Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie ma więzi, ale jest życie. Ono tworzy wspomnienia (iloraz czasu do aktywności). Pozdrawiam, bb

 

Ps. Sporadycznie już piszę. Dotyka mnie brak cierpienia i nie tęsknię do przeszłości. Ogranicza to zasób tematów i ciśnienia zewnętrznego. Znów w oporze do kryzysu, polityki i pandemii. Może to dobrze, żeś z dala od korzeni? Dzięki temu możesz tworzyć.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Cześć Waldku

Dziękuję 

Teoretycznie jak piszesz można wrócić, ale człowiekowi w pewnym wieku nie chce się znowu wszystkiego zaczynać od nowa (mam na myśli głównie moją partnerkę), choć osobiście lubię zmiany i pojechałbym dalej w świat. Pewnie wówczas do listy tęsknot doszłyby jakieś angielskie. 

Pozdrawiam 

Tak, to jest bardzo o tym 

Dzięki 

Uśmiechnął mnie Twój komentarz. 

Dzięki 

Pewnie, co nie zmienia faktu, że jak zimą nie ma zimy za oknem to śnieg zgrzyta na spacerze pod butami w głowie. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pewnie dobrze, choć gdyby nie ta, to zawsze znajdę inną tęsknotę - ten typ tak ma - gdyby nie bolały mnie tęsknoty, zawsze znajdzie się coś innego. Nie powinno zatem zabraknąć tematów.

No i póki boli, wiem że żyję (to już żarcik). 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie da się ukryć. Pewnie też póki jest to życie póty osobnicy mi podobni będą za czymś tęsknić. 

 

Tak, wszystko przemija. Jak w jednym wierszu Szymborskiej. 

Przytłaczający charakter był tu świadomym zabiegiem.

Może trochę przedobrzyłem. 

O, to polecam książkę Mariusza Szczygła pod tytułem Nie ma, właśnie. 

 

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...