Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Upłynęło już kilka lat od czasu, jak tu leży. Niekiedy porusza swoim grubym tyłkiem. Albo nogą. Poci się i śmierdzi. To wszystko. Nie znoszę go.
Kiedy już nie mogę z nim wytrzymać, robię mu różne paskudne rzeczy. Zaczęłam od wyrywania pęsetą włosów. Na głowie albo na nogach. Na początku bałam się, że się obudzi i wścieknie. Ale to się oczywiście nie stało. Teraz rozpaczliwie pragnę, żeby nareszcie wstał i wyniósł się. Prawdopodobnie jest to jedyny sposób, żeby się go pozbyć. Jeżeli to w ogóle możliwe.
Poza tym koniec jego snu jest jedyną zmianą, na jaką mogę tutaj liczyć.
Kiedy zaczął pierdzieć przez sen, wzięłam się za sposób i zaczęłam kłuć go broszką. Przypięli mi tę broszkę do sukienki. Nie wiadomo dlaczego. Nie cierpię jej. Jest tandetna i brzydka. Ale teraz mi się przydaje.
Kłuję go w pięty albo w tyłek. Niestety niewiele uzyskałam, tylko niewyraźnie mruknięcia i zgrzytanie zębami, które równie dobrze mógł wywołać zły sen.
Tej sukienki też nigdy nie znosiłam, a dali mi ją. Wyglądam w niej jak wychowanka sióstr urszulanek, chodząca cnotka. Chciałam się przebrać, ale moja walizka leży zbyt wysoko.
Ostatnio wymyśliłam nową metodę, jak wreszcie zakłócić jego śmierdzący, wieczny sen. Szepcę mu do ucha ohydne historie. Przypominam je sobie albo wymyślam. Sama nie wiem. Nie potrafię już odróżnić wspomnień od snów.
Opowiadam mu o morderstwach, powieszeniach i gwałtach. Sama jestem zaskoczona własną wyobraźnią. Opowiadam mu o nienawiści. Na przykład w stosunku do takich tłuściochów jak on.
Wydaje mi się, że to skutkuje. Zaczął się niespokojnie przewracać i pomrukiwać. Pogorszyło to trochę i moją sytuację. Jest teraz głośniejszy i bardziej się poci. Nie cierpię go, kiedy jest taki wilgotny i lepki. Kończą mi się pomysły, jak mu dokuczyć.
Z ust wydobywa mu się odór starego mięsa. Co on do cholery jadał? Sapie coraz głośniej. Wbijam mu w pośladek igłę aż do końca, a on tylko zgrzyta zębami i mumla. Jego penis jest napięty i twardy. Już kilka lat soki wzbierają w nim, żeby się nigdy nie wylać.
Im jestem dla niego okrutniejsza, tym bardziej napięte są jego sny i rozporek.
Nie wiem, jak długo jeszcze oboje to wytrzymamy. Mam jednak wrażenie, że o zmianie nie mamy co marzyć. Jedziemy pociągiem z maksymalną prędkością. Zamknęli mnie z nim w jednym ciemnym przedziale i nawet nie wiem, kto to zrobił. Dawno straciłam rachubę czasu. Za oknem jest noc bez jednej gwiazdy.
Coraz częściej ogarnia mnie sen i zaczynam rozmyślać o tym, jaki dziwny jest ten pociąg. O ile sobie przypominam, żaden konduktor nie przyszedł jeszcze sprawdzić naszych biletów. Jedziemy też podejrzanie długo i podejrzanie szybko. Może ktoś nas porwał z całym składem i żąda teraz okupu od naszych rodzin?
Smród zagęszcza się w naszym przedziale. Ostatnio, być może nawet od kilku lat, światło jest wyłączone. Tłumaczę to sobie oszczędnością. Ale co, jeśli powód ciemności jest inny?
Jestem pośród tych obaw sama. Ten tłuścioch nic tylko śpi. Z zawrotną prędkością. Nienawidzę go za to. Za inne rzeczy też, ale przede wszystkim za to.
Czasem migają mi przed oczyma jakieś światła i znowu nabieram nadziei, że dojedziemy w końcu do celu. Że wszystkie tamte strachy okażą się tylko złym snem i jutro obudzę się w domu, we własnym łóżku.
Nie rusza się to tłuste, paskudne zwierzę. Muszę szybko wymyśleć jakąś historyjkę o śmierci i zabijaniu, żeby mu się gorzej spało. Biorę w zęby jego ucho i szeptem zaczynam opowiadać. Pewnego razu w jednym ciemnym przedziale zamknięto dwoje ludzi, mężczyznę i kobietę. Kobieta miała na sobie czarną jedwabną sukienkę. Mężczyzna spał, sapał i zgrzytał zębami.

Opublikowano

Minęło już kilka lat od czasu, co tu leży????? Co to znaczy? Z takim potencjalem marnować się na takie rzeczy? Moim skromnym nie warto. Podejrzewam, że gdybym zaczął pisać o tym, czego nie lubię w kobietach, forumanki znienawidziłyby mnie w jeden dzień. Ale po co tracić czas w ten sposób? Ale tekst świetny. Bardzo rad, że Pani się pojawiła, pozdrawiam szowinistycznie.

Opublikowano

Pierwsze zdanie jest dla mnie niezrozumiałe: możechodziło Ci "jak tu leży, lub od kiedy tu leży"?
Trochę dziwaczne opowiadanie. Nie bardzo wiem jak go zakwalifikować. Mogę Ci tylko podpowiedzieć jak się drania pozbyć, choć Ty przecież masz na to sposób. Wszak jesteś wampirką...

Opublikowano

Racja, to pierwsze zdanie jest niezręczne, zaraz je zmienię na "od kiedy". I dzięki za tak szybką reakcję, uśmiałam się, Leszku, z twojego komentarza. A do Ashera: tak w głębi duszy jestem wielką miłośniczką mężczyzn (ale o tym sza!). Pozdrowienia,

Opublikowano

przepraszam , to już może nie na temat ale do Pana Leszka chciałam ...( " w dzieciństwie łapała muszki ..." ) . Pańki talent poetycki , już powszechnie znany ...a tu,narodził się nam jeszcze psycholog. Pan sądzi , że to uraz z dzieciństwa ?
(uprzejmie proszę potraktować moją uwagę z humorem )

Opublikowano

Jakie szczęście, że nie mam nadwagi :) Bo bym sobie zaczął kombinować, co też żona mi szepcze...
Nie, nie zacząłbym. Na moje szczęście ona nie jest wojującą sufrażystką, która budzi mnie co rano okrzykiem "Hela będzie traktorzystką" :)

Pozdrawiam doceniając złośliwości ;)
Wuren

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Pierwsza świeca zgasła   ta o skostniałych palcach   trzysta sześćdziesiątego piątego dnia roku tego cichego nieprzestępnego   w ogrodzie oliwnym gdzie szarość miesza się z błotem a niewinność z kulturowym głodem jadącym nowoczesnym samochodem   Druga świeca zgasła   ta czająca się w kącie introwertyk cholerny w ogrodzie oliwnym ten trzeci — niepotrzebny grający w piłkę sacrum i profanum   Trzecia świeca zgasła   oświecona granica przeszłości poziomica teraźniejszości   w ogrodzie oliwnym gdzie stare całuje młode w policzek bezboleśnie gdzie monety uderzają o krzewiastą podłogę   we śnie   Pierwsza Druga Trzecia Druga Trzecia Pierwsza Trzecia Pierwsza Druga   Mózg mruga i mruga   W ogrodzie oliwnym Świadek ze mnie dziwny
    • @LessLove dobrze wiedzieć kogo ulokować;)
    • @andrew krótka:)
    • Był w swoim,  zupełnie niezrozumiałym  przez innych świecie. Kolejna nagła trauma tym razem wywołała manię. Spał tyle co nic. Miał podkrążone, mętne oczy. W tym stanie  nie były jednak martwe jak co dzień. Szarość zastępował błękit. Był czujny, uważny, skupiony. Był szalenie pewny wszystkiego. Swojego geniuszu. Idei ukochanego narcyzmu.     Nie jadł  a raczej łapał pod wieczór byle co  z praktycznie pustej lodówki. Pił tylko kawę rozpuszczalną i colę. Był opętany pasją tworzenia. Zamykał drzwi i okna. Wyłączał domofon, telewizor i telefon. Stopował zegarki. Wyłączał nawet muzykę. Ściszał się do poziomu niebytu. Tworzył przez cały czas.  Rozmawiał z jedyną godną osobą. Z samym sobą.     Ustawiał płótno. Mieszał farby. Przygotowywał pędzle. Nie z nadzieją a pewnością. Teraz ktoś mnie zauważy. Zapłaci i pochwali. Sprzedam dziesiątki prac. I pracę rodziły się lekko. Bez bólu. Zapominał o ranach depresji. Czas by on mógł zranić  jedynym dostępnym orężem. Swoją sztuką.     Jego pejzaże cierpiały na paranoję. Rozczłonkowane, krwawe wnętrza mieszkań, ociekały psychozą tysiąca oczu i rąk, wystających ze ścian. Ostatnie chwile bohaterów. Uchwycone za mgłą znieczulenia. Wszędzie tylko ta podła, czarna krew. Ofiara sądu, który nie zna litości. Oni skakali do przygotowanego grobu. A wieko trumny  opadało im na zgarbione plecy. Grzebiąc za sobą  coś więcej niż samo życie. Umiał nazwać wszystkie głosy. Malował je ze szczegółami. Schizofreniczny ich potok. Napełniał go spokojem. Bał się jedynie głosu rozsądku. Bo on kazał mu walczyć o coś  co nie miało żadnego znaczenia. O życie.   Malował rzekę tak samo  jak tamtego pamiętnego dnia. Uśmiech nie schodził mu z twarzy  nawet na chwilę. Miał nieodparte wrażenie,  że rzeka była równie psychopatyczna i podła. W jej nurcie, słyszał szaleńczy rechot. Nie żab schowanych w sitowiu a braku jakichkolwiek odruchów. Ta dziewczyna. Zmusił ją by weszła do wody. Patrzyła na niego. Wiedząc, że za chwilę umrze. A potem zaczęła tonąć, we wzburzonym nurcie. Jej chaotyczne ruchy, wzbijały z dna, lepkie ślady mułu. Jakieś korzenie i zbutwiałe liście. Poszła na dno. Ale on ją uwiecznił. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. A on je pamiętał doskonale.     Siły witalne opuściły go, dopiero w środku nocy. Obraz był skończony. Podpisał się jeszcze inicjałami S.T. Ale w zasadzie nie musiał tego robić. Zawsze słyszał tylko. Nikt nie maluję tak jak Ty. Nikt nie patrzy na świat i dzieło jak Ty. Jesteś chory i przeklęty. Jesteś niebezpieczny. Dopiero teraz odszedł od sztalugi  i zaczął włączać na nowo wszystkie sprzęty. Domofon i telefon i tak by milczały. Nikt go nie odwiedzał od lat  a książka w telefonie  nie nosiła śladu ani jednego kontaktu.     Sięgnął po pilot i włączył telewizor. Oglądał tylko programy publicystyczne  oraz wiadomości. I właśnie ich powtórka  leciała teraz na programie piątym. Skamieniał patrząc w ekran. Prowadzono relację z miejsca,  które właśnie skończył malować. Ta sama rzeka,  ten sam ostro zakończony brzeg. Ten sam cuchnący muł. Na rzece unosiły się dwie policyjne łodzie. A wokół ich burt można było dostrzec, wynurzone głowy trzech płetwonurków.     Spikerka mówiła o tym, że wreszcie po prawie trzech tygodniach, udało się znaleźć ciało nastolatki,  zaginionej na początku miesiąca. Najpierw pokazano wywiad  z koordynującym akcję oficerem policji, później z załamaną babcią dziewczyny. Wychowywała ją jak umiała najlepiej. A na końcu pokazano zdjęcie dziewczyny. Jej długie, krucze włosy, lekko zakrzywiony, długi nos, szare, przejmująco smutne oczy. I cudowne piegi,  podkreślające jej wyjątkową urodę. A później jeszcze tylko zbliżenie kamery, na worek z ciałem  a raczej z tym, co z niego zostało  po tak długim kontakcie z dzikością żywiołu.     Nie oderwał wzroku. Nie zrobił nic. Czekał na jej ruch. I wtedy odezwała się w jego głowie. To nie była psychoza. To była ona. Zwróć nasze wspomnienie rzece. Wyrzuć swój obraz w nurt. Wyślij mnie znów do samego dna. Proszę. Uległ i pękł. Złamał się i sam poszedł na dno. Wiedział, że policyjne łodzie  wrócą za jakiś czas w to miejsce. Będą szukać kolejnego ciała. A wśród ich burt i głów płetwonurków będzie dryfował na spokojnej fali. Jego ukochany obraz.          
    • @Mel666 nooo , lubię ten klimat :)) po sezonie najbardziej ;)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...