Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

takiego pogrzebu nigdy nie widziałem
wszyscy na nim płakali ja się tylko smiałem
szedł kondukt zboczony, calkiem obłąkany
fajerwerki grzmialy, strzelały szampany

trumnę niosły rytmicznie klekocząc
znajome wypełzłe z grobów kościotrupy
żałobnicy zaczęli do stuku ochoczo
obłąkane pląsy, tany i przytupy

szli Polski grabarze w frakach garniturach
kurew pełno w woalkach oraz pawich piórach
patrzyłem zdziwiony w tą zboczoną sforę
na stypie swe rzygi zżerali z kawiorem

wierzę, czas nadejdzie podłe czasy miną
garbusy spodlone znów na bacznosc staną
trupi synod zrobić zdrajcom skurwysynom
żywym doły kopać, kula w łeb pod ścianą

Opublikowano

moim zdaniem przesolone, przepieprzone chili za dużo :)))
poza tym dostrzegam pewną niekonsekwencję w poprowadzeniu narracji, ponieważ już pierwszej, niby tylko podmiot się śmieje, a inni płaczą, ale już zaraz są fajerwerki i szampany, czyli, w moim odczuciu, oznaki radości tego wyimaginowanego korowodu.
nie podoba mi się też to, że wiersz w oczywisty sposób nawołuje do nienawiści i zachęca do użycia przemocy.
to by było chyba tyle :)
pozdrawiam i do poczytania :)

Opublikowano

@Alicja_Wysocka
Alu;)))))))))))!~~!!!!!!!!!!!!!! Ale...z odrobina wyrozumiałości.
Ja ni9e umiem mierzyć, nie u8miem liczyć. Ale wiedziałem co to jest średniówka;))0 "Coś" pomiędzy;)))\
Pozdrawiam Alu.
Wkurzony? Wstyd i hańba. Nie jestem Alu brudem, który potrafi patrzeć bez emocji na ten upadek i agonię.
I wiesz? Mam rację. Mam rację na 100 procent!
Polacy obecnie nie sa poprawni, kulturalni, itd.
|Są zakłamani i tchórzliwi.
Niewolnicy, równiez mentalni.
Powoli mam dość. Nie sprawia mi radości dostatnie życie. Chcę więcej.
Dziękuję za odwiedzxiny i poczytanie. Miło mi.

Opublikowano

Sylwestrze? Czy nie popadłeś w "poprawność"?
Garbusom zdychają noworodki w taksówkach dusząc się pępowiną pod szpitalami zdychają nieubezpieczeni ludzie jak psy, wszyscy młodzi marzą o wyjeżdzie z Polski, Polacy się degenerują fizycznie...
nie chcę dalej wyli8czać...
A Ty wyjeżdżasz z tekstem, że ja nawołuję do przemocy?
Kto kurwa mo0rduje i upodla mój Naród?

Opublikowano

@Jan_Wodnik
Wiesz na czym polega perfidia Zniewolenia i upodlenia?
Że wszyscy wiemy, wszystko niemal wiemy, a mentalnie jesteśmy juz tak zeszmaceni, że nie możemy nioc zrobić.
I moiżemy tylko krzyczeć. I nic poza tym. Wolność slowa.
Jest jeszcze Pan Bóg. Jest Chrystus.
Bo człowiek Polsce już nie pomoze.
Dzięki za poczytanie.

Opublikowano

z zebra to Eva :)))
'Zło dobrem zwyciężaj' - św. Paweł z Tarsu :), to naprawdę bardzo duża sztuka, ale też jedyny sposób, który nie prowadzi do eskalacji przemocy, czyli, praktycznie, do triumfu zła.
a problem jest, niestety też doskonale to widzę, a nawet odczuwam na własnej skórze.

p.s.: nie bluzgaj, bo to na pewno nikomu nie pomoże. dbaj o piękną polską mowę :)

Opublikowano

@Sylwester_Lasota

Cholera... Nie udało się to kobietom , którym Ukraińcy wyrywali dzieci z brzuchów... Nie udało sie to mojej znajomej, która zgwałciło kilku polskich śmieci... Fakt...mogła się lepiej wypiąć...
To bełkot nierealny.
Te słowa odbieram jako wybaczenie krzywd, a nie bycie tchórzliwym smieciem, dającym się prowadzić na rzeź czy niewolić.
Obrona życia i własnegj godności ludzkiej to nasz święty obowiązek przed Bogiem. Chrystus powiedział, że Jego Ojciec nie lubi tchórzy...
Nie obawiaj się. Nie dyszę nienawiścią do świata. Stac mnie na więcej niż hipokrytów i pieknoduchów, ale oceniam Zło realnie.
Bywaj;)))
Od teraz urlop;)))
W poniedziałek mykam do Izraela. Gdzie się wszystko zaczęło...

Opublikowano

nie uda się przejść obojętnie . Można się zgorszyć albo zrozumieć . Wybieram to drugie . Curry nie żałowałeś i OK masz do tego prawo ;-) Tylko , że takie rzeczy nie tylko w RP ... Ale Ty , jako patrz riota ... Własne podwórko najbardziej boli ... Niestety ...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...