Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jak zwykle świetny przekład.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Z pewnością nie! :))))) I to dosyć oczywista metafora dla nas. Mniej oczywiste wydaje mi się np. cytrynowe drzewko (pierwszy klip jest trochę cichy, ale ma swój urok, uważam):

 

 

 

 

 

 

To tak w temacie ogrodniczych metafor :)

 

Pozdrawiam serdecznie

 

Opublikowano

Ładny 

Tłumaczenie Google 

 

Podano mi kwiat,
Taki kwiat jaki Maj nigdy nie zrodził;
Ale powiedziałem: „Mam ładną różę”
I przeszedłem obok słodkiego kwiatka.
 
Potem poszedłem do mojej ślicznej róży,
Opiekować się nią w dzień i w nocy;
Ale moja róża odwróciła się z zazdrości,
A jej ciernie były moją jedyną rozkoszą.

Opublikowano

Blake był geniuszem, ten maj może oznacza grzech, może coś innego, ukochaną, kwiat. Szatan nie lubi człowieka, gdy Bóg stwarzał ludzi już mu się to nie podobało. Ludzie myślą, że gdy będą razem z nim, on będzie z nimi. Wiersze Blake są tak czarujące, taki romantyzm, ujmują mnie.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Może coś innego, ale pomyślałem, że jeśli to jednak nazwa miesiąca, to tłumaczenie go z polskiego na angielski i zapisanie małą literą (may), byłoby ewidentnym błędem, to idąc w drugą stronę, choć to nie takie oczywiste, może być podobnie.

Co ciekawe, również wrzuciłem ten wers w GT i otrzymałem taki wynik:

 

Taki kwiat jak May nigdy nie zrodził

 

Jak widzisz, tutaj też została zachowana duża litera, ale również została zachowana oryginalna pisownia nazwy tego miesiąca. Moim zdaniem, bot, "wnioskując" z kontekstu (nie zrodził) "uznał", że May jest nazwą własną, np. imieniem.

I chociaż pozostawienie nazwy miesiąca po polsku w tej formie może rzeczywiście rozszerzać pole interpretacji (chociaż niekoniecznie, bo jednocześnie może dość jednoznacznie sugerować, że jest to jednak nazwa własna), to wydaje mi się, że taki zapis w tym wierszu wynikł po prostu z reguł j.angielskiego, które są w tym względzie inne od naszych. W każdym razie, tak jak napisałem wcześniej, uważam to za mało istotny szczegół i nie wytykam tutaj błędu (licentia poetica) tłumaczeniu, które jest nieporównanie lepsze od tego googlowego, tylko pozwoliłem sobie zwrócić na to uwagę.

 

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Interpretacja powinna trzymać się tego wg. Bing AI - My Pretty Rose Tree to wiersz Williama Blake'a, który wyraża ból miłości i zazdrości. Mówca ma drzewo różane, które kocha, ale staje się zimne i odległe, gdy odrzuca inny kwiat, który mu się ofiarował. Drzewo różane reprezentuje jego kochanka lub partnera, który jest podejrzliwy i urażony jego wiernością. 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Chcesz dowiedzieć się więcej o wierszu lub poecie?

 

 

Ofiarowano mi kwiat,

Tutaj "kwiat" oznacza piękne kobiety, które ofiarowały poecie swoją miłość.

Taki kwiat jak May nigdy nie zrodził;

Kobieta była tak piękna, że poeta był zmuszony porównać ją do estetycznego kwiatu, który kwitnie w maju.

 

Ale powiedziałem: "Mam ładne drzewo różane"-

Poeta odrzucił jej miłość, mówiąc, że ma już ładną żonę (ładne drzewo różane)

I mijam słodki kwiat o'er

Poeta przeszedł obok słodkich i pięknych kobiet, które ofiarowały mu swoją miłość.

 

"Potem poszedłem do mojego pięknego drzewa różanego"

Potem poeta poszedł do żony na firmę

"Opiekować się nią w dzień i w nocy"

Poeta siedział obok niej dzień i noc, ze szczerością i oddaniem.

 

"Ale moja Róża odwróciła się z zazdrości"

Chociaż poeta wyraził szczerą miłość i oddanie dla żony,

Jej zazdrość o inne kobiety sprawiła, że odwróciła się od poety.

A jej ciernie były moją jedyną rozkoszą

Szczerość i wierność poety nic nie znaczyły dla jego żony. W zamian został przywitany nieprzyjemną zdradą, która była wynikiem zazdrości żony.

 

Ten wiersz jest  autobiograficzny. Blake odrzucił miłość pięknych i atrakcyjnych kobiet. Opowiedział o tym incydencie swojej żonie. Prawda może być jednak szczera i wywołała napełnienie wrogości i zazdrości w sercu żony. W tym wierszu "My Pretty Rose Tree" Blake ironicznie odnosi się do postaci kobiety.

Temat "Moje ładne drzewo różane"

Niechcę odpowiedzieć na miłość pięknej kobiety, którą poeta szlachetnie odrzuca tylko dlatego, że jest żonaty i ma żonę. Ale kiedy jego cnotliwy czyn zostaje przedstawiony jego żonie, ona źle rozumie i obraża się z powodu zazdrości seksualnej. Wierność, wierność i prostolinijność poety okazały się daremne i musiał ponieść stratę. Publiczność była świadkiem, jak cnotliwy czyn poety pozostaje nienagrodzony. Dzięki temu wierszowi rozumiemy, że zazdrość jest często uważana za charakterystyczną cechę miłości, szczególnie u kobiet. Tak się składa, że poeta jest w dobrych stosunkach ze swoją żoną, dopóki nie opowiedział o tym incydencie.

Mówiliśmyjuż, że zazdrość jest charakterystyczną cechą miłości u kobiet. Poeta odrzuca miłość pięknych kobiet, mówiąc, że ma ładną żonę. Jego żona staje się zazdrosna, gdy dowiaduje się o tym incydencie. Poeta w końcu mówi: "Jej ciernie były moją jedyną rozkoszą". Poeta wie, że nienawiść (z zazdrości) do niego jest efemeryczna i z przyjemnością zdał sobie sprawę z faktu, że jego kochanka jest bardzo zazdrosna, nawet na myśl o jego skłonności do innej dziewczyny.

Dodatkowo wiersz ten odzwierciedla społeczne tabu, które poeta mógł przejść tylko wtedy, gdyby zaakceptował miłość pięknych kobiet.

Blake jest symbolem cnoty i moralności...

Edytowane przez sam_i_swoi (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

No tak ale poeta skarży się personifikując, co oznacza, że nadal widzi piękno, które go rani bo kocha.

 

W mej ofercie kwiaty
Lecz takiego Maj nie zrodził
Powiedziałem "Mam krzew róży"
Obok innych już nie będę chodził

Więc wróciłem do mej róży 
Opiekować się nią dzień i w nocy wiernie
Lecz skrzywiła się z zazdrości
I za radość całą miałem tylko ciernie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...