Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Świat zalała krew nocy
- czy to nie wiatr się powiesił
na wczorajszej gałęzi?

pokropiony dziś dzień został
nadzieją
przegryzającą pozostały ból

lecz choć wiemy tak wiele
choć rozchylamy oczy gwiazd
brudne życie się snuje
pomiędzy ulicami

- ogryzki naszych dni
niedopałki nocy.

Opublikowano

Oj podoba mi się! Ale dopiero przy którymś czytaniu.
Wieloznaczności, gra słów.
Wiatr się powiesił, wczorajsza gałąź,
całe zdanie: pokropiony dziś dzień został nadzieją fajnie rozczochrane znaczeniowo.
Plusisko.
Ja.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja to rozumiem, że coraz więcej gwiazd widzimy i coraz dokładniej - nawiązanie do techniki (dość oklepane sięganie do gwiazd, tu dużo ładniej powiedziane), a na dole...
:)
Ja.
Opublikowano

Panie Jacku P.,
chyba jest Pan pierwszą osobą, która widzi sens w moim wierszu :D. Bardzo się cieszę!
Po usłyszeniu opinii mojego taty ("yyy... a właściwie co to znaczy?") miałam wątpliwości czy ktokolwiek zrozumie ten wiersz.
A Pan zrozumiał, że chodzi o to, że wszystko, cała technika idzie do przodu. I, choć wiemy już tak wiele, nie potrafimy znaleźć recepty na szczęście. Dlatego brudne życie wciąż się snuje pomiędzy ulicami, dlatego wiatr się powiesił na wczorajszej gałęzi.
Dziękuję za komentarz! :)
pozdrawiam

Opublikowano

Martuniu, lub jeżeli wolisz, Nieśmiały Aniołku, Myślę, że wiele osób zrozumiało. Przesłanie jest moim zdaniem czytelne. Zauważyłem, że masz trochę prozaiczne, a raczej prozatorskie, skłonności do wersyfikacji. Spróbowałem pociąć trochę Twój wiersz. Nie wiem czy lepiej, ale tak czy inaczej podoba mi się.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Jacek (może nie "Pan", OK?)


Świat zalała krew
nocy
czy to nie
wiatr się powiesił
na wczorajszej
galęzi?
pokropiony dziś dzień
został nadzieją

lecz choć rozchylamy
oczy gwiazd
brudne życie się snuje
pomiędzy ulicami

ogryzki
dni naszych
niedopałki
nocy.

Opublikowano

(Panie) Jacku,
czytałam kilka razy moją wersje tego wiersza i Twoją, poprawioną.
Jeśli miałabym coś zmieniać to nie chciałabym dzielić całego wiersza bo jest on wtedy dla mnie nieczytelny i znaczy trochę co innego.

A jeśli chodzi o:
"pokropiony dziś dzień
został nadzieją"
to powinno być raczej:
"pokropiony dziś dzień został
nadzieją"

Opublikowano

Wiesz, to wszystko zależy od tego czy chcesz pozostawić całkowitą jasność przekazu, czy też dopuścić to "co innego", o którym piszesz. To jak podzieliłem twój wiersz z pewnością nie jest doskonałe. Przecież ja jestem "rymarz". Teraz dlaczego zrobiłem właśnie tak:
Pierwszy wers - żeby uwypuklić to, że świat zalała krew - zdanie potocznie wyrażające złość. A dopiero w drugim wersie - po krótkiej przerwie - nocy. Dalej - to samo "Wieje jakby ktoś się powiesił" - znów popularny zwrot tu ładnie przez Ciebie ożeniony z wiatrem. W rozdzieleniu nabiera trochę dwuznacznośći. Dalej - pokropiony dziś dzień został nadzieją - w ten sposób jest jednoznaczne, a jak rozdzieliłem, to nie jest pewne czy to dzień został pokropiony nadzieją (takie jest Twoje zamierzenie, prawda?) czy też dzień przez to, że pokropiony (czymś) został - czyli stał się nadzieją. Tak mi się wydaje, że w wolnym wierszu, jeżeli są wieloznaczności, to tym lepiej dla wiersza. Przy końcu mojego poprzedniego komentarza napisałem, że tak czy inaczej podoba mi się. Więc tę przewersyfikowaną wersję zrbiłem po to, żeby Ci pokazać możliwość innego ułożenia; nie traktuj tego jako poprawianie. A czy lepiej tak, czy tak, jak pierwotnie, czy może jeszcze inaczej...?
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
Ja.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jestem w pracy. Lecę na Marsa. Misja wojskowa, kontrakt zawodowy. Eter w próżni gra mi w uszach melodię o czarnoksiężniku na Księżycu. W karczmie „Rzym” nie byłem już dawno. Pewnie z Marsa nie wrócę – bilet w jedną stronę. Powoli zarysowuje się Planeta Mars na mojej drodze. Mówili: „Kategoria A otwiera drzwi wszędzie”. A tak zwyczajnie się mnie pozbyli. I mam wakacje... Przez interkom możemy pogadać. Taki ze mnie bohater. zazdroszczę  Wam na Ziemi  problemów   
    • no to tak , automatyczne skrzynie są wygodne wiec po co się męczyć z kijem drogi teraz praktycznie wszędzie gładkie wiec nie ma sobie co wmawiać prędzej zepsujesz manualna niż automatyczna a w ruchu drogowym z ograniczeniami przepisami etc etc to nie będzie nikt lepszym czy gorszym po co się męczyć z manualem tu nawet nie ma jakiegoś poczucia większych umiejętności  raczej się tylko utrudnia sobie życie 
    • nie wyjeżdżaj sam na wakacje spójrz, macoszki piąstki pogryzły zobacz krawat raptem przyciąłeś i wystaje cisza z walizki   chodź, wyśnimy wyspy szczęśliwe dwa anyżki, złote księżyce, oglądałam prospekt w nefryty, cena warta naszych zasyceń   nie wyjeżdżaj sam na wakacje wymienimy chęci na słowa? wtedy starczy już nam na wszystko, no więc jak - czy mam się pakować?      
    • Słoneczny dzień. Na skraju polanki,w środku lasu, stoją dwie choinki – duża i mała. Matka i jej mała córeczka. Jest mroźny dzień. Dziecko zasypia. Budzą ją dziwne odgłosy. W pierwszym momencie, nie wie co się dzieje. Jeszcze się zupełnie nie rozbudziła. Najpierw otwiera kilka igieł, ale mało co dostrzega. Za chwilę patrzy kilkoma gałązkami. Widzi, że jakiś zły człowiek, podcina siekierą gardło jej matki. Drzewko, które kocha najbardziej, za chwilę ma być martwe. Zostanie stąd wzięta, a mały pieniek, co po niej pozostanie, będzie jedyną po niej pamiątką.    Patrzy jak człowiek, bierze jej matkę, odcina jeszcze kilka gałązek – i odchodzi. Maleńkie drzewko zostaje samo w lesie. Zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wokół niej, jest wiele różnych drzew, ale nie ma tej jednej jedynej. Czuję się bardzo samotna. Zaczyna drgać wszystkimi igłami, aż niewinny śnieg z nich zlatuje. Patrzy na pozostałość po swojej matce. W myślach wszystkich gałęzi, obiecuje ludziom zemstę. A może nawet inne dzieciaki namówi.   * Człowiek stoi w lesie. Patrzy na dorodny, piękny świerk. Będzie się nadawał na choinkę – myśli sobie. Podchodzi bliżej. Bierze siekierę i zaczyna ścinać drzewko. Coś mu jednak to ścinanie nie idzie. Takie cienkie. Powinno iść raz dwa. Uderza miarowo, bo to człowiek uparty. Byle iglak, nie będzie nim rządzić. Nachodzi go dziwaczna myśl, że to drzewko, ma chyba jakieś...porąbane serce. Zimne i twarde jak lód.   * Jest zajęty pracą. Robi swoje. Gdyby się obejrzał, to może by zdążył uciec. Albo gdyby chociaż spojrzał przed siebie. Ale się nie obejrzał i nie spojrzał. Musi udowodnić, temu drzewku, że wreszcie je pokona.   A zatem nie jest świadomy, że ze wszystkich stron, podchodzą do niego świerki. Dla obserwatora z boku, to nawet śmiesznie wygląda. Tak się niezgrabnie kołyszą, na swoich korzeniach. Co jakiś czas zlatuje z nich trochę śniegu. Ocierają się wzajemnie, co sprawia, że słyszalny jest jednostajny szum. Jakby uzgadniali szczegóły. Kto co ma robić. Człowiek nadal ich nie widzi. Ścina, jakby go jakieś zło opętało. A że ściąć nie może, to jest coraz bardziej wściekły. Jego odczucia udzielają się świerkom, które go otaczają. Też są coraz bardziej wnerwione.   Ptaki, które na nich mimo wszystko siedziały, teraz czym prędzej dały z pióra. Drzewka zamykają człowieka w potrzasku. Teraz zauważa niebezpieczeństwo. Najpierw dostaje po oczach żywicą, żeby nie wiedział gdzie uciekać. Jest zupełnie oślepiony. Świerki zaczynają „strzelać igłami’’. Wchodzą głęboko w człowiecze ciało. Chce uciekać, ale ból jest nie do zniesienia. Zaczynają owijać go gałęziami. Jedna włazi do jego ust. Morderca drzewa zaczyna się dusić. Ale najgorsze ma dopiero nadejść.   Człowiek jest niewidoczny. Za to świerki, robią się coraz większe. Mają czerwonawy odcień.Prawie widać – jak rosną. Z ich gałęzi wylatuje jakaś cuchnąca ciecz, pomieszana z żywicą. Igliwie zamienia się w strzępki jakiś lepkich tłustych kawałków. Grubsze konary, pękają, rozsadzane przez skrawki ostrych kości . Świerki są grubsze, o wiele wyższe...a przed wszystkim silniejsze. Z gałęzi tryska krew, a po pniu ześlizgują się skrawki skóry, pomieszane z włosami.    Śnieg robi się różowy. Po chwili spadają w niego, gałki oczne, jak jabłuszka z jabłoni. Sprawiają wrażenie, jakby obserwowały całe zajście – od dołu. Świerkowe cielska, nabierają pewności siebie. Odchodzą. Polować na ludzi.   Na białym śniegu, zostaje samotna siekiera.   *   Szeroka leśna ścieżka. Matka z pięcioletnią córeczką, idą na spacer. – Mamusiu… – Co mi znowu powiesz, ty moje słoneczko. – Choinki za nami idą. Czy one chcą, żebym je pogłaskała? Bo ja nawet mogę. Wiesz? – Och ty mój skarbie. Jesteśmy w lesie. To chyba nic dziwnego, że za nami idą choinki. A bombki mają? – Zobacz sama. – To ty jeszcze raz zobacz. A później powiesz mamusi. – Zobaczyłam. Nie mają bombek. Ale one śmierdzą. Jak moja kupa, wiesz? – No nie. Co ty mówisz. Aż tak nie mogą. – No odwróć się wreszcie , mamusiu. Są już całkiem blisko. Ale one duże. Jak mój tatuś. A gdzie on poszedł? Kiedy wróci on? – Poszedł po choinkę do lasu. Zawiesisz na niej swoje wycinanki. Cieszysz się? – No przecież. Cała z radości podskakuję. Aż biały puszek ze mnie leci. Widzisz jak umiem. – No to chodźmy do domu. Tatuś już na pewno czeka z choinką.   *   Ogromne świerki się zatrzymują. Pozwalają im odejść. Najstarszy świerk, nadal się wpatruje, w pieniek wystający ze śniegu.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...