Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Musiał go zabić. Unicestwić raz na zawsze. Tyle mi krwi napsuł – pomyślał sobie – że została we mnie sama woda. Stał blisko ściany wysokiego czteropiętrowego budynku. Obmyślił plan bardzo dokładnie. Wiedział na sto procent, że pojutrze właśnie o tej godzinie, on tu będzie stać. Dokładnie w tym miejscu. Znał aż za dobrze jego zwyczaje. Przychodził tutaj tkwił jakiś czas i na coś się gapił.

 

Nie obchodziło go, na co tak patrzył. To był nieistotny szczegół. Nie miał żadnego wpływu na jego plan.

 

Miał natomiast wpływ: przełącznik czasu. Najnowsza nowinka w ich świecie. Co prawda, można go było użyć tylko dwa razy w całym swoim życiu, ale taka ilość w zupełności wystarczy. Zresztą wykorzysta tylko jedną.

 

Na skraju dachu, dokładnie nad tym miejscem, stała stara kamienna figura. Była tak zniszczona, że trudno było określić, co właściwie przedstawia. Wiele razy zgłaszano, że stoi tam na słowo honoru i w końcu komuś na głowę spadnie. Przyznawano racje, że tak... słusznie mówicie, ale nic w tej sprawie nie zrobiono.

 

I bardzo dobrze – pomyślał sobie. Wystarczy, że ją popchnę o właściwej godzinie. Jego zakichana mściwa mózgownica, pęknie jak dojrzały arbuz. Wyleci z niego całe pieprzone zło. Zostanie wdeptane w płytki chodnikowe. Rozmazane na wszystkie strony. Aż wreszcie przetarte w nieszkodliwy pył.

 

Przecież będzie stał dokładnie pod nią. Cztery piętra niżej.

 

Następnego dnia wszedł na dach. Spojrzał na nią. Stała na samej krawędzi. Teraz, z takiej perspektywy, wydawała się o wiele większa. Biały gołąb, który na niej przysiadł, by dołożyć swoją lepką cegiełkę, chwiał się razem z nią w porywach wiatru. Podfruwał co chwila, jakby pełen lęku, że zabierze go ze sobą w swoją ostatnią podróż.

 

Obiekt do likwidacji miał tam stanąć dopiero jutro.

 

Z przyczyn rodzinnych nie mógł tak długo zwlekać. Dlatego teraz tu był. Niebawem jego zegarek wskaże właściwą godzinę. Wiedział, że nie będzie problemu. Wystarczy silnie pchnąć. Zmieniacz czasu był włączony.

 

Tu na dachu było dzisiaj. Tam na dole: jutro.

 

Dochodziła godzina zrzutu. Sekundy się wlokły jak w gęstym syropie. Nie musiał patrzeć w dół, czy na pewno tam stoi. Był tego pewien. Zawsze stał. Spojrzał jeszcze raz na zegarek. Rozhuśtał ją. Chwiała się coraz bardziej.

 

Biały ptak sfrunął na jego rękę. Jakby chciał mu coś przekazać. Po chwili odleciał.

 

Wreszcie nadszedł upragniony moment. Za chwilę będzie po wszystkim. Jego utrapienie zniknie raz na zawsze. Będzie mógł spokojnie żyć. Zrealizuje swoje marzenia. Bez żadnych dokuczliwych przeszkód. Jeszcze tylko jedno zbawcze pchnięcie. Trochę mocniejsze, by zakłócić rytm w kierunku przepaści.

 

Poleciała.

 

Odruchowo otarł pot z czoła. Nieopatrznie włączył: zmieniacz czasu.

 

Znalazł się cztery piętra niżej.

Na chodniku.

Wczoraj.

Na linii jej lotu.

 

Chwilę przedtem nim go zmiażdżyła.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w czarnym ogrodzie opowiesz mi wszystko   w czarnym ogrodzie nie mogę być blisko   słowa rzucane z kamieniem o drzewo   rozejrzyj się drugi masz serce po lewo   marzę o wiśniach czerwonych na liściach   otwarcie zamknięci miłością ujęci   gorycz otula wiatrem przeklętym   patrzę na Ciebie cieniem objętym   czerni przeniknę zostawię nadzieję   wierzę że wróci   nim się przemienię...   @Achilles_Rasti

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Wiersz bliskiej mi osoby... publikuje za jej zgodą :)  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...