Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Alicja i upał


Panna Alicja nie znosiła upałów.

Tego dnia powietrze przypominało białą plazmę.
- To takie plebejskie, pocić się - pomyślała i podeszła do kawiarenki z ogródkiem, przy którym stała wielka szafa z chłodzonymi napojami. Przed nią stało kilku spragnionych.

Zaczęła czytać butelki.

"Nie zawiera cukru" - o, to coś dla mnie - odkryła i zerknęła na etykietę z napisem "Słodzone aspartamem".
Przebiegła wzrokiem po nieciekawych opakowaniach, na których nie było żadnych rzeczowych informacji.

- Ciekawe, czy zawiera śladowe ilości fenyloalaniny i orzeszków ziemnych? - spytała siebie w myślach, zastanawiając się, o co tyle hałasu, skoro to tylko śladowe ilości.

Stojąca przed nią reklama zniszczonych upływem czasu i ciągłym używaniem dżinsów nieoczekiwanie męskim głosem zamówiła: Czystą wodę proszę, niegazowaną.

- Ludzie są jednak dziwni - powiedziała w myślach i dodała, tym razem na głos, do sprzedawczyni: - Kawę, ze śmietanką i cztery kostki curku proszę.
------------------------------------------------------------

Alicja i wycieczka.


Panna Alicja uwielbiała spacerować po starówce.

Tego dnia wszystko kwitło, ludzie trzymali się za ręce, a idylla popołudnia przypominała nostalgiczne, szlachecko-sielskie landszafty.
Alicja dostojnym krokiem przemierzała ulicę, odkłaniając się w myślach wyfryzowanym Izabelom i ocieniając wyimaginowaną parasolką.
- Plebs - dodawała, gdy rzeczywistość zbyt wulgarnie docierała do niej półnagimi nastolatkami wykrzykującymi słowa godne furmana.

Tłumek przed muzeum, który brała za nagłe zainteresowanie się społeczności własnymi korzeniami, okazał się być zagraniczną wycieczką.
Ponad tym tłumkiem górował wysoki, dobrze zbudowany i równie dobrze ubrany Murzyn.
Zauważyła, że z grupy szybkim krokiem oddala się młody mężczyzna, trzymając coś pod pachą, a na ramieniu Afrykańczyka wisi jedynie rącza od torby.

Hic niger est - wydobyła z pamięci urywek Horacego i wpatrywała się, jak zauroczona. Po chwili skierowała się w stronę biura podróży.
------------------------------------------------------------

Alicja czesze się


Panna Alicja szczególną uwagę przykładała do poprawnej fryzury.

- Strach na wróble! - mawiała, widząc nowoczesne kolaże włosowopiórowokrepowe, albo: - Czy ona dopiero wstała?

Tego wieczora, przygotowując się do spaceru, starannie planowała ułożenie każdego włosa. "Złota fala" towarzyszyła ruchom grzebienia, zeskorupiając niefortunne pasma, stąd dość często mokrą szczotką wyczesywała zestalony lakier, suszyła fragment głowy i rozpoczynała od początku batalię z kosmykami.

Grzebień drapał, lakier szczypał, włosy się stawiały, a czas spieszył.

Zadzwonił telefon, a Alicja chwyciła grzebień w zęby, kciukiem prawej ręki naciskając "ok" na miniaturowej klawiaturze.

- ? - spróbowała powiedzieć i po chwili dodała - ja szę czeszę żawsze, kiedy dżwonisz.

Po dwudziestu minutach w lewej ręce nadal nudziła się "Złota fala". Alicja co chwilę zerkała w lustro. Coś najwyraźniej chodziło jej po głowie.
- Dalila? - przypomniała sobie, niepewna skojarzenia. - Arystokracja stawia wymagania.

Rozłożony przed nią folder z najmodniejszymi fryzurami miał pozaginane rogi.
- Uczeszę się na "mokrą Włoszkę" - zdecydowała. - Mokrą? - zastanowiła się, a na myśl jej przyszedł mimowolnie sprzedawca zeszytów.
------------------------------------------------------------

Alicja na dworcu


Panna Alicja niezmiernie rzadko jeździła pociągami, jednak bulwersowało ją ogromnie ograniczanie lokalnych przewozów pasażerskich.
- To jak będę miała dojechać gdzieś na czas? - myślała. - Czy całym sektorem usług zajmują się niekompetentni urzędnicy wrośnięci w krzesła?

Tego dnia, zmuszona do skorzystania z usług PKP, przyszłą na dworzec odpowiednio wcześniej, aby zdążyć kupić bilet. Ku jej rozczarowaniu w holu poza nią było tylko dwóch bezdomnych, nadających zapach całemu pomieszczeniu, i kilku sokistów.
Komunistyczny, industrialny design z betonu niemile kontrastował z wszelkiej maści budkami handlarzy.
- A kiedyś tu było życie! - wspomniała. Zapiszczało tęsknie, po czym, sądząc z odgłosu, mikrofon się przewrócił.

Kupiła bilet, wysłuchała informacji, że przybędzie z opóźnieniem i poszła skryć się w poczekalni.

W enklawie brudu i smrodu z rozrzewnieniem kontemplowała dowody świetności dziesiątej potęgi gospodarczej świata. Szczególnie przypadł jej do gustu plakat, przedstawiający człowieka o fizjonomii nieco przypominającej zadowolonego z siebie, spasionego, tępo uśmiechniętego Szwejka, nad którego głową widniał napis: "Pracownik kolei zawsze trzeźwy".
------------------------------------------------------------

Alicja czyta gazety


Panna Alicja z uwagą, choć z niechęcią i odrazą, czytała prasę.

Tego dnia kupiła jakiś kobiecy tygodnik oraz ogromną gazetę codzienną, w której - dla kontrastu - nie było żadnych fotografii.
Chwilę później siadła na ławeczce i zaczęła czytać. Niebo na zachodzie pochmurniało.

Zastanowiła się przez chwilę, dlaczego w tej większej gazecie nie ma ilustracji.
- Przecież zaraz by więcej ludzi kupowało, poza tym łatwiej zrozumieć, gdy warstwa leksykalna przeplata się z wizualną, tworząc jednolity konstrukt informacyjny - pomyślała. - O, dla przykładu - lipidy są przyjemniejsze, jeśli w tle jest taka atrakcyjna kobieta. Choć może ona wcale taka atrakcyjna nie jest, ma brzydko zrobiony manicure.

Zaczęło wiać.
- Dobrze, że założyłam te eleganckie pończoszki - wyobraziła sobie siebie obserwowaną z oddali.

Wbrew światu otworzyła wielką płachtę na środkowych stronach i dowiedziała się, że udowodniono korupcję.
Spojrzała na ciemniejące, zachodnie niebo i wyciągnęła wniosek: - Rozejdzie się.
------------------------------------------------------------

Alicja na kawie


Panna Alicja wprost uwielbiała pić kawę, ale jedynie w "Parnasie", w którym było gęsto od dymu, plotek i homoseksualistów. Kobiety ostro trenowały gumowolalkowe idealizowanie. Baby gdakały na krawędziach stołów. Szkło radośnie opróżniało się w gardła.

- Menażeria - pomyślała Alicja.
- Miło tu, prawda? - spytała najlepsza przyjaciółka. - A spójrz tam w rogu...

Alicja popatrzyła. Przy stoliku zamykała w oczach świat para młodych osób. Trener fitness i modelka, sądząc ze strojów. On do swojego błękitnego dresu dokomponował pomarańczowego drinka, a ona marzyła szczebiotliwie.

- Jak w serialu - powiedziała najlepsza przyjaciółka.
- W życiu! - odpowiedziała Alicja i zatęskniła za sprzedawcą zeszytów.
------------------------------------------------------------

Alicja na koncercie


Panna Alicja chadzała na koncerty w podobną częstotliwością, jak do dentysty. Lokalna orkiestra symfoniczna była daleka od doskonałości tych z La Scali, Covent Garden czy Metropolitan Opera. Gościnnie występujące gwiazdy - jej zdaniem - przypominały bardziej czerwone karły, niż supernowe, choć nie miała pewności, czy karły są na pewno czerwone, czy może niebieskie.

Ta wizytacja koncertu miała być kolejnym przejawem troski Alicji o kondycję kulturalną miasta i wyrazem docenienia starań władz o podniesienie poziomu.
- Ciekawe, ile kobiet będzie - myślała przed wyjściem - w nowych sukniach.

Koncert był jazzowy, freestylowy i Alicja z niesmakiem skonstantowała, iż jest jedyną osobą ubraną dostojnie, w wieczorową, połyskliwą cekinami czarną suknię, skrywającą eleganckie pantofelki z czarnego nubuku i równie eleganckie, czarne pończoszki za 89,90.

- Hmmm - mruknęła, wyginając usta w kształt znaku zakazu zawracania, co siedzący przy stoliku obok młody mężczyzna skwitował radosnym zaciągnięciem się papierosem marki "Zwykłe mocne". Dysharmoniczny obłęd ruszył.

Przykładnie sączyła Martini & Campari i dociekała się, czy te drinki muszą być takie gorzkie. W tle wibrafonista wyczarowywał ekstatyczne światy mistrzowskimi solówkami.

Co jakiś czas Alicja przyłączała się do braw, lecz bez przesadnego entuzjazmu.
- Nie wypada tak energicznie okazywać aprobaty. Oklaski powinno się dawać dopiero po recenzji - dopowiedziała sobie, zażenowana bezmyślnością publiczności.

Dżinsowatoswetrowa widownia jeszcze długo oklaskiwała muzyków, siedząc przy stolikach w kłębach dymu, gdy Alicja wolno opuściła kawiarnię.

- Jak to było? - zastanawiała się. - "Ars non habet osorem nisi ignorantem"?
Opublikowano

mniam...mniam...mniam...dobre śniadanko i jaki obfite Wurenie hihi nie to co maleńkie desery ;)...smakowało bardzo mimo,że tych odcinków smak jakby mi znany :D
pozdrawiam serdecznie zadając bardzo nudne pytanie...kiedy następna porcja ???? :))))))
ama_Li

Opublikowano

Na razie mam wrażenie, że poprzednia Alicja była lepsza. Nie dało jej się jednoznacznie zinterpretować, była bardziej tajemnicza. A z tych kawałków wychodzi, że to zwykła snobka.
Spróbuję przeczytać jeszcze raz całość i jeśli zmienię zdanie dam ci znac, ale na razie wg mnie nie ma to już tego "pazura" co poprzednie kawałki:((
pozdr

Opublikowano

To naprawdę wspaniały tekst. Dawno nie czytałem czegoś takiego. Fantastyczny kilmat i dobrze dobrane słownictwo sprawia, że czyta się to niezwykle przyjemnie. Gratuluję i oby tak dalej!

Opublikowano

Dopiero teraz przeczytałem Alicję II. Nie jestem kobietą, więc pewnie nie wszystko prawidłowo odbieram, ale tekst jest rzeczywiście przebojowy. Wystąpię jednak jako Natalia II i czepię się:
czytała butelki?
ponad tłumek górował- ponad tłumkiem (choć ten tłumek też mi nie bardzo pasuje)
nadających zapach całemu pomieszczeniu i kilku sokistów- chyba coś nie tak z szykiem?
atrakcyjna nie jest, ma brzydko zrobiony manicure- ja bym zastąpił przecinek myślnikiem
Panna Alicja uwielbiała wprost pić kawę- moim zdaniem wprost uwielbiała
Ciekawe, ile będzie kobiet - myślała przed wyjściem - w nowych sukniach- ile kobiet będzie

Jest jednak kilka prawdziwych perełek, których- znając twoją skromność- nie wymienię.

Opublikowano

Leszku, najpierw twierdzisz, że nie jesteś kobietą a potem występujesz jako Natalia II :)
tak po prawdzie to ona jest lepsza ode mnie, to niedopuszczalne...!
Pozostaje mi jedynie zgodzić się potulnie ze wszystkimi wskazanymi fragmentami i propozycjami ich poprawy. Może tylko zostawiłabym czytanie butelek, jako po prostu skrót myślowy.

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Dzięki za uważne czytanie - poprawki wprowadzone (z przecinkiem przed "i" - to pomysł mojego mentora - profesora UMK ;)

Przepraszam, że tak długo trwało, zanim zareaguję - ale miałem ciężki okres w pracy i w domu ;)

Pozdrawiam wszystkich
Wuren

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...