Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bodziu, chyba Tobie zabrakło:))))))))))))))))) Taki żarcik:))))

A na poważnie... inwersje nie pomagają wierszowi. 

Pierwej, okowita, dyrdymały... ho ho Jakbym "Zemstę" czytała albo coś w tym stylu:)))))

Uśmiech:)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ale jaka racja? Mnie na racji nie zależy, bo kto ma rację ten stawia kolację:)

pewien gość

który pisze wiersze 
gdy ma iść na spotkanie z muzą albo gdy ma spotkać się z muzą

pierwej się musi ośmielić gorzałką 

cóż taki jest nieśmiały* wycięłabym, ponieważ napisałeś wcześniej, że musi się ośmielić, a więc już wiadomo, że śmiały nie jest:)

prawie dość gdy ma już* moim zdaniem brzmi źle. raczej gdy ma już prawie dość*

tak niesłychanie piękne

gdy mu brak smaku okowity

pióra ślad*? 

nie może być po prostu, że kreśli dyrdymały*?

Wskazałam tylko inwersje. Nic więcej:)

Dobrego wieczoru:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiedziałam, że się któryś przyczepi;) 

Ale wiesz jak to jest... albo dobra już nic nie będę mówić bo zaś mnie Antek zbeszta:D 

Opublikowano

Antek mnie dziś onieśmielił
usta zakneblował
teraz przyszło się czerwienić 
i łeb w piasek schować

 

Ale to nie w moim stylu 
ja liubiu żartować 
a żem stara to się nie dam 
zbytnio ukształtować 

 

No. 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Też żartuję. Pana Bogdana poniosła prymitywna fantazja. A za onieśmielenie winszuję. Zauważ proszę, jak mi widownia gra wierszem. Że jestem bezczelny? Może da się być bezczelnym z klasą? :)

Edytowane przez Anthony (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...