Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

lecący motyl
pochwycił w swe skrzydła wiatr
żeglujący paź

letni poranek,
wierzby płaczącej krople
stają się rosą

wieczorne słońce
lśniący niczym mosiądz liść
barwy jesieni

czerwone jabłka
każde w czapce ze śniegu
związanej mrozem


I coś na dodatek;

czerwien w zieleni;
na liściu rabarbaru
makowy płatek

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Pierwsze haiku ma nadużycie-przenośnię, która powstaje po oddzieleniu strof. Ta linijka też "zjada żabę na surowo", bo ma 6 sylab. W drugim haiku "łzawe krople" to przenośnia albo i nawet - krótkie porównanie . "Lśniący niczym" to również porównanie. Czwarty wierszyk używa przenośni i chwieje się w trzeciej linijce. Piąty natomiast ... to znowu "martwa cisza" i "zasiana wiatrem", czyli podwójna przenośnia. Uff. Nie było dobrze.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 Wiersz ma dwie warstwy - dosłowną (konotacje onkologiczne). Ale można rozszerzyć oczywiście. Bo nowotworem w człowieku może stać się być każda rzecz, emocja, myśl, cecha charakteru, zachowanie - które go niszczy od wewnątrz. Pokazujesz mechanizm, jak to, co chore, trawi zdrową tkankę, pochłania ją, zatruwa - aż do ostatecznego rozpadu. Tym rozpadem jest utrata jakiejkolwiek nadziei. Obok organicznej inwolucji, odnajduję tu również szereg procesów zachodzących w psychice, które uruchamiają coś, co jest już nie do zatrzymania i co doprowadzi do śmierci. Fizycznej, realnej, lub duchowej (jak maska, która odpada razem ze skórą).    
    • Ty jesteś przy mnie. Nie muszę szarpać już swojej pamięci, żeby cię dotknąć. Na moje ramiona spływasz miękko, Zorzo, z błękitnych dzbanów nieba morelową czułością, powierniczko oddechu, który wciąż przyspiesza, aż do krańców pieśni.   Zorzo, bez wahania obiecam ci taką obecność jaką ty zaszczepiasz pocałunkami w moim języku - poranny blask, wieczorne owocowanie. Będę z tobą, w tobie i przez ciebie wielokrotny, nieskończony, jak ciepło sadów, kiedy je muskasz przez chmury. Słowa się same rozpadną, zostanie wonna słodycz, odpowiedź na uporczywe pytania skóry - czy to już? czy to jest właśnie to? i czy to jest nasze?   Zorzo, przyrzeknę ci każdy czas poza granicami, jeżeli z ufnością kwiatu otworzysz się w moim świetle, bliźniaczym do twojego. I gdy ciemność cię odrzuci daleko poza linię pól, przenocujesz w mojej dłoni. Szepniesz - jak mi tu dobrze, jak cicho, zbawiennie. A później ulecisz, Zorzo, w przedświt, by odbić się w gościnnych wodach wrzącym kaligramem mojego imienia.   Nie odtrącisz mnie, ani ja nie odejdę nigdy, Zorzo, bo mnie zawsze widzisz, słyszysz i czujesz z wdzięcznością w swoich nagich czerwieniach. Ze wszystkich sił niosę cię tkliwie przez ślepą przestrzeń dnia, do wieczornych źródeł. Twój, Moja.
    • po drugiej stronie brzegu świat ma kolor wczesnego poranka ze słońcem i kawą ci do twarzy teraz szukamy ciszy na skraju jeziora samotna plaża zanurzamy się w głębiny swoich myśli
    • Od babki płesznik się zaczęło. Bardzo fajne, szczególnie 4 ostatnie, weszłaś odważnie w abstrakcję. Miałam koleżankę, która miała dwa psy i wolała: -Ali! -Baba! No, to jedyne było ;) Pzdr

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

           
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...