Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

M., syn starego M., amator tuningu i doświadczony umcyk, bardzo się spieszył. Serce boleśnie podskakiwało mu w piersi już na samą myśl, że mógłby nie zdążyć na spotkanie z Kasią. Umówił się z nią wczoraj na dyskotece. Miała na sobie cudną srebrną bluzeczkę, fioletowe spodnie i buty na wysokim, grubym obcasie. Chodziła, jak gdyby coś ciągnęło ją do ziemi, ale dzięki temu wydawała mu się jeszcze bardziej atrakcyjna. Takiej blondyny nie wyrywało się często.
Randka z nią była w tej chwili najważniejszą rzeczą w jego życiu. Nawet przez to nie zjadł obiadu, kupił tylko Big Macka i Colę, a potem pognał na złamanie karku. Przeklęte stare ciężarówki! Powinno się im zakazać jazdy po drogach! A tak - ani ominąć, ani wyprzedzić... Właśnie jedna z takich zakał z trudem wspinała się pod górę, ciągnąc za sobą sznur pojazdów.
M. przez chwilę miał wrażenie, że za moment zwariuje. Słodkość płynąca od żołądka łaskotała go bez litości. Odruchowo wsunął dłoń do kieszeni marynarki i ścisnął przedmiot, który zawsze dodawał mu sił. Sprawa wyglądała beznadziejnie. Terkoczący i chyboczący się na boki traktor zagęścił z kolei ruch z przeciwnej strony, likwidując mglistą szansę na szybkie wyprzedzenie.
Elektroniczny zegar, wbudowany w tablicę rozdzielczą jego „malucha”, nieubłaganie wskazywał upływ czasu. M. stracił prawie kwadrans, zanim cała karawana dowlokła się do drogi szybkiego ruchu i w jednej chwili rozproszyła po obu pasach. Ostatnio wszystko układało się tak dobrze, że po prostu nawykł do łatwego osiągania tego co zamierzył. Pomagała mu w tym magia pochodząca od przedmiotu, który trzymał w kieszeni marynarki.
Z dużą prędkością dojeżdżał do miasta. Coraz częściej zaczęły pojawiać się ograniczenia, ale niewiele go to obchodziło. „Maluch” od paru minut trząsł się z wysiłku. Terkotało wszystko – silnik, skrzynia biegów, zderzaki, nawet kierownica. Kiedy zbliżył się do miejsca koczowania patroli lotnych, po raz kolejny wsunął rękę do kieszeni na piersi i mocno zacisnął zęby. I od razu okazało się, że tego dnia patrolu nie ma!
Zatrąbił ponaglająco, gdy błękitne BMW zwolniło nagle, tarasując lewy pas jezdni: jego kierowca posłusznie ustąpił i zniknął z tyłu. Przy wiadukcie M. po raz pierwszy pomyślał, że wjeżdża zatłoczoną drogą do wielkiego miasta. Miał jeszcze kwadrans do wyznaczonego spotkania. Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby nie zobaczył się z Kasią - zwłaszcza, że nie wiedział o niej prawie nic. A pragnął wiedzieć wszystko. Samo wspomnienie ich pożegnalnego tańca, gdy to niby niechcący pogłaskała jego pośladki, a później próbowała wsunąć rękę pod włosy na karku, wzbudzało przyjemne dreszcze.
Pierwsze skrzyżowanie nie było zaopatrzone z sygnalizację świetlną i to stanowiło największy problem. Wszyscy się tam pchali i przeciskali, a nikt ani nic nie regulowało ruchu. Najgorzej było z samochodami, które stały u wylotu bocznych dróg, ponieważ żaden z jadących główną, nie zamierzał ich przepuścić. M. także o tym nie myślał, pędząc prawie 120 na godzinę. Po prawej miał wielkiego Stara z przyczepą, który całkiem zasłaniał widoczność i na dodatek zatrzymał się tuż przed skrzyżowaniem. A co tam! M. sięgnął do kieszeni i ścisnął twardy rulonik. Wrzucił do ust mały dysk i zaczął go z lubością ssać. Zaraz zrobiło mu się lżej, poczuł się władczo i pewnie. Kiedy ujrzał wyjeżdżającą zza Stara furgonetkę, było już za późno na jakąkolwiek sensowną reakcję. Zdołał jedynie wdusić pedał hamulca i poczuć orzeźwiający smak mięty w ustach. Pchany siłą rozpędu „maluch” uderzył w bok natrętnego pojazdu i przewrócił się na bok, pokonując jeszcze kilka metrów. W końcu zaległ w pozycji na dachu, docierając aż na chodnik.
Furgonetka obróciła się o jakieś 90 stopni i została na drodze. Ruch zaczął się na nowo i tylko nieliczni przechodnie podbiegli do pokiereszowanego „malucha”. Dwóch mężczyzn próbowało nawet rozerwać blachę i wyciągnąć kierowcę, lecz zabrakło im siły. Gapie utworzyli półkole i patrzyli ze współczuciem na rannego, który panicznie mrugał powiekami.
Z dziur po gwałtownie wybitych zębach M., powoli ściekała krew. Z dala nadbiegł przeraźliwy sygnał karetki pogotowia. W ciągu minuty zjawili się rośli pielęgniarze, a za nimi nadbiegł starszawy lekarz. Przystanęli i pytali ludzi, co się stało. Tymczasem M. wyciągnął słabą rękę. Zdobył się na krwisty uśmiech i pokazał im opakowanie „Mentos The Freshmaker”. Lekarz i pielęgniarze na ten widok uśmiechnęli się pobłażliwie i machnęli ze zrozumieniem rękami. Po chwili zabrali nosze i wrócili do ambulansu. Gapie też zdobyli się na pełne luzu uśmieszki: jeden nawet pokazał M. podobne opakowanie mentosów, tyle że o smaku truskawkowym. W ciągu pięciu minut został sam na sam z magią. Niczego nie rozumiał. Nie próbował rozumieć. Denerwowała go jedynie pozycja do góry nogami.

Opublikowano

kupił tylko Big Macka i Colę w przydrożnym Mc Drive = to gdzie kupił jest jasne, niekoniecznie trzeba o tym wspominać

Z pełną prędkością = pełne to może być co innego, ale prędkość? nie pasuje mi ten zwrot

Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby się z Kasią nie zobaczył = rymujemy? :) a może "gdyby się nie zobaczył z Kasią"?

120 kilometrów na godzinę = 120 na godzinę i też każdy zrozumie :)

dachując parokrotnie. W końcu zaległ w pozycji na dachu, docierając aż na chodnik.= skoro mowa o maluchu, to może on się przeturlał? parokrotne dachowanie wydaje mi się nieteges, dachowanie chyba nie powinno być używane w liczbie mnogiej? on mógł przekoziołkować np. a to "zaległ w pozycji na dachu" przypomina mi znów jakiś raport policyjny, może powinno być coś mniej więcej " szorując dachem dobił do chodnika, czy tam znalazł isę na chodniku, możesz jeszcze dźwięk szlifierki dodać:) czy pisk niesamowity, żeby obraz wzbogacić

Furgonetka obróciła się = halo! jaka forgonetka? skąd ona? Stara nazywasz furgonetką?
............

wow, wybicie zębów mistrzowskie, aż mnie zabolało (a dziś dentysa!)
całkiem niespodziewany opis

a ta bajka opowiada o tym, jak słodycze źle wpływają na uzębienie? no i bardzo dobrze :)
niezłe opowiadanko

hm, czekaj, a czemu na końcu jest, że on został sam ze swoją magią? tzn stracił przytomność? no bo lekarz i pielęgniarze go raczej nie zostawili?

Niczego nie rozumiał. Nie chciał rozumieć = a to jest takie, hmm, zbyt górnolotne, jak na takiego kolesia, brzmi wyniośle, jakby nagle mu odblokowało parę klepek, zostawiłabym jedno, albo że nic nie rozumiał, albo że nie chciał nic zrozumieć.

no,
już :)
pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

A ja przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. mentos był pełnym zaskoczeniem, spodziewałem się raczej prezerwatyw. Epilog super. Niech się głowią, dlaczego tak został. Według mni tak powinno być- w końcu mentosy zapewniły mu pełnię szczęścia i komfort.
Szczegóły wyłapała pani profesor, więc już się nie wysilałem.

Opublikowano

Sowiet tanks! Tak, so sygnatures ugrejtować indit. Poprawiłem z lekka, jutro poprawię na maxa. Szkoda, że już tej debilnej reklamy nie ma. Byłoby jaśniej. Absolutnie nienawidze totalnych reklam, pokazujących jak zyć i co robić, by było lepiej. Mentos to robił! Coś Ci nie pasi? Weź se pigułe i będziesz herosem. Pokonasz prawa fizyki i chemii. Weż pigułę, szczęście ino w Twoim kiosku... Może teraz będzie jaśniej. Oczywiście, Nata, że go zostawili. Przecież ma amulet i radzi sobie z nim. Oni czają bazę, bo też oglądali reklamę :)

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Tekst podobał mi się, rzeczywiście mogłaby być z tego antyreklama. Faktem jest, że nie ma cudownych pigułek i uniwersalnych preparatów, magicznych amuletów i tym podobnych "preparatów chroniących ludzkość przed nią samą". Jeśli bym miała jednym zdaniem scharakteryzować ten utwór brzmiałoby ono: "Z zębami lub bez - wybór należy do Ciebie!"
Takie cosik z humorkiem mi wyszło ;-)) Pozdrawiam

P.S. Ale mnie te Pana teksty wciągają. Jeszcze się uzależnię?:-)))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...