Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

            Przyjemnie jest tutaj czasem postawić się na miejscu latarni. I pewnego słonecznego dnia, po dwugodzinnym spacerze tak właśnie się te osoby poczuły, a było w tym coś naiwnego i wręcz egocentrycznego, gdy tak stali zresztą pod którąś jeszcze czynną polską, nadmorską latarnią. I wbrew pozorom nie było tam wcale najciemniej, bo są tutaj znacznie ciemniejsze zaułki, których ta para wcale nie chciała odwiedzać i chyba słusznie, a więc nie odwiedzała. Pod tą latarnią wydało im się, że świecą, a narrator potwierdza, iż faktycznie tak było, bo bił od nich rzadko spotykany blask radości, satysfakcji i spełnienia. Szereg osób na plaży z lubością, a nawet z zazdrością, a może nawet złośliwością zwracało na tę śliczną parę co i rusz uwagę. Być może faktycznie sprawiali wrażenie wręcz nieźle oderwanych od bolesnej niekiedy tutejszej rzeczywistości, ale znów narrator nie widzi powodów, żeby miało to komukolwiek jakoś specjalnie przeszkadzać. Ich uśmiech zarażał i zdarzało się, że mijające ich osoby w tej właśnie chwili niejednokrotnie poczuli się lepiej. Nie nazwę ich – jak sugerowałby tytuł – ostatnimi latarniami, ale faktycznie było coś w tej parze poprzedniego, pradawnego, wspomnieniowego i niedzisiejszego. I bardzo życzeniowego. Zdaje się musieli dobrze życzyć otaczającemu ich światu, a co za tym idzie i świat w pewien metaforyczny sposób też im dobrze życzył, odwzajemniając moce pozytywnych emocji i uczuć. Zresztą przecież i sam narrator nie bez powodu im się przyglądał. Wlókł się za nimi pokracznie w pewnej bezpiecznej odległości i stanął w sporej odległości od latarni. Potem oni weszli na sam jej szczyt po kręconych wysokich i stromych schodach albowiem nie mieli żadnych, nawet najmniejszych lęków wysokości, a przynajmniej tak to z zewnątrz wyglądało, czego akurat narrator nie był w stanie uczynić. I znów ich oczy płonęły frazą chwilo trwaj, trwaj jak najdłużej. Na szczęście nikomu nie przychodziło do głowy, żeby ich wewnętrzny płomień gasić, więc nikt nie gasił. I dobrze, jak sądzę, ale jak często powtarzam mogę się mylić.

            W powrotnej drodze zatrzymali się w wielogwiazdkowej i drogiej restauracji „Pod rekinem z powyłamanymi zębami”. Oboje musieli mieć chyba fantastyczną przemianę materii, bo wcale nie musieli pilnować się z dietetycznością dań, a zatem się nie pilnowali. Gdzieś w kącie sali rozparli się wygodnie na rozłożystych, wiklinowych fotelach za dużym stołem. Bez najmniejszych problemów mogli zamówić pierwsze i drugie danie, a potem desery. Nawet gdy jedli całkiem sporo, ze smakiem, a nawet łapczywie, czy łakomie sprawiali wrażenie jakiejś nietutejszej lekkości. Już nie pamiętam tematu ich rozmów z tamtej chwili, ale nie były one zbyt zobowiązujące i dojmowała lekkość, smak, swoboda, radość i zadowolenie z momentów. Na całe szczęście jej influencerce nie przyszło do głowy robić zdjęć telefonem komputerowym tych smakowitych talerzy, zresztą pełnych najróżniejszych przysmaków. Nie musieli się również kłócić o przekonania wegetariańskie, albowiem zdaje się oboje nie widzieli większych kłopotów, czy konfliktów światopoglądowych w jedzeniu mięsa kilku rodzajów. Podczas życia w dostatku materialnym nie mieli najmniejszych powodów, aby spierać się kto zapłaci rachunek, a więc się nie pokłócili. Może – dla zdrowej odmiany – tym razem ona zapłaciła rachunek wcale nie najmniejszych rozmiarów? Narrator tego opowiadania nie ma ochoty zaglądać w tę parę głębiej, wnikać jakoś nieprzeciętnie, doszukując się w nich niejako na siłę całej plejady wątpliwości i ograniczeń. Przygląda się im z przymrużonymi oczami i niech tak już zostanie. Żyli tamtymi chwilami, co było w nich widać, a - jak wspomniałem - najróżniejsi bogowie i bożkowie (ach, odwieczny, ziemski politeizm) im sprzyjali, bo z drugiej strony dlaczego mieliby nie sprzyjać?

 

Edytowane przez Leszczym (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Leszczym

   Drogi Leszczym - albo "w tej właśnie chwili" (czyli w jednym czasomomencie) - albo "niejednokrotnie". Jeśli "osoby", to "poczuły się". Nie "poczuli". Plus drobne literackie niezręczności do przysłowiowego wygładzenia i kilka zastrzeżeń odnośnie do interpunkcji.

   Z przyjemnością widzę, iż powyższe, będące dłuższą formą opowiadanie, jest całkiem "wysokich lotów". I zarazem jasno świecące, jak wspomniana "jeszcze czynna latarnia. I jak wspomniana "śliczna (...) zarażająca uśmiechem" para. Widać energetyczne połączenie z Umysłem Wszechświata

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Najszczersze Gratulacje . 

   Serdeczne pozdrowienia.

Opublikowano

@Corleone 11 @Corleone 11 Dzięki Szanowny Kolego Michale :)) Zdaję sobie sprawę, że tu i tam technicznie tekst urąga, ale nie przejmuję się tym aż tak, bo mam nadzieję, że trafi do redaktora tekstu, a w ogóle moim zamiarem jest coś w rodzaju scenariusza filmowego :)) I zdaje się frazę "wysokich lotów" wykorzystam, bo i wokół niej można by zbudować fragment opowieści, podobnie jak frazę "strefy komfortu" :)) Również bardzo serdecznie Cię pozdrawiam :)) 

@violetta W nostalgii naprawdę nie ma nic złego :)) Ale faktycznie jest tu niekiedy opis chwil, które do autora opowiadania zupełnie nie mają jak "wrócić" ;))

Opublikowano (edytowane)

@Leszczym

   Zwracam Ci na nie uwagę, gdyż Twoje wiedza i umiejętności to jedno, a korzystanie z redaktora - drugie. Moimi zdaniem pisarz powinien mieć wiedzę i w powyższym zakresie - Ty jednak, oczywiście, możesz mieć na ten temat inne zdanie. 

   Racja - obie wspomniane frazy można wykorzystać do zbudowania fragmentów powieści. 

   Dzięki Ci wielce za odpowiedź. Serdeczne pozdrowienia

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

   

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Leszczym

   Wiem, jak to jest, kiedy goni się za całością - jak to ująłeś

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Popracuj, bo warto. Pisanie jako takie i zarazem akt stwórczy wpływa pozytywnie - chociaż bywają wyjątki, zależnie od tego, o czym ktoś pisze - na stan umysłu, psychikę, a przede wszystkim na rodzaj energii, która przenika i otacza osobę piszącą. Trzeba na to zwracać uwagę, bowiem to, o czym piszemy, stanowi część nas. Jeśli piszesz tylko horrory albo historie pełne smutnych uczuć, wchodzisz - bywa, że niepostrzeżenie i prawie na pewno niezamierzenie - na ścieżkę Mroku. Albo Ciemnej Strony Mocy, co jest jednym i tym samym. Wtedy konieczne jest oczyszczać się albo uwalniać od energii negatywnej po każdym napisanym fragmencie. Uwierz, że wiem, o czym piszę. 

   Serdeczne pozdrowienia, szanowny Michale .

Opublikowano

@Corleone 11 Tutaj piszę coś mam nadzieję ciut innego. Na bazie historii, która jest ładna i od samego początku dobrze zmierza i rokuje, omawiam szereg niedomagań reala. W intencji autora ta para jest przykrywką do pewnych, mam nadzieję głębszych, wypowiedzi. To mój pomysł i ode mnie zależy jak go poprowadzę. I naprawdę nie wiem gdzie mnie to pisanie zaprowadzi i wbrew tytułowi, roboczemu skądinąd, mam nadzieję, że to nie jest moje ostatnie opowiadanie :) Na razie intensywnie, ale przyjdzie czas gdy i temu opowiadaniu dam odpocząć :) No ale chyba wolność także ten tego mam chyba niezbywalne prawo tak pisać, zresztą cokolwiek by to nie było :)) I chyba mam prawo w tekście się zatracić, choć na mój gust to akurat nie jest najwyższych lotów literatura :) 

Opublikowano

@Leszczym

   Jak widzę, nie do końca mnie zrozumiałeś. Masz prawo pisać tak, jak chcesz. Masz prawo przenosić do opowiadania i zostawiać w nim taką część siebie, jaką chcesz - mniejszą, większą lub nawet bardzo dużą. Wreszcie, masz prawo podążać taką ścieżką, jaką chcesz: energii pozytywnej albo negatywnej. Drogą Światła lub Mroku. Twój wybór. Oczywiście z wszystkimi tego następstwami, które najprawdopodobniej nastąpią. Dla unaocznienia zapytam: jeśli lubisz czytać horrory i czytasz tylko je, to czy dziwisz się, że wieczorami doznajesz uczucia gęstniejącego mroku? I czy dziwią Cię koszmary? 

   Twoje myśli i pragnienia są energią. Cząstką Ciebie. Myśląc i pragnąc pozytywnego - i pisząc o pozytywnym - przyciągasz Istoty Światła. Myśląc i pragnąc negatywnego, przyciągasz Istoty Mroku. Z tym, co One niosą: pierwsze i drugie z wyliczonych. 

   Zyskałeś połączenie z Umysłem Wszechświata: Bezmiarem pozytywnych pomysłów i pozytywnych myśli. Jest to bardzo widoczne w Twoim opowiadaniu. A dokąd Cię to zaprowadzi? Najprawdopodobniej do tego, że będziesz pisał i pisał. I dziwił się, że można tak długo ciągle mieć pomysły. 

   Opowiadam Ci swoje obserwacje i doświadczenia. Twoje prawo i decyzja: podejść pozytywnie, przeczytać i przemyśleć. Albo podejść odwrotnie, z przeciwnymi emocjami. 

   Co zaś tyczy się poziomu tego, co napisałeś. Bazą jest tutaj, jak podkreśliłeś, ładna historia. Dlatego opowiadanie też jest ładne

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Serdeczne pozdrowienia .

 

Opublikowano

@Corleone 11 A to przepraszam, faktycznie nie zrozumiałem :)) Mnie chodziło o sklecenie takiej historii, która jest ładna, ujmująca i mówi bardzo dużo o komforcie, bo to zagadnienie jest motywem przewodnim tego opowiadania :) No ale ja w przeciwieństwie do Ciebie szybciej je skończę, bo nie jestem w stanie wykrzesać z tego pomysłu regularnej książki :)) I nawet tego nie chcę, choć sąsiad mi wspomniał, że scenariusz filmowy powinien mieć objętość 200 stron :)))) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @EsKalisia Problemy prawdziwych kobiet... a my... my ...   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @iwonaroma Poeta zna poetykę, a tu po prostu człowiek ma styczność ze zwykłą prozą i łamaniem wierszy, żeby "wierszem" się to dzieło nazywało. Zgroza.
    • "Historyjka grzeczności" Witam Panią, Pani Gieniu – rzecze Jasiu już od proga, w niskim Pani ukłonieniu i w chwaleniu Pana Boga. Znaną z gościnnej hojności, Pani Gienia Jasia wita, uśmiechnięta i z radością, czy nie głodny – w drzwiach już pyta. Jaś, całując w rękę Panią, w szlachetnym, zgiętym pokłonie, z elegancją patrząc na nią, wręcza jej piękne piwonie. – Ależ piękne! – krzyczy Gienia, Jasia w policzek całując, zarumieniona z wrażenia, w oczy Jasia się wpatrując. Jasiu, dumny z adoracji, rzecze z drżącym głosem w krtani: – Zostać mogę do kolacji, jeśli mnie tu zechcesz, Pani? Gienia wzrokiem opuszczonym mówi w dumie kobiecości: – Czuj się gościem zaproszonym w mojej skromnej posiadłości. Nie będąc impertynentem, przyjmuję Twoją gościnę – odpowiada Jaś z akcentem, uniżoną robiąc minę. Gienia z uśmieszkiem nęcącym do stołu go zaprosiła, niewiasty wzrokiem płonącym głęboko się pochyliła. Jasiowi oczy wypadły, poniesione tym widokiem, w środek jej dekoltu wpadły przekrwionym żyłkami wzrokiem. Pani Gienia to widziała i w panieńskiej kokieterii umyślnie prowokowała w zamierzonej swej pruderii. Mruknął Jasiu samczą mocą, dając tym do zrozumienia, że pomruczeć mógłby nocą, gdy dostanie przyzwolenia. Bez słów Gienia zrozumiała pomruki Jasia zalotne i szybko odpowiedziała, puszczając mu oczko psotne. W Jasiu krew się zgotowała, budząc instynktu instrument, wulkanicznie napełniała jego męskości postument. Zaczerwienił się po twarzy, oddech odebrał mu mowę, o Gieni w łożu zamarzył, nie prosząc o to jej słowem. W jego oczach to widziała, myślą waląc wszelkie płoty, w udach już się rozjeżdżała w zgodzie na jego ochoty. Odchodząc w szczęścia nadmiarze szykować wieczerzy jadło, dziękując za bieg wydarzeń – szczęścia, które na nią spadło. Jasiu szuka komplementów, w głowie pustka, słów brakuje, jakich użyć argumentów? Boi się, że coś zepsuje. Nie chce spłoszyć kochaneczki, w ciszy myśli przegrzebuje i zaczyna z innej beczki: – Pogoda dziś dopisuje! Gienia bez reszty zdziwiona: – Byłam jemu taka rada, czułam się już uwiedzioną, a on o pogodzie gada! Może nie podobam mu się? Możem w seksapilu marna? Może pomyliłam tu się, że byłam nazbyt figlarna! Dla zmiany nastroju tego, pyta Jasia o wieczerzę: czy chce coś upieczonego, czy coś innego wybierze. Jaś z pytania ucieszony, odpowiada: – Wszystko jadam, będę dwukroć zaszczycony, w Pani ręce się pokładam. Myśli Gienia: – Miłam jemu, dobrze, że jest wszystkożerca, nakarmię go po staremu: „przez żołądek aż do serca”. W kuchniowanie więc się wdała, nucąc przy garach namiętnie, seksownie przytańcowała, tak dla Jasia najponętniej. – Pięknie tańcząc, podrygujesz – słodko Jasio ją zachwala. – Wszystko we mnie się gotuje, ci wyznać sobie pozwalam. Gieni mokro się zrobiło, pod fartuszkiem się zagrzała, bo od pieca żarem biło i z gorącem się zmagała. Kiedy już za stół zasiedli, oczu z siebie nie spuszczali, prawie niczego nie zjedli, wzrokiem siebie pożerali. Chleb na myśli u głodnego, jadło na bok odstawione, chcieliby czegoś innego, w pożądaniach wymarzone. Jedno czeka na drugiego, najwstydliwsze pierwsze kroki, dalej to już nic trudnego – kto złamie wstydu amoki? Czy to Gienia się ośmieli, czy to Jaś zacznie ją pieścić? Oboje o tym wiedzieli, że muszą to jakoś streścić. Siedzą na wprost, patrząc w siebie, temat jakoś się nie klei, z myślami o wspólnym niebie, w ciemnej zawstydzenia kniei. Wtem Gienia na pomysł wpada, do Jasia rzecze z czułością: – Deser z drinkiem się nakłada po kolacji kolejnością. Przeszli do kanapy z ławą, przy butelce zasiadając, brzdękli się lampkami żwawo, w oczy sobie spoglądając. Jak tu zacząć? – Jasiu duma. – A jak mnie odepchnie Gienia? Może ona nic nie kuma? Może to moje złudzenia? Gienia w myślach popatruje: „Może ja go nie pociągam? Może źle się zachowuję, że rąk do mnie nie wyciąga?”. Po kilku lampeczkach może się na krok pierwszy odważy? Alkohol mu w tym pomoże? Gienia skrycie sobie marzy. Czuła się już rozpalona, trzecią lampkę wypróżniła, coraz bardziej podniecona, Jasia za rękaw chwyciła. Jasiu z lekka zaskoczony, faworyzmu poczuł nutę, lekkim szeptem przytłumionym zaczął swoją bałamutę. – Jaśnie Pani, moja miła, radym ja Ci się przymilić, serce moje Tyś owiła, dasz się Pani uszczęśliwić? Gienia pofrunęła w nieba, anielskich skrzydeł dostała. „Niech mnie bierze, tak jak trzeba!” – nic nie mówiąc, pomyślała. Widzi Jasiu, że już prawie, więc czwartego proponuje, polewając Gieni żwawiej, w oczy lubej się wpatruje. Gienia za kieliszek łapie, jednym haustem go wypija, już nie może, ledwo sapie, wić zaczyna się jak żmija. Jasiu widzi, że już pora, w ust zbliżenie bardzo blisko, poczuł swojego fawora, śliniącego legowisko. Pani rozpływa się w oczach, nogi ściska, kręci, łamie, na ud wewnętrznych swych zboczach czuje mokre przepływanie. Do ataku Jaś przystąpił, kładąc dłoń na Gieni dłoni, lew Atlasu w niego wstąpił! Pot spływał po jego skroni. Gienia dłoń Jasia złapała, wbija mu paznokcie w skórę, ledwie biedna oddychała nagłym wezwaniem w naturę. Jasiu, zęby zaciskając, ku niewieście wiedzie głowę, usta lekko rozchylając, zbliżył się już o połowę. Czuła zapach jego ciała, testosteron tej lwiej mocy, w półomdlona pomyślała: „Oj, nie będę spać tej nocy”. Jasiu zbliżał się powoli, Gienia oczęta zamknęła, chciała być w jego niewoli, głęboki oddech już wzięła. Oddech samicy w ochocie, już bez wstydu, bez oporów, gotową już wejść po krocie w najsprośniejszych szczyt amorów. Jasia robi to zachłannym, męskość go dołem rozpiera, całkiem zbliżony do panny, ciałem na Gienię napiera. Obie głowy opuszczone, na siebie nie popatrują, całą akcją zawstydzone, pocałować się krępują. W końcu łapie Jaś dziewczynę dwoma rękoma za głowę, miał już ją polecieć w ślinę, gdy usłyszał czyjąś mowę. Odwraca się więc raptownie i dostrzega ludzi w progu, całkowicie niefortunnie weszli na wstępie prologu. Znaną z gościnnej hojności, Gienia drzwi nie zamykała, charakteru otwartością wszystkich gości przyjmowała. Siedem godzin zalecania przeszło w taką niewygodę! Tuż przed aktem przytulania przepadło jak kamień w wodę. Goście w moment zrozumieli, że wtargnęli bez pukania, szybko nogi za pas wzięli, wycofując się z mieszkania. Zalotności powracały, lecz opadło już napięcie, Gienię chęci opuszczały, a Jasia męskości wzięcie. Jej wysychać zaczynało, coraz chłodniej się robiło, w Jasiu męskością malało, nie za bardzo było miło. Ale pierwsze kroki poszły, nie wrócą już w ich początki, impulsy do mózgów doszły, więc miną grzeczności wątki. Gienia wstała, drzwi zamknęła, ewidentnie się spieszyła, wracając, sukienkę zdjęła, goła biegnąc powróciła. Skończyła na Jasia Gienia, złapał w locie Jaś dziewuchę i doszło do ukojenia, jeszcze w mokre, bo nie suche. Może goście przeszkodzili w grzecznościach podejść tym dwojgu, a może je ukrócili, dając śmiałość im obojgu. -Leszek Piotr Laskowski
    • @iwonaroma Miała być fraszka, a nie tren do Iwony.
    • @UtratabezStraty Sam przyznajesz że istnieje taka pokusa. Tytuł padł jako prawdziwe zdanie wypowiedziane między mężczyzną a kobietą która chciała się z tym mężczyzną przyjaźnić ale cała jej kobiecość doprowadzała do kokieterii która utrudnia przyjaźń. Będę być może eksportować ten temat, możesz też go ukraść.    Dziękuję za analizę, w poezji odpowiedzi są krótsze, proza ma wiele pytań. Pozdrawiam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...