chodzi o ten systemowy błąd, jedynie co dobre w tym błędzie jest to, że ból jest wskaźnikiem tego co powinno się naprawić w miarę możliwości. Pozdrawiam :)))))

Opublikowano

@Wiesław J.K.Że tak powiem przeczytałem, i moje trzy gr., Brutus uważał iż cnota wystarczy do szczęścia, jego erotyki, bo ponoć pisywał takie, zaginęły. I nie wiem czy jego to boli czy nie, mówmy o teraz, czas przyszły niech będzie nieznaczony. Wstawię tu się za sobą, nie otrzymałeś odpowiedzi i pozwalam sobie :), kultura, kult czy kulturystyka? taki kalaburek słowny. Ból, mam uzasadnione podejrzenie, że stanowi oś dźwigni na wadze świadomości, może to kiedyś rozwinę, bo mam nieodpartą myśl, że ktoś lub coś, uzna wagę piórkową, ciężką - lub będzie ona elektroniczna, sprężynowa, i powstaną z tego cuda cudeńka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne.    W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba.    Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.   Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.   Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.   Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.   - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?   - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy.    Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód.    - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty?    - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…   - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.   - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem.    Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną.    - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…   - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.   Ojciec roześmiał się ciepło.   - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.   Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.   - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna!    Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.   - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.   - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.   - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon.    - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie.    - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.   Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.   Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności.    Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.
    • @Nata_Kruk to prawda , te tak uważam.   
    • @huzarc.. to, co w wierszu, to .. trwanie... czasem cholernie  trudne, bo.......

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ... na władzę przymykam oko.. ale być odpowiednią funkcją, czemu nie.
    • @Radosław   Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. :)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ... ponoć, jest jednak niepewność, a życie czasami potrafi pokrzyżować... Od tego.. my.. żeby prostować zawiłości
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...