Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

GrumpyElf... moje życie nigdy nie było i ... nie jest blisko futbolu, ale co nieco orientuję się

w słowniczku tej dyscypliny.  Dobry pomysł na tytuł, a i w treści można odnaleźć analogie z życia. Podałaś maleństwo, a ja bym jeszcze poczytała... szkoda, że tak szybko się skończyło.

Czy można liczyć na cd..?...  ;)
Pozdrawiam.

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@GrumpyElfJeden z moich ulubionych patentów, czyli budowanie wiersza na jednej, konsekwentnie ciągniętej metaforze. Jednocześnie metafora ta dotyczy futbolu, czyli czegoś, czego zupełnie nie czuję. Ocenę przyznam zatem, kiedy nakłonię admina, by zorganizował mi możliwość dania temu wierszowi połowy serduszka.

A tak serio, to całkiem sprytnie to (nomen omen) rozegrałaś

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

@Nata_Kruk Wątków do kontynuacji nie brakuje, korci mnie zwłaszcza z faulami. To taki tekst na lżejszy oddech, bo ostatnio przerabiam nieco cięższe tematy. W moim życiu futbolu na poziomie kibicowania nie brakuje, a gdy reprezentacja gra na mundialu, to nawet szaliki pod sufit latają :) Pozdrawiam, Nato.

@morydz Chyba się nie dogadałeś z Adminem, bo widzę całe serduszko :P Naprawdę ciekawe jest jak wszelki sport można odnosić do życia i znaleźć niekończące się metafory. ps. Jak dobrze Cię tu widzieć. 

@Natuskaa A wiesz, że zapomniałam o tym. To dopiero świetne odniesienie do życia. Pozdrawiam. 

@Marek.zak1 Czuję, że przemawia doświadczenie :) 

@Anna_Sendor Być może, choć wątpliwe. Prędzej stawiałabym na stanie się lepszym sędzią dla samego siebie, nawet bez specjalnych zasług. 

 

Edytowane przez GrumpyElf (wyświetl historię edycji)
  • 2 tygodnie później...
  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...