Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Fotografia od zawsze zdobiła ścianę Korytarza. Była tak samo czarno-biała jak wszystko inne dookoła. Lubiła bawić się z szarościami, czasami nawet grała z nimi w dwa ognie. Otaczały ją cienie przedmiotów Bez Nazw, bo pamięć starła je zupełnie jak gumka myszka. Czerń wchłonęła kolory, otuliła je miękką warstwą szarego pyłu. Biel oślepiła i sparaliżowała strachem przed przyszłym.
Fotografia spoglądała szklanym okiem antyramy na wszystko i przez kolejne lata utwierdzała się w przekonaniu, że jest wieczna, a na pewno wspanialsza od innych przedmiotów pochodzących z Korytarza. Nie miała serca, jak przystało na prawdziwą, dobrą fotografię. Stanowiła myśl oprawioną i zachowaną. Jednak miała również COŚ, co chowała głęboko w sobie. Wiedziała, że TO nie należy do niej. Ukradła To dawno temu osobie, której czarne oczy patrzyły z jej płaskiej powierzchni daleko poprzez czas. I chociaż była odważną fotografią, obawiała się tylko jednego… Bała się, że COŚ zostanie jej odebrane, a wtedy straci swoją chwałę i odejdzie razem z innymi przedmiotami do Półmroku Korytarza, krainy z której – o czym dobrze wiedziała się nie powraca.
Każdy swój dzień fotografia rozpoczynała modlitwą do Najwyższej Istoty. Co prawda, nie wiedziała, czy taka istnieje, ale słyszała, jak rozmawiali o niej Ludzie. Przez wszystkie lata trwania w Korytarzu nauczyła się, że Ludzie nie mówią o czymś, jeżeli nie znajdują ku temu powodu. „Ludzie zawsze mają rację” – myślała fotografia, a że była najprawdziwszą fotografią starej daty, uznała modlitwę za coś nader stosownego. Modlitwa fotografii była bardzo prosta. W gruncie rzeczy była fragmentem usłyszanej przez nią rozmowy telefonicznej: „Tak, tak. Proszę. Nie, nie przychodź!”.
I tak mijały godziny, dni, miesiące… Pająk – jedyny przyjaciel fotografii – postanowił się wynieść. Uważał, że zdziwaczała na stare lata. Kiedyś jeszcze mógł posłuchać różnych myśli, które rodziły się w jej czarno-białym jestestwie. Jednak teraz… Teraz po prostu nie mógł znieść tej przeklętej modlitwy! Zostawił po sobie tylko fragment swojej pajęczyny. Fotografia otarła nią po cichu zajączki łez na ścianie, po czym zamknęła się w sobie.
Pewnego dnia w godzinie zwanej przedświtem, kiedy cienka niebieska linia między jawą a snem jest prawie niezauważalna, do Korytarza zakradł się chłodny powiew powietrza. Fotografia od razu się obudziła. Miała swoje lata i nie znosiła ekstrawagancji młodego pokolenia. Gdy już prawie otworzyła swoją myśl, by wygłosić przemówienie pt. „Zachowanie dzisiejszej młodzieży jest…”, powiew zaczął echem odbijać słowa Ludzi. „Ona idzie… idzie…” – fotografia zamarła. „Ona przyjdzie…TUTAJ!” – wydawało jej się, że czarne oczy spoglądające z jej powierzchni jakby się zmrużyły. „Ona…ONA” – tylko to fotografia była zdolna sobie przypomnieć rano. Jakby te trzy litery zostały wyryte ogniem na szklanej powierzchni jej antyramy. „Byłam dobra… nie byłam złośliwa… i przecież się modliłam. A teraz przyjdzie Ona i zabierze mi… co? Właśnie wszystko!” – myślała rozgorączkowana.
Fotografia już nigdy później nie była taka sama. Zaczęły dręczyć ją wizje. Często zdawało jej się, że słyszy kroki, że coś miga w głębi Korytarza, a zaraz potem rozpływa się w powietrzu, znika. Zupełnie jakby chciało ją zmylić, odwrócić uwagę. „Przejrzę ich całą gierkę! Nie dam się. Tak łatwo mnie nie zniszczą!” – krzyczała w swojej myśli. Po jakimś czasie pozostałe przedmioty z Korytarza zaczęły się jej obawiać, a właściwie jej obłędu odbitego w przyciemniałym szkle.
I znowu mijały godziny, dni, miesiące… A obłęd postępował. Choroba sparaliżowała jej kiedyś wolną myśl. Nikt nie potrafił zrozumieć fotografii, a może…. Może właściwie nikt nie chciał. Modlitwa jej pomagała, była jedyną formą ucieczki. I chociaż ona sama już dawno przestała wierzyć w jej skuteczność, Najwyższa Istota nigdy nie zapomniała o tych paru słowach, może dlatego, że naprawdę istniała, a może po prostu spodobała jej się fotografia. Istota w swej wyższości i wspaniałości postanowiła ofiarować fotografii coś niezwykłego. W jej zamierzeniu miało być to coś, co nareszcie zmieniłoby jej trwanie w Korytarzu.
A zdarzyło się w tym czasie, że Ludzie postanowili opuścić Dom, a tym samym Korytarz. Nie był im dłużej potrzebny. Mieli zamieszkać w mieście. Fotografia spokojnie obserwowała, jak kolejne przedmioty opuszczały na zawsze tę część Domu. Widziała też bardzo dokładnie wypadek. Stwór w śmiesznym pomarańczowym kombinezonie zmierzył się z kredensem. Przegrał oczywiście, przecież kredens był najdoskonalszym siłaczem pod słońcem. Stwór uderzył z całej siły plecami o ścianę, nie wytrzymał naporu starego dębowego drewna. Była tylko jedna ofiara, a fotografia zrozumiała to dopiero wtedy, kiedy czyjeś białe dłonie podniosły ją z ziemi. Zapamiętała tylko cztery rzeczy: czarne oczy, które tak dobrze znała, miękkość swetra i uścisk dłoni oraz ciepło płomieni…
… a że była najprawdziwszą fotografią starej daty, płonęła najprawdziwszym jasnym płomieniem. Płonęła długo i nareszcie poczuła najprawdziwszą w świecie ulgę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zazdraszczam :) I do tego "Pisane na kolanie". Ech... Pozdrawiam :)
    • Ulubiłam sobie ciebie niechcący  jak się zdarza ulubić jedzonko, i choć wczoraj byłeś czarny duch nocny  dziś jaśniejesz od rana jak słonko.   Ulubiłam sobie ciebie przypadkiem  wpadłeś w ręce jak mały kwiatuszek, choć go miałam nadepnąć i odejść to od dzisiaj podlewać go muszę.   Ulubiłam sobie ciebie-wariactwo do lubienia to skora nie bywam, ale widać ktoś cię uszył na miarę no więc lubię i się czuję szczęśliwa.   Ulubiłam sobie ciebie na jutro  na pojutrze i na świata końcówkę, jeszcze nie wiesz, że gdy znikasz na krótko  to fundujesz mi ducha głodówkę.   Ulubilam sobie ciebie, cóż pocznę wpływu na to nijakiego już nie mam, niech no będzie tylko wreszcie owocnie ulubienie nie mija - tak  mniemam.   Czy ulubisz mnie trochę na chwilę ? Na dzień cały, na miesiąc, na wiecznosć? I zostawisz czas przeszły juz w tyle taką czuję zachłanną konieczność.     * z cyklu "Pisanie na kolanie".    
    • @Poet Ka   doświadczenie kontemplacyjne     modlitwa przestaje być rozmową z bogiem a   staje się powolnym wymazywaniem granicy między oddechem a nieskończonoscią    róża jest tylko  śladem po   tym czego język już nie potrafi nazwać   Twój wiersz tak mocno we mnie zagrał bo jest w nim coś z mojego własnego widzenia świata   to echo brzmi we mnie teraz   świetny wiersz:)    
    • @andrew   chwała Powstańcom
    • @Berenika97   Nika.   najstraszniejsze jest  to że historia nie zabija tu dziecka   od razu najpierw   odbiera mu niewinnosc i robi z niej narzędzie potem zszywa człowieka z powrotem w kształt przedmiotu jakby istnienie było tylko czymś co można rozpruć i ukryć w nim tajemnicę a potem przywrócić do milczenia   ta lalka na końcu nie jest już dzieckiem jest resztką człowieczenstwa   którego historia nie potrafi ocalić tylko zakonserwować      uff     bardzo mocny   intelektualnie cudowny   emocjonalnie przejmujący     Twój styl w służbie pamięci   czapki z głów Panowie i Panie tu się dzieje POEZJA      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...