Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kolejne haiku z łabędziem w tle
może dlatego je tak lubię, że są moim negatywem?...właściwie to ja jestem ich negatywem
śnieżna biel piękna contra smolista czerń brzydoty heh :o)

Opublikowano

To zależy od tego p. Jacku, według jakiego kryterium podzielimy rok na pory. Zima zaczyna się pod koniec grudnia, a okolice, w których mieszkam już drugi raz zasypało dokładnie na biało. pozdrawiam - lef-brrr-ski

Opublikowano

jesiennym niebem
suną kluczem łabędzie
i śnieżne chmury

Jak obiecałem-komentarz w stylu jaki prezentuje wielu, to tylko prowokacyjny zabieg. Ale sam pan go sprowokował.
jesiennym niebem--oczywiście rozumiem , ze jesienne to kigo--tu wymuszone i nic nie wnoszące.
suną kluczem łabedzie-- kluczem tak zwrot oklepany, że............ to chyba cos wyżej pownino być niz podstawówka.
i śnieżne chmury--to już interpretacja pańska-- chyba , że ten śnieg pada z nich , ale wcześniej nic o nim. A jesli nie pada to skąd wiadomo , że śnieżne. Wszak równie dobrze mogą być deszowe czy gradowe. Albo deszczowo śniegowe. Uważam , że tu chciał pan pokazać wyższość nad..... i cóz nie powiem co wyszło.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Ot i dostało mi się po nosie, choć go wcale nie zadzieram. Akceptuję Pańskie uwagi z wyjątkiem tej o pokazywaniu wyższości. Pańska analiza ukazuje popełnione błędy - dzięki. Natomiast jeśli idzie o moje intencje, zapewniam, że jest pan w błędzie. Niejednokrotnie zaznaczyłem w moich komentarzach, że nie jestem ekspertem (pierwsze próby haiku popełniłem w maju br., po "odkryciu" tej dziedziny twórczości w niniejszym przybytku) i nie próbuję nawet oceniać twórczości innych - jest to skądinąd moją sygnaturką. Wyrażam tylko i wyłącznie moje osobiste odczucia i opinie, a jedyną motywacją jest chęć zabrania głosu w dyskusji, uzyskania opinii o moich tworach i - ewentualnie - podzielenia się posiadanymi informacjami.
Dzięki jeszcze raz za rozbiór, pozdrawiam - Lefski

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...