Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

   Staszek.o... napisać tylko... to świetna lektura, byłoby krzywdzące, bo chciałaby się coś zacytować, więc piszę na boku, bowiem za dużo przesuwania i oczy całkiem mi poza ekran polecą... ;)
  Wygląda na to, że opisujesz swój real i rób to dalej... Czyta się jak dobrą "jednoaktówkę", jest fabuła, ale też świetne.. wtrącenia.. która sprawiły, że szczerze się uśmiechnęłam do ekranu... :) 

 

należy je wymówić jak tutejsi: nie za ciężko i obraźliwie co Niemiec, a już broń boże nie z gejowskim akcentem          Francuza.

 

słuchający sądzili, że naśladujemy szczebiot egzotycznych ptaków.... :))

Postawić pionka na e4, to tak jakby randkę zacząć od słów: „Ładna dziś pogoda”... wierzę na słowo..:)
                                    Opis tych jegomości, jak grali.. super.!. a to, jn.
Król jest najważniejszy, choć nic nie robi. Ale musi królować. Bez niego nie ma gry. Polska miała wielu królów,

ale nie było komu ich bronić.

 

Ostrzegłem go, że jeśli natychmiast nie wstanie od stołu, to mu ta sztywność zostanie na stałe i dopiero wtedy wyraził      zgodę, żebym usiadł na jego miejscu. ... :)) wykorzystam kiedyś, w jakiejś innej sytuacji.

 

Ten, co to lubi z Pierwszym.. no.. fachura, czyli nie przemęczać się, a tu masz... Staszek... który "kombinuje"... :))

Na koniec, fajna 'wrzutka' o polowaniu oraz to, że... na morzu ryby nie wychodzą bokiem... :)

To tak w skrócie.... moje wrażenia bardzo dobre i zostawiłam plusicho, bo należy się.
Pozdrawiam.

... no chyba żadnej literówki nie ma, bo ja to potrafię..!!!

Opublikowano (edytowane)

@Nata_Kruk Nigdy bym nie pomyślał, że rejs po łowiskach wokół Chatham Islands na przełomie października i listopada (południową wiosną) roku 1990 zaowocuje takim superlatywnym komentarzem.

 

Serdeczne dzięki!

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

Edytowane przez staszeko
Remove 'ach' in the beginning. (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie pisz takich rzeczy, bo jeszcze uwierzę.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Do książek potrzeba wybitnego talentu i żelaznej dyscypliny, a ja tymi cechami nie grzeszę. Z drugiej strony przeciętność ma swoje zalety, bo wybitni pisarze to zwykle ludzie osamotnieni, skazani swoją odmiennością na żywot pustelnika, natomiast miernota nie wzbudza osądu, ani zawiści i przetrwa szczęśliwie wszystko.

 

Piszę jedynie po to, żeby podzielić się refleksjami na temat własnych przeżyć; jeśli możesz powiązać własne doświadczenie z moją historią, cel osiągnąłem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

... a uwierz... :))

... słowo talent pominę, ale dyscypliny to i mnie brakuje, niestety.

... niechby wszystkie miernoty mogły przeżyć.. wszystko... szczęśliwie... ;)

... to tak jak ja, człowiek widzi niejedno i.. dlaczego o tym nie napisać.

Nie, że powiązałam... ale opowiadanie jest bardzo dobrze napisane, wg mnie, bo żaden ze mnie krytyk, ani literat.

Staszku... życzę spokojnej i uroczej niedzieli.

Dziękuję za odniesienie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Smutne? Przecież nikt nie umarł, ani nie zachorował… Statek powrócił do bazy, każdy rybak otrzymał zapłatę, żył długo i szczęśliwie.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tylko o świeżą, smaczną rybę coraz trudniej.

 

„Gambit królowej” — masz na myśli amerykański miniserial? Niestety, nie oglądałem, a szkoda, bo fabuła ciekawa.

 

Dziękuję za przeczytanie i komentarz.

 

 

Opublikowano

@Annie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Subiektywne, bo nigdy nie miałaś okazji.

 

Dla mnie była to najlepsza praca w życiu: żadnych gierek, układów, rzucania kłód pod nogi, wszyscy jednakowo zakasują rękawy, a i statek choć mały, daje więcej wrażeń i przeżyć niż w życiu szczura lądowego, bo cóż taki szczur lądowy robi? Wstaje rano, je śniadanie, wsiada do tramwaju, jedzie do pracy, a później te same czynności powtarza, powtarza, powtarza… A na statku każdy dzień jest inny, pogoda ma większą moc, przez tydzień można nic nie robić, tylko zażywać słońca, obserwować delfiny i wieloryby, by potem ciągnąć sieci w środku nocy, podczas strasznej nawałnicy, na pokładzie bujanym niczym kołyska, w gumowcach pełnych lodowatej wody. Na lądzie człowiek żyje jak nakręcona marionetka, na morzu pełni służbę 12 godzin, 6 godzin śpi, czyli zaczyna pracę o różnej porze. Jedzenie za darmo, spanie za darmo, pieniędzy na koncie przybywa, ale w domu nie zabawisz długo, bo morze woła, morze wciąga i wtedy wiesz, że to jest twoje przeznaczenie.

 

A jeśli odchodzisz od białka to pewnie jesteś jak moje córki: starsza wegetarianka, druga weganka; gdy mnie odwiedzają muszę serwować aż trzy zestawy dań, ale to chyba dobry wybór. Ryb coraz mniej, a hodowla zwierząt na ubój jest okrutna i powoduje zbyt wiele cierpienia.

 

Pozdrawiam serdecznie.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

@staszeko Jestem bardzo za Twoimi opowieściami i przygodami z podróży po życiu (to mógłby być dobry tytuł), umiesz przenieść na słowa. Technika stała się bardzo dobra. Moim skromnym zdaniem nienaganna. Osobiście wbiła się w moją pamięć Twoja przygoda w samolocie. A powyższą przeczytałem nie jeden raz. Masz na koncie sporo przygód. I wszystkie czyta się z zainteresowaniem. Potrafisz przyjąć nie tylko pochwały, ale i uczysz się szybko na błędach, a początek był trochę trudny. Twój humor i postrzeganie świata jest tak pozytywne, to cieszy. Przede wszystkim i co najważniejsze umiesz przekonać do siebie w taki sam sposób, nienatarczywy ale i nieugięty. Traktujesz pisanie jak życie. W sumie odrobinkę zazdroszczę Ci tego :) Życzę Ci wiele dobrego w dalszym pisaniu do którego też zachęcam. I myślę, ze nie tylko ja. Natomiast jeśli idzie o opowiadanie, to rzeczywiście wyczuwa się tu pewien "żalik" za takim życiem, gdzie wszystko podporządkowane było jakiemuś celowi. pewnie jeszcze nie wiesz jaki do końca jest Twój cel, ale nie wiem czy trafi się wydawca sam, który będzie chciał Ciebie opublikować, czy jednak będziesz się musiał ruszyć z tym pomysłem, bo warto :))




Miłego dnia :)

 

 

Edytowane przez sam_i_swoi (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Aż mnie przygniotłeś takim superlatywnym komentarzem, do jakiego nie przywykłem, gdyż wyrastałem w środowisku gdzie wszelkie próby stworzenia czegoś użytecznego tłumiono reprymendami w stylu: ty baranie! ty idioto! do niczego się nie nadajesz!…

 

Co do samego pisania — kiedy miałem dziewięć lat, ojciec mnie zapytał: co bardziej lubisz, język polski, czy matematykę? a ja nie potrafiłem mu odpowiedzieć, bo byłem w tej kwestii podzielony pół na pół. Później jednak decyzję musiałem podjąć, więc wybrałem nauki ścisłe, z zawodu jestem programistą, a pisanie traktuję jako zabawę po pracy. Nie przywiązuję do tego większej uwagi, po prostu piszę co mi  przyjdzie na myśl, nie dbając o żadne zasady, bo studiowanie języka to już nie rozrywka, ale ciężka i często żmudna praca. 

 

Żyjemy w czasach kiedy każdy może sobie wydać dowolną ilość książek, tylko po co, skoro nikt tego nie przeczyta. Dlaczego? Wystarczy sięgnąć po „Lalkę” lub „Chłopów”, żeby to zrozumieć.

 

Dziękuję za budujący komentarz i pozdrawiam.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

Edytowane przez staszeko
kwitowano => tłumiono (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Świadomość wracała do mnie  wezbraną falą goryczy istnienia. Była wściekłą biologiczną zupą chaosu, uderzała z boską furią  jak grube krople deszczu i grad  w maskę i dach  zaparkowanych pod wieżowcem samochodów     Cała moja frustracja utonęła wraz z bólem, w kipieli sądnego potopu. Nie miałem już niczego  co mogłoby oblec mnie w skórę człowieka. Nie mogłem już żałować dni i słów. Nie mogłem wyspowiadać się  z czynów grzesznych. Byłem robotem  zamkniętym w pancernej karoserii. Moje obwody zawirusowane genem życia. Diody oczu zmętnione i nieruchome.     Sny a może zwidy jawy. Tysiące małych słońc lub białych karłów i planeta sprzed eonów. Pełna cyklopowo wyniosłych drzew i roślin, cuchnących, głębokich bagien i gór, młodych i strzelistych. Bazaltowych szczytów szaleństwa. Rozpadlin śmierci. Życie wyszło na brzeg. I wyrosło z czasem na potworne monstra, szukające ofiar i krwi.  A ja szukam tam ognia. Nie do walki z nocą. Nie ma tu wschodów i zachodów. Szukam ognia do  ogrzania lodowego serca.     Czasami mam wrażenie,  że kocham Cię właśnie od zarania czasu. Od tych wieków spędzonych w jaskiniach. Podobno tacy jak ja, zostawiali w nich swe prymitywne rysunki. Ja wolałem zostawić Twe inicjały, wypisane własną krwią. Gdy opanowałem już  sztukę rozpalania ognia, sycił go każdy mój wiersz. A potem gdy przyszedł wreszcie czas. Zniosłem drwa  i ułożyłem z nich funeralny stos. Składając dzięki i modlitwy Przedwiecznym, spłonąłem na nim, mając nadzieję odrodzić się  w jakimś innym piekle.   Otworzyłem oczy. Złapałem pierwszy wdech. Deszcz nie ustawał ani na chwilę. Szalał falami na szybie auta. To nie jest życie.  To czyste piekło.    
    • @andrew

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Kwiatuszek Dziękuję @Natuskaa dziękuję
    • MÓJ SZLOCH NAJ! Kochać cię to nie był trud Nie trzeba było silić się zbyt Kochać cię to nie był znój Ja piąłem się do twych ud A jemu zbyt szybko opadł mit  Och, mój ból, ból cud Wzięli cię na posterunek Nie pytałem, dlaczego, jak Nie wołałaś na ratunek Nie myślałem dlaczego tak Miał cię przez chwilę na wznak Och, mój o mój męki szlak Wszyscy chłopcy machają Próbujesz im w oko wpaść Wszyscy chłopcy wołają Chcesz czułą chwilę skraść Miał cię na liście "Na zaś" Och, mój deszczowy płaszcz? Kochać cię łatwo przyszło mi Lekko też odeszło w dal Kochając, byliśmy ciężcy, źli Serca były harde od dni Mieliśmy się przez parę chwil Och, mój ból, twardy jak stal   (Opuszczanie zielonych rękawów) WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ Wojna w klęskę zmieniła się Traktat jest spisany krwią Lecz nie wpadłem im do rąk: Przekroczyłem linie swe Bardzo chcieli złapać mnie Lecz im zbiegłem i jak zbieg Żyję tu, w dzielnicy złej, Pod przykrywką szpieg Musiałem iść, całkiem sam I życie porzucić swe W szafie zbiór szkieletów mam, Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie Snuję życia wątek, a w nim Tam fakt, a tu mit Kiedyś miałem imię lecz Nieważne to, poszło precz Nieważne to Nieważne co Ponieśliśmy zwycięstwo A akt spisano krwią Nie wpadłem do ich rąk Chodzę po linie Być Jest prawda, co ma żyć I ta, co ginie w mrok Nie wiem, w którą mam iść Lecz nieważne to Bo twój triumf miał Tak miażdżącą moc, Że niektórzy z nas Myślą, jak zachować choć Strzęp kronik o tym, jak Odbywamy marny byt swój; Beret, znoszony płaszcz Łyżkę nóż i stół Igrzyska i chleb W które gladiator gra Kamień, który rzeźbiarz tnie Pieśni ku chwale, niech trwa.. Nasze prawo to wciąż Pokój, rozumie, że Chociaż strzela mąż Żona kule nosi mu I wszystko to w duszy mej Wyrazy, co obrazem są Słodkiej obojętności tej (Są tacy, co miłością ją zwą) Jej wysokości czczonej w krąg Niektórzy mówią na nią Los Lecz mieliśmy nazwy, co Ciut bardziej intymne są Nazwy te co wchodzą w głąb I tak prawdziwe są, Że dla mnie są krwią A dla cieby jak proch Nie potrzeba nam By uchowały się Jest prawda, co żywa jest Prawda, co żyje w nas... I ta, co umiera bez dram Nieważne, z kim Nieważne, czym Żyję życiem tym Które zostawiłem im Zabić wciąż jest wrogiem mi, I Nienawiść obcą też, Chciałem nauczyć się kochać je, Lecz całkiem nie wyszło mi Raz chciałeś mnie oddać im Lecz to nie dziwi mnie - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzi serce twe Twoje serce było o tu Tu gdzie rój much masz To jest kuweta Twych ust A to twoja miska kłamstw Dobrze służysz im, wiem Lecz nie dziwi mnie to Oni to twoja krew A Ty - ich z kości kość Nieważne, gdzie Nieważne, że Serwujecie historii bieg W pasztecie faktów i kłamstw Do was należy świat Więc to nieważne i tak Nieważny klan Nieważny świat Żyję pełnią mych lat I pełnią każdego dnia Przez przestrzeń i czas Nie dam ich rozdzielić wam Moja kobieta sprzyja mi Me dzieci pójdą za mną w noc Ich groby bezpieczne są  Od horroru takich jak wy Od upiorów snów złych W głębiach pocałunków ich Korzeń mocno wbity mam Żyję wciąż pełnią dni Które zostawiłem wam Zostawiłem igrzyska o chleb W których nasz żołnierz grał Kamień, który grabarz tnie Piosenki, pisane na chwał.. Lewo ponad prawem, zabawa trwa Pokój to wojna, wojna cały czas Chociaż strzelam ja Kule robi Diabeł w was Bo ważne, z kim Ważne Iść Żyć całym życiem swym I nie oddać go za nic Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach Chciałem go uczynić kompanem mym I nienawiść też, lecz tak chciał traf Że całkiem nie wyszło mi Raz przedstawiłeś mnie im Próbowałeś, bo wiem, że - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzę. Je t'aime, L. Cohen PACTUS DIABOLICUS Znam cud przemienienia w wino wody stągw I obrócenia go w wodę znów, więc daj, Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc, Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój Jestem wściekły i zmęczony wciąż Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Zwiąże kochanie me z miłością twą Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra - Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal, Którego kłamca by nie powstydził się Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest" Byłaś Dedalem moich lat Pola wołają - pękł nowy wiek! Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Ty to nie ty, tylko Twój duch Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest... Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść Jad przenika samą ciała treść Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Przywiąże mnie do miłości Twej  Jestem zły i cały czas zmęczony Chciałbym, by był traktat albo pakt Między tym co ocalono Z naszej miłości, z wpisem do akt ───  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...