Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest sonet pusty, aż wargi się same
prężą w manierze próżnej kakofonii;
w chaszczach spółgłosek plączą się dyftongi,
sens w echo krtani nie uderza wcale.

Jest cień sonetu: wystukany fantom
błądzi z rozpaczy zmarniałych zamiarów.
Zamysł stracony w enigmie bezmiaru
wciszowstępuje bezwonnie i blado.

Jest brak sonetu; brak temu brakowi
tchu w nieutkaniu niedotchnionych natchnień;
z bytu wyzbyta pauza się pustoszy.

Jest sonet braku - jak klamra tęsknoty;
wersom amfibrach dodaje oddaleń;
łkają inkaustem rozłąki klamoty.



utwór przeniesiono do działu poezji współczesnej (dział Z)

[u]MODERATOR[/u]

  • Odpowiedzi 43
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Panie Witoldzie Marku, warsztat u Pana jest naprawdę na wysokim poziomie. Kilka wyrażeń jest naprawdę świetnych ("z bytu wyzbyta" - mniodzio!) ale i przy tym wiersz jest mocno pogmatwany. Nie czuję go podświadomie, czytając go odniosłem wrażenie, że jego celem jest właśnie to, aby rozkładać go na czynniki pierwsze i analizować. I w tym utwór sprawdziłby się idealnie! Ale poza tym, pomimo lekkiego uczucia sztuki dla sztuki, podoba mi się pańska poezja. Na plus, jak dla mnie.
Pozdrawiam serdecznie, Jędrzej

Opublikowano

Pięknie.

Przeczytać coś takiego z rana:

Jest sonet braku - jak klamra tęsknoty;
wersom amfibrach dodaje oddaleń;
łkają inkaustem rozłąki klamoty.


- i ruszać w bój światowy ;)
pzdr. b

ps. Moderatornia śpi jeszcze po Świętach?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aby tekst ocenić - trzeba go przeczytać i zrozumieć. Liczenie tzw. "dopełnień" (to części zdania, a nie nazwy tropów poetyckich) bez przemyślenia ich funkcji (a więc: sensu) jest bezużyteczne: dla autora, czytelnika - dla Absolutu również.
Zatem kontemplujmy dobrą poezję w spokoju ducha.
Ten wiersz jest bardzo dobry.
pzdr. b
ps. Opinię uzasadnię w wolnym czasie (długo, szeroko i rzeczowo)

Komentarz zmodyfikowano ze względu na naruszenie pkt. 5f regulaminu serwisu

MODERATOR
Opublikowano

Kto tu jest teraz moderatorem? Karygodną się ta osoba wykazuje opieszałością lub karygodnym niezdecydowaniem.
Pan Witold Marek też zachowuje się w sposób godny nagany umieszczając w tym dziale utwór kompletnie nieprzystający doń poziomem. "Sonet..." woła o przeniesienie do "Z" !

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Oyey
poezja nie składa się tylko z tego co można policzyć, wymienić, wyliczyć i nazwać
jeśli wiersz mnie porusza i zostawia ślad w moich myślach (pozytywnie)
to mam prawo przypuszczać, że do najgorszych się nie zalicza

pozdrawiam
Opublikowano

Niech w końcu ktoś powie konkretnie dlaczego ten wiersz jest cudowny. Moim zdaniem skrojony w odpowiedni sposób dla osiągnięcia zachwytu u czytelników. Bo o czym właściwie jest? O sobie samym? Jakimi rewelacyjnymi środkami artystycznymi posługuje się autor? Jakie nowatorskie tropy odnaleźć w nim można?
Ciężko sie czyta i nawet nie brzmi dobrze przy czytaniu na głos. Poezja współczesna? Współczesna komu? Ja się w tej współczesności nie odnajduję. Mnie tam nie ma.

Opublikowano

Rzadko zaglądam do działu poezji, nic mnie tu nigdy nie zachwyciło a nawet mało który wiersz byłam w stanie doczytać do końca. Ale "sonet" przeczytałam już z pięc razy i pewnie jeszcze nie raz powtórzę lekturę:)
Najpierw pytanie: co to są "klamoty"? Po śląsku oznacza to "stare graty" ale nie sądzę, żeby te właśnie definicję autor miał na myśli;)
Poza tym nareszcie dobra, zapadająca w ucho forma i ciekawa treść. Dla mnie jest to wiersz barokowy,a nawet manierystyczny, ale bynajmniej nie staroświecki! Już sama forma klasycznego sonetu przywodzi na myśl barok, poza tym świadczą o tym wyszukane tropy stylistyczne, jakby "nadmiar" metafor, neologizmy (świetny "wciszowstępuje"), onomatopeje dzięki którym cały utwór ma brzmienie, da się zapamiętać. Ale posiada także ślady nowoczesności ("wystukany" fantom). Treść też mi przypomina np. Anioła Ślązaka, tematem całego wiersza jest przecież milczenie, cisza, nieobecność. Ślązak pisał o nieobecności Boga, o tym, że On przejawia się tylko poprzez ciszę, pauzę, brak. Marek pisze o nieobecności wiersza, o niewyrażalności "zamysłu", o ułomności języka. Bóg jest niewyrażalny za pomocą języka, nie ma definicji, więc poeta barokowy pisze o nim tylko w sposób negatywny, podobnie Marek pisze o swoim przekazie. Bo w momencie przetrasformowania do języka przekaz ginie albo się zmienia, nie jest już tym samym. Zostaje cisza, pustka, brak słow, "echo krtani" - może jakies nieartykułowane dźwięki. Pierwotny sens jest nie do wyrażenia, zostaje tylko cień sonetu, a więc poczucie braku, niespełnienia, tęsknoty. Witold Marek pisze właściwie o naturze poezji, "co-autor-miał-naprawdę-na-myśli" nigdy nie znajdzie się w pełni na papierze. Poezja jest tym, na co nam łaskawie pozwoli język, jest cieniem pierwotnego zamiaru, dlatego ta najprawdziwsza godzi się z tym, że najwięcej prawdy jest w milczeniu. Prawda (moja prawda, prawda Witolda Marka) okazuje się być szczeliną w "bycie", negatywem bytu, nie-bytem. i paradoksalnie własnie o tym może powstać wiersz, tak dobry jak ten.
Czy tyle wystarczy jako uzasadnienie mojego "podoba mi się"? ;)) Wiersz ma wielki potencjał, na pewno to nie jest jedyna interpretacja, ale przede wszytkim: jest tu co interpretować! Gratulacje!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"wszystko jest poezją"
tak mi ktoś kiedyś powiedział :P
a jeśli ktoś inny umie to wszystko przeinterpretować, wypełnić niebytem jak lustrzanym odbiciem bytu?
a jeśli ktoś potrafi soptworzyć neologizmy dorównujące nieomal Leśmianowi (w moim mniemaniu) to może mi się podobać: "niedotchnionych", "wciszowstępuje"?
a personifikacje, mogą mnie zachwycić: "prężą się dyftongi", "amfibrach dodaje", "łkają klamoty" ?
jedyne, co mogę zarzucić - to podwójne prężenie w pierwszej zwrotce

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



owszem mój komentarz jest bardzo wyszukaną formą współczesnej poezji
a te pytania retoryczne?

może się nie znam, ale ów rym częstochowskim nie jest
ponadto mam pytanie
jaki rym według Pana jest rymem współczesnym?

czy "wyszukanie" jest znakiem rozpoznawczym poezji współczesnej?
a gdzie miejsce na prostotę?

czy powiedziane jest, że poezja współczesna nie może korzystać ze "wzorów" poezji klasycznej, bo tym samym się uniewspółcześnia?

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


hahaha
czy moje pytania nie są dostateczną odpowiedzią?

mam odwrotne zdanie niż Pan
szanuję pańskie poglądy
ale moje są zupełnie inne
i tyle

wyłuszczyłam je chyba dostatecznie?

ponadto w korzystaniu z "dobrych wzorów" nie ma niczego złego
ani żadnego uwsteczniania, ważne jest by forma pasowała do treści
tutaj tak jest

i dlaczego akurat "wyszukanie" ma stanowić o współczesności poezji, bo jakoś tej części nie zrozumiałam - mam wrażenie, że próbuje Pan tworzyć własne zasady, którymi powinna kierować się poezja współczesna

przypominam iż "klasyczne" - nigdy nie oznaczało "przestarzałe" lub "niewspółczesne"

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





No to się dowiedziałam, co to jest "poezja współczesna". A pan Oyey wygląda mi na zamaskowanego futurystę, "precz z tradycją", to już było, nie?
A poza tym co to jest "wyszukanie"? Ten sonet akurat miał bardzo wyszukane słownictwo, z czego zrobił pan zarzut.
Jasne, ze nie powinno się powielać bez myślenia starych wzorów, ale ich twórcze wykorzystanie, dialog z tradycją - to przeciez jest też jakiś aspekt "poezji współczesnej". Dobre wiersze nie biorą się z niczego, tylko z pewnej świadomości literatury, także tej starszej (czemu nie?). Ten wiersz jest twórczym wykorzystaniem starej formy. Na pewno nie jest genialny ale na tle tego forum bardzo przyjemnie odstaje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"wszystko jest poezją"
tak mi ktoś kiedyś powiedział :P
a jeśli ktoś inny umie to wszystko przeinterpretować, wypełnić niebytem jak lustrzanym odbiciem bytu?
pozdrawiam
Czytała Pani dokładnie to, co napisałem, czy tylko tak "po łebkach"? Proszę wskazać w mojej opinii fragment, który mówi, że to nie jest poezja.


Gdzie?
Nie czuję tam bytu ani niebytu. Może dlatego, że to nie "moja" poezja. Mam nadzieję, że nikt nie pozbawi mnie prawa do osobistych upodobań i do wyrażenia opinii, że ten wiersz nie jest tym, co chciałbym czytać codziennie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"wszystko jest poezją"
tak mi ktoś kiedyś powiedział :P
a jeśli ktoś inny umie to wszystko przeinterpretować, wypełnić niebytem jak lustrzanym odbiciem bytu?
pozdrawiam
Czytała Pani dokładnie to, co napisałem, czy tylko tak "po łebkach"? Proszę wskazać w mojej opinii fragment, który mówi, że to nie jest poezja.


Gdzie?
Nie czuję tam bytu ani niebytu. Może dlatego, że to nie "moja" poezja. Mam nadzieję, że nikt nie pozbawi mnie prawa do osobistych upodobań i do wyrażenia opinii, że ten wiersz nie jest tym, co chciałbym czytać codziennie.
oczywiście, że nie mam zamiaru niczego Pana pozbawiać
to była żartobliwa polemika
i tyle

pozdrawiam
Opublikowano

Pan Ojej napisał:
"proszę pana: dopełnienia w rozumieniu takich sztucznych połączeń jak:
- maniera kakofonii
- chaszcze spółgłosek
itp. itd.
Tego jest za dużo. A autor uczynił z tego nie "dopełnianie" wiersza ale niemal szkielet, schemat tworzenia środków artystycznych.

cud rymów pominę"

Już raz Panu zwracałem uwagę, że to są metafory. Dziwię się, że tak trudno zapamiętać. Metaforę należy zrozumieć - to podstawa wzruszenia, które wywołuje. Wymaga to pewnej pracy umysłu. Ten rodzaj metafory nie jest "dopełnianiem" - odwołuje się do czegoś, co nie istnieje (w takim nazwaniu). Porusza wyobraźnię i uczucia.
"Schemat tworzenia środków" - życzyłbym i sobie, i Panu, i wielu - takiej palety środków POETYCKICH, jakie się w wierszu pojawiły: metafory łącznie z ożywieniem i personifikacją, epitety "wprost" i - Pańskie ulubione przecież ;) - oparte na przeczeniu ("w nieutkaniu niedotchnionych"); jest porównanie, są elementy słowotwórcze.
"cud rymów"? - a do czego Pan porównuje? Co Pan wie o rymach (to chyba podstawowe pytanie, które należy sobie zadać przed wygłaszaniem ocen)? Rymów nie dzielimy niestety na współczesne i nie, "wyszukane" (jak Pan napisał) - tak.
Przejdźmy zatem do kwesti współczesności.

Pan Ojej napisał:
"1. wyszukanie powinno być znakiem rozpoznawczym poezji współczesnej
2. poezja "współczesna", która korzysta ze wzorów poezji klasycznej, ucieka od współczesności, i tym samym skazuje się na nieprzynależenie do prawdziwej poezji współczesnej. Prawdziwa poezja współczesna powinna tworzyć nowe wzorce, o czym wie każde dziecko. "

Chcę z całą odpowiedzialnością napisać, że te dwie tezy są prymitywną demagogią. (Proszę zauważyć: piszę jedynie o zapisanych w komentarzu pogladach!).
Korzystanie z form "klasycznych" nie ma nic wspólnego z tym, czy poezja jest nowoczesna. To odwieczny spór, przerabiany wielokrotnie i uczą o tym nawet w szkole.
Jeżeli Pan nie wie o tym, że korzysta np. z tercyny (uproszczonej, bo bez rymów czy też ich odpowiedniego układu) - to Pańska strata, to znaczy, że korzysta Pan z klasycznych wzorów w sposób nie do końca świadomy. Zatem wzorce, które Pan "wynajduje" są po prostu niepełną kalką.
jak twórczo korzystać z form klasycznych - pokazuje choćby ten wiersz. Jeśli ktoś nie lubi takiego "ożywiania" - może zajrzeć np. do Brodskiego, Rymkiewicza i wielu innych.
Teza o "wyszukaniu" brzmi jak wieszczenie Pytii.

Pan Ojej napisał:
"Z tego co mnie uczyli na lekcjach polskiego, to w baroku (przy czym moja wiedza nie jest aż tak szeroka, by stwierdzać, czy sonety wymyślili akurat w baroku) raczej forma treść przerastała."
Czy przerost formy nad treścią nie bywa właśnie jednym z elementów "wyszukania"?
----------------------
Cieszę się, że jednak ktoś czyta to Forum z uwagą i zrozumieniem.
Nie wszystkim ten wiersz musi odpowiadać, bo nie jest "cudowny". Jest bardzo dobry: dobrze napisany, a przede wszystkim mówi o czymś istotnym: o tajemnicy, której nie widać (nawet przez okulary ;)

pzdr. b

Opublikowano

Panie Oyey: doskonale i po wielokroć zintepretował Pan p i e r w s z e d w a w e r s y tekstu. Wokół tegoż rozwinął też Pan całą przebogatą argumentację (czy było warto?). W takim razie zachęcam, żeby włączyć do zrozumienia także resztę utworu - jeśli znajdzie Pan odrobinę czasu. Acha: co Pan w ogóle z tymi dopełnieniami ciągle? To jakaś moda jak zbieranie zdrapek?...

Podmiotami tekstu są środki literackie, a wiodącym tematem pustka, powiedzymy, "treściowa"... Trochę to dziwne przeczytać, że wytyka się mu coś, co wytyka on niejako "sam sobie". Ale lektura komentarzy pouczająca jak rzadko kiedy :)

Pan Serocki ma Pan świetnego "nosa" analitycznego, tylko zdumiało mnie, że przyłożył narzędzie do zupełnie nieodpowiedniego poziomu epistemologicznego. Nowoczesność - cóż, nie każdy rozumie przez to echa Przybosia (który brzmi dziś w moim odczuciu anachroniczniej niż Kochanowski).

Z kolei co do "działu zaawansowania" - to już nie jest problem. Sam umieściłem tekst w dziale kształtujących się, a nie już ukształtowanych. Gdyby Moderacja przywróciła go na właściwe miejsce, niebo poezji współczesnej pozostanie nietknięte.

Zarzutu nieklarowności zamysłu nie postawię sobie jednak, bo nie pozwala mi na to tych kilka opinii, które świadczą o zrozumieniu. Środkami literackimi żonglować warto, nie zestarzały się aż tak w mocy wyrazu.

Dziękuję za wszystkie opinie i pozdrawiam!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...