Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oj Wy kobiałki, nasze czarujące czarownice!

 

Zgaduj

Mi z ust

I zgaduj z piersi.

Zgaduj

Szaleństwo,

Gdzie indziej czy mierzi.

 

Bądź

Twardy jak głaz

A czasem miękki.

Bądź

Pluszowym misiem

I lwem paszczoszczękim.

 

Chcę

Abyś mi zaraz

Robił co zechcę,

Chcę

Później byś działał,

Tak jak ja nie chcę.

Opublikowano (edytowane)

@aniat.  

Piszesz ...o takich kobiecych odsłonach o których ci co dookoła - nie widzą w tym ani sensu ani zrozumienia. Lubie twoje wiersze jest w nich namiastka tej trudnej melancholii którą każdy z nas w sobie czasami ma...

Kłam...wybacz że zaśmiece Ci wątek 

(bywam czasami na nierozerwalnym łączu skojarzeń

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Domysły Monika (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

To prawda, często nie rozumiemy. Ale jak zrozumieć klimat domu w którym się nie mieszka? No i oczywiście, gdzie kończy się płeć a gdzie zaczyna indywidualność?

Zresztą, my także nie jesteśmy tacy prostolinijni, jak nas piszą.

Opublikowano

@Manek

..."Ale jak zrozumieć klimat domu w którym się nie mieszka?"...

I to właśnie pytanie bywa męcząco irytujące nawet dla samego właściciela...

Z drugiej strony pewności nie ma czy tu chodzi o czyjąkolwiek "osobowość "

 

 

 

Opublikowano

@Marek.zak1 Rzeczywiście, "czaruj" subtelniej brzmi... ja jednak zostaję przy swoim "kłam" - kac w końcu minie ;)

@Jacek_Suchowicz Uwielbiam te stare piosenki. Jakie one miały świetne teksty...

@Domysły Monika Dziękuję. To bardzo miłe, że czujesz moje wiersze, to dużo dla mnie znaczy. A tego utworu nie słyszałam wcześniej, ale pasuje :) Pozdrawiam ciepło

@Hiala Pewnie tak... Ale co tam, chwilo trwaj ! ;)

@Leszczym Dzięki Twojej wypowiedzi, wiersz nabrał humoru w moich oczach, rzeczywiście to jest trochę zabawne. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...