Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Tak jak w tytule - jaki jest waszym zdaniem cel poezji?  Czy takowy w ogóle istnieje?

Czy należy traktować ją czysto personalnie, a może jako część "większego dzieła"? No i właśnie, czy słusznym jest w ogóle stwierdzenie, że jakkolwiek poezję "należy traktować"? 

 

Uprzedzając - chciałbym abyśmy spróbowali się zastanowić nad samą istotą poezji. Tematykę, sposób przekazu, zasadność trzymania się reguł takich jak sylabotonizm - zostawmy, ewentualnie traktujmy te cechy instrumentalnie, jako argumenty do poparcia naszych tez.

Edytowane przez janofor (wyświetl historię edycji)
  • janofor zmienił(a) tytuł na Cel poezji - otwarta dyskusja
Opublikowano

@janofor

 

szczerze ? 

 

Zanim sobie wyznaczymy cel poezji, odpowiedzmy sobie na pytanie - czym jest poezja?

Ja najczęściej odpowiadam na to pytanie tak jak Szymborska napisała :

 

".....
tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź
na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego
jak zbawiennej poręczy."

 

 

Poezja to na pewno nie proza - tyle wiem .

Lubię czytać wiersze bo, są , bo ludziska jeszcze je piszą .

 

a co jest celem tego pisania i dokąd to zmierza, nikt chyba nie wie, oprócz autora.  

Opublikowano

czym jest poezja?

dla każdego czym innym, tak samo jak większość naszych różnorodnych definicji na świecie

poezja...

to sztuka.

poezja jest wszystkim co ci w duszy gra,

z iskierką twojego "ja",

i iskierką twojego spostrzeżenia na świat

poezja jest formą wyrażania siebie

indywidualności

umiejętności widzenia więcej

łapania chwil

czułością przeszłości 

rozważania nurtujących nas pytań o nieznaną przyszłość 

poezja? jaki ma cel?

a jaki cel ma to wszystko?

chyba jednocześnie w poezji i przez nią pragniemy to odnaleźć

 

Opublikowano

Poezja to przede wszystkim emocje. Jest dla emocji ujściem, sprawia że zaczynają mówić. Wydaje mi się, że właśnie dlatego wolę poezję, głównie XIX wieczną, od prozy. 

 

Gdy czytam Dziady, Kordiana czy Pana Tadeusza czuję coś czego nigdy w życiu nie dała mi Lalka czy W pustyni i w puszczy. Czuję autentyczny dramat bohaterów, czuję jak ich emocje wręcz wylewają się z tekstu i krzyczą by tego wysłuchano. Właśnie dlatego uwielbiam romantyzm. Naprawdę starałem się polubić pozytywizm ale jest dla mnie tak bardzo pozbawiony emocji... Ja wiem, że pozytywiści również wielokroć opisywali cierpienie i dramaty ale to nie to samo co romantyzm. Nie czuję tego, nie kibicuję bohaterom. 

 

Poezja ma być piękna, ma wyrażać emicje, nie może być brukana przez wulgaryzmy, które zawsze są drogą na skróty, a które możnaby opisać inaczej. 

 

Poezja to lira, która pieknie gra i nic tej grze nie może przeszkodzić.

Opublikowano (edytowane)

@helenormeller Nie za bardzo. Mam częstokroć wrażenie, że gdyby tylko pousuwać z tych utworów przejścia do nowej linijki, byłby to po prostu kawałek... prozy. Nie chwyta mnie to za serce, nic na to nie poradzę.

 

Od tej reguły mam jednak wyjątek, a są nim erotyki. Wg mnie, dobrze napisany erotyk nie potrzebuje rymów, a często wystarczą nawet pojedyncze słowa, by wzbudzić ekscytację.

 

No dobra, dwa wyjątki. Drugim są utwory mroczne z posępnym klimatem. Tak, tam również nie przeszkadza mi jakoś brak rymów ale muszę odnieść wrażenie, że wiersz nie został napisany w 15min na kolanie. 

 

Koncząc napiszę, że naprawdę wolę romantyzm z jego egzaltowaną poezją, pełną czasami przesadnej epickości. Brakuje mi tego w dzisiejszych utworach.

 

Poza tym bohater romantyczny wielokroć nie osiąga swojego celu, wielokroć mu się nie udaje, a taki ktoś jest mi naprawdę bardzo bliski.

 

Edytowane przez Wędrowiec.1984 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Wędrowiec.1984 romantyzm to piękne i szczytne ideały. To patriotyzm, to emocje, które miały być siłą napędową do walki o wolność. I chyba to najbardziej w nim doceniam.

Bohater romantyczny - to jednostka z góry skazana na przegraną. Przez emocje.

I tutaj "zonk". :)

Nie moja bajka.

Ale szanuję tych, którzy są tą epoką zafascynowani  :)

Pozdrawiam!

 

Edytowane przez Cor-et-anima (wyświetl historię edycji)
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

Poezja powstała przypadkowo jakimś stwierdzeniem, opisem rzeczywistości, który drgnął serce wywołując pozytywne emocje. Człowiek zaczął " poezjować" i potem zaczęło mu być brak tej poezji.

I to tłumaczy jaki jest jej cel. Po prostu zaspokaja potrzeby osób, którzy ją potrzebują do życia...a dlaczego potrzebują?...bo się w niej podkochują

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez maciek (wyświetl historię edycji)
  • 2 miesiące temu...
Opublikowano (edytowane)

@janofor Dla mnie poezją jest to że, jak boli kolano to potrafię sobie to wytłumaczyć, zlepkiem znaczeń, tym co znajdziemy w głowie, nasze uczucia i odczucia, obawy. Poezja jest wyrażeniem tego co nie da się do końca wyrazić.Jak w poezji Szymborskiej: jest ciągłym powstawaniem. 

Edytowane przez addjar (wyświetl historię edycji)
  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Wydaje mi się, że najczęściej jest ona pretekstem do mówienia o sobie, więc może taki jest jej cel? ;)
 

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

@janofor Ciekawy temat :) Gdybym powiedziała jaki jest cel poezji... Dla mnie to nauka wyrażania czegoś, czego od tak nie da się wypowiedzieć. To pomaganie ludziom w zrozumieniu siebie.

Dla mnie jedną z intrygujących rzeczy w wierszach jest to, że jest w nich taka nutka tajemniczości. Co też może się kryć w tych słowach. Wiersze sprawiają, że możemy poczuć coś niespotykanego. 

Wiersze zaczynają refleksje już zaczęte...

 

A tak po za tym lubię słowa używane w wierszach :)  Często ludzie używają pięknych słów :)

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   w czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
    • Ano Kai lana kanalia kona
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...