Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To proszę wreszcie użyć tej logiki: jaka dyskusja?!
Takie działanie, jak to udokumentowane przeze mnie zrzutem ekranu,
nie może mieć miejsca! Tym bardziej nie podlega dyskusji.
Pani się pogrąża wciągając mnie w nią i wytykając mi przywary w takim kontekście.
Do aparatczyka dodam jeszcze coś charakterystycznego dla tamtych czasów:
"Dajcie człowieka, a znajdzie się na niego paragraf".

Pani szuka go na mnie, proszę sobie przeczytać co o mnie napisała.
  • Odpowiedzi 45
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kto popełnia błąd? Jeśli czyjś humor decyduje kto ma gdzie pisać, to chyba coś nie jest tak? A skoro Ty, i jak widzę właśnie Maria Bard jeszcze rzucacie się na próbę wskazania manipulacji właściwej aparatczykom, to jak nie można mówić o sitwie?

Krótko: można tak, z tego co widzę, jednoosobowo - zamykać drogę do działu?
Czyli, gdyby nie mój zrzut ekranu, po prostu bym nie pisał. Nikt nie wiedziałby, dlaczego.
Może jutro w ogóle został zablokowany na Orgu i cześć. Był człowiek, nie ma człowieka.
Brzydko to się kojarzy.





No nie tak do końca jest, jak piszesz. Sam zauważyłeś, że używając swego imienia i nazwiska bierze się na szale odpowiedzialność. Ja już ją biorę ładnych kilka lat i jak na razie mam rzeczy tak poukładane, że ciężko znaleźć jakieś figle migle (chociaż niektórzy to wręcz chcą się za przeproszeniem z..., żeby coś namącić). Rozumiem też próby modernizacji forum, chociaż przyznam, że mnie już do "sławy" żadne internetowe forum nie jest potrzebne. Co więcej, znam mniej więcej dokonania poezji prezentowanej przez naszych "rodzimych" użytkowników i mam świadomość, że poezja posiada niezmierzone rzesze odbiorców. I nie za bardzo czuję się w usuwaniu poetów, którzy mają nagrody, wieczory poetyckie, chociaż mnie ich poezja subiektywnie się nie podoba. Dlatego, tutaj można to sobie podkreślić, jakby ktoś poszukał, zawsze pisałem, że nie czuję się w roli cenzora i tak pozostało nadal. Ale jak się czegoś podjęło, to chcę po prostu zobaczyć, czy to zadziała. I jak na razie mam mieszane uczucia. Aczkolwiek zarzuty typu: "sitwa", czy wyrzucanie kogoś z forum to bzdury. Paradoksalnie ten system ma działać tak, żeby właśnie nikogo nie wyrzucać z forum.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Michale czy mógłbyś jednoznacznie napisać za co został wywalony Sokratex
Ja wiem , że piszę tylko "wiersze porządne" ale chciałbym wiedzieć czym się naraził. No wiesz skoro spotkał mnie już ten zaszczyt dopuszczenia to nie chcę popełnić podobnego błędu.
Domyślam się, że było to za "całokształt" jak to się dawniej mawiało.
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Michale czy mógłbyś jednoznacznie napisać za co został wywalony Sokratex
Ja wiem , że piszę tylko "wiersze porządne" ale chciałbym wiedzieć czym się naraził. No wiesz skoro spotkał mnie już ten zaszczyt dopuszczenia to nie chcę popełnić podobnego błędu.
Domyślam się, że było to za "całokształt" jak to się dawniej mawiało.
pozdrawiam


Nie bardzo rozumiem dlaczego do tablicy został wywołany p. Krzywak, skoro decyzja o odebraniu dostępu, została podjęta przeze mnie. Portal ma zarejestrowanych 95 678 poetów, pisanie indywidualnych uzasadnień przerasta fizyczne możliwości każdego z moderatorów, kimkolwiek by on był. To przecież nie etat, tylko forma wolontariatu. Nie widzę powodów, dla których wyjątek miałby być uczyniony dla p. Sokratexa. Kryterium "wywalania", jest tylko jedno i tak oczywiste, że pańskie pytanie i "całokształtowe" insynuacje, mogę traktować jedynie, jako rozładowanie frustracji, wynikającej z faktu, że nie został pan przeze mnie wystarczająco wygłaskany po główce, pod prezentowanymi przez siebie tekstami. Nie studiuję po nocach życia i twórczości p.Sokratexa, oceniam jedynie to, z czym poeta przychodzi do działu. Według mnie to kiepski produkt z żenująco rozbuchaną autoreklamą. Można przesunąć autora, można również usunąć moderatora. W momencie kiedy administrator portalu uzna, że działam na jego szkodę (brak merytorycznej bazy lub zła wola), bez protestu i żalu (chyba nawet z ulgą) ustąpię miejsca, choćby panu. Nie będę uczestniczył w kolejnych pyskówkach dotyczących pracy moderatorów, wszelkie przyklejane przy okazji błoto (liczenie ilorazu inteligencji,sitwa, debilizm, niedouczenie, skok na kasę, zamordyzm, trolling,sekciarstwo, faszyzm, eksterminacja...) skutecznie mnie do tego zniechęciły.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nareszcie się pan coś więcej napisał, a należało to napisać w PW i wszelka dyskusja byłaby zamknieta. Wolno panu mieć takie zdanie.
Pisanie typu: zamykam dostęp lub wiersz nudny niczego nie wnosi.
Zaryzykuję twierdzenie, że większość piszących to tak jak ja ludzie przypadkowi, którzy nie domagają się głaskania ale konkretnej krytyki typu to lub to jest źle lub brakuje mi...
Mam nadzieję że na przyszłość Pan się odpowiednio znajdzie.
pozdrawiam
Opublikowano

Panie Marku Sokratex ja też wygrałem ogólnopolski konkurs a grono profesorskie oceniało teksty, ale na innym portalu nazwał mi ten tekst pewien grafoman ,,do dupy". I wogóle się nie palę do pisania w byle jakim dziale. A czym to się różni nawet warsztat od tego działu Z? Niczym, dobry tekst nawet i tam znajdzie miejsce. Poezji nie dzieli się na wprawną i niewprwną, lecz na dobrą albo złą.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czyli jednak aparatczyk... A jakikolwiek osąd, panie UBek liryczny? :)
Co to znaczy "kiepski produkt"? Może uzasadnienie, w innych miejscach ten tekst cieszy się sporym powodzeniem.
Ten, czyli prawdopodobnie "Dylemat więźnia," bo nawet nie wiadomo dokładnie o który wiersz chodzi?

Powinien pan stąd wylecieć na zbity pyski i wróżę to prędzej czy później.
Kto w ogóle dał zapyziałemu trollowi taką władzę? Ma pan jakieś nazwisko?
Poproszę o podanie, chyba nie ma się pan czego wstydzić a skoro to osąd jednoosobowy,
proszę przede wszystkim poprzeć go imieniem i nazwiskiem.
Sam pan widzi, ze niepotrzebnie oskarżałem innych, bo pan się za nimi chowa.


I przepraszam w takim razie pozostałych Adminów za "sitwę". Do głowy mi nie przyszło,
że jeden wyraźnie sfrustrowany facet (proszę spojrzeć na jego komentarze,
i nie mam tu na myśli swoich wierszy) może sobie tak sam co chce robić.
Dajcie mu jeszcze przycisk do rakiet balistycznych, a rano obudzicie się z ręką w nocniku :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Właśnie! Czy ten pan ma aktualne badanie psychiatryczne?
Żądam ich ksero! Nie może być tak, że decyzje niezrównoważonego osobnika
- a wiele na to wskazuje - mają wpływ na funkcjonowanie portalu.
Nawet, żeby prowadzić pojazd trzeba przejść badania i zdobyć upoważnienie,
a co dopiero prowadzić Portal poetycki.


Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jestem prorokiem, bo wiem co będzie dalej :)
Łapówki, dawanie dupy i zwyczajne lizusostwo,
żeby krytyk Barycz nie zamknął czasem jakiejś wrażliwej duszyczce dostępu do Zetki.
Tuwim się kłania, poniżej parafraza jego wiersza:



[indent][indent][indent]
Intelekt dziś się pogłaszcze,
Konceptów czeredę.
Lirykę.
Na Orga wierszyk się trzaśnie,
Aż zaćwierka pod niebem,
Aż serca się zerwą z postronków,
Z klat miękkich, spęczniałych członków
Rozgłosić wszem wielkie święto,
Peplować bez wytchnienia.
Dziś ciebie się pochwali,
Głowo na długich nóżkach,
Poeto!
[/indent]


Jebut! - - Pierdut - szarańczą idut ---
Maśleją oczka, prężą się móżdżki,
Gdyb, gdyb, gdyb, gdybanie,
Gdyb, gdyb, gdyb, wnioski!
Wyemancypowane nastroszone nioski,
Otwarte szeroko na przenośnie panie,
Bełgoczą słowa, telepią się myśli:
Ble, ble, ble, gdyb, gdyb, gdyb,
Muchomor sromotny, niejadalny grzyb.
- A dawaj! A dawaj! A dawaj!
Do kosza go łap, sprzedawaj,
Zachwalaj, gdyb, zachwalaj
Na Zetkę go, i na stoły!
Wijcie się, psiakrwie, wijcie,
Wodą z mózgu popijcie,
Jam wasz Krytyk, matoły!
A!! będą później ozorami wiły
Poetki natchnione, Pegaza kobyły,
Krętych metafor sromne nosicielki.
Pochwalę! Na słowo każda poleci!
Na kolorowe moje duperelki,
Na papierowe puste aspiracje!
Poeto, bądź głupi!
Poeto! To Krytyk ma RACJĘ!!!

Ty gnoju świata, potępieńczej krosty,
Poeto, Poeto, Poeto rozszalały -
Mędrkuj, natrętna mucho, po ciemnicy,
Wracaj do świecy, śmiej się, wiruj, szalej!
Ciasno ci w zdartej, szarej potylicy,
Przyj! Mózgi pękną - ty polecisz dalej!

Powietrza! Z tych stęchłych literek, słów setek
Wyległ potwór czepliwy! Hej, czternastolatki,
Będzie z was dziś korowód chlipiących poetek,
Kwiatki niewinne! Jasne moje dziatki!

Będzie dziś święto wasze, spłyną publikacje,
Z radością przeczytacie, Krytycy nie skarcą!
Wyjdziecie na spotkania, party literackie
Zaprzedać się Wieczności, pomnikowym starcom!

Za pióra! Na majówkę! Na liryczny sznycel!
Na piwko, na koniaczek, na kanapkę miękką!
Uśmiechnie się, dziewczątka, Krytyk, jak szpicel.
Niejedną taką czytał, niejedną, serdeńko...

A kiedy cię obejmą śliskie, drżące łapy
I młodej piersi chciwe, szybko szukać zaczną,
Gdy rozedmą się w żądzy nozdrza, tłuste chrapy,
Gdy ci pocznie już szeptać pochwałę łajdaczną -

- Pozwól!!! Przeraź go sobą, ty grzechu poetko!
Rodzicielko jeniuszu! Samico nabrzękła!
Olśnij go wyuzdaniem jak złotą rakietką!
"Nie w stylu" będziesz - trwożna, wstydliwa, wylękła...

[/indent][/indent]


Opublikowano

A na Syberii dali ślub dwum mężczyznom. Wszyscy krzyczeli pomyłka, pomyłka a po roku urodziło im się dziecko.:-)
Niech pan zerknie na opiekunów działów a nie teorie spisku wymyśla. Panie ja tylko sobie czasem poezji poczytać chcę.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A sonety to nie poezja? Powstały ich chyba setki tysięcy i ciągle się dopisuje nowe.
Wie pan, jak trudno napisać niepodobny do innych?
Na dodatek zawrzeć w nim ciekawy temat. Mój taki jest:

[indent][indent]


Dylemat więźnia

Ja - zdradzony przez muzę, rozdarty przez harpie,
siedzę dziś na dwóch krzesłach i gryzę się z sobą;
nie mogąc dojść do ładu z tą drugą osobą,
pięścią stukam ją w głowę i za włosy szarpię.

Coraz bardziej przycicha oponent naprzeciw -
chwila jeszcze, a moje na wierzchu zostanie;
nic, że skronie tak dudnią: "jazz...", "ave...", "kochanie..."
- rozpojęcia się rozum, gdy czas dwóm mi leci.

Ja - zdradzony przez muzę, rozdarty przez harpie,
siedzę w resztkach przed lustrem, odgryzam się błogo -
mój imiennik rozbolał nagle całym sobą,

a ja mu końcem siebie przygrywam na harfie.
Trudny będzie mieć Stwórca orzech do zgryzienia,
kiedy mnie w dwóch osobach pochłonie już ziemia.



[/indent][/indent]

I za taki sonet się wylatuje z Zetki? Podejrzewam, że pseudokrytyk nawet nie zauważył, że to sonet,
tylko ujęty w formie szekspirowskiej, w odróżnieniu od powyższego zapisu, utrzymanego w stylu francuskim.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dobry sonet to nie tylko poezja z najwyższej półki, ale też niemal matematyka:


sonet angielski

pierwsze dwie kwartyny - teza,
trzecia kwartyna - antyteza,
dystych - synteza w postaci aforyzmu.


http://poewiki.org/index.php?title=Sonet


Cytat z tej samej strony:

"Dziś stwierdzam, że [sonet] jest to forma ze względu na rozmiar - doskonale utrafiona. W czternastu wierszach mieści się w sam raz, ani za ciasno, ani za luźnie - liryczny spazm chwili. Ten rozmiar akurat wystarcza, żeby rozwinęło się do pełni wzruszenie liryczne, wywołane przez słowo. Może tych czternaście linijek, tych mniej więcej zawsze tyle samo słów - potrzebnych jest - tyle, a nie mniej i nie więcej - by wprawić w przyspieszony rytm oddech i serce. Może sonet odpowiada w jakiś sposób prawom fizjologicznego pobudzania uczuć?
(Spostrzegłem, że większość moich liryk ma rozmiar mniej więcej sonetu.)"


J. Przyboś, Zapiski bez daty[2]


Opublikowano

Ogólnie rymowane teksty są traktowane jako tej drugiej kategorii, może to jest przyczyna. Zgrabnie pan to napisał tylko rymy już zbyt proste jak na współczesne czasy.
Jest grupa autorów, która ubolewa nad tym, gdyż bezrymowy bełkot wygrywa. Czasy takie, że sztachetną poezję wrzuca się do śmieci. Ja się na bezrymowe przestawiłem, po co się męczyć z układaniem akcentów, sylabizacją, rymami, lepiej rzucić ciekawą myśli, ubrać w metafory i jedziemy.
Czasy takie cóż pan poradzi, smutne to jednak prawdziwe.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nieprawda. Jeśli wygrywa to na niszowych portalach, gdzie nie toleruje się niczego innego.
Sonety pisze choćby Barańczak, Sośnicki, Rymkiewicz, Majeran, Wencel,
Karol Samsel, Izabela Fietkiewicz-Paszek i wielu, wielu innych wyróżniających się współczesnych poetów.

Opublikowano

Sokratesie przez x :). Zastanawiam się na czym polega problem.

Pamiętam, że dopóki dział Z był otwarty (czyt. przed reformą) bardzo rzadko na nim publikowałeś.
Przecież to bez znaczenia, w którym miejscu publikujemy. Cóż Ci po dziale Z - gdyby nikt nawet nie chiał przeczytać wiersza. Niewątpliwie za Tobą przemawia zainteresowanie czytelników, a nie ocena moderatora. Moderator ma swoje prawa i swoje słabości. Ma też swoją własną, bardzo subiektywną ocenę. A ponieważ jest moderatorem, ta oena wyrasta do rangi OCENY. Tym nie mniej jest to cały czas opinia pojedynczego człowieka.
Zgadzam się, że byłoby idealnie, gdybyś otrzymał na PW uzasadnienie "bana" z zetki, ale idealny system w moim przekonaniu zostanie tylko ideą fix. I to w każdym układzie - czy tu na portalu, czy w szeroko pojętych stosunkach społeczno -politycznych. Mżonka.

Dostałam zaproszenie do Z. I nie zaczęłam od tego lepiej pisać :))). Więc Twój ban - nie oznacza, że Ty zaczniesz pisać gorzej.
Walka ma sens, gdy jest o co walczyć.
Pozdrawiam i z ciekawością czekam na kolejne teksty. Gdziekolwiek. A

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie publikowałem, bo był słaby poetycko a przede wszystkim monotematyczny.
Od czasu do czasu jakiś dobry tekst nie ratował sytuacji.

Problem polega na tym, że zostałem na priva zaproszony do publikacji, więc
pomyślałem, że można wstawić kilka tekstów zanim Zetka się rozrusza.
Kiedyś, właśnie jako Sokratex, z powodzeniem na ten dział pisałem a konkurencja
była nieporównywalnie większa.

Jak się okazało, zaproszenie było prowokacją.
Irytujące jest to, że się na takie coś pozwala dając bliżej nieokreślonym
indywiduom (nickom) możliwości samodzielnego decydowania
zależnego od animozji, i to w świetle powagi:

Z poważaniem
Andrzej Sztuczka
www.poezja.org

(proszę kliknąć na odnośnik w moim pierwszym poście do rzutu ekranu)


Opublikowano

Rozumiem kontekst. Myslę, że to dobrze, że to opublikowałeś. Sprawa jest jasna.
Każdy kto przeczyta - samo sobie wyrobi pogląd na tą sprawę, a jeśli będzie chciał Twoje wiersze odnajdzie, gdziekolwiek będą dostępne.
Nie ma co wchodzić w pyskówki. Po prostu - ktoś musi mieć klasę.

Pozdrawiam serdecznie. a

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...