Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

o wpół do czwartej wciąż mokną kolumny
nie wiem jak patrzeć pod prąd
błądzę oszczędnym krokiem do jutra

gdzieś w interliniach brakło odwagi
by mówić szeptem w półgłosie słuchać
łapczywie spod rynny ech i drgań

zabieram obietnice w prześwit
o wpół do czwartej wciąż stygnie mleko
scukrzonym miodem łaskoczę podniebienie

jeszcze dwa kwadranse pełnego zamyślenia
a już gęsiego pospiesznie
depczą po piętach resztki przywidzeń

nie przepraszaj za deszcz
we śnie najczulej jesteś
dla chwili utopii

(08.10.2012)

Opublikowano

o wpół do czwartej to wpół do komina
jak on jest czarna owa godzina

sen jest konieczny i miły wielce
ceni go umysł a także serce

niedosypianie to przykra sprawa
kapanie z rynny wszak nie zabawa

współczuję peelce przewidzeń sennych
wyspania życzę oraz snów cennych

:)

Opublikowano

Pewno przesadzam i przepraszam że tak przesadzam, ale mnie ten wiersz też kojarzy się (najwyraźniej z głupia frant) z tytułem/zwrotem: Między ustami a brzegiem pucharu (nie mylić z fabułą książki). Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



czytam ponownie mając na uwadze Twoje słowa, WiJo i przyznaję, że to ciekawe skojarzenie. patrząc "z boku", obiektywnie, zawsze zwraca się uwagę na więcej niż "autor miał na myśli". czy to przesada? nie wiem. i choć nie takie było założenie, dziękuję za czytanie i komentarz - dzięki niemu zastanawiam się nad wieloznacznością i sposobem obrazowania, formą, zapisem etc.

pozdrawiam serdecznie,
in-h.
Opublikowano
o wpół do czwartej wciąż mokną kolumny
nie wiem jak patrzeć pod prąd
błądzę oszczędnym krokiem do jutra

gdzieś w interliniach brakło odwagi
by mówić szeptem słuchać półgłosem
łapczywie spod rynny ech i drgań

zabieram obietnice w prześwit
o wpół do czwartej wciąż stygnie mleko
scukrzonym miodem łaskoczę podniebienie

jeszcze dwa kwadranse pełnego zamyślenia
a już gęsiego pospiesznie
depczą po piętach resztki przywidzeń

nie przepraszaj za deszcz
we śnie najczulej jesteś
dla chwili utopii


Kaliopku,

przesegmentowałam wiersz. Wybacz.

Zobacz, że "międzywersy" zamieniam na interlinię, bo w bliskości z "półgłosem" jakoś mi nie zabrzmiały.

Mamy teraz tercyny. No i zabrałabym "kap kap" :)

O czułości i delikatności czekania pisze się trudno. Zawsze może ktoś zarzucić sentymentalne ujęcie tematu.

W mojej ocenie to dobry wiersz, a że inaczej bym skonstruowała myśl - to przecież "samowola", którą Autorka niech mi wybaczy.

Przepraszam za słońce,
przepraszam za deszcz...


www.youtube.com/watch?v=sxWyoHF9aO0

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Anno, co do muzycznego tła - jak Ty mnie dobrze znasz. Widać, poza Kaczmarkiem, Możdżerem i innymi, słuchamy czasem również tych samych "staroci" ;)

Przekonstruowałaś wiersz w sposób, który bardzo dobrze oddaje mój zamysł. Ta chwila utopii, to wyobrażenie czegoś, co niemalże namacalne, a jednak oddzielone nikłą, lecz nie do przejścia, granicą... jak mury snu, jak posmak pozostający w pamięci, wprawiając w "niedosycenie", powodując "niedospanie". Jak najbardziej utopia niech kończy wiersz.
Dziękuję za pochylenie się nad moimi myślami, za kolejne dobre sugestie.

najserdeczniej pozdrawiam,
Kinga.

in-h.
Opublikowano

"Jak najbardziej utopia niech kończy wiersz"

Niech utopia nie kończy wiersza, niech jej w wierszu w ogóle nie będzie :)
"Niedospanie", to wyjście z oniryczności w dosadny, dosłowny świat zmysłów - wietrzejąca fantasmagoria. Utopia jest trochę z innego świata. To idealny projekt lub tęsknota nie do spełnienia, rzecz kierująca się jednak pewną logiką, będąca pod kontrolą. Sen, to żywioł poza poznaniem i rozumieniem. "Niedospany" peel może być ofiarą tego żywiołu, rozbitkiem na wyspie rzeczywistości, nigdy reżyserem, panem sytuacji (nawet iluzorycznej).
Marzy mi się finał :

nie przepraszaj za deszcz
we śnie najczulej jesteś
brakło odwagi
by mówić szeptem słuchać łapczywie
spod rynny

:)

Opublikowano

Sen wcale żywiołem nie jest, je można kontrolować jeśli ktoś wie jak. To mleko tylko nie wiem po co stygnie nad ranem pewnie dla dziecka. Sny to duszy pragnienia ale mają wpływ na ciało, gdyż dusza siedzi w owym jak w klatce. Utopią jest chrześcijański raj czy też biblijny. Tekst jakich wiele nie moje klimaty. Poz.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dziękuję, że jest Pan po raz kolejny, z ważnymi uwagami.
utopia kończąca w tym przypadku wiersz, jest taką "możliwą" do "zaistnienia" w stanie nieświadomości - wypowiedzianym przez peelkę końcowym zwrocie, który właściwie przesycony jest lekkim żalem, niespełnieniem. wszystko to - plus "brak odwagi" na szepty - prowadzi do niedospania.
i w tym miejscu zgadzam się z Pańskim ujęciem tego "stanu". wyobrażenie determinujące myśl peelki, na granicy jawy i snu, to potrzeba wyjścia z oniryczności. z jednej strony stygnie mleko i to jest prawdziwa cząstka życia, pozostałość sprzed marzeń sennych, z drugiej miód osładza przywidzenia. zderzenie z niewypowiedzianym to chwila otrzeźwienia.
zgadzam się, że iluzoryczność odbiera możliwości kierowania sytuacji na "jawne" tory. więc - owszem - utopia w tym ujęciu jest innym światem (za desygnatem którego kryje się znaczenie nie przystające już do mojego "Niedospania").

jestem wdzięczna za Pański czas.
muszę pomyśleć nad finałem :)

pozdrawiam serdecznie,
in-h.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję, mimo, że nie Pana klimat.
Tak, podobno są ludzie, którzy potrafią "świadomie" przeżywać sny, można się tego nauczyć, a umiejętność taka pozwala dotrzeć do podświadomości itd. To nie jest jednak istotne dla wiersza. Peelka nie "wchodzi" w sen, nie szuka w nim odpowiedzi na bolączki teraźniejszości. "Godzi się" na to, co tu i teraz. Wyjście ze snu przedwcześnie, to konsekwencja doświadczonych emocji, które nie pozwalają mrużyć oczu.
Mleko nad ranem, stygnące jeszcze, dokładnie na taki stan wskazuje. Nie ma tutaj wspomnienia o dziecku. Dziecko może tkwić w każdym z nas, gdy sytuacja staje się bardziej iluzoryczna, niż "dorosła" codzienność. Ale utopia dotyczy innego, niespełnionego pragnienia.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wgląd.
in-h.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...