Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

rozdzieleni
okopami gniewu
szarym krwiobiegiem
drzew
spod głów
wystają
kamienie niewiary

nie rozgrzeszaj mnie
przed snem

niepokój ma dziwny
smak

Opublikowano

Izulko, muszę zrobić sobie niewielką przerwę w pisaniu ..... nabrać skrzydeł ...polotu ....WENY, jeszcze troszkę i wyjeżdżam ale obiecuje powrócić i coś tu dorzucić , zobaczymy z jakim skutkiem.....Nie dziękuj kochana , to ja dziękuję , że jesteś ....cmok

Opublikowano

Jay Jay dziękuję również za plusy cha cha cha ;-) i dodanie komantarza.Pozdrawiam.

Opublikowano

Dzięki Włodku :-), obiecałam Izie gniota ..zakalca hmmhmh a tu , jakże miło .Pozdrawiam .

Opublikowano

Witaj Vero ;-) już popołudniowo ....niepokój ma słodkogorzki smak , odczuwają go nie tylko kubki smakowe ale duchowe pokłady...Nie myśl zbyt długo.Pozdrawiam i dziękuje za plusa :-)))

Opublikowano

StukPuk witaj , miło mi , że choć niezbyt rozległy wiersz , to uchwycił celnie Twoje spojrzenie.Pozdrawiam Cię serdecznie :-))))

Opublikowano

Uuufff....ulżyło mi ;-) AgnesKO cha cha , dzięki za słowa i obiecuję poprawę .Cmokuś ;-)

Opublikowano

"nie rozgrzeszaj mnie
przed snem"

Właśnie się kłaść miałem, ale widzę, że dobrze, że jeszcze nie teraz :) Te dwa wersy szczególnie mi się spodobały: lubię takie teologiczne konotacje. Podobał mi się też szary krwioobieg i podobała się pointa. W trzech słowach: jam na tak.

Dzięki, Antek

PS. Zapomniałbym - fajny tytuł.

Opublikowano

Witam Cię Antoś już przed południem :-), mam nadzieję , że noc była cicha , bez zbędnego bicia się w piersi.Dziękuję za komentarz i cieszy mnie to , że podobało się .Pozdrawiam serdecznie :-)))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...