Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dedykuję Lady Marion.


Ludzie bez przerwy zarzucają mi komercjalizm. W porządku, ale czy jest ktoś z piszących, kto nie liczy się z ewentualnym zyskiem? Czy są ludzie, na tym świecie, kto choć raz wzięli długopis do ręki, poczuli potrzebę pisania, i nie marzą o tym by sprzedać swoją twórczość? Czy można być jednocześnie motorniczym i wielkim pisarzem?
Owszem, zgadzam się, że komercjalizowanie się odbywa się często ze stratą dla jakości dzieła ale na miłość boską nie w przypadku literatury! Czy książka wydawana w milionach egzemplarzy, przynosząca wielki dochód autorowi nie ma prawa być wielkim dziełem? Czy wielkość jej ocenia się przez pryzmat przynoszących dochodów czy raczej ze względu na wartości estetyczne, które sobą niesie? Czy książka popularna, taka, którą możną nabyć w pierwszej lepszej księgarni nie może być arcydziełem? I w końcu, czy autor , który marzy o tym by zarobić na swej książce nie jest artystą? Czy to powód by skazywać go na potępienie? Pytam się?
Mówisz mi, że lubisz Coehlia...kim on jest? Artystą czy sprzedawcą dzieł? Karierowiczem czy może wielkim pisarzem? Kto mi odpowie na to pytanie? Jaką miarą oceniać twórczość takich pisarzy? Ja za nim nie przepadam ale to moja sprawa. Kwestia gustu.
Powiesz pewnie: ”To nic, liczy się podejście... ” Ja ci odpowiem: „ I co z tego?” i zapytam raz jeszcze:” Czy ktoś kto chce przekazać ludziom swoją twórczość może nie liczyć się z ewentualnym zyskiem? Czy ktoś kto myśli w ten sposób nie jest już artystą? Nie ma nic do przekazania? Cierpią na tym jego utwory? Czy ktoś kto pisze romanse, powieści sensacyjne, horrory nie jest artystą?
Zastanawiając się nad tym, proponuję oddzielić komercjalizm od materializmu i optymistycznie patrzeć w przyszłość, bo co jak co, ale słowa obronią się same. Pod warunkiem, że...

Opublikowano

Witam Piotrze. Poruszyłeś bardzo ważne zagadnienia. Można na ten temat dyskutować godzinami, dniami i miesiącami, a złotego środka i tak nie znajdziemy. Wydaje mi się jednak, iż na osiągnięcie sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie (w tym wypadku mówimy o pisarstwie) mają wpływ różne czynniki. Pozwolę sobie wymienić kilka z nich, a mianowicie:
- predyspozycje, talent czy jak to nazwać (to tylko znikomy procent - nie cieszmy się zawczasu ;-))
- chęć doskonalenia swoich umiejętności
- świadomość swoich mocnych i słabych stron
- ZDOLNOŚĆ DO PRZYJMOWANIA KRYTYKI (BARDZO WAŻNE!)
- umiejętność wyznaczania celów
- wytrwałość w dążeniu do celu
- pojawienie się w naszym życiu ludzi, którzy mogą być nam pomocni (nie oszukujmy się - jesteśmy wzajemnie od siebie zależni, w mniejszym lub większym stopniu)
- sprzyjające okoliczności (aktualne trendy - akurat tak się składa, że tworzymy to, co w danym momencie jest modne; pamiętajmy jednak, że to tylko jeden z czynników, to nie wyklucza sukcesu w innego rodzaju twórczości)
- motywacja niematerialna (sława, zyskanie podziwu otoczenia, poczucie bycia kimś nietuzinkowym)
- motywacja materialna - pieniądze
Te i wiele jeszcze czynników mają wpływ na osiągnięcie sukcesu. Teraz nie mam zbyt wiele czasu, spieszę się do pracy. Powiem tylko, że nie widzę nic zdrożnego w tym, że twórca zamierza czerpać korzyści materialne ze swojego utworu. Przecież jeść trzeba, prawda? Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu :-)

Opublikowano

Każdy z nas jest dziwką. Może to niektórych obrazić, ale przyjrzyjmy się faktom. Nieważne co robimy, ponieważ i tak sprzedajemy część siebie, swojego czasu i swojego ciała w zamian za korzyści materialne.
Komercjalizm? Pojęcie względne i oględne, więc chyba nie ma o czym dyskutować. Sztuka dla sztuki zdarza się nieczęsto i z reguły przechodzi obok nas niezauważona. Wszystko, co piszemy w mniejszym lub większym stopniu to komercja (najczęściej w większym).
" Czy książka popularna, taka, którą możną nabyć w pierwszej lepszej księgarni nie może być arcydziełem?"
"Imię róży" Umberto Eco jest ogólnie dostępna, więc tutaj już mamy odpowiedź. Jednak z drugiej strony jest "przebój" ostatnich miesięcy, czyli "Kod Leonarda da Vinci" - literacki koszmarek.
"Mówisz mi, że lubisz Coehlia...kim on jest?"
Mogę odpowiedzieć? Jest wytworem dobrego działania marketingowego, bo dobrym pisarzem raczej nie.
Artyzm... przychodzi sam i nic do niego nie mają dochody czerpane z twórczości, które w ogólnym rozrachunku nie różnią się niczym od pieniędzy zarobionych przy kopaniu rowów.

Tyle na początek
Bom zmęczony okrutnie
I zatracam wątek.

Opublikowano

Długo myślałem co Ci napisać. Więc tak. Przychodzą do Ciebie z Bartelsmana i mówią:
- Masz tu 20 000 euro i ty pisz dla nas. Spodobało nam się to.
Myślisz. Coś jest nie tak. Przecież wolisz skrobać na boku, chleb zapijać wodą i czasem powąchać swąd z chińskiej knajpy jako ekwiwalent do czerstwego chleba z masłem. Twoja pustelnia jest twym domem i żadne komercje do niego dotrzeć nie mogą.
- Panowie, no co wy - mówisz - Kupić mnie chcecie? Moje słowo nie na handel!
- Ale jak to. My kasę wykładamy. Nie fersztejn!
- Nici, panowie. Ja nie na sprzedaż jestem.
- Ale my czek mamy, ja?
- Dajcie na ofiary tsunami - mówisz wspaniałomyślnie - A mnie dajcie spokojnie tworzyć.
Dają czek i odchodzą...

Wiesz co, Piotr. Ja chyba szorta o tym napiszę. A póki co, pracuję 8 godzin dziennie, a piszę ledwie 2. Jeśli masz receptę, jak te proporcje odwrócić, będę zobowiązany. Natchnienie mam jak jasny gwint, tylko czasu mi brakuje. Żeby wydać Podstawionego, wziąłem zaliczkę na poczet pracy mgr, którą musiałem napisać... Daj znać, pójdę za Twoją radą...

Opublikowano

u mnie jest gorzej. Pracuje 24h na dobe,czasem miewam wolne a pisze w wolnych chwilach gdzie popadnie...niektórzy jednak mówią mi głupie rzeczy,że jesli nie pisze w pierwszej osobie, wiesz,emocjonalnych odczuc to z zamierzeniem by sprzedać...i to już nie ma nic wspólnego ze sztuką. I wiesz co? Gwiżdże na to...pomyślałbym o tym chętnie w drodze do banku, ale póki co...pozdrawiam serdecznie....

Opublikowano

Biedni jesteśmy, ale to nie znaczy, że nasze wypoty to głupoty. A prawda może też być taka, że po śmierci, ktoś na Tobie dorobi - spadkobierząc :) To może lepiej coś za życia sprzedać i choć urlop sobier zrobić...

Opublikowano

Słuchajcie, to jest fakt, można nie zdążyć za życia. Ja jestem biedna jak mysz (nie tylko kościelna, bo ogólnie myszy też mają się coraz gorzej, nie? ;)), coś tam skrobię od czasu do czasu, nie powiem - marzę, że może kiedyś coś tam, gdzieś tam... uda mi się sprzedać. A jeśli nie, to dzieci mogą coś z tego wydusić, albo wnuki może...
Opcja, że nic i nigdy z tego nie wyjdzie nie jest zbyt pocieszająca, ale jakże dotkliwie realna, moi Drodzy Umiłowani w Piórze...
Pozdrawiam :-)

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

To bardzo ciekawy temat, który poruszyłeś. Jestem podobnego zdania
jak większość piszących i dodam, że najlepiej się pisze, przy pełnym
żołądku. Kiedy nie musisz się martwić o dzień jutrzejszy, gdy wystarcza na
czynsz, opłaty, chlebek i coś do chlebka. Nie wspomnę o rozrywkach
intelektualnych. Niestety, nie wszystkim się dobrze powodzi więc borykają
się z różnymi trudnościami. Ci co trochę odskoczyli, zazwyczaj kurczowo
rękami, zębami i czym się da, bronią swoich pozycji pogardzając tymi,
którzy dopiero wstępują na tę trudną drogę. Oczywiście nie dotyczy
to wszystkich. To nie wstyd pisać i brać za to pieniądze. Wstydem jest
poniżanie nas, brak prawdziwej opieki nad tymi, którzy piszą, wyśmiewanie
publiczne błędów, które można poprawić, ubliżanie poetom przez
każdego kto ma na to ochotę itp. Takie metody zniechęcają do pisania,
zwłaszcza bardzo wrażliwych ludzi. To dlatego część z nas kryje się pod
nickami, by nie szargać własnego nazwiska. To dlatego wolimy być anonimowi,
choć wielu z nas ma już swój dorobek w postaci np. wydanych tomików,
często kosztem wyrzeczeń.
Życzę wszystkim, by nasze pisanie było jedną z największych albo największą
radością. Byśmy nie musieli pisać gniotów - dla chleba. Aby wreszcie przestali
nas obrażać krytykanci. Abyśmy nie mieli kłopotów, które powodują
niepowetowane straty, kiedy tracimy zdolnych ludzi z powodów wyżej opisanych.
By wreszcie poeta znalazł swoje właściwe miejsce "na rynku".
Pracujcie, zarabiajcie ile można. Nasze pisanie to nasza praca. Pozdrawiam. NN

  • 8 miesięcy temu...
Opublikowano

nie zgodzę się z generalizowaniem, że pełny żołądek pomaga (a znacie kawałek Kazika Na Żywo "Las Machinas de la muerte? - "artysta głodny jest o wiele bardziej płodny"). Kiedy mam to, co chcę to nie chce mnie się pisać. Ogólnie trudny temat i łatwo zabrnąć w ślepy zaułek. Pisanie i jakość twórczości (w aspekcie komercyjnym) to bardzo indywidualna sprawa.
Pozdrawiam wszystkich!!!!

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Całkowicie się zgadzam, ale teraz ludzie jakby mniej odporni i niejednemu w / po jednej złej chwili wali się świat. Pozdrawiam
    • @Waldemar_Talar_Talar Nasze życie jest wszystkim, co mamy, a nie jest tylko nasze. Nikt z nas nie zdoła się go dokładnie nauczyć - skoro żyjemy pierwszy raz. Wszystko co nas w nim spotyka jest "przyprawą istnienia", darem - tak cierpienie, jak szczęście. Cieszmy się, że zostaliśmy zaproszeni na tę ucztę... przez Kogoś. Pozdrawiam Serdecznie :-)
    • Molo było niewielkie. Pełne gnilnych glonów,  rozprutych desek  i wymytych przez fale kłód, mających utrzymywać konstrukcję w całości. Czuć było pod gołą stopą  każdą zmianę natężenia wody, każdy silniejszy podmuch wiatru, każdy ruch piasku na dnie. Było mi tu swojsko. Niestabilnie i wrogo. Nawet balustrada była cała we rdzy. Siedziała na niej grupka rybitw. Rozmawiały w ptasim języku, przekrzykując się nawzajem, niczym emerytki osiadłe przez cały dzień na parkowej ławce. Gdy tylko się zbliżyłem ucichły, obrzucając mnie nienawistnym spojrzeniem. Zerwały się do lotu skrzecząc dziko. Rozpostarły swe skrzydła  nad samym lustrem tafli. Dopiero w połowie toni, wzbiły się w nisko osadzone chmury. Zniknęły mi z oczu. Moim żywiołem nie jest woda ani powietrze. Jest nim ogień rozpalający pokłady nieskończonej samotności i odseparowania. Jest nim ziemia. Doskonale zimna i wilgotna. Pokryta mchem, koniczyną i robactwem. Mam nadzieję, że kiedyś mnie przyjmie. Moje zastygłe w śmierci ciało  i bladą, sosnową trumnę. Żaby wesoło rechotały  w przybrzeżnych szuwarach. Czasami ryba wzburzyła wodę, łaknąc w swe skrzela,  dawki ożywczego tlenu. To znów liść zniesiony tu  przez północne podmuchy  osunął się z gracją na falę. Był suchy i martwy a jednak mimo wszystko drwił sobie z tego. Nie zamierzał tonąć. Przeciwnie. Tańczył w tę i z powrotem, próbując się przystosować  do energii i klimatu nowego miejsca. Ważki obsiadły wodne pałki i lilie. Drzemały w cieple sierpniowego upału. Nawet drapieżnikom należał się wolny dzień. Urlop od instynktu zabójcy. Rodzina kaczek podpłynęła bezgłośnie. Zadzierały łepki ku mnie, czekając na porcję suchego chleba. Dla nich to trucizna. A ja nie jestem mordercą. Wyobraziłem sobie siebie w wodzie, patrzącego na Ciebie jak te kaczki. Prosiłbym o koło ratunkowe. Ale dla mnie ratunek to trucizna. Nie potrafię pływać w tej mętnej zupie, którą nazywa się życiem. Utonąłbym na Twoich oczach. Z korzyścią dla obojga. Na plaży opodal zebrał się już mały tłum. Byłaś tam i Ty. Leżałaś na niebieskim kocu, ubrana w piękny dwuczęściowy, biały kostium. Uwielbiasz lato, wodę i słońce. Kochasz życie. Opalanie swych doskonałych krągłości. Błogość zatrzymania chwili relaksu. Kochasz być dopieszczona naturą. Całowana promykami. Muskana letnią bryzą. A mnie dzień boli, nęka, zabija. Wygania mnie w cień, noc  w niespokojny, koszmarny sen. Słońce mnie rani.  Oślepia. Wiatr przynosi podszepty o rychłym końcu. Jak można nie lubić lata? Jak widać. Trupy wolą mgły listopadowe. Przenikliwe, wilgotne zimno. Zamiecie, zawieje i dobrotliwe,  szczere łzy deszczu. Dłonie i stopy kostnieją wtedy na dobre a serce zamiera w piersi. Obiecałem Ci  wieczorny spacer po promenadzie. Kolację, lody i kwiaty. Dla Ciebie te najpiękniejsze. Dla mnie te złe. Są moją obsesją i inspiracją. Piękno które gnije na moich oczach. Wszystko wokół wspaniale gnije, bo życie jest jedynie  skuteczną do bólu trucizną.  
    • Zabrali Ci parasol chociaż pada deszcz potykasz się o krople  które są jak kamienie.    Nie masz siły iść dalej wszystko jest przeciwko  nawet niebo nie pomaga.   Na prawo i lewo rozrzucasz myśli wszędzie ich pełno zaznaczasz nimi swój teren.   Nie będą Cię widzieć i nie usłyszą krzyczysz głośno Twój głos  znika gdzieś w zaroślach.   Tam gdzie kwitną kwiaty podsycasz rośliny swoimi łzami  jesteś jak lód który topnieje.   Czas zatacza koło idziesz razem z nim dlaczego tak daleko i dlaczego nie wracasz.   Krople rosy zamienione w deszcz ogromne jak głazy i twarde jak lód kiedyś stopnieją Ty razem z nimi.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...