Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Uwaga, startujemy!
Teksty wklejamy w tym wątku, każdy ma prawo wkleić jeden tekst, styl dowolny (wiersz, esej, opowiadanie, fraszka etc...) - liczy się pomysłowość, oryginalność i takie tam cechy...

Jako, że nagrodą jest:
http://www.poezja.org/debiuty,4,9.html

tematem będzie:
- jak wyglądał początek świata
lub
- jaki będzie koniec świata

Zasady są jasne, proste i klarowne - wklejamy, jury ocenia, wybierają najlepszy tekst, jeżeli są różnice w ocenach, tajemniczy juror xyv zadecyduje.

W związku z zalewem zgłoszeń do jury (che che che) oceniać będą:
- Beata Korybko
- Michał Kiliński

Zaczynamy od teraz, czas trwania konkursu do 30 października do godz. 0:00

Nagroda zostanie przesłana pocztą!

START!

Opublikowano

pustka logicznie rzecz biorąc
musiała być na poczatku
świadomosc jak woda w obiegu zamkniętym
ciągle pochłania więcej
wielka dwoistość dla towarzystwa
ogień
światło i ciemność
gra cekinów
prazupa jin i jang
rodzi z zamysłu ciągle coś innego
chemiczna układanka
i sporo miejsca na cuda
elektryczne ręce rzeźbiarza
kują nieustannie twoją twarz

Opublikowano

Początek i koniec

Jak wyglądał debiut świata?
Jaki świata był początek?
Temat ciężki, że przygniata,
Bo zawiły dosyć wątek,

Jest teorii też bez liku,
Z których każda jest do wzięcia.
Niecierpliwie stoją w szyku,
Aby chwycić cię w objęcia.

Wielki niczym cień o świcie,
Szczerzy zęby swe Darwinizm,
A jak słońca dysk w zenicie
Stoi obok Kreacjonizm.

Wnet uzyskasz wyjaśnienie,
A jedynie słuszne zdania,
Co rozjaśnią ci spojrzenie,
Odpowiedzą na pytania:

Czy to losu fanaberia?
Czy szczególne są powody?
Że pewnego dnia bakteria,
Na ląd sobie wyszła z wody?

Jeszcze w głowie masz domysły,
Które nie zdążyły przebrzmieć
I choć wytężone zmysły,
Jednak ciężko ci zrozumieć.


I tak tego nie ogarniesz,
Choć się wijesz jak zaskroniec,
To i tak się nie wywiniesz,
Zaskoczeniem będzie koniec.

Opublikowano

pchnęłaś mnie w świeży sen

słysząc z dala
dobiegającą melodię
z układających się ziarenek piasku

niechętnie powstałem myślą
dłońmi rozdarłem siebie

moje wnętrze
wylało na karty
nową historię



( obrałem sobie początek świata tzn kuli ziemskiej)

Opublikowano

"Dialog na końcu"

Ojcze drogi smutne wieści
zmarł ostatni gród miłości
co jest począć z marnym ludem?
zwierza dobroć większą mają!

Pora kończyć jest Mój Synu
posłać jeźdźców ku zagładzie
mają swoje eldorado
za to ręka moja karze!

w proszek porozdzielam ludzi
porozkładam ich atomy
będzie tak jak było kiedyś
pustka,nicość, zwykła próżnia!

Opublikowano
Dziwne zjawiska
(przed końcem świata)



Trajektoria lotu asteroidy pozostaje pod ścisłą kontrolą
atmosfera okołoziemska ugina się wgniatana wielką siłą
niebezpiecznie rozpędzonego ognistego kamienia

nieodczuwalna na planecie ziemi turbulencja
wytwarzana przez koziołkujący obiekt emanujący
srebrzystą poświatą w niepowstrzymanym pędzie
przez kosmiczne przestworza przecinający nieboskłon
poniżej odległości księżyca i sztucznych satelitów
umieszczonych na orbicie okołoziemskiej gubiący
pył na mlecznej drodze deszcz meteorytów

z hukiem eksplodujących gwałtownie na ziemi ...
w piekielnej partyturze poza filozofią wszelakiego umiaru
w jednej chwili burząc błogie sny i marzenia tysięcy ludzi

Z ostatniej chwili...
Opublikowano

Pytia

Oczywiście, że Ś W I A T się rozpadnie
na drobne okruchy, którymi
- z tym ich naturalnym wdziękiem -
udławią się dzikie kaczki.

Tak właśnie się stanie jak chcecie :
szlag was wszystkich trafi.

Wiele się możecie dowiedzieć od kominiarza,
który wpadł do komina i się udusił.

Opublikowano

bez nas


dni będą zupełnie inne
niż wszystkie doby
nawleczone na czas przeszły

zupełnie
które jednako zmaże dobre
złe i gorsze pomiędzy

będą
z ufnością jaką spragnionemu
niesie dźwięk perlących się fontann

szarzejesz dniu
co zadziejesz nim zdarzysz

Opublikowano

Dwa światy.

Wreszcie w początkach pierwszego ćwierćwiecza dwudziestego pierwszego wieku zaczęło powoli dobiegać końca bezmyślne i okrutne wybijanie różnych gatunków zwierząt, które w swych organizmach w wyniku instynktu obronnego potrafiły wytworzyć przeróżne dla człowieka groźne choroby. Zwierzęta, które jakimś sposobem jeszcze zostały przy życiu, zrozumiały, iż nie chronią ich już wytwarzane przez nie w ich ciałach choróbska, bo spragniony i zalękniony mięsożerny człowiek i tak nie pozostawi im możliwości dalszej egzystencji. Tak więc, wytworzyły się w nich nowe konieczności obrony przed agresywnością złaknionych, krwiożerczych prześladowców, w związku z czym zaczęły stawać się w stosunku do nich agresywne. Pragnący nadal żywić się innymi ciałami człowiek, zapamiętale tępiąc roślinożerców, stara się równocześnie o to, by wzrastały ich nowe i zdrowe zastępy. Gdy zwierzętom nie przyniosła spodziewanego efektu ich agresywność, postanowiły, iż nie będą wydawać na świat swych płodów, które i tak prędzej czy później będą musiały ulec ludzkiej eksterminacji.
Wraz z dramatycznym zmniejszaniem się populacji zwierząt i braku ich porodów, człowieka zaczęła nękać na wielką skalę nędza wynikła z braku zwierzęcego pożywienia. Jak zawsze w takich warunkach bywa, ludzie przy zmniejszeniu się nałogu jedzenia bezwzględnie ulegali innemu i zaczęli rozmnażać się niczym króliki i szczury. Z braku występowania na większą skalę wojen i nad wyraz zatrważającym wzroście narodzin, jak i braku mięsnego pożywienia, zaczęło dochodzić do nagminnego, ale marginalnie skrywanego kanibalizmu eliminującego jednostki upośledzone i słabe fizycznie, a nierzadko wybitne.
Kler do tych pór nieprzestrzegający nakazów konserwatywnych Pism starożytnej skostniałej epoki, niepropagującej zabijania i spożywania ciał innych, jak i seksualnego rozpasania, by utrzymać się na arenie, milcząco przyglądał się nowym praktykom nadchodzącym nieubłaganie zmianom i wymogom nowej cywilizacji.
Biznes jest biznes i chciał nie chciał zaczęto tolerować to ogólnoludzkie zjawisko, które tkwiło w podświadomości mięsożernych dwunożnych ssaków pożywieniem, których powinna być i jest roślinność. Tak więc, hodowcy pozbierali się szybko i na wyświęconym przez biskupów ogólnospołecznym kongresie dotyczącym problemu żywienia zapadła decyzja o zakładaniu wielkich w swoim rodzaju farm dla rozwoju i hodowli do celów ogólno spożywczych najmniej wartościowych jednostek bydła ludzkiego. Tak to po zdobyczy cywilizacji polegającej na eutanazji, starych i schorowanych, ale najbliższych jednostek rodziny, wraz z wyjedzeniem; świń, psów, ptactwa, koni, kotów i wybiciem mlekodajnych krów, przyszła dla wszystkożernych, dyktowana brakiem łagodnych roślinożerców nowa zdobycz żywieniowa.
Idąc w sukurs hodowcom, dla humanitarności zamierzonego przedsięwzięcia, naukowcy od genetyki stworzyli samców i samice z częściowym wymóżdżeniem i brakiem narządu zmysłu wzroku, przy nazbyt rozwiniętym zmyśle powonienia i przytępionym zmyśle słuchu. Prace spółki jajogłowych i hodowców zostały uwieńczone pełnym sukcesem, gdyż nowo powstałe egzemplarze były obdarzone wzmożonym popędem do rozmnażania, a w swej wrodzonej agresywności zwierząt, pozostawały wolne od jakichkolwiek powinności w dociekaniu swojej tożsamości. Eksperymentalne jednostki w celach hodowlanego rozrodu umieszczono na dziewiczych wyspach. Genetycznie czysta hodowla dzięki ich nieodpartemu pragnieniu kopulowania, zaczęła w szybkim tempie rozrastać się, zaczęto więc odławiać na ubój młode nie rokujące rozrodu sztuki.
W miarę upływu czasu zaczęto również praktyki indywidualnych hodowli w przydomowych chlewikach, a że niektóre sztuki były w swej urodzie dość powabne, zaczęło więc dochodzić do parzenia się gospodarzy z jurnymi brunetami i rozkosznymi blondynkami. I tutaj biznesmeni nie stali w tyle i zaczęli zakładać kluby seksualnego pogotowia. Aby rozpropagować i zachęcić do spółkowania z nową trzodą, poczęli rozreklamowywać nowe możliwości wyuzdanych zbliżeń w ogólnodostępnej prasie, na wielkich plakatach bilbordów, jak i na ekranach telewizorów i telebimów. Wreszcie doszło do tego, iż owe zwierzątka zaczęto także trzymać dla przyjemności w pomieszczeniach mieszkalnych miast, nawet niedobitki księży, by nie chodzić po proszonym, do swych obórek przygarnęli stadka blondynek.
Po pewnym, datowanym w dziesiątkach lat czasie, populacje przeznaczone do uboju tak wymieszały się z ich potencjalnymi konsumentami, iż przy braku zwierząt doszło dzisiaj do ogólnego zezwierzęcenia ludzkiej nacji. W tym społeczeństwie mięsojadów stało się nagminnym zabijanie czyjegoś dziecka w gwałcie seksualnych pragnień, jak i zabicie drugiej istoty dla pozyskania niewiadomej sumy pieniędzy jego portfela, czy też dla samej rozrywki. Gdy przestano zastanawiać się nad istotą cierpień prowadzonych na rzeź, przestano także zastanawiać się nad cierpieniami poniesionego trudu lat w wychowanie dojrzałego człowieka, a ten z kolei bez większych skrupułów zabija swoją matkę, która przez długie lata troskliwie zabiegała o jego zdrowy wzrost. I tak doszło do tego, iż wraz ze schyłkiem ludzkiej cywilizacji po ulicach miast biegają zakolczykowane, skąpo przyodziane stadka bezpańskich samiczek i wygolonych muskularnych samczyków, dumnie wynoszących się nad innych w swojej rzekomej inteligencji. I gdy wszystko wyrwało się spod kontroli nastała nacechowana jedynymi pragnieniami w zaspokajaniu seksualnych pragnień i napełnianiu żołądka epoka, w której mało kto dziwi się już znajdywanym co rusz zwłokom rozkosznych blondynek z poderżniętymi gardzielami i jurnych brunetów z roztrzaskanymi łbami. Nie uwzględniano nauk wyższych autorytetów w dziedzinie duchowej - niestety tak wszystko się skończyło, gdy nie dociekano istoty egzystencji i przyczyny istniejącego zezwierzęconego ładu.

Koniec świata.

Skruchę na nas przepowiedniami wymuszają jasnowidzący,
ale nikt nie baczy na ostrzeżenia i się z nieprawością brata,
przykazanie Boże łamiąc w zaparte leci, że jest w coś wierzący,
a to ciała śmierć jest każdemu indywidualnym końcem świata,

na sądzie ostatecznym staniemy, gdy koniec świata nastąpi,
póki co, odejście z ciała traktuj, jak twego świata zakończenie,
komu myślenie obce nie jest, w mądrość filozofów nie wątpi,
i śmierć powłoki cielesnej nie będzie dla niego zaskoczeniem.

Opublikowano

A gdzie literat

Żeby tak stary niebieski malarz
Nakładał światło na ślady stóp
I widział wszystko jak na obrazie
Żeby zapomniał hałas i smród
I żebym mogła kiedyś tam zerknąć
Czy w urodziny czy w nowy rok
I zmieszać symbol z ciałem dotykiem
Niechcianych godzin i miękkich rąk
Spytać malarza czemu maluje
A wiatr zagłuszy jego odpowiedź
I kompozytor swoją muzyką
Więcej opowie choć nie odpowie
A potem wrócić (bo gdzieś odejdę)
I znowu jechać półsprawnym autem
Szukać w serwisach części zamiennych
Nazywać drogę zbyt długim żartem

Opublikowano


"Koniec Świata







Przed moimi oczami rozciągnie się pusta przestrzeń ziemi.
Wygląda smutno i przygnębiająco, nie ma już nawet żadnych gatunków drzew, krzewów, zieleni. Ptaki nie odgrywają dla nas koncertów, rzeki przestały już pięknie migotać w blasku słońca, wszystko straciło swoją harmonię, kolory i stało się szaro cicho, ponuro. Wyglądało teraz jak noc, w której nie jesteśmy już wstanie zobaczyć światła.
Świat zmienił się o 180 stopni nie pozostawiając nawet odcieni; pomarańczy, żółci, czerwieni. Wygląda smutno i przygnębiająco, nie ma już nawet żadnych gatunków drzew, krzewów, zieleni. Ludzie zastanawiają się, co tak naprawdę się stało, dlaczego wszystko tak się pozmieniało! - Owoców nam brak, deszczu, słońca płomieni... Wszyscy stali się teraz dziwnie osaczeni, przerażeni, chłodni. Lecz w któryś dzień tak ciemny, ponury Bóg stanie przed nami wszystkimi i zacznie sądzić żywych, zmarłych, złych i tych, którzy starali się coś uczynić dla kolorowego przed laty, pięknego świata. Przejdziemy na drugą stronę, nie wiedząc nawet czy to ta "dobra" czy raczej ta "zła". Bóg oceni nas na pewno godnie i sprawiedliwie... Więc jeśli chcemy przejść na tą "dobrą" stronę drugiego świata szanujmy siebie nawzajem, zostawiając w tyle niepowodzenia, smutki, złości, a także starajmy się jakoś uczestniczyć w życiu Boga, rozmawiajmy z nim czasem, a na pewno wszyscy staniemy się szczęśliwsi...
A zatem tak moim skromnym zdaniem będzie wyglądał; Koniec Świata.

Opublikowano

ash

kwiaciarka obszywała w kwiaty
złowionych lassem przechodniów

deszcz zawiązywał tysiące tasiemek
spadali z ulicy balkonowej w kwiatową
poruszali w pelargoniach kobiece płatki

głowy-macice
rozdmuchiwały mydlaną nieśmiertelnością
pękały jak tafle witryn
odsłaniając nowe freski
wyschły stulecia obszczymurów
tętno wzmagało powonienie

obezwładnić mnie musiał piorun
- fallus mosiężnych dzbanów
wiszących nad miastem

uderzył o płytę odwróconego nieba
aż skruszeli święci w kościołach

wlokłem się wtedy od kamienia do kamienia
chromy z nadpalonym kijem
chorągwianym świeciła
coraz ciemniejsza gwiazda

Opublikowano

Nazywają go Big Bang

- Czy myślisz, że dostąpimy nieba ?
- Nie chcesz usłyszeć odpowiedzi
- Przecież musi coś być coś, co dało początek i nadal nam towarzyszy
- Jest coś takiego
- Bóg ?
- Nie, nie Bóg
- A co?
- Na początku była przejmująca cisza, a w niej nic , w zasadzie ona była wszystkim. Mgnienie później cisza trasmutowała w lęk, przed nią i jej brakiem. Każda istota boi się od urodzenia do śmierci, a po niej sama staje się obiektem lęku, ową ciszą przejmującą
- A ważki ?
- Jakie ważki ?
- Czy ważki też się boją? Przecież żyją kilkadziesiąt godzin i przez cały ten czas pogrążone w ekstazie, kopulują nieustannie. One nie mają czasu na strach
- Mylisz się, kochana, to strach wprowadza je w ten stan, strach przed zaniknięciem gatunku, może nawet boją się intensywniej, gdyż muszą cały lęk skumulować w przestrzeni ledwo paru dni życia
- Czyli samobójstwo to uwolnienie od strachu, najwyższa forma odwagi
- Nie, to poddanie się, sprzymierzenie z istotą strachu
- Tak więc nie ma ratunku, jedyną wartością wspólną wszystkich gatunków jest lęk, nie możemy nic zrobić
- Jeszcze jest śmierć, ale to ci raczej nie poprawi humoru
- A miłość? Ona jest wolnosćią, kocham cię i nie boje się
- Popatrz przez okno
- Przeciez pada, nic nie widać
- Tym jest właśnie miłość, przelotnym deszczem zasłaniającym ogród lęku, ale, gdy tylko minie w mniej lub bardziej tragicznych okolicznościach, ogród kwitnie jeszcze bujniej
- Uważasz, że nasza miłość nie jest wieczna, przestań tak mówić, lepiej od razu mnie odtrąć
- Wieczny jest tylko lęk, a ja kocham cię całym sobą. Jestem wpatrzony w twój uśmiech i ślepy na wszystko inne, a z resztą nie ma nic innego, bo jakże można dawać znaczenie czemuś, co nie jest tu i teraz .
- Jeżeli strach determinuje nasze życie, to dlaczego nie czcimy go jak bóstwa?
- Robimy to, najdroższa, każdy z nas jest pomnikiem lęku
- W takim razie, co nam pozostało?
- Musimy pozwolić, by nas prowadził. On jest najlepszym przewodnikiem życia, tylko nie można mu się poddać, trzeba zachować dystans.

Opublikowano

moja prywatna apokalipsa



naprawdę trudno
za tym życiem
jest nadążyć

tak wiele pokus
niosąc lepsze
zwala z nóg

zazdroszczę ludziom
co umieją jeszcze walczyć
z ambicją czysto ludzkich wad

co człowiek jeszcze może mieć

w zasięgu ręki i portfela
w cholernej ciszy
czterech ścian

daleko gdzieś
i blisko tak

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...