Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wszystko jest drogie
a najdroższa jest niewiedza
kto więc ma wiedzę
ten ma władzę

chociaż niekoniecznie
na pokaz na imponowanie
ale z czasem gdy atmosfera
unormuje się - dlaczego nie -

nie ma jak wysforowanie się
na zaszczyty na szacunek
na kasę jakiej nikt nie ma
ale zawsze można mieć większą

Opublikowano

Jak czytam , a czytam po raz któryś , to widzę , podobne przemyślenia , do moich , ale prosze to potraktować za odbiór subiektyny!
Wiersz , daje do myślenia, i dobrze ,tak ma być!
Pozdrawiam!
Ja

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A ja głupi, a ja naiwny, powiedziałem jak baba do baby, a nie jak (co najmniej) politolog do politologa, czy jakiś inny jeszcze ważniejszy znawca (tematu i poezji). Widocznie mam dość wypowiadających się (głównie w telewizji) mądrych głów. A władza jaka jest, każdy to odczuwa na własnej skórze. Ale przynajmniej już wiem, że władza powinna być taka, jak dobry sędzia piłkarki, bo najlepszy jest wtedy, kiedy go nie widać, czyli kiedy nie jest najważniejszy na boisku (które w tym wypadku jest Polską). Pozdrawiam
Opublikowano

Widzę osobę którą coś gryzie i pisze durne komentarze. Tekst jest ciekawy i daje do myślenia. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że wiedza prowadzi do władzy a to dlatego, że wystarczy spojrzeć wstecz deko i taka Beger, Lepper,Wałęs i im podobni raczej intelektem nie błyszczeli. Poz.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Powiedział (co najmniej) kiepski krytyk, pewnie nawet pokroju Kiepskiego. Pozdrawiam
nie nadymaj się bo pękniesz
Ale to chyba Ciebie nie powinno boleć. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...