Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

"Zielona wróżko" też akceptuję :) ;) 

Jak mógł mi nie przypaść Twój wiersz do gustu? Od razu czuć w nim to nieuchwytne coś przemycane pomiędzy słowami. Czuć klasę autora. Czysto intuicyjne pierwsze czytanie było przyjemnością, a gdy z kolejnym przyszło głębsze zrozumienie zamysłu peel'a, tym bardziej. 

Cieplutko miłego weekendu Ci życzę!

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To ja w takim razie odniosę się do tego tutaj zamieszczonego screnna z mojego wiersza zaadresowanego --> do Dag. wyżej, pt: "Niedosyt klasy i jakości", i rozjaśnię intencje które miałem na myśli, ale tylko przeczuciowo, bo tekst z 2016 roku, a precyzyjnej i spisanej solucji nie posiadam, z czasem też powody zastosowania metafor w wierszach ulegają zatarciu. 

 

Otóż i do rzeczy:

 

Oto mamy człowieka,  poszukującego zasad. Ów człowiek ma ograniczenia, jest umiejscowiony i ustalony w wymiarze  czasu swojej epoki - dalekiej od ideałów.

Niedosyt klasy i jakości wyraźnie nurtuje podmiot liryczny. Może widzi różnicę pomiędzy jakością epok poprzednich a epoki mu tożsamej. Gdzie te zasady? albo intelekt od Herkulesa Poirot?, myśli sobie pewnie po lekturze książki Agathy Christie, to już przeszłość i archaizm -->dochodzi do wniosku, że Herkules  to postać fikcyjna,: kiedyś to nawet wykreowani bohaterowie mieli klasę i jakość. Mój świat jest trywialny - stwierdza skonsternowany peel. - Wszystko jest powtarzalne, jednorazowe i opiera na schematch. Reguła ratio - to reguła precedensu, sposób patrzenia przecież i na podmioty - a nie tylko na martwą naturę i prawa? --> dokładnie przez pryzmat podobnych zdarzeń --> zdarzeń z przeszłości. Świat to prawa Murphiego, mówiące, że jeżeli nawet coś jest indywidualne zostanie ocenione przez pryzmat porównań. Nie ma klasy i jakości, bo nie ma zapotrzebowania na indywidualność. Jeżeli jesteś poza zbiorem schematów jesteś niepasującym puzzlem do kompletnego obrazka. To wygląda tak absurdalnie, że ta reguła ratio – czyli owe normy ujednolicające procedury przy użyciu których modeluje się współczesnego człowieka --> wygrażają nam już prawie z sił nadprzyrodzonych. Wszędzie powtarzające się - schematy, obłuda sumień, patrz i mnie nie dotykaj: „Eksponat do gablotki”, „kobieta do różanecznika”, przywołanemu tu „arbiterowi elegancji - Brummellowi” nie w głowie „blichtr”, ale „blichtr mu jest mozolnym”, a wyżej w treści człowiek: nie narzekający na mozół snobizmu, ale współczesny mu dokuczający „snobizm mozołu” czyli zawłaszczenie zbiorowe całej tej pustki i udręki w braku indywidualizmu naszej współczesnej cywilizacji jest mozolne i bezefektywne nie ma wartości, a gdzie antidotum? pyta podmiot liryczny ? Precyzyjnej odpowiedzi nie ma. Jedynie można jeszcze poszukiwać ratunku w wartościowej klasycznej literaturze. Może u Mickiewicza lub Zana. Lecz nawet gdy tam sięgniesz i chociaż przekroczysz granice kultur, będziesz narażony na brak zrozumienia ze względu na inność - upozorowana globalizacja niesie też zagrożenia utraty tożsamości - antropologiczny człowiek może tu wpaść w zasieki własnej zaruzomiałości, stronniczości , buty i pychy. 

 

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Tomasz Kucina Mogę odpowiedzieć piosenką od razu uprzedzę, że ja też mam problem z identyfikacją sposobu i drogi na ratunek nawet pojedynczej jednostki. Jeżeli codziennie wygasa jeden język to znaczy że wraz z nim wygasa jedna kultura, historia, legenda i potencjalna bajka Disneya na ten temat :) A teraz piosenka:

 

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jak widać mnóstwo ludzi ma nostalgiczne wspomnienia związane z twórczością pana Ś.P. Krzysztofa Krawczyka. Nie chcę tu się rozpisywać, bo to i nie pora na moje szerokie analizy, ale ogólnie można powiedzieć, że Artysta swobodnie przekraczał granice czasu, bo aranżował w wielu trendach i na przełomie różnych dziejów, i z coraz młodszymi muzykami wysokiego lotu, chociażby, Goran Bregović, Edyta Bartosiewicz, Kasia Nosowska i innymi. Dlatego nie przeminie. Zostanie wiecznie żywy. Z dwóch powodów, po pierwsze, dlatego o czym właśnie wyżej napisałem, a po drugie bo żyje w wieczności, był bowiem człowiekiem głębokiej wiary, gorliwym katolikiem. Tyle wystarczy, nie mam „klasy i jakości” by próbować rozwijać tak skomplikowany i świeży temat. Chwała Mu!

 

Oscar zaś nie dał zamknąć się w żadnych szablonach, a rodzaj osobowości perfekcyjnie inteligentnej umiejętnie wiązał z humorem a czasem wysokich lotów sarkazmem. Potrafił też spoglądać w inne strony, przecież dostrzegał bardzo dołujące prądy intelektualne swojej epoki, wszak uważany jest za eksperta od modernistycznego sceptycyzmu. No wiele możnaby tutaj jeszcze napisać. Uważam tyle wystarczy. Nieszablonowy, postępowy człowiek, szerokoperspektywiczny zaliż nie tylko poeta ale i wielki dramaturg.  

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Skoro akceptujesz ZIELONĄ WRÓŻKĘ, no to świetnie! :) :) 
Wiersz się podoba - cieszę się, autor nie ma klasy, i nie był nawet nigdy belfrem hahaha; lubię klasyków, głównie Herberta, stąd może takie zaciągi ku „mitologiczności” m.in i tutaj akurat Aborygenów - po cichu się zakradły, ale przecież nie tylko, jest i podróż do klimatów Afryki a nawet na Marsa ;) 

Pozdrawiam również, miłej niedzieli, bo dziś dopiero odpowiedź. Dużo dyskusji- a wpadam co jakiś czas i odpowiadam etapowo ;) 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ten utwór pana Krzesimira i Mietka Szcześniaka dla mnie osobiście choć apokaliptyczny to jednak ukazujący pewną niepodważalną prawdę. Otóż ta „książka”, „Księga” którą wybierają wszyscy ludzie to dla mnie Biblia. Tak sobie tekst tłumaczę i go rozumiem. Piękne głębokie przesłanie wynika z tego „youtubea”.

Ty to jednak potrafisz jak mało kto dobrać odpowiednią muzę do tematu dyskusji. Jesteś tu perfekcjonistą niedoścignionym. 

Opublikowano (edytowane)

@Pan Ropuch Tu jeszcze muszę koniecznie dopisać dwa zdania, bo mam taką wewnętrzną potrzebę. 

Mianowicie te moje rozważania co do miernej jakość zasad ludzkich jednak dotyczą relacji międzyludzkich, takich na co dzień - napisałbym zbyt relatywistycznych i praktycznych a za mało jakościowych co do wartości nadrzędnych jak dobro, intelekt, sumienie, egalitaryzm. Natomiast na pewno nie wolno nam się użalać, bo czasy to bez wojen światowych, globalnych totalitaryzmów i w duchu jako takiego ale jednak porozumienia między NARODAMI. A bywało znacznie gorzej i niedawno - za czasów naszych pradziadów i dziadów.  TO JEST MOIM ZDANIEM PODSTAWA. PRIORYTET NAJWAŻNIEJSZA SPRAWA. A to, że ludzie się trochę różnią to dobrze!

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Tomasz Kucina "Pismo Święte" dokładnie :) innej księgi nie można mieć na myśli nie ma takiej. 

 

Cieszę się na tą naszą wspólną biesiadę pod Pana Wierszem - tyle ciepła, spokoju i dobrych słów płynących zewsząd to chyba właśnie ta jakość o której tak wspominasz. Każdy dobry wiersz każde dobro i każda życzliwość jest jak bumerang nie ważne z jaką wprawą i mocą ciśniesz go przed siebie on i tak wróci :) Obyśmy nie bali się zabumerangowywać naszej codzienności w takim razie, to są profity niezmierzalne niepoliczalne bezcenne. 

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie wiem kto nas czyta i dlaczego? Chyba dobrze jak ktoś czyta ☺

Nie wiem jak odnieść się należy do samego języka i metod komunikacji. Bo głównie chodzi o komunikacje, sam język jest objawem snobistycznym. Komunikacja normą i zapotrzebowaniem. Znam wielu ludzi którzy uczą się wielu języków na raz dla własnej satysfakcji, a w zasadzie z tych narzędzi komunikacji nie korzystają. Zresztą w dzisiejszych czasach nie ma już chyba  żadnych problemów w komunikacji. Technologie są użyteczne i cała masa specjalistów w tym zakresie. Ja w tej chwili piszę o układach na wyższym szczeblu o których zresztą nie mam żadnego pojęcia- dowolnych np. dyplomatycznych. Natomiast wkomponowanie się w konkretną nierodowodową społeczność wymagałoby rzeczywiście naturalności w komunikacji. Rozumiem, że ty spełniasz te warunki w zakresie wyspecjalizowanym i dlatego rozumiesz wszystkie właściwości w relacjach kultur. Bardzo się cieszę z tego powodu i należy to docenić. Natomiast nie wiem jak to się ma do zakresu samej wiary. Ja rozumiem, że duchowość przebiega głównie w sferze czucia, synergii z Absolutem a język może być oczywiście systemem w weryfikacji tejże komunikacji - ale i tak wiara, duchowość to bardzo subiektywne i inne obszary świadomości człowieka. Nie upieram się przy narzucaniu duchowości, uważam to za element szkodzący i drenujący w ludzkich sumieniach. Zbędny.
 Natomiast o Bogu można ludziom opowiadać, zresztą i tak większość odbiera to w sferze li tylko narracyjnej. W końcu mamy prawo opowiadać o tym o czym chcemy. Duchowość człowieka to nie jest „mein kampf” tylko księga rodzaju. To co napisałaś o rusztowaniach, strachu, podfolderach i pudełkach - to wyobrażenie. Ludzie w Polsce są świadomi, nie uważajcie nas za troglodytów, diaspory do której się zaliczasz też są głęboko świadome, poszukują tradycji, polskich źródeł, korzeni, nie są zalęknione i ograniczone - lecz syntetyzują polskość i promują. Zresztą komu jak komu ale Polakom nie można zarzucić zaćciankowości - podróżujemy mieszkamy i uczymy innych o sobie. Absolutnie żaden kompleks. Ja bym napisał że kompleksy są po drugich stronach, a mit Polaka złodzieja, szulera, kombinatora upadł. Jesteś tego przykładem. ZAŚ wiara- niewiara ludzi to kwestia mega subiektywna. Według naszej katolickiej filozofii życia język czasem może przysparzać problemów. A jednakowość i kalka ludzi na świecie to FIKCJA. Ludzie mają swoje tradycje, mentalność, zwyczaje, kulturę, i JĘZYK - który z chlubą i dumą pielęgnują. Jest słynna przypowieść w Biblii o wieży Babel, gdzie ten wybitny i relatywny człowiek chciał wybudować drogę do Nieba i dostać się tam bez Boga. I pan Bóg poplątał wtedy ludziom języki. Skończyła się ich erudycja i imperializm świadomości. Zbawiciel przyszedł umrzeć za ludzi by wybawić ich od grzechu pierworodnego, a nie narzucać woli, wola należy do człowieka, czym innym jest Chrystusowe nauczanie, uczy czym jest moralność miłość. Zębów i pięści zaciskać nie należy. O tym mnie dawno temu na lekcjach religii uczono. A jak ludzie dopisują do chrześcijaństwa różne osobiste regułki to ich sumienie jakby przeczyło tym wartościom relatywistycznym o które tak zabiegają, tej otwartości w języku i doświadczeniu. No bo przecież relatywizm uczy tolerancji. Więc tu się minimalnie różnimy Dag, ale mamy prawo się różnić. Tak jak ja rozumiem twój uwiąd i czar do drzew i natury - którą czujesz całą sobą, tak ty zechciej łaskawie uznać, że katolicyzm może być źródłem duchowości dla dowolnego człowieka, i jest dla wielu ludzi. Zupełnie tak samo to działa u nich jak dendrologia na twoje subtelne zmysły. I w zasadzie nic więcej nie trzeba dodawać.

 

Tak Oscar Wilde był ok. Cały czas tego przecież razem z Tobą dowodzę. Dziękuję za te liczne pochwały, ale w gruncie rzeczy musisz pochwalić przede wszystkim siebie, bo nie byłoby tej ślicznie intelektualnej dyskusji bez ciebie, twojej wrażliwości, piękna, kultury i intelektu. Więc ja biję brawo Tobie. Pozdrawiam i zmykam na obiad.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

I.... po obiadku Jak Polak najedzony to jeszcze MILSZY SIĘ ROBI  

Tu wyżej pięknie dopełniłaś mej treści. Omasta prima sort! W rzeczy samej --> PAMIĘĆ - przede wszystkim o antenatach, którzy nie mieli łatwiejszego życia od nas, a wręcz przeciwnie, i również poszukiwali wartości, czasem używali siły czasem martyrologii narodowej, różnie bywało, np. w Irandii Płn. konflikty między republikanami a lojalistami w zasadzie od lat sześciesiątych do prawie końca wieku, a Polski umęczonej nie było wcześniej na mapie politycznej przez 123 lata. Potem Wojny Światowe. Komunizm. Więc co tam niedosyty twórcze czy walki wewnętrzne z charakterologiczną butą. Zresztą tekst nie ma za wiele wspólnego ze mną, jak to u mnie często się wydarza: jest perspektywą opisu, tylko fikcyjnego stanu ducha- zaprojektowanego na potrzeby tekstu, tutaj akurat takiego. Stary tekst, o czym zdaje się pisałem. O czymś trzeba opowiadać. 

 

a... z gwiazdami piękna metafora ci się zainstalowała w świadomości. Patrzeć w gwiazdy smucić się tęsknić - po co? - gwiazdy przychodzą do nas wystarczy spojrzeć w tafle wypaśnego baseniku pod rezydencją, w szklaneczkę z procentami, w ich oczy komercyjne i urocze - niestety tylko w formule WYOBRAŻENIA, bo statystyczny człowiek np. ja myśli na co dzień o sprawach przyziemnych i musi kombinować by istnieć. Najważniejsze zdrowie i czułość (tak jak to podsumowałaś), miłość jest najważniejsza. Miłej niedzieli Dag. Pouczająca ważna dla mnie --> to była dyskusja. Wirtualny kwiatek i koniczynka dla Ciebie --> Cze!

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dag, Słoneczko-jeśli tak mi wolno?, nie musisz dokładnie odpowiadać na kwestie zawarte w moich odpowiedziach na twoje komentarze. Po prostu "rozpisałem się", bo dyskusja z Tobą jest mega wciągająca, dyskutowaliśmy o motywach naturalizmu w poezji, ustaliliśmy, że wpisujesz się w ten pasjonujący układ zafascynowań, dalej pisaliśmy o Oscarze Wilde i jego ekscentrycznym sposobie traktowania życia i wielu innych zaletach w perspektywach artysty, o nieodżałowanym Krzysztofie Krawczyku - tutaj z szacunku, Wielki Człowiek!, --> na marginesie dopowiem: gdzieś w mediach obiła się mi o uszy dyskusja z jednym z Trubadurów - zdaje się z panem Marianem Lichtmanem, w dzień pogrzebu Ś.P. Krzysztofa Krawczyka opowiadał o Nim - a mianowicie - jak to pan Krzysio szedł z nim po ulicach Łodzi i rozdawał pieniądze. Co podszedł do niego gość i poprosił o złotóweczkę to pan Krzyś mu bach 50 dych odpalał. Niech się człowiek cieszy mówił Marianowi. Sam to słyszałem WCZORAJ. Ale Krzysztof  Krawczyk był  też filantropem i na szczytne cele hajsik przeznaczał. Piszę o tym, bo wyszłaś teraz z kwestią dobrego serca Krzysztofa Krawczyka. A na pogrzebie biskup piosenkę pod gitarę odśpiewał - oglądałem transmisję - widziałem i słyszałem-  a na cmentarzu ksiądz wiersz odczytał do niego wcześniej zaadresowany jako tekst do piosenki.

 

NIE TRUDŹ SIĘ I NIE PRZYKŁADAJ WAGI I MERYTORYKI DO MOICH ODPOWIEDZI NA TWE KOMENTARZE. Żyjmy w komforcie- jeżeli chcesz oczywiście pisz do woli. Zawsze odpiszę, bo dobra jesteś dziewczyna. Napisz tylko co to ten "neokatechumenat", to jakieś świeckie wspomaganie misji katolickich? Tak biegły w tych religijnych tematach nie jestem. Zrozumiałem, że rodzice twoi zmienili wiarę. Tak? Dla mnie to nie stanowi problemu w traktowaniu ludzi. Wiara jest subiektywna. Jako katolik nie proponowałbym nikomu takich decyzji, no ale życie ludzi weryfikuje. Nie jestem też cyklicznie praktykujący, więc "przyganiał kocioł garnkowi", jak to mówią: życie, życie, życie. Miłych snów życzę ☺

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rozumiem w takim razie, że tekst przypadł do gustu. Oj, to bardzo mi miło. Od "fundamentalizmów" wszelakich mi daleko, ale rozumiem że w tym wypadku chodzi o twoją integralność z klimatem tekstu - o czym piszesz na wstępie. Dziękuję za dobre słówko pod utworem. To fajnie.  Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dokładnie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Teraz pełna zgodność. Fundamentalizmy zawsze nam wszystkim ludziom dobrej woli próbującym zabawy ze słowami - dwuznacznie kojarzą, dlatego napisaałem jak wyżej. Antropologia, historia, praprzyczyny - ZAWSZE Jeszcze raz - dzięsk! 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Acha. Teraz rozumiem dokładnie pojęcie „neokatechumatu”. Co za niebywała i piękna historia twojej Rodziny. Powiem szczerze, nawet nie przypuszczałem, że na portalu poetyckim poznać dane mi będzie tak WSPANIAŁĄ OSOBĘ jak Ty. Zaskoczyłaś mnie na całej linii wyobraźni. Już zacząłem pisać o Tobie z dużej litery. Wyobrażałem sobie Ciebie, jako osobę zupełnie innej kategorii. A Ty jak rozumiem masz niemalże - PREDYSPOZYCJE GENETYCZNE- a przynajmniej przygotowanie wychowawcze i predylekcje dla istoty DOBRA i jego wszelkich pochodnych. Teraz zaczynam rozumieć, że to zamiłowanie do dendrologii i natury ogólnie ma podstawy u Ciebie nie tylko jako metoda życia i ekologiczna świadomość - chociaż takowe również - ale to też jest teowychowawczy konstrukt. Poglądy i styl życia rodziców musiały mieć wpływ na wysoki poziom twojej  kultury osobistej i szacunku dla samego człowieka i otoczenia - dla biowymiaru który uważasz za tak ważny- co - KURIOZUM- dopiero teraz zauważam. To ja raczej powinienem uczyć się od ciebie podstaw rozumienia Boga-jako imperatywu szerokorozumianego, bo całe życie twe w dzieciństwie oscylowało naturalnie wokół szczytnych idei rodziców i kościoła. Zacne podstawy! Dlatego od dziś będę Ciebie traktował w sposób szczególny. Chociaż to nie ma znaczenia, bo nie jestem kimś ważnym.

Zastanawiam się teraz dlaczego pomimo takiego wychowania odeszłaś od tradycji wiary? Skoro ciągle masz tak wielki szacunek dla tych wartości? Czy może wynika to z faktu przeżywania ogromnych obciążeń etycznych z powodu tego koniecznego podporządkowania dla tych zacnych zasad w rodzinnym domu? I zapragnęłaś po prostu większej swobody już w dorosłym życiu? Tak sobie to teraz wyobrażam-tłumaczę, byłby to całkiem ludzki odruch dość naturalny. Ja sam często mam problemy z praktyką wiary - z teorią nie - tylko z praktyką, a jakbym miał mieć w rodzinie katechumenat to miałbym z tym duży problem. 

 

Cieszę się, że "pobiegłaś" we śnie, na pewno to nie moja zasługa, takich układów w górą to ja nie mam. hahaha Czasami napiszę tu kilka zdań o tym jak widzę i czuję perspektywy widzenia wiary, ale nie ma tu żadnych uwarunkowań, ani inklinacji moich z prawem czy instytucją jaiegokolwiek Kościoła. Jestem zwyczajnym świeckim katolikiem i jeżeli ktoś pyta o sprawy sumienia to spontanicznie odpowiadam. A ciągle tu jakoś układają mi się komentarze w sekwencje okołokatolickie, a przecież nigdy tego nie planuję?, nigdy!, jednak tak wychodzi. Chyba to wynika z faktu, że ludzie mają głęboką potrzebę w rozmawianiu o religii, dlatego tak wiele wątków - zresztą nie tylko u mnie - podąża w tym kierunku, ba ja sam też nie odbiegam od większości, skoro wchodzę w takie konwersacje. Ale to zawsze budzi kontrowersje, i człowiek często ma potem dość. Sytuacje są permanentne wrzucam wiersz powiedzmy z zakresu opisu historii a dyskusje zmierzają do religii. Dziwne, lecz tak u mnie wydarza się często. Nie mam na to wpływu. Serio.

 

Na szczęście, zajrzałem tu do was z tym jednym wierszem, i planuję wydłużyć przerwę w publikacjach tekstów tutaj na portalu, odwiedziłem Was, bo zatęskniłem za Państwem, i chciałem poczytać wasze teksty. 

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...