Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kobieta po czterdziestce
ubrana w za krótkie spodnie
w pasiastą bluzkę przez którą przewiesiła
starą torbę listonoszkę
z uśmiechem prawie bezzębnym
szuka pożywienia w koszu na przystanku dolna
pod wiatą siedzą przyszli pasażerowie
odwracają głowy w drugą stronę

podchodzi do niej kobieta ze świeżym jedzeniem
proszę to dla ciebie - mówi
nie chcę jedzenia zabierz, daj dziesięć złotych na flaszkę - odpowiada kobieta po czterdziestce
zasmucona odchodzi - wyciągnęła rękę niczym Jezus
została pogardzona

warto pomagać?!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



wiersz nie jest przemyślany np.:
'szuka pożywienia w koszu na przystanku'
'nie chcę jedzenia zabierz'

i nierozważna jest jego puenta - jakże w sobie zadufanym trzeba być, żeby podając biedakowi porcję żywności porównywać siebie, albo kogoś, kto tę porcję biedakowi podaje, do jezusa

pytanie na końcu jest, proszę wybaczyć bezpośredniość, co najmniej żenujące w swej protekcjonalnej, i niebezpiecznej, naiwnoścci; poza tym jest niechrześcijańskie :-|

pozdrawiam

Opublikowano

@Jolanta_S.

no tak; mówienie prawdy to wielka cnota, a alkoholizm to choroba

tym bardziej owa biedna kobieta zdana była na pomoc; prawdziwą pomoc, a nie taką, która sytej i zdrowej (pseudo?)chrześcijance może posłużyć do pogłaskania własnego sumienia...

tak, masz rację... z rozpędu nazwałem wierszem ten, no cóż, chyba jednak paszkwil

serdecznie pozdrawiam

Opublikowano

@Jolanta_S.
o tak, pani 'smutnej' też potrzebna jest pomoc
ale też nam, którzy widząc nędzarzy, zbyt często odwracamy głowy lub obok nich obojętnie przechodzimy - w każdym razie mnie to się zdarza; wprawdzie nie odwracam głowy i przechodząc obok, staram się tych ludzi dostrzegać, ale jednak bezpośredniej pomocy nie zawsze udzielam i... czuję - patrząc potrzebującemu w oczy -, jak moje sumienie krzyczy, że robię zbyt mało, nieco pomagając w sposób mniej lub bardziej pośredni; niektórzy z tych biedaków, którym nie dałem 'grosza', niekiedy uśmiechają się łagodnie, jakby chcieli podziękować za nawiązanie z nimi kontaktu wzrokowego; może czują wtedy, że przynajmniej nie są mi całkiem obojętni i że dostrzegając ich i ich problem, może będę szukał możliwości rozwiązywania go

w opisanym przypadku niestety pani 'smutnej' nie może pomóc osoba, która tę scenę obserwowała i porównała panią 'smutną' do jezusa, bo przecież to właśnie ta osoba w końcu zadaje pytanie 'warto pomagać?!', a więc także jej potrzebna jest pomoc

jeśli było to zdarzenie rzeczywiście zaobserwowane, to w tym konkretnym przypadku autorka tego tekstu może mogłaby spróbować pomóc osobie, która jej tę historię opowiedziała i w swej krótkowzrocznej bezradności sformułowała owo pytanie, które znalazło się na końcu tego tekstu

który wprawdzie nazwałem paszkwilem, to jednak wciąż nie wiedząc na kogo on właściwie jest: na chorą biedaczkę, na ludzi odwracających wzrok, na 'smutną', na 'obserwatorkę'... ?

sam problem jest bardzo złożony i podjęto już wiele prób, żeby go przynajmniej uświadomić; ładnie zrobił to np. koterski w filmie 'dzień świra' - dla mnie w tradycji wieszczącego absurdu gombrowicza, ionesco czy bernharda

na tym forum przeczytałem dzisiaj zgrabnie i pomysłowo napisany w podobnym duchu wiersz jana wodnika, w którym, według mnie, stara się on wskazać na coraz bardziej powszechną bezmyślność... bezduszność... bezduchowość...: http://www.poezja.org/wiersz,1,145678.html


jeszcze raz pozdrawiam

Opublikowano

warto pomagać, ale w mądry sposób i przemyślany sposób:)


a jeśli chodzi o wiersz, to jest historyjka z niecodziennym obrotem spraw i chyba to jest największy pozytyw. Minusów jest więcej, szczególnie narracja niestety nie jest ubarwiona poetycko. Z wiersza zostaje mi w pamięci tylko treść...to za mało

pozdrawiam!

Opublikowano

@al_meriusz
wiersz Jana czytałam już wcześniej, szukałam słów na komentarz... już :)
ale tam są metafory i właściwie fajnie ujęty temat. mnie też gryzą te obce wprowadzone do kraju, wprawdzie tandetne w polskim wykonaniu i tak bardzo potrzebne... jakby to w Polsce świąt brakowało, a przecież mamy ich nadmiar.

Twój komentarz... no wiesz, przecież wiesz :) :) :)

zdarza mi się, że czasem... to się zdarza każdemu, ale są jakieś próby, przemyślenia... kiedyś napisałam:

prawo natury

żebrak potrafi - magister więcej
żebrak ma serce - magister władzę
żebrak głodny - magister syty pęka w szwach
któregoś dnia odejdą pochłonie ich ten sam piach
o żebraku wspomnienia
magister dostanie pomnik i nekrolog
pakuję jednego i drugiego do kieszeni
świat nie może utykać

Opublikowano

To jest sprawozdanie z polskiej codzienności i rzeczywistości i nie jest ti wiersz ani tymbardziej poezja, ale dyskusja dość ciekawa, jednaknie wskazująca na jakiekolwiek rozwiązanie problemu.
Swego czasu napisałem poniższy tekst, rozesłałem go mailami do redakcji gazet, polityków, nawet nikt nie odpowiedział, oprócz Min. Pr. i Pol. Społ. które odpisało zgoła nie na temat, ale pokazało, że nie olewa monitów obywatelskich.
Pozdro

Koncepcja rozwiązania bezrobocia.

Ludzie są, jacy są, jedni są zaradnymi, gdy inni nieudacznikami i nic nie pomoże ich edukowanie w celu znalezienia na rynku pracy trudnej do osiągnięcia, i tacy najczęściej zamknięci w sobie i w swych czterech ścianach lądują w tej nowej, co nie bądź rzeczywistości na bruku marginesu ludzkiego śmietniska. Na spotkaniu bezrobotnych wśród bezrobotnych w Urzędzie Pracy usłyszałem, że ta spora grupka ludzi, to przeważnie osoby z wyższym wykształceniem, są aktywni w poszukiwaniu i jak słyszałem i zrozumiałem, że mają nikłe szanse znalezienia jej.
Państwa Unii Europejskiej dbając o swój rynek zbytu, dyktowały nowo upieczonemu państwu unijnemu warunki; co może hodować, produkować jak i wiele innych nakazów i zakazów gospodarczych. Zatem nie żałuje Ona euro dolarów na szkolenia, uczelnie, agencje zatrudnienia, drogi publiczne, ale co szary obywatel ma z tego coraz piękniej wyglądającego parku polskiego?
Wspólne dobro narodu, komunistycznego państwa, zostało za marne grosze przejęte przez byłych aktywistów i ich rodziny, rozszabrowano Polskie Wałęsy, a on ze swymi zausznikami na to ślepo przyzwalał, a pan Mazowiecki umiejętnie podkreślił te zalążki polskiego szamba grubą krechą i nikt nie dał komuchom po łapach za dawne grzechy, jak i za bezkarnie popełniane przestępstwa gospodarcze.
Mam prawo powiedzieć, że walczyłem i walczyliśmy o to by zredukować biurokrację, jednak ona nie zmalała, wręcz przeciwnie rozrosła się niczym olbrzymia ośmiornica. Powstało bez liku urzędów, pośredniaków dotowanych z Unii, a czy one dają nam pracę?
Na owych spotkaniach bezrobotnych w psychologiczny sposób w zakamuflowany sposób zawstydza się bezrobotnych dając im do zrozumienia i odczucie o ich nieudaczności, zatem szkoli się ich jak pozyskać pracodawcę, który ma do wyboru setki takich jak on. Na koniec odtwarza się film, o zaradności w pozyskaniu nie pracy, ale pracodawcy, a zwieńczeniem tego dwudziestopięciominutowego dzieła kuźni umysłu jest informacja o dostępnej pracy w państwach unijnych. Jakie to poniżające naszą godność polską, gdy widzi się oferty prac, których już nawet przysłowiowy murzyn nie chce wykonywać, ale cóż, Unia zadbała o to by Polska nie miała rynku pracy, była rynkiem zbytu i zapleczem siły roboczej w wykonywaniu prac, których nie chce się podjąć własny obywatel.
W tym kraju może się wszystko zmienić na lepsze, jednak do tego trzeba władzy mądrych rządzących, ale skąd ich wziąć, gdy naród zawsze wybierze krótkowzrocznie, zatem mamy odzwierciedlenie narodu dbające o własny dobrobyt, a nie dobrobyt wyborców. Powstały i nadal powstają mega sklepy o rodowodzie obcokrajowym i cóż z tego, że taniej, gdy przez nich okradana jest Polska, gdy kapitał właścicieli tych molochów jest wywożony poza granicę jego wyprodukowania.
W tym kraju nad Wisłą, w którym praca stała się utopijnym luksusem, gdzie podatnik musi bulić na budżet państwa, z którego co nie bądź rządzący ustalają sobie bajońskie płace i premie, nie dając w zamian solidnego oparcia, ani wsparcia dla obywateli w rządzie, gdzie zlikwidowano całkowicie przemysł dający wyborcom utrzymanie, gdzie na uniwersytetach edukuje się nowe i wciąż nowe zastępy przyszłych wykształconych bezrobotnych, należałoby wzorem zachodnich państw przyznać bezrobotnemu dożywotni zasiłek. Owy zasiłek powinien być w takiej wysokości, by bezrobotny mógł nie przymierając z głodu żyć w pewnym standardzie mając kasę, na jako takie wyżywienie, opłaty mieszkania, prądu, gazu, wody, zakup środków czystości i odzieży, utrzymanie lichego auta, a jaki wysoki miałby to być zasiłek? Od tego są ekonomiści, zatem proponowałbym p. Balcerowicza do ustalenia jego wysokości, on żyjąc na pewnej stopie, wiedziałby, jakie ma potrzeby obywatel. Przy takim rozwiązaniu problemu, bezrobotny chcący żyć wyższym standardem sam podejmowałby pracę, a pracy z pewnością byłoby w bród, niektóre urzędy samoistnie zakończyłyby swój żywot, odciążając tym budżet państwa, co dałoby wolne środki na bezrobotnych, a także widmo bezdomności zanikłoby z czasem z historii państwa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza, Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta, Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża, Smaganym wciąż przez zimny wiatr,   A choć wkoło sroga dotkliwa zima, Naokoło mroźna noc głucha, Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask, Tańczy na wielkich śniegu połaciach,   Na oszronionej partyzanckiej mogile, W mroku nocy migocąc samotnie, Głośno krzyczę o należną mu pamięć, Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,   Lecz może tej nocy mój krzyk, Posłyszą choć duchy przeszłości, By opowiedzieć o ciężkiej doli, Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…   I znad oszronionych partyzanckich mogił, Poniesie się cichy szept historii, O czynach ich bohaterskich chwalebnych, O Honorze nigdy nie zatartym…   Niekiedy kilku braci partyzantów, Wszyscy rodem z jednego domu Brało na siebie partyzanckiego życia trud, Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,   Pozostawili rodzinne swe domy, By trudom partyzanckiego życia czoła stawić, Choć długimi nieprzespanymi nocami, Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…   Gdy tylko bladym świtem, Skrzące gwiazdki na niebie, Gasły jedna po drugiej, Oni swe karabiny brali w dłonie,   Z rozległych lasów i nieprzebranych borów, Gdy padał rozkaz do ataku, Młodzi partyzanci wyruszali w bój, Choć nieobce im było uczucie strachu…   Choć rozległe lasy i bory, Wielkie czapy śniegu pokryły, Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali, Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,   Przemarznięci, zziębnięci partyzanci, Dotkliwym chłodem przeszyci, Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć, W milczeniu znosili losu przeciwności,   Nad dogasającym z wolna ogniskiem, Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie, Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie, Z ust wdmuchiwali w nie parę…   Pamiętający kampanię wrześniową pistolet, Często był największym ich skarbem, Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek, Strzegł go każdy jak oka w głowie,   Często zdobyczny trzonkowy granat, Nikłą jedynie nadzieję dawał, Na zadanie okupantowi dotkliwych strat W kolejnych zasadzkach i potyczkach…   Nie straszne im były najsroższe zimy, Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy Z godnością w milczeniu wytrwale znosili, Trwając na przekór okrutnemu losowi,   A rozłożyste drzewa oszronione, Widząc ich smutek i niedolę, Choćby najcichszym nawet szumem, Pociechy zimą nie mogły im nieść…   I tysiącami niezłomni partyzanci, W walce o naszą wolność polegli, Choć często mizernie uzbrojeni, Do walki z okupantem zawsze gotowi…   Dziś gdy ognia płomyki, Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych, Sypiąc niekiedy złote iskierki, Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,   Unosząc kubek gorącej herbaty, Pobiegnijmy swymi myślami, Ku tamtym partyzantom niestrudzonym, Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…   I za dusze partyzantów zapomnianych, Których często nie znamy nazwisk, Którzy grobów nie mają własnych, W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy...      
    • @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję :)  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

         
    • Przeżywasz pragnienia, jakby się już spełniły. Czy to naprawdę daje Ci radość? Czy tylko karmisz myśl o szczęściu? By pojąć różnicę – musisz doświadczyć.
    • @andrew Również pozdrawiam Cię Najserdeczniej zarazem życząc Ci wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze!!!   @Gosława ,,Wstyd hańba i ogólne dno" Święte słowa po tysiąckroć!!! Pozdrawiam Najserdeczniej!   @Jacek_Suchowicz "Jesteśmy istniejemy i rządzimy i nic nam nie zrobicie"... Ale do czasu... Byle tylko do najbliższych wyborów! Pozdrawiam!   @Berenika97 Obawiam się że takich gorzkich refleksji nad współczesną polską rzeczywistością czeka mnie w najbliższych tygodniach i miesiącach naprawdę sporo... Co zrobić... Pozdrawiam Najserdeczniej!
    • @KOBIETA Nie ma sprawy, wejdź na mój parkiet. Tu masz współrzędne: 52,4299729, 20,7231488. PS. Tylko konkrety, zero mgły.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...