Corleone 11
Mecenasi-
Postów
2 680 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
4
Treść opublikowana przez Corleone 11
-
@Poet Ka Ciekawe 🙂 . Ale powtórzenie tytułu to zbędny zabieg. Pozdrawiam Cię.
-
Inna rzeczywistość cz.II
Corleone 11 odpowiedział(a) na Kwiatuszek utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Kwiatuszek Cel drogi - szlaku - celem drogi. Podążanie lub przemierzanie jej (go) stanowi cel równorzędny, z natury rzeczy ściśle powiązany z celem do osiągnięcia. Pozdrawiam Cię. -
@Natuskaa Ponieważ jest to proza wysokiej jakości - jak wspomniałem. Pisz tak dalej 🙂 . Zatem uznałem czas jej poświęcony za taki właśnie. Pomyślnego Poniedziałku życzę. Pozdrowienia.
-
To banalne? Brzmi tuzinkowo albo aprawdziwie? Skąd! Wystarczy zastanowić się chwilę; nie trzeba dłużej. Wszystko, co istnieje we Wszechświecie - Kosmosie - ma wszechświatowy (kosmiczny) charakter z swojej natury. Natura ta bowiem podyktowana jest - innym słowem zależna - od wszechprzestrzennej lub wszędoprzestrzennej - natury Wszechświata. Azależnie, czy rozumianego osobno jako wszechprzestrzeń, czy jako wypełniającą tęż przestrzeń osobową i przeinteligentną Wszechistotę. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, do ewentualnej dyskusji, że także ponadinteligentną - nie tylko prze~ . Ale. Tak więc: człowiek, istota energetyczna. Jak każdy inny byt, istniejący - jako się napisało - we Kosmosie. We Wszechprzestrzeni. W Polu Wszechenergii. W Mocy. I jak każdy połączony energetycznie ze każdym innym i ze wszystkimi innymi, osobowymi mniej lub bardziej i ze mniej lub bardziej inteligentnymi. Nici energii bowiem, że tak je nazwę, podążają bowiem jak światło: promieniami we wszystkich kierunkach. Z szybkością kto wie, czy nie większą niż prędkość owego. Prędkość światła jest największą we Wszechświecie? Nie da się szybciej? Na pewno? A czy któryś z fizyków zmierzył prędkość myśli? Wartość, z którą wynika ona z jednego umysłu i trafia do umysłu osoby drugiej? Istniejemy w Kosmosie. We Wszechświecie. Dzięki Kosmosowi, jakkolwiek go zdefiniujemy. Dzięki Wszechświatowi, czymkolwiek - i lub kimkolwiek - jest. W przestrzeni, o której Stanisław Lem napisał w jednej ze swych "Bajek robotów", że jej "(...) nikt nigdy nie opuścił i nie opuści (...)". Mając zarazem, co oczywiste, w swojej naturze cząstkę Źródła. Ponadistoty. Wszechbytu. Ową Iskrę, nazwaną żeńską wersją słowa "duch" - czyli duszą. Zależnym tylko i wyłącznie od osobowego Źródła Jego własną cząstką energii. Osobową, inteligentną i twórczą jak byt, od którego wyszła. Którego pochodną stanowi. Twierdzenie zatem o istotowym - duchowym - energetycznym - połączeniu jest ze wszech miar słuszne. Stanowiąc oczywistą podstawę do założenia istnienia telepatii i telekinezy. Istota wszechświatowa. Stworzona na obraz i podobieństwo. Tak fizyczne, jak duchowe - energetyczne. Ale... We Wszechświecie istnieją dwie stałe. Jedną jest zmiana, drugą - rozwój. Zatem faktycznie pora na reset. Dla dusz, które nie chcą się rozwijać, na odejście z tego świata lub na przejście do innego, równoległego, stworzonego i ograniczonego ich wyobrażeniami, pragnieniami i ograniczeniami. Dla dusz, które patrzą dalej, zatem i widzą więcej, analogicznie: na przejście do świata większych możliwości. Świata bardziej pozytywnego wyższej energii. Brzmi, że tak to ujmę, radykalnie? Ale czy Ten, Który Zakończył Swój Cykl Wcieleń, nie stwierdził, że każdemu stanie się według tego, czego chce? Bo czy osobiste chcenie nie wynika wprost z osobistej świadomości? Olsztyn, 19. Lipca 2026
-
@Natuskaa Cóż: słowo ma istotowy związek z siłą. Twoją "S(i)ŁOWNIĘ" przeczytałem z przyjemnością - to proza dobrej jakości. Ale to co jest "limolueum"? Miłej Niedzieli. Pozdrawiam Cię.
-
Inna rzeczywistość
Corleone 11 odpowiedział(a) na Kwiatuszek utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Kwiatuszek Mam kilka zastrzeżeń: stylistycznych i technicznej natury. Przeczytaj opowiadanie powoli - zdanie po zdaniu, po każdym zachowując przerwę. A sama zobaczysz, co zmienić należy. Pozdrawiam Cię. :))* -
Duży człowiek
Corleone 11 odpowiedział(a) na Natuskaa utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Natuskaa Podoba mi się Twój wiersz :))* . Ale proponuję zmienić rażący kolokwializm "co nie znosi" na poprawne "która nie znosi". Pozdrawiam Cię. -
Dziękuję wielce Wszystkim, którym powyższe opowiadanie przypadło do gustu: Tobie Obywatelu, Kwiatuszku,Poet Ko i Wiechowi J. K. Wiesławie, Tobie dzięki także za komentarz-ilustrację. Pozdrowienia.
-
A w Kartuzach na Ceynowy świeci Słońce
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 Bereniko: tenże tekst jest swoistym spacerem. Zaś cytując Twoje zdanie: to "(...) Próba pokazania miasta przez pryzmat jego historii i przestrzeni. (...)" Przedstawiana, wędrując wspomnianymi ulicami. Dziękuję Ci za uznanie dla mojej rzetelności - i dla, znów przytoczę Twoje zdanie zmieniwszy przypadek, mojego "pomysłu narracyjnego". Dziękuję też za czytelniczą wizytę oraz za pozostawiony komentarz. Pozdrawiam Cię. Miłych sobotniego popołudnia i wieczoru oraz Niedzieli. @hollow man Hollow Man'ie, dzięki za odwiedziny. Odnośnie zaś do komentarza, za ktory też dziękuję: odpowiadam, że stolicą Kaszub są Kartuzy. Pozdrawiam Cię. Miłego week-end'u. -
Nadaję powyższy, taki właśnie tytuł kolejnemu fragmentowi prozy, chociaż z energetycznego punktu widzenia zniknięcie, pojęte jako zanik energii danej osoby lub przedmiotu, nie istnieje. Skupioną w jakimś "ja" energię - w jakiejś postaci, osobowym bycie lub w rzeczy - można rozproszyć. Zdezintegrować. Zmienić stan skoncentrowania. Ale o zjawisku unicestwienia - albo anihilacji, by użyć latynizmu - nie ma mowy. "Bywałam na różnych pogrzebach" - to zdanie przyszło mi usłyszeć kilka tygodni temu, gdy przechodziłem obok miejscowego cmentarza. Wypowiedziane przez pewną panią do jej znajomych. Uznałem, że zrobię z owego usłyszenia - z owego zdania - przysłowiowy, a w tym wypadku jednocześnie literacki - użytek. Zdanie to zabrzmiało jak wyrażenie powodu do dumy. Jakby uczestnictwo w pogrzebach należało do dobrego tonu. Jakby było czymś stosownym. Właściwym. Jak bywanie na wernisażach. Malarskich wystawach. Pokazach mody. Premierach teatralnych bądź filmowych. A przecież nie jest, wyjąwszy oczywiście wąski krąg rodzinny, wąski w zestawieniu ze daną - wiejską lub miejską - społecznością. Pogrzeb. Pochówek. Odejście-rozstanie. Ostatnie pożegnanie. Określona osobowa energia kończy swój pobyt w cielesnym kształcie na tym świecie. Duchowy rdzeń - dusza - wędruje, jak zwykło się mówić, do nieba. W zaświaty. Do innego wymiaru. Co jednak wtedy, gdy wymiary materialny i duchowy przenikają się? Gdy tak zwane niebo przenika się ze ziemską rzeczywistością? Zadałem tu pytania retoryczne, gdyż owo przenikanie się jest oczywistym. Zatem czy może być mowa o przejściu w znsczeniu "od do"? O przemieszczeniu się w sensie "stąd tam"?.Więcej: gdy wymiary materialne przenikają się w sposób, że fizyczne byty jednego pozostają adostrzegalne - awidoczne - dla istot fizycznych drugiego? Współistniejącym zagadnieniem jest przenikanie się linii czasowych, oczywiście przy założeniu liniowości tego ostatniego. Skoro jednak istota rozumna nosi w umyśle i w emocjach przeszłość, funkcjonuje w teraźniejszości oraz pozostaje otwarta na przyszłość, oznacza to, że "było", "jest", "będzie" współistnieją. Są połączone. Zatem liniowość czasu istnieje - i nie. Niniejsze "Zniknięcie" stanowi dla mnie swoistą pętlę, gdyż w zeszłym tygodniu pożegnaliśmy krewną, która przeżyła na tym świecie blisko sto dwa lata. Co, jako wiążące się z przejazdem trasą Kartuzy-Warszawa-Kartuzy, stanowiło też przemierzenie przestrzeni. "Bywałam na różnych pogrzebach". Czy zdanie to nie jest samo w sobie wartym zapamiętania? Być może. Azależnie jednak od osobistego stosunku do pogrzebów, każdy człowiek z pewnością weźmie udział w jednym: swoim własnym. Kartuzy - Warszawa, maj 2026
-
Wielka walka małej Niki cz. 1
Corleone 11 odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 Przeczytałem i ja. Z Prawdziwą Przyjemnością, jak powyżej komentujący Współforumowicze. I też zostawiłem polubienie jako wyraz czytelniczego uznania. Pozdrawiam serdecznie. -
A w Kartuzach na Ceynowy świeci Słońce
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Marek.zak1 O proszę: w takim razie Witojte. O tej rodzinie właśnie dowiedziałem się od Ciebie, nie słysząc o niej uprzednio. Dzięki wielce za ciekawostkę, jak nazwałeś zasadniczą część Twojej wiadomości. Zaprezentowany obraz jest przepiękny; wspaniale, że chociaż kilka - w tym tenże właśnie - ocalało. A czy znasz te nazwiska i te książki? Pozdrawiam Cię. Dziękuję za przeczytanie. -
A w Kartuzach na Ceynowy świeci Słońce
Corleone 11 opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Wiek czternasty, rok tysiąc trzysetny osiemdziesiąty drugi. Kaszubski szlachcic Jan z Rusocina zaprasza w okolice wsi noszącej nazwę Kiełpino Zakon Kartuzów, założony we francuskim La Chartreuse w pobliżu Grenoble blisko trzy stulecia wcześniej - dokładnie w roku tysiąc osiemdziesiątym czwartym - przez pochodzącego z Kolonii Brunona, nazwanego później świętym. Zaczyna się, formalnie w tysiąc trzysetnym dziewięćdziesiątym roku, historia Kartuz. Zbudowany w ciągu ćwierćwiecza kościół, określany obecnie mianem kolegiaty kartuskiej, stoi do dziś. Jednak eremów, czyli domków mnichów - kartuzi zgodnie ze zakonną regułą zamieszkiwali osobno - już nie ma. Ale przyjezdny czy też przechodzień, jadący bądź idący ulicą Na Wzgórzu może zobaczyć jezioro - jedno z czterech na terenie miasta - przy którym wzniesiono dzisiejszą kolegiatę. Najprawdopodobniej wygląda ono - wyglądają one - podobnie jak około sześciuset trzydziestu lat temu... Oddalając się tą ulicą od kolegiaty, mijamy funkcjonujący od siedemdziesięciu zespół szkół, by za kilka minut dojść do biegnącej - poprzecznie w prawo - ulicy Prokowskiej (nazwa pochodzi od pobliskiego Prokowa). Na Wzgórzu stanowi jedną z głównych ulic dzisiejszych Kartuz, które uzyskały prawa miejskie 23 Kwietnia tysiąc dziewięćsetnego dwudziestego trzeciego roku na mocy decyzji generała Władysława Sikorskiego, pełniącego wówczas funkcję ministra spraw wewnętrznych. Zaczyna się ona przy centralnie położonym placu Kartuz, nazwanym imieniem wspomnianego już świętego Brunona. W jego pobliżu znajduje się nowoczesny budynek Urzędu Miejskiego, przed którym stoi popiersie dowódcy Błękitnej Armii, generała Józefa Hallera. Na jego wysokości, po drugiej stronie poprzecznej do biegnącej w kierunku Gdańska ulicy 3 Maja postawiono obelisk, upamiętniający sanitariuszkę V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej - Danutę Siedzikównę "Inkę", rozstrzelaną w gdańskim więzieniu przez egzekutorów Urzędu Bezpieczeństwa 28. Sierpnia w tysiąc dziewięćsetnym czterdziestym szóstym roku. Zmierzając w górę wspomnianej ulicy 3 Maja, spoglądając od Urzędu Miasta po lewej stronie, biegną równolegle do siebie ulice Floriana Ceynowy (1817-1881) i Aleksandra Majkowskiego (1876-1938). Co łączy obie te osoby? Zachęcam do zajrzenia, chociażby krótkiego, do ich życiorysów. Pomiędzy Pomiedzy nimi, na obszarze dawnego cmentarza ewangelickiego, leży dziś park z upamiętniającym tenże cmentarz obeliskiem. Oczywiście, Kartuzy mają też swoje Rynek i Dworzec. Ten pierwszy przecina ulica Tadeusza Kościuszki; od drugiego wzięła nazwę ulica Dworcowa, biegnąca prostopadle do wspomnianej dziewięć wyrazów wcześniej. Za przylegającym do dworca kolejowego autobusowym została wyeksponowane lokomotywa parowa. Idąc wzdłuż torów można dotrzeć do ulicy Kościerskiej, na początku której znajduje się Muzeum Kaszubskie nazwane imieniem lokalnego działacza społecznego Franciszka Tredera. Na ulicy 3 Maja, jeszcze bardziej ku Gdańskowi, znajduje się jeden z trzech kartuskich hoteli - "Pod Orłem". Drugim jest umiejscowiony w środkowej części miasta Zajazd Kaszubski z restauracją. Trochę dalej, po przeciwnej stronie, pod koniec dziewiętnastego stulecia zbudowano dom mieszkalny, zachowany do dziś w prawie niezmienionej formie. Trzeci hotel, do którego dojdziemy minąwszy lewostronnie położoną ulicę Sambora (I Gdańskiego, ok. 1150-1205 lub 1207), domy - po tej samej stronie, jak hotel "Pod Orłem" - oznaczone numerami osiemnastym, dwudziestym, dwudziestym drugim i dwudziestym czwartym, a po nich ulicę Mściwoja II (1220-1294), to "Miłosz". Oznaczony numerem trzydzieści dziewięć, wzniesiony został jako ostatni budynek przy tej ulicy i zarazem przed rondem na drodze do Gdańska. Ulice Sambora i Mściwoja, będących pomorskimi książętami, biegną równolegle ku jednemu z kartuskich jezior, natomiast pierwsza z nich zaczyna się się budynkiem z tysiąc trzydziestego drugiego roku. * * * Czytelnik z pewnością domyśla się, że na terenie Kartuz znajduje się więcej domów, pamiętających rozwój miasta. A jako że intencja powstania powyższego opowiadania jest oczywista, Autor uznaje za zbędne jej precyzowanie. Natomiast fotografie wymienionych obiektów przy próbie ich załączenia obróciły się o sto osiemdziesiąt stopni i to właśnie, a nie lekceważenie Czytelnika, jest powodem rezygnacji z ich opublikowania. Kartuzy, 1. Maja 2026 -
Czy pamiętacie...
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@hania kluseczka Cześć Haniu. Dziękuję za odwiedzenie mojej literackiej przestrzeni i za pozostawiony komentarz. Doskonale, że masz we planie obejrzeć "Outlander'a". Czy nie jest prawdą, że od Ciebie samej zależy, czy i kiedy go obejrzysz? Dzięki też bardzo za polecenie "Wiem kim jesteś". Pozdrawiam Cię i życzę miłego poniedziałkowo-świątecznego popołudnia. -
Wielce dziękuję Wam wszystkim za literackie uznanie. Miło mi Was autorsko gościć. Pozdrawiam. 🙂 Leszczym, dzięki za emotkę. Kwiatuszku: znakomicie, że lubisz tę tematykę. Oznaczeniami godzin anielskich istoty te podtrzymują Cię w dbaniu o sferę ducha. Pozdrawiam Cię także.
-
... albo znacie - film "Outlander"? We wyreżyserowanej w 2008 roku przez Howarda McCain'a historii, opartej na scenariuszu napisanym wspólnie z Dirk'iem Blackman'em, najważniejsze są trzy osoby: Kainan, Freya i Eric. Imię pierwszej, zagranej przez Jim'a Caviezel'a, łatwo skojarzyć z nazwiskiem reżysera; Imię drugiej, kreowanej przez Sophia'ę Myles jest tożsame z nordycką boginią miłości, płodności, wojny i magii. Wreszcie Eric: zdawałoby się imię jak imię, wybrane jednak celowo, chociaż ta właśnie filmowa postać jest chłopcem - pochodząc bowiem z języka staronordyckiego, oznacza "wiecznego władcę" lub kogoś "zawsze potężnego". Powtórzę: zdawałoby się historia jak historia, napisana i nakręcona, by dać zarobić wszystkim zaangażowanym w jej powstanie. Jest jednak głębszą, niż może wydawać się na - czy też po - pierwsze obejrzenie. Oto kosmita z planety, której nazwa nie zostaje w filmie wymieniona, wraz z towarzyszami atakuje ziemię zamieszkałą przez drapieżniki zwane Morwenami, zabija je ogniem z nieba (patrz zdanie z filmu) i niszczy ich świat dla własnej korzyści. Dokładniej celem zyskania ziemi, albo - by nawiązać do obecnie trwających w naszym świecie wydarzeń, że tak je łagodnie nazwę, a zarazem do tychże sprzed lat kilkudziesięciu - budowy wielkiego państwa lub zyskania narodowej przestrzeni. Przypomina ona - historia owa - z pewnością tę przedstawioną przez James'a Cameron'a w "Awatar'ze". Przypomina - niestety także, określenie "nie tylko" jako astosowne jest nie na miejscu - wspomniane uprzednio wydarzenia. Jakże to ludzka historia i jakże ludzki punkt widzenia - rzecz oczywista, reprezentowany przez osoby niskoenergetyczne: wpaść na pomysł zagarnięcia cudzej przestrzeni i urzeczywistnić go ze świadomością mordowania mieszkańców tejże przestrzeni, przy czym w żadnym stopniu przejmując się ową świadomością. O zabijanych nie mówiąc: to konieczność. Istotne, że chcemy tego właśnie my. Nam wolno. Oczywiście jest to opowieść i ludzka: Cainan - pora teraz na następne skojarzenie, z Conanem Barbarzyńcą mianowicie, bynajmniej tylko imienne - zakochuje się we Frey'i. Czy trzeba dodawać, że z wzajemnością? Nie trzeba, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby historii bądź istniejąca w ten sposób, w zbyt małym stopniu gwarantując oczekiwaną oglądalność niezbyt przypadłaby ona widzom do umysłów. Nadmieniony zaś wcześniej Eryk zostaje usynowiony. Scenariuszowe te fakty ujmuje jedno z końcowych zdań: "Wziął sobie żonę i chłopca, którego usynowił". Jest w "Outlander'ze" - zaznaczę tu, że znacznie bardziej podoba mi się tłumaczenie "Inoziemiec", będące wcale na równi z "Cudzoziemcem" - jeszcze jeden wątek. Celowo posadowiony na końcu filmu , moim zdaniem właśnie dla zwrócenia nań stosownej uwagi. Oto główna bohaterka - że to ona, wskazuje brzmienie głosu - wypowiada zdanie: "Kainana przysłali bogowie". Nie tyle chodzi o to, iż nie odpowiada to tegożfilmowej prawdzie - Kainan wszak opowiedział Freyi o sobie, skąd pochodzi - ile o pochodzeniowe związki nas ludzi z istotami z innych światów. Na co wyraźnie wskazują sumeryjskie historie o Anunnaki, opowieści Dogonów, legendy Kaczynów czy - wraz z innymi mitologiami i panteonami od Wschodu do Zachodu, zwłaszcza hinduistycznym - ta nordycka dawnych Skandynawów. Podobieństwa działań bogów, jak ich w owych mitach rozmaitych ludów nazywano, z poczynaniami starotestamentalnych Nefilim są uderzające. Z przekąsem wspomnę czasem zdarzający się brak kobiecej wiary w męskie słowa, co akurat w przypadku Freyi miało miejsce. Ale może była to kwestia jej interpretacji, dodania sobie wartości, że wiąże się uczuciowo i małżeńsko z bogiem. A może Kainan, nie dopytany, nie powiedział jej wszystkiego? Może i jemu było miło zostać uznanym za boga? Inoziemiec. Outlander. "Cudzoziemiec", jak główny bohater jest określany do chwili przyjęcia do wikińskiej społeczności, stanowiącej podstawę i tło akcji, nim zaczęli oni zwracać się do niego po imieniu. Patrząc na obecny świat i spoglądając na jego historię - przy założeniu, że ta prezentowana w oficjalnej nauce jest prawdziwa w sferze stoczonych bitew i wojen - trudno nie zadać pytania, jak wiele w Ziemioludziach - Ziemianach - owego "Ino". "Out". "Cudzo". "Czyńcie sobie Ziemię poddaną"? Stworzeni "na obraz i podobieństwo"? Hm. Czy stan świata, wynikający ze wymienionego w uprzednim zdaniu stworzenia "na obraz i podobieństwo" nie świadczy dobitnie o niskiej energii zbyt wielu tuziemców? Autor niniejszego opowiadania miewa czasem następującą myśl. Jeżeli ci, którzy do tej pory śpią, nie obudzą się lub nie zechcą wejść do grona czy może już nawet społeczności Przebudzonych czy Świadomych, to kto wie, czy Ziemia, świadoma istota - Gaia, jak nazywali ją starożytni Grecy - nie czeka już, aby oddzielić ich dusze od sfery fizycznej? Wiedząc, że bez nich będzie jaśniejszą i o wiele bardziej pozytywną energetycznie przestrzenią? Samowymieniony na początku tegoż akapitu Autor bynajmniej zdziwiłby się, jeśli dla wielu byłby to przedostatni - a może nawet ostatni - tak zwany Wielki Piątek. Kartuzy, 3. Kwietnia 2026
-
Najjaśniejszy wieczór kanclerza Palpatine'a
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Wiechu J. K. Moim zdaniem błogosławieństwo. Dlaczego? Odpowiem pytaniem. Czy Wszechświat, jako istota tak wszechwiedząca, jak i wszechkreatywna, udzieliłby komuś daru, tego lub innego, wiedząc uprzednio, że przyniesie on przeklęte - by użyć słowa pokrewnego do użytego przez Ciebie - skutki? Dziękuję za czytanie i za komentarz. Miłego wieczoru. -
Darth Vader popija ashwagandę zieloną herbatą, rozdział 3
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Dzięki, Wiesławie, za odwiedziny i za uznanie. Pozdrawiam. -
... sność. Słowo to ma różne znaczenia. Przede wszystkim to codziennooczywiste, dzienne. Zaokienne, jak w tym wypadku za moim kartuskim - o siedemnastej siedemnaście. Zarazem takie właśnie zaokienne teraz dla wszystkich w tej miejscowości. Słońce, co prawda, zeszło już nisko nad horyzont, jednak jeszcze swym blaskiem tworzy dzień, kładąc na ziemi długie cienie wszystkiego, co oświetla. Jasność może dotyczyć sytuacji. Dana osoba - lub osoby - wie, na czym przysłowiowo stoi. Wie bądź wiedzą, poznawszy każdą z okoliczności potrzebnych do obiektywnego postrzegania, a zatem i takiejże oceny - danego zjawiska. Coś się okazało. Coś - właśnie - wyszło na jaw. Lub, i w tym zdaniu powtórzę, że właśnie - wyjaśniło się. Co pozwala danej osobie albo osobom zacząć myśleć, jak w tej sytuacji postąpić. Uruchomić proces myślowy celem zdecydowania, co - i wobec kogo - zrobić. Co powiedzieć. Do kogo zatelefonować. Dokąd, a często tym samym do kogo - wyjść. Chyba, że należytą, właściwą reakcją jest bieg przed siebie. Możliwe że z emocjami, w jasności sytuacji a jednocześnie w mroku. Tychże emocji lub późnej pory dnia. Lub wczesnej pory nocy, jak komu przypadło czynić bądź jak kto woli. Jasność może wreszcie dotyczyć stanu umysłu lub stanu duszy. Mówi się i pisze o jasności myślenia. Mistrz Yoda mawiał - a może mawia dotąd? - "Czysty umysł być musi". Mówi się też i pisze, że ktoś ma "jasną duszę" albo przeciwnie: że mrok nosi we swojej duszy. Co, rzecz jasna, stanowi mało precyzyjne wyrażenie, gdyż tak naprawdę nikt ma swoją duszę ani w tejże da się nieść cokolwiek. To dusza ma ciało, poruszając się w nim w fizycznej przestrzeni danego świata, by móc doświadczać. To, jako że dusza jest pozamaterialna i jednocześnie ponad materialna, uniemożliwia włożenie do niej czegokolwiek fizycznego, a tym samym niesienie w niej tego bądź innego czegoś. Z drugiej strony, ponieważ ciężary mają - miewają - charakter duchowy, stąd mówimy "niosę w duszy ciężar". W takim wypadku zdanie jest precyzyjne, inaczej należałoby raczej stwierdzić, że coś jasnego albo mrocznego zawiera się w przestrzeni danej duszy. * * * Z okazji pierwszego dnia tegorocznej astronomicznej Wiosny wszystkim współforumowiczom życzę Jasności. Bądź Światła. Jasnych dusz, jasnych umysłów i jasnych emocji. Pięknych i radosnych dni. Kartuzy, 21. Marca 2026
-
Najjaśniejszy wieczór kanclerza Palpatine'a
Corleone 11 opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Działo się to "dawno, dawno temu w odległej galaktyce" - jak twierdzą jedni. Drudzy dopuszczają myśl - i twierdzenie - że zdarzyło się to całkiem niedawno w innym wymiarze. Są i tacy, których zdaniem opis ten stanowi przedstawienie wydarzeń z równoległej rzeczywistości. Inni wreszcie, i tu trudno określić, czy stanowią większość, czy też małoznaczną mniejszość - uważają ten ciąg zdarzeń za niezaistniały, czytaj wyjęty z mniej lub bardziej odległej przyszłości. Jednak czy nie można założyć, w każdym razie z pewnym prawdopodobieństwem, że racja jest po każdej ze stron? Innymi słowy: że działo się, dzieje i dziać będzie? * * * Kanclerz Palpatine, trochę utrudzony intensywnym dniem, którego część przyszło mu spędzić w Galaktycznym Senacie na wysłuchiwaniu forsujących swoje zdanie i korzyści delegatów, częściowo zaś w biurze i na szybkiej wyprawie do bliskiego Courusant systemu, wszedł pod wieczór do swego apartamentu w wysokościowcu, usytuowanym jedenaście przecznic od budynku Senatu. Przy okazji warto napomknąć, iż należał doń nie tylko ów apartament, ale i cały wieżowiec. Prawda ta była znana wielu - w końcu trudno zakładać, że przywódca Republiki ledwie wiąże koniec z końcem - ale jak przedostała się ona do naszych czasów? Być może Autor tej opowieści ma wgląd za zasłony czasu i innych światów? Jednak czego nie wiemy, tego nie wiemy. Być może ma. - Usiądę sobie najpierw w obrotowym fotelu - postanowił - i pomedytuję. Wejdę w Mrok, otworzę nań umysł. Ach... - westchnął z rozkoszą, gdy znajomy chłód zaczął wkraczać w jego mentalne przestrzenie. Tak. To jest to. "Witaj Mroku, druhu mój"- zanucił ulubiony utwór - "porozmawiać chciałbym znów." Skinął uprzejmie głową i dłonią postaci, która pojawiła się tuż obok, odziana - wiadomo - w szaty o rozmaitej intensywności czerni, względnie uszyte z materiałów o różnym nią nasyceniu. - Mów, słucham - powiedziała, odwzajemniwszy skinięcia. Uznawszy po pewnym czasie, że wystarczy otwierania umysłu na Ciemność, kanclerz podziękował i uniósł się z fotela. - Do następnych odwiedzin - pożegnał gościa ukłonem. Skierował kroki do sypialni, zatrzymując się we drzwiach. W niej, siedząc na kanapie, czekała wyznaczona osobiście przezeń na ten wieczór dziewczyna: naturalna blondynka o jasnej cerze. Ubrana zgodnie z życzeniem w dwuczęściowy czarny garnitur: spodnie i żakiet. Dla kontrastu ze swoją karnacją i z jego urzędową powłóczystą szatą. Dodatki w postaci rajstop i pantofli, oczywiście czarnych, dopełniały wizerunku. W dni, kiedy przychodziła mu ochota na kobiece towarzystwo, udawał się do utrzymywanego z budżetu Senatu - alegalnie, rzecz jasna - haremu i wybierał sobie jedną. Nigdy więcej. Według nastroju blondynkę, brunetkę lub szatynkę. Wyłącznie ludzką, w wieku między dwadzieścia jeden a dwadzieścia pięć lat. Stosunki seksualne z kobietami w innym wieku wykraczały poza jego upodobania, tak samo jak z przedstawicielkami innych ras. I to azależnie od atrakcyjności. - Masz jeszcze coś na sobie? - sucho zapytał Palpatine. Dziewczyna zarumieniła się, trudno jej było utrzymać spojrzenie. - Nie, kanclerzu - po chwili milczenia zaczęła odpowiedź. - Nic ponad to, co widzisz... zgodnie z twoim życzeniem. - Świetnie - kiwnął głową, nie łagodząc tonu. - Napijemy się przedtem - oznajmił, podchodząc do stojącego obok kanapy stolika. Sięgnął po butelkę ciemnoczerwonego, półwytrawnego wina - zawczasu odkorkowanego przez kamerdynera - i nalał najpierw sobie, potem dziewczynie. Puchary wykonane były z czarnego kryształu, wino w nich wydawało się równie czarne. Wiaderko do lodu, w którym chłodziło się wino, było oksydowane na ciemnosrebrny kolor. - Wypijmy za noc - uniósł naczynie i nie czekając, aż dziewczyna wypije, sam spełnił pierwszy łyk. Odstawił puchar. - Chodź tu - polecił jej bez cienia łagodności. Gdy podeszła, zaczął ją rozbierać, zaczynając od spodni. - Masz bardzo zgrabne nogi - stwierdził. Nie śmiała przytaknąć, chociaż doskonale to wiedziała, przytłoczona jego chłodem. - Obróć się, polecił zachowując aprzyjemny ton. - Chcę zobaczyć twój tyłek. Odwróciła się powoli. Niezgrabnie, mając zsunięte na stopy spodnie, krępujące ruchy. - Teraz żakiet - użył tylko trochę cieplejszego tonu. - Gdy będziesz całkiem naga, połóż się - wskazał łoże. - Zaraz wrócę - rzucił, tknięty niemiłym dlań energetycznym poczuciem. * * * - A, to ty, Mistrzu Windu - wycedził zimno, wszedłszy do salonu. - W sumie dobrze, że przyszedłeś. Uprzyjemnisz mi wieczór. - To ja - Mace pozwolił sobie w uśmiechu na odrobinę mroku. - Uprzyjemnię. I owszem. Ale sobie. Aktywował świetliście fioletową klingę swojego miecza. Nim Palpatine włączył własny, błyskawicznym ciosem pozbawił go broni. Razem z prawą dłonią. " - A teraz zakończę to" - oznajmił tonem wojownika pewnego swojej przewagi - "raz na zawsze" - wymierzył drugie cięcie, po którym kanclerska głowa potoczyła się po ciemnomarmurowej posadzce salonu. " - Raz na zawsze" - powtórzył, spojrzawszy na głowę, leżącą odeń kilka metrów, a potem na swoją dłoń, w ktorej trzymał wciąż włączony świetlny miecz. Poruszył nią lekko, uśmiechnąwszy się. " - Władza Sithów już nigdy nie powróci." Zgasił promień i wszedł do już po-kanclerskiej sypialni. Na jego widok dziewczyna zerwała się z łoża na równe nogi i zasłoniła ściągniętą z niego pościelą. - Ubierz się i wyjdź stąd - polecił jej. - I zapomnij, że tu byłaś. Oraz o tym, kogo i co tu widziałaś - dodał, wysyłając telepatyczny sygnał do jej umysłu. * Oznaczone cudzysłowami cytaty pochodzą oczywiście z Epizodów "Gwiezdnych Wojen". Kartuzy, 17. Marca 2026 -
zderzak ( Czarneksiężnik z krainy PiS)
Corleone 11 odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija Tak to bywa, gdy zachciewa się jeździć na tak zwane "rekolekcje" do egregora 😎 ... 😂😂 @Somalija Wiem. Ale jam Ci jest uważny Czytelnik. Popraw literówkę, forma "okłamamuj" nie istnieje. 😎 -
zderzak ( Czarneksiężnik z krainy PiS)
Corleone 11 odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija 😂😂😂 . Sparafrazuję zdanie z "Niezniszczalnych 3": "Somalija pisze po całości". Kto obejrzał wspomniany film, ten wie, jak brzmiał pierwowzór. Ostatnie linijki drugiej zwrotki lepiej będą brzmieć: oszukuj okłamuj (nie "okłamamuj") kłam. Pozdrawiam Cię serdecznie. Pomyślności. 🙂 -
@Wiechu J. K. Wiesławie, dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam Cię. @Kwiatuszek Cieszę się ogromnie, że "Ja jestem..." spodobało Ci się. Słowa "(...) Wow! Świetne! (...)" stanowiące komentarz są wielce miłymi sercu Autora. Cieszę się także, iż powyższe opowiadanie przeczytałaś "(...) bardzo wnikliwie (...)". Pozdrawiam Cię. Dzięki za wizytę. *((;
-
Darth Vader popija ashwagandę zieloną herbatą - rozdział 1
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Kwiatuszek Dzięki za pozdrowienia - odwzajemniam je. Dziękuję też za czytelnicze uznanie. Miło, że zajrzałaś. ;))* -
Darth Vader popija ashwagandę zieloną herbatą, rozdział 3
Corleone 11 opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Co powiedziawszy, rozejrzał się wokoło. Najpierw spojrzał w lewo i za siebie, następnie w prawą stronę i za siebie raz jeszcze. Tak, jakby oczekiwał czyjegoś przybycia, względnie widział coś lub kogoś, co było - lub kto był - awidoczne bądź awidoczny dla oczu Mrocznego Lorda. Wspomniany prawie nie zwrócił na to uwagi, niemal zupełnie skoncentrowany na swojej złości z powodu straty miecza świetlnego. Powód irytującego uśmiechu jego dawnego mistrza stał się dlań zrozumiałym dopiero wtedy, gdy otaczającą ich przestrzeń naznaczyły swoim pojawieniem się - a tym samym swoją obecnością - postacie mistrzów Jedi, którzy wskutek intrygi, uknutej przez Darth'a Sidious'a, a zarazem wskutek jego własnej zdrady, stracili życie na początku wojny klonów. Chciał zadrwić, ale Moc, która przywróciła równowagę jego umysłowi, zamknęła mu usta poczuciem wstydu. Znacznie przewyższającego ten, kiedy został pokonany przez Obi-Wana na wulkanicznej Mustafar i kiedy leżał bezbronny, utraciwszy możliwość dalszej walki. - A ci? - zastanowił się na widok trzech osób, które pojawiły się jako ostatnie - kilka chwil za mistrzem Yodą. - To założyciel naszego zakonu - Obi-Wan skłonił się nisko przed Jezusem - i budowniczy naszej świątyni. Po czym dodał, zwracając Vaderowi energię kpiny: - Czyżbyś go nie rozpoznał? Dwie pozostałe postaci - kobieta i mężczyzna - zbliżyły się doń, trzymając się za dłonie. Zachowując całkowite swobodę i spokój zupełnie tak, jakby nic o nim wcześniej słyszały. Jakby emanujący odeń Mrok robił na nich żadne wrażenie ani wywarł jakikolwiek wpływ. Zupełnie tak, jakby go wcale nie czuły. Dopiero podszedłszy blisko, rozdzieliły się i obeszły go wkoło, ruszywszy w przeciwnych kierunkach. - Darth Vader - blondynka w szatach Jedi ni to stwierdziła, ni zapytała. - Zdrajca nad zdrajcami - dorzuciła, spojrzawszy na towarzysza. - Mężu? - Żono - przybyły wraz z nią mężczyzna odwzajemnił równie spokojne spojrzenie. - Pora ci na spotkanie z Mocą - emanacja Obi-Wana uśmiechnęła się po raz następny. Kartuzy, 26. Lutego 2026