Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

K. zaciekle czyścił wacikiem do uszu kratkę wywietrznika nad piecem w kuchni. Wydłubywał kłęby sadzy i klął pod nosem. Nigdy by na to nie wpadł, lecz ostatnio sytuacja zmuszała go do nadludzkiej kreatywności. Co dnia po powrocie z pracy musiał szukać sobie zajęcia między 18.00 a 21.00, bo żonka z koleżanką namiętnie oglądały „Miodowe lata”, potem „Samo życie” i na deser „M jak miłość”.
Akurat szły „Mostowiaki”. Serial był tak przebiegle skonstruowany, że każdą scenę zamykał jakiś dramatyczny akcent – ucięcie rozmowy, zła wiadomość, radosny telefon itp. Po każdej mógł nastąpić koniec, ale wciąż pojawiała się następna i następna. Szlag mógł człowieka trafić. K. zrobił już wszelkie, nawet najgłupsze rzeczy. Wyszedł z psem, wyrzucił śmieci i wymienił worek. Zrobił pranie i ładnie wszystko wywiesił. Wypastował buty na jutro. Zdarł pajęczynę w łazience. Wymienił żarówkę. Odkamienił czajnik. Umył liście fikusa... A serial trwał i trwał. Żonka z sąsiadką z przejęciem komentowały aktualne wydarzenia, a na „jedynce” już na pewno na murawę Stamford Bridge wybiegali piłkarze Barcelony. K. pocieszał się, że jutro mecz będzie na „dwójce” i żonka pójdzie z rewizytą oglądać inną durnotę na Polsacie.
Dopadł pilota, gdy tylko Gąsowski zaczął nucić swoją smętną balladę. Zaklął w duchu. Od 3 minuty Chelsea prowadziła 1:0. Obie panie spojrzały na niego zniesmaczone.
- Jeszcze „Kulisy serialu” – powiedziała żonka jak do niegrzecznego dziecka – Bądź dżentelmenem, misiu.
Dżentelmena od skończonego „pantofla” dzieliła bardzo subtelna granica. Dlatego K. tylko pokręcił głową.
- Oj, Krzysiu. Poszedłbyś do Marka – odezwała się sąsiadka – „Kiepscy” lecą. Pośmiejecie się i w ogóle.
- Mam mecz – odparł kategorycznie, odkładając pilota jak najdalej od nich.
Sąsiadka wyszła, a żonka ku jego satysfakcji zaczęła szukać sobie zajęcia. Teoretycznie wszystko było zrobione, lecz nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie wymyśliła. Z obrażoną miną wzięła się za prasowanie mokrego jeszcze prania. Korzystając z okazji, skoczył do lodówki po piwo. Udawał, że nie widzi karcącego spojrzenia, jakim odprowadziła go do salonu. Lekki bełkot, smrodek, obsikane kafelki. I co z tego? Trzeba mieć coś z życia.
Zanim zdążył porządnie rozsiąść się na sofie, było już 3:0 dla Chelsea. Cała frajda przepadła. Kupiona za setki milionów euro maszyna do wygrywania łatwo rozprawiała się z geniuszem Ronaldinho, Deco i Eto'o. Patrzył mimo to, bo w jego mniemaniu był to finał i wiedział, że taki mecz w tej edycji Ligi Mistrzów już się nie zdarzy. I nastąpił cud. Jeszcze przed przerwą Barca strzeliła dwa gole. Znów wszystko się mogło zdarzyć.
W przerwie otworzył drugie piwo. Zerknął przez szparę w drzwiach sypialni i uśmiechnął się tęsknie do ukrytego pod cienkim szlafrokiem ciała żonki. Nagle zgasło światło i powabne ciało okrył mrok. Wrócił na sofę, licząc na sensacyjne rozstrzygnięcia w drugiej połowie. Ale tak się nie stało. Mecz był emocjonujący, jednak to Chelsea wygrała 4:2 i przeszła dalej. Niepocieszony K. wstąpił do kibelka, umył zęby i przebrał się w piżamę. Niedługo miały być skróty pozostałych spotkań. Interesowało go wyłącznie to, czy Manchester poradził sobie z Milanem, resztę wyników miał daleko i głęboko.
Długo nie mógł zasnąć, rozmyślając nad stanem swojego małżeństwa. Tam, gdzie kończyły się seriale i mecze, zaczynało się prawdziwe życie. Poślubił piękną zgrabną i miłą dziewczynę, która po kilku latach była już tylko piękna i zgrabna. Ciągle wiele wymagała, nic nie dając w zamian. Koleżanki były ważniejsze, seks przestał ją cieszyć, codzienne obcowanie zmieniło się w stek docinków, pretensji, aluzji. K. próbował rozmawiać, jednak albo udawała głupią, albo naprawdę nie wiedziała co się dzieje. Coraz częściej więc obrażał się i zamykał w sobie. Spała w sypialni, on w salonie, bo tam był telewizor, który pomagał zasnąć.
Tata zawsze mawiał, parafrazując Nicholasa Blake’a: ożeń się młodo, będziesz długo żałował. Żart niepostrzeżenie stał się rzeczywistością. Zawodowo K. też nie bardzo się spełniał. Był „witryniarzem”, lecz po kilku latach tłustych, kiedy zaprojektował strony www dla setki klientów, planował rozbrat z tą profesją. Złożył nawet kilka aplikacji na admina, ale póki co korporacje milczały. Kiedyś marzył o dziecku. Oczami wyobraźni widział blond maleństwo o niebieskich oczach i niezwykłej inteligencji – predystynowane do najważniejszych życiowych nagród. Teraz, z taką żoną i lichą pracą, żal mu było sprowadzać potomstwo na świat.
Wił się w pościeli osrebrzonej blaskiem telewizora. Czuł się jeszcze w pełni sił, a już trafił w objęcia pustki. Wiedział, że jeśli czegoś nie zrobi, depresja wkrótce zaprosi go do ciemnego pokoju, zamknie drzwi i wyrzuci klucz. Nagle zmroziła go myśl, że może żona ma kochanka. Nigdy nie znalazł nawet śladu czyjejś obecności w domu, nigdy nie miał powodów do podejrzeń. Coś jednak było na rzeczy. A jeśli tak, to dlaczego? Nie widziały gały co brały? Oświadczyny przyjęła bez mrugnięcia powieką, zamieszkali w ślicznym mieszkanku, na nic się nie skarżyła, mieli wspólne plany, kochali się...
Bawił się pilotem, raz po raz zmieniając kanały. Nic go nie cieszyło, niczym nie umiał się zainteresować na tyle, żeby potem zasnąć. Panienki z satelitarnych sekstelefonów dla emigrantów wyginały się na ekranie, udając niesłychanie podniecone. Ze wstrętem odwrócił się bokiem do telewizora. Niech tańczą, i tak to, co najważniejsze zasłania wielki numer telefonu. K. sięgnął ręką za plecy, włączając kanał na chybił trafił.
- ... wiatrówka i zestaw nabojów za jedyne 299 zł + koszty przesyłki. Kup już teraz. Dzwoń!
Przekręcił się na łóżku z szerokim uśmiechem. Może to było jakieś wyjście. „Telezakupy” przeszły teraz na zestaw naczyń żaroodpornych, które wychwalała pod niebiosa etatowa ekspertka, późnej pan udający lekarza specjalistę a’ la Lew Starowicz zaproponował zestaw feromonów w sprayu dla przedstawicieli obu płci. I to też był jakiś pomysł. K. machnął jednak ręką, przekonany, że nigdy w życiu nie kupi w ten sposób żadnego wynalazku. Gdyby to wszystko naprawdę działało, byłoby na półkach normalnych sklepów.
Obraz nagle zafalował, jak gdyby jedna rzeczywistość wizualna chciała nałożyć się na drugą, i na ekranie pojawił się młody przystojniak z małym czarnym przedmiotem w ręce.
- Jesteś niezadowolony ze współżycia? Mamy na to sposób. Supernowoczesny chip w kolczykach pozwoli ci odzyskać harmonię w związku.
K. słuchał jak zahipnotyzowany.
- Sygnał wysyłany przez zdalnego pilota sprawia, że twoja żona robi tylko to, co zechcesz. Seks, proszę bardzo. Wspólne oglądanie meczu przy piwku, wystarczy kliknąć. Liczba zestawów promocyjnych ograniczona. Dzwoń teraz. Nie zawiedziesz się.
Bez namysłu zerwał się z łóżka i sięgnął po telefon. Sympatyczny głos kobiecy poinformował go o dodatkowym rabacie za szybką reakcję i poprosił o adres, pod który ma dotrzeć przesyłka. Nie kosztowało to K. aż tak wiele. Te parę stów był skłonny zaryzykować dla dobra sprawy. Wkrótce potem zasnął.
Tydzień później odebrał w biurze przesyłkę. Poczekał aż wszyscy wyjdą i z wypiekami na twarzy zajrzał do środka. Trochę się zaniepokoił, gdy na dnie pudełka zobaczył malutkiego pilota w folii i etui z kolczykami. W instrukcji wyczytał, że w kolczykach umieszczono mikrochip, który perswazyjnie oddziałuje na mózg. Wystarczy założyć je żonie i skorzystać z pilota. Na koniec sprawdził, co oznaczają poszczególne przyciski. 1. Seks. 2. Gotowanie. 3. Prace domowe. 4. Zakupy. 5. Sport. 6. Piwo. 7. Spacer. 8. Koleżanki. 9. Rodzice. 10. Sen. 0 natomiast oznaczało słodką bezczynność. Bardzo użyteczny wydawał się też przycisk z ikonką przedstawiającą przekreślony głośnik.
Wrócił z pracy w wyjątkowo dobrym humorze. Spóźnił się na kolację, która czekała w kuchence mikrofalowej, ale wcale nie czuł głodu. Zamiast codziennym zwyczajem przez kwadrans zdejmować kurtkę i buty, od razu wparował do pokoju. Siedziały z sąsiadką przy ciasteczkach i kawie, oglądając „Miodowe lata”.
- Misiu, nie zdjąłeś butków – zaszczebiotała żonka.
- Bo mam prezent.
Popatrzyły na niego zdziwione. Wręczył jej pudełko i spokojnie poszedł się rozebrać. Szeptały, chichotały, cmokały – znaczy nie było źle. Jak gdyby nigdy nic wrócił do pokoju i usiadł na pufie w kącie. Żonka założyła kolczyki, a sąsiadka przystawiła jej spryskane od wyciskania pryszczy lusterko. Podziękowała i wróciła do podziwiania serialu. Czekał niecierpliwie. W przerwie na reklamy sąsiadka pobiegła poluzować pęcherz. Zdenerwowany jak chłopak przed zrobieniem psikusa K. ukradkiem kliknął przycisk aktywujący chip. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło, ale oczy żonki zrobiły się jakby szklane. Dał na „1”. Poruszyła się miękko i spojrzała na niego takim wzrokiem, że w pierwszej chwili nieludzko się przeraził. Sąsiadka wróciła z łazienki.
- Hanka, idź do siebie.
- A nasz serial?
- Proszę...
Niepocieszona sąsiadka cicho zamknęła drzwi. Czerwony jak cegła K. został brutalnie powalony i obdarty z ubrania. Godzinę później rozpaczliwie szukał pilota, który wypadł mu z ręki podczas manewrów miłosnych. Na czworakach, z zamglonymi oczami macał podłogę, a omroczona działaniem chipa żonka lała go pantoflem w najbardziej wypięte miejsca. Ty cholero! – myślał zadowolony – Następnym razem ci pokażę. Wreszcie znalazł pilota i szybko kliknął „0”. Nagusieńka żonka rozłożyła się na sofie. Przetarł spocone czoło i rozmasował purpurowe pośladki.
- Jasny gwint, to działa!
- Co działa, misiu?
- A nic takiego – mruknął i kliknął wyciszenie.
Odetchnął z ulgą. Dziś zamiast serialu miał być film science-fiction, a zamiast: „misiu, zrób sobie jeść”, „wyprasuj sobie sam” czy „zmyj po sobie”, wylegiwanie się na sofie. Życie zrobiło się piękne. Po raz pierwszy od wielu lat spał z żonką w sypialni i to nie pupa w pupę, tylko w czułym uścisku. Przez kolejne tygodnie przywoływał z pamięci wszystkie stare przyzwyczajenia, których tak mu brakowało. Mógł od czasu do czasu odpuścić kąpiel, wyskoczyć z kumplami na bilard, nie myć przeklętych naczyń od razu po jedzeniu, zamawiać pizzę i pikantne skrzydełka, pić piwo i puszczać bąki. Rzadko dezaktywował chip, bo ilekroć to robił, dawna żonka od razu dawała mu popalić.
Mijały tygodnie. Pewnego dnia sąsiadka Hanka napadła na niego w windzie.
- Coś ty jej zrobił, potworze?!
- Nie rozumiem – odparł z chytrym uśmieszkiem – Złościsz się, bo spędza ze mną więcej czasu?
- Ty dobrze wiesz! – pogroziła mu różowym tipsem – Pytam ją ostatnio co ma zrobić Marysia Mostowiakowa, a ona nawet nie pamięta kto to jest! Ze mną też rozmawia inaczej. Szprycujesz ją czymś?
- Zwariowałaś. Ta rozmowa zaczyna być męcząca.
Na szczęście winda dojechała na parter i mógł dać nogę między bloki.
- Już ja się dowiem! – wrzasnęła za nim Hanka.
Postanowił, że będzie używał pilota tylko w razie palącej potrzeby. I tak już mu się znudziło, bo do dyspozycji miał tylko jedenaście wariantów. Gdyby to od niego zależało, wymyśliłby jeszcze ze czterdzieści. Jakość znosił fanaberie, szczebioty, chłód sypialni i gorąco żelazka tym bardziej, że coraz częściej przesiadywały u Hanki. Nawet jeśli coś razem knuły, był przekonany o swojej przebiegłości i miał niezbitą pewność, że sprawa się nie wyda.
Kiedy zaczynał tęsknić za bliskością żonki, po prostu klikał. Aż któregoś dnia idealny - zdawać by się mogło – mechanizm zawiódł. Odprężeni po seksie, oglądali razem mecz i popijali piwo. Żonka ambitnie dyskutowała z nim na temat niuansów taktyki, poziomu wyszkolenia czy techniki poszczególnych piłkarzy.
- Ale wolej!!! I patrz, poprzeczka. U nas mało który młotek by tak potrafił.
- Fakt – przyznał zachwycony i wyskoczył do kibelka.
- Fuj!!!
Wybiegł przestraszony z łazienki. Żonka wypluła piwo i zgorszona popatrzyła na ekran, a potem na niego.
- Co jest grane, misiu? – zapytała zdezorientowana.
- Nic, kochanie. Siedzimy sobie przy meczu – odparł przerażony, klikając pilotem, który odmówił posłuszeństwa.
Wstała i z wyniosłą miną poszła do Hanki. Spanikowany K. przez resztę wieczoru gmerał przy pilocie, ale niewiele wskórał. Doszedł do wniosku, że padły baterie. Tylko jak takie zdobyć? Były nietypowe, nigdy takich nie widział. W końcu umęczony zasnął na sofie. Rano okazało się, że żonka nie wróciła na noc. Zadzwonił do sąsiadów, ale Marek tylko odburknął: wróci, kiedy będzie chciała.
Wziął wolne i przez cały dzień biegał po sklepach, wypytując o baterie. Nikt takich nie miał. Zdruzgotany łaził po mieście, bijąc się z ponurymi myślami. Sprawa od początku była ryzykowna. Przecież wystarczyło, żeby raz zdjęła kolczyki, gdy był poza domem lub przestała je nosić, a cały misterny plan wziąłby w łeb. A teraz nie dość, że wyładowały się baterie, to jeszcze sąsiedzi nie chcieli oddać mu żony.
Późnym wieczorem wsunął klucz do zamka, ale drzwi nie dawały się otworzyć. Klucz nie pasował! K. nacisnął dwonek, potem zaczął donośnie pukać. Usłyszał ciężkie kroki. W drzwiach stanął zwalisty przystojniak ze złotym łańcuchem na szyi. Zza jego barów wychyliła się uśmiechnięta żonka.
- To jest Stefan – powiedziała zimno i kliknęła pilotem.
Bydlak podał mu czarny worek z rzeczami i wyciągnął pięści jak do bójki. K. cofał się bledszy od ściany, którą miał za plecami. Napastnik ruszył za nim, więc jedyne co pozostało K., to zwiewać po schodach. Sadził wielkie susy, a z worka sypały się pojedyncze skarpetki i majtki.
- Durniu! Wystarczyło kupić drugi telewizor – usłyszał.
Nie miał czasu odpowiadać, bo ze Stefana był sprinter nie od parady.

Opublikowano

Nie będę się powtarzać. Pomysłów mi już brakuje na komentarze. To co zwykle, czyli super. Przegrzebywała ja ten gąszcz liter z nadzieją na znalezienie chociaż jakiegoś maciupeńkiego "błądzika". No i klapa na całej linii :-))))))), ciekawam, co tam jeszcze masz w tej Torbie?? Pozdro/B.

Opublikowano

Poprawki zrobione. Dzięki :) Pomysły na "Szorty" powoli się kończą, więc biorę się za poważniejsze sprawy. Będzie jeszcze o spotkaniu absolwentów i okaże się, że wszyscy są przedstawicielami handlowymi :) i jeszcze parę metafizycznych pomyłek :)

Żałuję, że nie posłałem do Pilcha jakiejś zabawki. Teraz piszą, że na 33 opowiadania wydane w tym tomie ledwie jeden jest radosny. I wyszła kicha o babciach i dziadkach. Polecam dziś recenzję w Wyborczej...

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...