Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sytuacja w Karabachu trwa od chyba 40 lat. Nie interesuje się polityką zagraniczną specjalnie, ale wiadomości bieżące docierają do mych uszu. Szkoda ogólnie ludzi, tylko taka konkluzja, można by sparafrazować powiedzonko o Damaszku i Diable, na takie: w dalekim Karabachu siedzi diabeł na dachu. Na szczęście nie nasze to sprawy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rozumiem martyrologię narodu ormiańskiego, określa się to czasem drugim holokaustem. Ale tutaj to konflikt azersko-ormiański, rozumiem, że sprawy miały początek powiązany z Turcją. Nie znam dokładnie tematu, i podstaw konfliktu, wypowiadałem się tylko z powodów stricte humanitarnych. Po prostu żal ludzi, gdy uczestniczą w konflikcie z użyciem broni, a to sprawy bieżące, jak wnioskuję dlatego Iwonka napisała ten tekst. Mnie interesuje Polska, nie mam zamiaru analizować spraw z zewnątrz, nie znam się na tym. Polacy mają swoje sprawy w NATO.  

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Że się też wtrącę Marku. Mam takie wrażenie, że organizacje narodowe chętnie wtrącają się w pomniejsze sprawy. Natomiast jak konflikt jest naprawdę poważny- umywają ręce (np. Rwanda). To się też przekłada nawet na zwykłe kontakty sąsiedzkie.  Ludzie wściubiają  nos z kim sąsiadka śpi, ale jak już się krew leje i noże latają to siedzą cicho ze strachu. No, któryś tam zadzwoni po policję i tyle.

Edytowane przez iwonaroma (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@iwonaroma Erdoganowi jest potrzebna nowa, mała i zwycięska wojna bo walczy o pełnie władzy i przywództwo w islamskim świecie, a nic tak dobrze nie robi jak pokazywanie siły. Nikt za Ormian umierać nie będzie, a organizacje są zupełnie bezradne. Zobacz, co było z Kurdami, też ich spacyfikował, a amerykańscy sojusznicy ich zostawili samych. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Tak, są osobowości, które dla władzy zrobią wszystko. Sulejman zabił swego najdroższego przyjaciela a także  własnego syna! bo w pewnym momencie uznał, że mogą stanowić dla niego zagrożenie... Ale to nie tylko Turcja, wiadomo. Żaden kraj nie jest wolny od takich ludzi, historia to pokazuje. 

Opublikowano

Podobno żadne kijki do nordic-walkingu czy sprzęt alpinistyczy jak choćby czekan trzymane w ręku nie dorastają do pięt odczuciu i natychmiastowemu przypłuwu mocy jaki daje -kałach. Dasz takiego chłopku-roztropku wzwód członka gotowy. Idąc dalej tym beszczelnym tokiem myślowym po naciśnięciu spustu - orgazm gotowy.

Chciałoby się krzyknąć najgłupsza strzelanina świata, ale ci co w niej biorą udział mają jeden argument po swojej

stronie - o wiele głupsze by było dać bronii zerdzewieć i jej nie użyć ani razu.

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Opublikowano (edytowane)

Czytam państwa i w zasadzie jako kompletny laik w dyskusji podkreślam jeszcze raz swój punkt widzenia, to znaczy żadne konflikty z użyciem sprzętu wojskowego do celów agresji nie są dobre. Natomiast ja chciałbym stanąć trochę w obronie tych Amerykanów, do których braku reakcji w sprawie Ormian odniósł się @Marek.zak1, otóż Amerykanie moim zdaniem nie są od tego, by w każdym zakątku globu pilnować porządku i używać perswazji. Działają w sprawach strategicznych. A ten rejon jest pod wpływami innego mocarstwa. Poza tym wspomniana Turcja należy do NATO, moim zdaniem nie trzeba wywoływać jakiś nacisków w układach tak czułych, bo polityka bywa wredna. Nie żebym był jakimś fascynatem polityki Turcji, ale to strategiczne państwo, a najważniejszy jest pokój globalny. Wszyscy o tym wiedzą i wszystkim na tym zależy, szkoda tylko, że Ormianie mają gorzej. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

A ja się nie zgodzę z Tobą @Tomasz Kucina i ustami komika, filozofa i myśliciela jednego z lepszych w mojej skromnej opinii amerykańskiego Georga Carlina, powiem - Amerykanie potrzebują wojny tak jak kania dżdżu. Żadna inna nacja w tylu zakątkach świata i na tylu frontach nie bierze i nie brała udziału. Być może sam fakt, że drugą nację w środkach przeznaczonych na zbrojenie prześcigają dziesięciokrotnie (na pewno kilkukrotnie ;) nie będę teraz srawdzał) - mówi prawie wszystko za siebie.

 

 

Wszystko jest powyżej podpisuję się wszystkimi kończynami pod tymi słowami.

Nieodżałowany George.

 

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Widzę, że byłeś już szybko i perfekcyjnie przygotowany na krytykę USA, bowiem dosłownie po kilku chwilach wyrzuciłeś ten link na portal? Chciałbym tylko zauważyć, że dyskusja dotyczy regionu i państw skonfliktowanych, co do których USA nie ma obowiązku bezpośredniej reakcji, bo geopolitycznie to trochę daleko do Ameryki leżą – chyba musisz przyznać? Więc ja „postawiłem” tu przed chwilą komentarz o ostrożnym i zdystansowanym stosunku do sprawy tego konfliktu Stanów Zjednoczonych, a ty dokładasz mi link w zasadzie z zarzutem rzekomo o nadwrażliwości działań USA w polityce międzynarodowej. Rodzi się więc zasadne pytanie: czy zrozumiałeś to o czym pisałem przed chwilą?, czy kompletnie stoisz w amoku?, bo ja ja pisałem o ostrożnym pomiarkowaniu w tym konflikcie azersko-ormiańskim Stanów Zjednoczonych? Więc jak to jest naprawdę? Piszesz, że się nie zgadzasz ze mną. Coś tu nie halo? Otóż się zgadzasz, skoro wstawiasz mi link z absurdalną lewacką propagandą w której notabene krytykuje się zaangażowaną politykę zagraniczną USA i przy użyciu wulgarnych genitalnych porównań, przecież to jest tak obsceniczne, że nie nadaje się na wizualizacje i prezentacje publiczną?. Ja do takich metod perswazji nie mam zamiaru się odnosić.

 

Ogólnie uważam, że USA jest gwarantem globalnego pokoju na świecie i naturalnie to musi powodować ich częstsze reakcje w świecie, na pewno nie ma to nic wspólnego z rasami i fallusami. Nie są Stany Zjednoczone siewcami imperializmu, wręcz przeciwnie. I to jest moje zdanie w sprawie. Szkoda, że nie zauważyłeś, że brak reakcji broni i strategii USA w obu wojnach światowych XX wieku czyli ten pasywizm o który zabiegasz, spowodowałby że dziś pewnie mówiłbyś po niemiecku, albo chodził w pasiakach. Takich rzeczy oczywiście nikt nie bierze nawet pod uwagę. Tyle z mojej strony.

Opublikowano (edytowane)

To Ty wprowadziłeś cichcem do dyskusji i sam się ustawiłeś poniekąd w obronie jedynego gwaranta porządku Świata to jest Stanów Zjednoczonych :D - dopóki dopóty to jest ich porządek Świata. Wpierw musiałbyś udowodnić:

a) lewackość temu Panu (George Carlin), który uwaga jak nie lewak nazywa rzeczy po imieniu, ba stał za życia zawsze na straży języka i słowa oraz wszelkich zmian, które ta lewackość (którą Bóg wie raczyć czemu wprowadziłeś do dyskusji) wszystkimi możliwymi drogami wprowadziła.

[Nie zauważyłem by wcześniej w dyskusji ktokolwiek poruszył temat lewackości. (chyba, że coś mnie ominęło)]

b) moją lewackość. Zapewniam Ciebie, że wojna (jakakolwiek) jest zdecydowanie bardziej obsceniczna, wulgarna i absurdalna niż to jak on o niej mówi i to jego porównanie. Wojna to gówno! I to mówię ja moimi ustami, a nie jakiś lewak. I tak każda wojna to nasz zasrany obowiązek by mieć o niej wyrobione zdanie i zająć wobec niej pozycję jest to tak samo ogólnoświatowe jak pandemia czy jakikolwiek wirus.

 

 

Ps. (po edycji) Rozumiem, że Irak, Afganistan, Libia to wzorowe demokracje i arabska wiosna oraz marsz ludów do Europy w ten porządek Świata się wpisują.

 

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bo tak uważam, i nie wykorzystuje do tego obscenicznych linków z twoim nickiem.

To była dyskusja o Karabachu, a ja odniosłem się do punktu widzenia Marka co do braku zaangażowania USA w politykę Ormian. I tylko dlatego, ciebie nic tam nie było?

 

Jak chcesz przemycać takie linki to proszę bardzo, wolność jest w necie, ale proszę bez mojego nicka, bo ja mam inny punkt widzenia i nie muszę w tym uczestniczyć. Możesz wrzucać takie obsceniczne linki ze swoim tylko nickiem, albo do osób które to lubią. To jest prosta uczciwa zasada. Już raz tak mi zalinkowałeś  z profanacją Krzyża, teraz powtarzasz zabieg. 

Co ty wypisujesz? Czy wyraźnie nie napisałem, że wojna to ZŁO! Przecież to była podstawa moich wcześniejszych komentarzy? O co tobie chodzi teraz? Wczorajsza debata Trumpa ciebie zbulwersowała czy jak? Za dobrze wypadł? Bo nie wiem jak to już sobie wytłumaczyć? W USA mają finał kampanii prezydenckiej, pomiarkuj, i wyluzuj. Dyskutowaliśmy o Karabachu i o tekście Iwony, a ty mi wrzucasz krytykę USA (powtarzam) z histerycznym linkiem, tak - uważam lewaka (moje wrażenie), jak to jest kultura wysokich lotów według ciebie --> to ja podziękuję tej dyskusji. Czego ty ode mnie chcesz?, przecież moje wypowiedzi poprzednie wyrażały głęboko zaangażowany pacyfizm i wykazywałem jasno o absurdalności jakichkolwiek konfliktów militarnych na świecie. Z autorem tekstu dyskutuj nie ze mną? Pomyliłeś adres.

Opublikowano

@Tomasz Kucina Tomku, nigdzie nie napisałem tego, a Amerykanów wspomniałem wyłącznie w kontekście  Kurdów, których byli sojusznikami, którzy walczyli z Państwem Islamskim i których zostawili na pożarcie Erdogana. Armenia nie jest sojusznikiem USA i musi radzić sobie sama, czy przy pomocy Rosji.   

Opublikowano (edytowane)

Oczywiście, że drugi największy amerykański komik (według Comedy Central) po Richardzie Pryorze to wysoka kultura ba najwyższa! To nie jest tylko krytyka USA, ale fakt ten link głównie do niej się odnosi. Niestety tu trzeba spojrzeć szerzej. Ten konflikt w Karabachu to też pokłosie tejże polityki.  Ktoś im tą broń sprzedał, ktoś ich dozbroił i zrobił na tym interes. Nie powiesz mi, że pasterze z Afganistanu wypędzili Związek Radziecki przy pomocy pasterkich kijków i bez pomocy USA. Nie powiesz mi, że ci sami pasterze i ich dzieci strzelają do Koalicji Zachodu z innej broni niż kupili wcześniej przy pomocy USA. Wystarczy spojrzeć kto w tym maczał palce (czyje służby) a najlepiej prześledzić transakcje i przepływ pieniądza. Zapewniam Ciebie, że USA już na tym konflikcie robi interes to raz, a za chwilę jeśli eskaluje o więcej krajów etc. to zrobią i na tym politykę.

 

ps. najpierw dozbroimy tych mniej niedobrych by walczyli z tymi gorszymi, a później na rydwanach  ognia pokażemy Światu jacy to my jesteśmy dobrzy - ba najlepsi i zaprowadzimy tam porządek.

 

a gdzie zasada - zło dobrem zwyciężaj?

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie widzę Marku pola do polemiki, między nami jest zgodność punktów widzenia, tak, pisałeś o Kurdach, i Erdoganie i przy okazji o Amerykanach, moim zdaniem porównanie sytuacji obecnej w Karabachu do sprawy Kurdów, było ciut nieuzasadnione, bo sugerowało tak jakby, że Amerykanie mieliby mieć obowiązek nacisku na Turcję, a Turcja to chyba jednak mega strategiczne państwo, i z nią należy ostrożniej, ale zgoda, może niepotrzebnie i z nadwrażliwością przeczytałem twój komentarz, to ten niżej, żeby było precyzyjnie z mojej strony. Wszystko ok. Zgoda.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Bosy, zwinny — jak małpka zgoła — z odpływem się zabrał w którymś lecie. Przed Pompaurdé chylił czoła, gdzie ptaki pieśnią rozpinają siecie. — Już świeca dogasa! z podwórza kwik się niesie! Co mówisz, co mówisz, dziecię?               Jack Featherwick?... 
    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji.   Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi  krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem.   Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata. Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca.   Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.   Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż?     Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.   W gabinecie ojca panował półmrok. Oficer śledczy siedział  naprzeciw mnie w skórzanym fotelu. Widać było na jego twarzy mieszankę zmęczenia, rezygnacji i powątpiewania  ale oczy mówiły zupełnie coś innego. Rozedrgany głos również. To był czysty strach. Cały czas zerkał niespokojnie  na rączkę z igłą, jednak nie miał już ochoty a raczej śmiałości by ponownie odtworzyć nagranie. Wreszcie wstał. Zbyt gwałtownie i prędko  by móc ukryć nerwowe ruchy nie przystosowanego do tak  niecodziennej i tajemniczej wiedzy. Umysł policjanta opiera się na  racjonalnym poglądzie,  utrwaleniu w twardym dowodzie  i bezsprzecznie niepodważalnej tezie. A on miał jedynie dziwne,  nic nie wnoszące nagranie z wrzosowisk oraz na dokładkę masę chaotycznych, spisanych w stanie delirycznym dokumentów a także pamiętnik osoby  najpewniej zupełnie obłąkanej.     Musiał jednak udawać przed świadkiem, że nadal panuję tutaj nad wszystkim  a sytuacja jest owszem trudna  lecz jeszcze nie beznadziejna. Jedna poszlaka, trop, cokolwiek  i będzie można ruszyć dalej a potem czym prędzej wynieść się stąd  i zamknąć a najlepiej spalić tą przeklętą budę.     Ojciec tego chłopaka był szalony. Lecz również kiedyś  był szanowanym naukowcem. Wiedział, że facet żyję i wodzi ich za nos  w swoim wyimaginowanym świecie  istot z innego wymiaru. Spojrzał jeszcze raz na chłopaka. To nie było typowe przesłuchanie. Bo sprawa była nietypowa ale i chłopak zdawał się  nie wiedzieć zupełnie nic. On już dawno stracił ojca i nie zamierzał widać nawet udawać, że może być inaczej. Nie miał żadnego interesu  by im pomagać  a tym bardziej utrudniać śledztwo.   A więc jeszcze raz. Potwierdzasz, że głos  z nagrania to głos Twojego ojca? Chłopak patrzył przez  nieprzejrzysty mrok za oknem, był teraz gdzieś daleko, musiał cofać się w trudną przeszłość.   Tak. To głos mojego ojca a ten drugi głos  praktycznie na pewno należy do Noyesa.   To już sami ustaliliśmy.  Noyes zanim wyruszył z moimi ludźmi  na poszukiwanie Twojego ojca, przyznał prawie od razu, że chodzili na wrzosowiska razem.   A gdzie jest teraz?  On byłby lepszym świadkiem niż ja. Zna mojego ojca dłużej. Nawet zmartwychwstali  w tym samym czasie i miejscu. Nie wydaje się to Panu dziwne?   Policjant pokiwał głową. Noyes też zaginął, razem z całym moim patrolem.   Miał ich zaprowadzić  w jedno z miejsc na wrzosowiskach. Tam to wszystko nagrywali. Tam mieszkają oni.   Chłopak wybuchł krótkim, lękliwym śmiechem.   Ci z tego Yuggoth? Myśli Pan, że mój ojciec i Noyes  wpadli w Nowej Anglii przed laty  na trop jakiejś ludowej sekty. A potem przybyli tu i zaczęli robić to samo już jako jej członkowie? Może po to są te wszystkie modlitwy, obrzędy i bluźniercze rysunki w pamiętniku. To kult.  Mamy w pamiętnikach zapisy o dziewiątej planecie układu. Przecież obaj wiemy, że takowa nie istnieje. Wszystkie teleskopy jej szukają, lecz ona jest tylko marzeniem astronomów. Pojawia się w snach. Bo jest z krainy snu. Jest bajką i pożywką dla tych  co mają światłe umysły lecz słabe nerwy. Jak Noyes czy mój ojciec. Pan spojrzy na ten zapis o tutaj. Złapał za zakładkę w pamiętniku  i przewrócił strony. Wskazał palcem fragment i odczytał.     Zaprowadzili mnie przed oblicze Rady. Ich Starszy opowiedział mi o zagrożeniu tak samo olbrzymim dla nich jak i dla nas. Całej humanoidalnej rasie grozi zagłada. I to ich wina. Połączyłem się z jego myślami.   Ach! Co ujrzałem… dobry boże … skuty lodem kontynent a nad nim stróżujące aż do firmamentu czarne, błyszczące góry. Okryte mgłą szaleństwa. Za nimi płaskowyż żalu, na którym palą się wieczne ogniska  dzikich plemion wyznawców. Wznoszą do nieba imię najwyższego chaosu. A on słucha, zamknięty w dostojnej sali pałacu na szczycie samotnej, bazaltowej góry. Gdzie jeden człowiek jeno dotarł w wędrówce przez sen.   Góry strzegą też miasta. Jeśli można go tak określić, nie tracąc przy tym wiary  w postrzeganie wymiarów przestrzennych, matematycznych i fizycznych. Ci, którzy mnie wezwali. Określają je jako  Miasto Umarłych acz Śniących.   Boże jedyny jeśliś jest to ratuj nas… to miasto jest na Ziemi… to biegun. A pod nim grobowce Starszych. W grotach snują się strażnicy. On przekazał mi kolejną myśl. I zobaczyłem to miasto w pięknej krasie dawnych prekambryjskich dni. Sale, biblioteki, zamki i pałace. Nie zmieniła się jedynie zimna postać góry, leżącej za Leng. Lecz pałac na jej szczycie  tętnił życiem, śmiechem i zabawą. Tak hucznie ucztowali Ślepi Bezimienni. A kto im usługiwał. ONI! Byty z Yuggoth. Niewolnicy Cthulhu. Który śpi pod kontynentem…   Zamknął z trzaskiem  oprawiony w skórę pamiętnik. Jedno było pewne, żywy czy martwy. Jego ojciec jest stracony  dla racjonalnego świata ludzi. Dla jego umysłu i serca również.   Policjant skrzywił się jak gdyby kazano mu włożyć rękę w cuchnącą, galaretowatą maź, z jakiej składają się Ci z Yuggoth, przynajmniej wedle opisów z pamiętnika.   I Twoim zdaniem to mam wpisać do oficjalnego raportu? Twojego ojca,  tego dziwnego milczka Noyesa  i trzech moich ludzi  uprowadzili przedwieczni kosmici, wyglądający jak prehistoryczny budyń  z cuchnącej grzybni i trzęsącej się galaretki?   No pięknie. Obawiam się drogi chłopcze,  że bliżej mi do wersji z sektą lub  szalonymi mordercami. Na nagraniu słychać rozmowę  Twojego ojca i Noyesa  z kimś kto nie odpowiada na ich słowa  bo chyba dźwięku fletu i jakiś piszczałek.  O ile w ogóle są tam takowe instrumenty, nie można określić jako znany nam język. I jeszcze to metaliczne, głębokie buczenie. Jakby ktoś zamknął  wściekły rój szerszeni pod aluminiową misą. To mogą być zakłócenia na cylindrze ale zaiste dziwne jest to, że szczególnie Noyes odpowiada zawsze wtedy gdy buczenie ustaje. Jakby rozumiał przekaz. I jeszcze ten ołtarz na wzgórzach. Znam każde wzgórze w okolicy  i nie ma tu żadnych  starych kaplic ani kościołów. Żadnych celtyckich świątyń. W epoce polowań na czarownice, mieliśmy w okolicy jednej z wiosek rodzinę posądzoną o czary i konszachty z diabłem. Podobno składali dzieci w ofierze  na jednym ze wzgórz. Zanim jednak kapłani i gawiedź  rozprawili się z nimi, przyszła na ich dom zagłada. Groza z samej czeluści piekieł. Kobieta przemieniła się  w noc wiosennego przesilenia w potwora  o tysiącu oczu i odnóży. Pożarła własny dom i odeszła w leśny jar, który do dziś uważa się za przeklęty. Jej syn zginął po tym  jak jego ciało rozpadło się dosłownie na części. Podobno byli na to świadkowie bo stało się to  na schodach biblioteki miejskiej. Zdążył jeszcze wypożyczyć  jakieś czarnomagiczne dzieło  a potem wyszedł przed gmach. Złapały go straszne spazmy. Na kolanach wrzeszczał imię ojca, lecz podobno nie tego  który go spłodził tu na ziemi. A tego, którego przywołała niegdyś matka. Jego prawdziwy ojciec  oszalał po tym wszystkim. Zmarł w szpitalu dla obłąkanych. Do ostatniego wydechu powtarzał podobno  by zamknąć portal na wzgórzu  bo groza powtórnie przyjdzie z gwiazd.   Jak widzisz szaleńców  nigdy nam tu nie brakowało. Wiem, że Cię to nie pociesza  ale Twój ojciec nie jest wyjątkiem. Zostań tutaj chłopcze i poinformuj mnie niezwłocznie gdyby Twój ojciec,  Noyes lub moi ludzie wrócili. Naprawiliśmy linie telegraficzną i telefon. A teraz polecam gorąco przespać się z tym wszystkim czego jesteśmy świadkami. Dobrej nocy życzę.   Ukłonił się i wyszedł przez kuchenne drzwi. A ja nalałem sobie kolejną porcję whisky  i naprowadziłem igłę na cylinder.   Flety i piszczałki  były zagłuszająco hipnotyczne. Metaliczne buczenie było pełne wyczekiwania a nawet wściekłego wręcz podniecenia. Drgania wywoływały ciarki na całym ciele  a dusza karlała wręcz  z niewysłowionego przerażenia.   Nagle wszystko ustało a z bezdni ciszy  wychynęły słowa Noyesa. Najwyższego kapłana. Nie zapomnę tych inwokacji  do końca swych przeklętych dni.   IA! IA! IA! NNGI BANNA BARRA IA! IARRUGISHGARRAGNARAB!   Znów wściekłe buczenie  i głos drugiego kapłana. Mojego ojca.   Wzywam Cię Przodku Bogów! Wzywam Cię Stworze Ciemności,  Czynami Ciemności! Wzywam Cię Stworze Nienawiści, Czynami Nienawiści! Wzywam Cię Stworze Pustkowi, Rytuałem Pustkowi! Wzywam Cię Stworze Bólu, Słowami Bólu! Wzywam Cię z Twego Domu Ciemności! Wzywam Cię z Twego miejsca spoczynku  w trzewiach Ziemi!   Dało się po tym słyszeć jakby odgłos ogniska  i opętańczych skoków lub tańca.   FYAAH! FYAAH!  BOYYUK! URRAK!    I znów szaleńczy ryk Noyesa.   NIECH ZMARLI POWSTANĄ! NIECH ZMARLI POWSTANĄ  I POCZUJĄ KADZIDŁO!...   Nagranie kończyło się nagle  tak jak gdyby  fonograf został rozbity lub celowo wyłączony.   Powziąłem decyzję. Muszę wyjechać Uciec! Rano. Oni już wiedzą. Oni wiedzą. Oni pragną. Dla nich nawet niewinna myśl o tym jest szeptem w ciemności,  który ich zwoła. Nie chcę z nimi walczyć. Nie chcę im ulec. Ołtarz ukrył się przed światłem księżyca. Kiedy go zabraknie Oni tu wrócą. Ojciec też. I będzie błagał bym udał się na Yuggoth. Muszę zniszczyć wszystkie dowody. Spalić dom. Pozbyć się swojego  zajętego obłędem umysłu…              
    • dedykuję Berenice97   A może w ciszy wnętrze ostudzić, i wokół siebie mieć inny świat, bo już się nie da odmienić ludzi, więc promieniujmy nasz ciepły blask,   Zakopmy gniew głęboko w ziemi. Wyrozumienie przyjdzie nam siać. Zaś ludzie przy nas sami się zmienią: jedni odejdą, by w gniewie trwać.   Inni się zmienią, przybędą nowi niosąc odwagi niejeden gros. Zniknie nieśmiałość ujrzymy drogi na których dobroć ma swoją moc.   A referencji nie ma co szukać. Spoglądać w serce przynajmniej raz. Przy naszym życiu trzyma nas dusza. Coś z siebie innym możemy dać?      
    • posługa   dopiero co grzebał się w ziemi  wciąż miał ją pod paznokciami ale już  wstrzymano zegary zasłonięto lustra   przeżegnała się szepcząc słowa modlitwy rozwinęła pasmo bandaża i podwiązała mu szczękę pod brodą        
    • @Berenika97 świetne CV , prawdziwe, aż do bólu...Mnie ujęły za serce te "odważne myśli zamknięte w klatce nieśmiałości"...skądś są mi znajome...Jestem pod wrażeniem tego wiersza. Niejeden mógłby podpisać się pid takim CV. Pozdrawiam!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...