Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Skoro tylko rąbek słońca ukazał się na skraju nieba, O. jak zwykle wybrał się z Wielgusem na spacer. Godziny świtu zawsze były dla niego czasem najprzyjemniejszym. Wszystko wówczas zaczynało się od nowa, by przez resztę dnia ulec pośpiesznemu rozkładowi. Słońce wspinało się cierpliwie po niebie, puste przestrzenie zapraszały w odwiedziny. Chciało się żyć!
O. nie wyobrażał sobie milszej pory dnia. Nienawidził dzikich tłumów, brnących po kolana w błocie codziennych obowiązków, nie znosił hałasu wywoływanego przez środki komunikacji ani zgiełku oszalałego miasta, który wybuchał około ósmej rano i zanikał gdzieś koło szóstej wieczorem. Bladym świtem wyludniony park był najpiękniejszym miejscem na ziemi. I to bez względu na porę roku.
Zadowolony O. spuścił Wielgusa ze smyczy. Zwierzak natychmiast pomknął na złamanie karku. Biegał od pnia do pnia, unosił tylnią łapę i znaczył teren, a kiedy skończył, jął tarzać się w puszystym śniegu. O. kroczył wolno z założonymi do tyłu rękami, obserwując intensywnie przebarwiające się niebo. Wkrótce nastał dzień i wszystko, co przez całą noc ukrywało się pod osłoną ciemności, na nowo stało się widzialne. Proces ten skojarzył się O. z utrwalaniem obrazu na papierze fotograficznym, kiedy to kształty wpierw majaczą, by powoli nabrać ostrych konturów i stać się pełnowartościowym odbiciem świata rzeczywistego. Tak go to odkrycie zafascynowało, że nie zauważył jak Wielgus wbiega za zardzewiałe wrota śmietnika. Stracił go z oczu i dalej majestatycznie kroczył w stronę pęczniejącej bryły słońca.
W pewnej chwili wyrwała go z zadumy truchtająca kobieta w zapiętym po szyję sportowym kombinezonie. Dyszała ciężko, zaś z jej wpół uchylonych ust buchała para. Zwolniła nieco na jego widok i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Ładny mamy dzień, prawda?
O. wzruszył ramionami i wyminął ją, jakby była pniem drzewa albo znakiem drogowym. Nie cierpiał banałów, które ludzie zwykli prawić sobie przy okazji przypadkowych spotkań. Nie znając się, nie mając sobie absolutnie nic sensownego do powiedzenia, poczuwali się do obowiązku, by otwierać usta i zawracać komuś głowę czczą gadaniną. Dzień, istotnie był ładny. Tylko po co to powtarzać?
Zagniewany O. zauważył wreszcie nieobecność Wielgusa. Gwizdnął raz i drugi, po czym zawołał go po imieniu, ale pies wyraźnie go ignorował. Zirytowany jeszcze bardziej O. przetrząsnął okoliczne krzaki. Wtedy usłyszał chaotyczne drapanie i pobiegł w stronę śmietnika. Wielgus grzebał w ziemi pod porzuconym przez kogoś łóżkiem pełnym pogiętych, objętych korozją sprężyn, na których leżał stos starych książek i czasopism.
- Wielgus! Do nogi! Do nogi!!!
Pies nic sobie nie robiąc z jego nawoływań, wsunął się głębiej i pilnie coś obwąchiwał. Kiedy w końcu wydostał się spod łóżka, miał w pysku dziwny przedmiot - ni to piłkę, ni to dziecięcego bączka. Rzucił się biegiem w kierunku parku, gdzie porzucił przedmiot na śniegu i popychał go pyskiem, niczym hokejowy krążek. O. zerknął ku porzuconym książkom. Były to zarówno dzieła literackie, jak i naukowe, ale czas odcisnął piętno nie tylko na ich wyglądzie - treść i zawartość merytoryczna również uległy sporej dewaluacji. O. znał je, bo kiedyś żywo interesował się postępem nauki i kultury. Z biegiem lat jednak coraz bardziej nużyły go próby przejrzenia istoty świata i jego symbolicznych upostaciowień. Wiedział tyle, ile potrzebował. Wzruszywszy pogardliwie ramionami, ruszył ku tarmoszącemu swoje znalezisko Wielgusowi. Pies spojrzał na niego nadzieją.
O. pobieżnie obejrzał znalezisko i stwierdził, że to coś w rodzaju dziwnej, zniszczonej piłki. Nie zastanawiając się wiele, podniósł ją i z rozmachem cisnął między drzewa. Wielgus natychmiast podjął grę. Z radosnym poszczekiwaniem rzucił się po przedmiot i po chwili przyniósł go w pysku. O. pogłaskał go i powtórzył manewr, tylko użył większej siły. Pies był szybszy. Dopadł piłkę, zanim szerokim łukiem zdążyła wylądować obok krzaków jałowca.
- No, dość już tego dobrego - pouczył go zasapany O. - Nie mam tyle lat, co ty...
Wielgus przyglądał mu się, przekrzywiając nieco łeb. Wypuścił piłkę z pyska, lecz ona, zamiast potoczyć się, stanęła na jednej ze swoich wypukłości, których O. dotychczas nie zauważył. To zjawisko go zaciekawiło. Przykucnął nad piłką i przyjrzał się jej dokładniej. Widząc fałdy, zwoje i inne organiczne struktury omal nie zemdlał. Na śniegu leżał zmarznięty na kość ludzki mózg.
O. spojrzał na Wielgusa półprzytomnym wzrokiem. Niczego nie rozumiejący pies, pomachał ogonem z nadzieją na dalsze igraszki.
- Ty głupi zwierzaku! - syknął przerażony O. i jął otrzepywać, jak mu się zdawało, skażone rękawice.
Rozejrzał się ukradkiem, czy nikt nie widzi i jął kopać mózg z powrotem w stronę śmietnika. Wielgus pomknął za toczącym się przedmiotem, ale wysoki krzyk O. natychmiast osadził go w miejscu. Ogłupiały pies wbił w niego pełne wyrzutu spojrzenie i nerwowo dreptał w miejscu. O. tymczasem wyszedł całkiem niezły strzał. Uderzony wewnętrzną stroną buta mózg, piłkarskim rogalem ominął drzewo i potoczył się jeszcze kilka metrów, oddalając się nieco od miejsca przeznaczenia. O. podbiegł do niego i poprawił jego kurs lewą nogą. Teraz wystarczało centralnie wstrzelić go przez wrota śmietnika i czym prędzej zniknąć. Zdenerwowany O. tak nieudolnie trafił, że mózg odbił się od słupka i zaległ u wejścia. W ostatnie kopnięcie O. włożył więc wszystkie siły, posyłając mózg daleko poza wypełnione śmieciami kontenery.
Zasapany, ale szczęśliwy wrócił do zdezorientowanego Wielgusa. Pośpiesznie zapiął mu smycz i pociągnął psa do domu. Uchylając drzwi klatki schodowej, obrócił się raz jeszcze. W opustoszałym parku nie było nikogo. Nikt nie mógł widzieć jego dziecinnej zabawy w piłkę. Uspokojony puścił skrzydło drzwi, które samoistnie wróciło na swoje miejsce.

Opublikowano

Z początku miałem wrażenie, że już wiem o co chodzi, później skutecznie je uśpiłeś odsuwając wszelkie podejrzenia od nitopiłki. W moim odczuciu nieco (pół oczka) słabsze od pozostałych Twoich serwów. Czyli wciąż dobre :)
Jeśli można klasycznie-kosmetycznie: lepiej powiedzieć "nie wyobrażał sobie milszej pory dnia" niż "bardziej miłej", chyba że to ma znaczenie dla całości... No i jeszcze pytanie co takiego byłem przedmiotem wyostrzania ;)? "powierze wyostrzało" - samo siebie, smak, apetyt?

z apetytem,
K.-F.

Opublikowano

Nie bądź taki skromny, deklarowałeś się jako zapalony kibic nie raz i nie dwa :) czytając tekst miałem wrażenie, że nie zaszkodziłoby, gdybyś to rozwinął - znając Twoje pióro wyszłaby nawet z tak prostego (nie pogniewasz się za "banalnego"?) początku nielicha historia. Czy to świeży płód czy już odstały?

PS. Pesymfonia czyta się doskonale na zajęciach :D

Opublikowano

odstały. poradz cos na private, bo może da się wycisnąć :) fajnie, że się tomik czyta, choć trudno uwierzyć... a swoją drogą już któryś raz moja zatęchła metefora nie trafia. ino chciałem sygnała dać, że mózg dziś to na śmietniku... :(

Opublikowano

Panie Konradzie, skoro prywatne ostrzeżenie nie pomogło, to ponawiam je na forum oraz usuwam Pańskie wypowiedzi nie dotyczące opowiadania.
Proszę odsunąć się od granicy po której Pan stąpa, bo się pożegnamy na jakiś czas. To jest ostatni Pański komentarz odnoszący się do autora a nie utworu. Nie życzę sobie więcej takich prywatnych rozgrywek na tym forum. Tego typu sprawy proszę sobie załatwiać inną drogą.
Mam nadzieję, że teraz wyraziłam się jaśniej.

Panie Leszku, Pana ostatnie komentarze usuwam również.

Ewelina Tarkowska

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wolność

       

      Nie ma drugiego takiego słowa, które zrobiłoby tak oszałamiającą „karierę” w XXI wieku jak słowo wolność. Odmienia się je przez wszystkie przypadki. Manipuluje się nim na prawo i lewo. Wywraca się na drugą stronę tak aby znaczyło coś zupełnie przeciwnego, choć brzmi swojsko i krzepiąco. Propaguje się wolność wyboru i wolność od wyboru. Wmawia się, że można wybrać różne barwy wolności ale jednocześnie dodaje, że powinna to być barwa o określonej z góry nazwie. Można postawić pytanie: wolny wybór czy wolność wyboru? A co to jest wolność? Niektórzy „myśliciele” wmawiali, że wolność to uświadomiona konieczność. Wolność bywa mylona ze swawolą. Ale czy tak jest w istocie? Inaczej rozumie słowo wolność więzień w celi, a inaczej człowiek „wolny”. Dla więźnia w celi wolność oznacza rzeczywistość poza murami więzienia. Taki delikwent o tym marzy co to będzie robił, jak opuści mury więzienia: upije się alkoholem, napali się tytoniu, „trawki”, odwiedzi prostytutki..., no po prostu „zabawi się”. Taki człowiek jest podwójnym więźniem. Ma zniewolony umysł błędami moralnymi, które traktuje jako przejaw wolności. Kim zatem jest człowiek naprawdę wolny? To człowiek, który zna Prawdę. Prawdę, która wyzwala, a nie zniewala. Wyzwala z nałogów: alkoholizmu, narkomanii, seksoholizmu, etc. Wielu takich, którzy rozumieli wolność negatywnie zakończyło swoje życie przedwcześnie. Jaka to Prawda, która wyzwala człowieka? To Prawda Objawiona, którą możemy znaleźć w konserwatywnych kręgach Kościoła Powszechnego. Każdy, kto przyjmuje Prawdę, rozumie ją i wprowadza w życie, staje się wolnym człowiekiem, choćby był zamknięty w celi więziennej. Każdy, kto ma dobrze ukształtowane sumienie, uczy się siebie w kontekście nauk moralnych, doznaje czegoś więcej niż tylko doraźnej przyjemności. Doznaje wszechogarniającej radości, radości wewnętrznej, wewnętrznego poczucia szczęścia. Szczęścia, które polega na tym, iż udało się zrealizować w praktyce nauki moralne Mistrza z Nazaretu. Większość z nas zna obraz artysty malarza Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Czy o taką wolność idzie? Czyżby rewolucja społeczna kiedykolwiek i komukolwiek przyniosła prawdziwą wolność? Czy raczej zniewolenie? Zwolennicy myśli rewolucyjnej uważają, że uczniowie Mistrza z Nazaretu są ograniczeni: tego nie wolno, tamtego nie wolno... . Tymczasem „my”, ojcowie i córki rewolucji, dajemy ludziom wolność totalną. Możesz robić co tylko zechcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy. A to nie tak... . Granicą naszej wolności jest wolność innych ludzi. Prócz tego wszystkiego, wszyscy jesteśmy ograniczeni formą ludzkiej egzystencji (jako naturalną konsekwencję grzechu pierworodnego), a co za tym idzie tzw. „prawem naturalnym”. Doznawać wewnętrznej wolności, wewnętrznego szczęścia może tylko człowiek prawy, „dobry”. Czyż nie jest prawdą stwierdzenie, że gdy znajdzie się ktoś naprawdę dobry, to prędzej czy później takiego otrują (Sokrates) lub ukrzyżują (Jezus z Nazaretu). Cóż to za wolność dzięki której Mistrz kończy otruty lub ukrzyżowany? Otóż taka „wewnętrzna wolność” wedle niektórych jest wątpliwego dobra choć jest godna naśladowania i jest piękna. Tak w rzeczywistości nie jest; nie jest to wątpliwe dobro. Mistrz z Nazaretu zmartwychwstał (vide „Całun Turyński”) i cieszy się absolutną wolnością. I ci, którzy w całej pełni naśladują Mistrza z Nazaretu już tu na ziemi mają poczucie wolności absolutnej, która na nich czeka po śmierci. Więc wybór należy do ciebie, Czytelniku, albo wolność totalna albo wolność absolutna.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Szósty wiersz z cyklu "Echo"     Łańcuchem skuci – ci żyjący Cierpienie i ból na twarzy Wzrok rozbiegany, płonący Na szali dwa ognie waży   Oczy spuszczone i smętne W nich obrazy obłąkane Życie jak sen obojętne W śmierci ręce zaplątane   W sercu już nie drży Nadzieja przekuta we łzy   Bezsilne istnienie podźwigają W śmierć za życia uwiędłe W więzienne mury zmierzają Błądzą ich oczy błędne   Nie żądają nic prócz wody Lecz wszędzie lawa, wulkany Pomimo próśb – brak zgody Umysł pragnieniem znękany   W sercu już nie drży Nadzieja przekuta we łzy
    • @violetta ... i oświetlasz sobą kwiaty przyrody będą o tobie pisać poeci Ody ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia   
    • Wolność   Nie ma drugiego takiego słowa, które zrobiłoby tak oszałamiającą „karierę” w XXI wieku jak słowo wolność. Odmienia się je przez wszystkie przypadki. Manipuluje się nim na prawo i lewo. Wywraca się na drugą stronę tak aby znaczyło coś zupełnie przeciwnego, choć brzmi swojsko i krzepiąco. Propaguje się wolność wyboru i wolność od wyboru. Wmawia się, że można wybrać różne barwy wolności ale jednocześnie dodaje, że powinna to być barwa o określonej z góry nazwie. Można postawić pytanie: wolny wybór czy wolność wyboru? A co to jest wolność? Niektórzy „myśliciele” wmawiali, że wolność to uświadomiona konieczność. Wolność bywa mylona ze swawolą. Ale czy tak jest w istocie? Inaczej rozumie słowo wolność więzień w celi, a inaczej człowiek „wolny”. Dla więźnia w celi wolność oznacza rzeczywistość poza murami więzienia. Taki delikwent o tym marzy co to będzie robił, jak opuści mury więzienia: upije się alkoholem, napali się tytoniu, „trawki”, odwiedzi prostytutki..., no po prostu „zabawi się”. Taki człowiek jest podwójnym więźniem. Ma zniewolony umysł błędami moralnymi, które traktuje jako przejaw wolności. Kim zatem jest człowiek naprawdę wolny? To człowiek, który zna Prawdę. Prawdę, która wyzwala, a nie zniewala. Wyzwala z nałogów: alkoholizmu, narkomanii, seksoholizmu, etc. Wielu takich, którzy rozumieli wolność negatywnie zakończyło swoje życie przedwcześnie. Jaka to Prawda, która wyzwala człowieka? To Prawda Objawiona, którą możemy znaleźć w konserwatywnych kręgach Kościoła Powszechnego. Każdy, kto przyjmuje Prawdę, rozumie ją i wprowadza w życie, staje się wolnym człowiekiem, choćby był zamknięty w celi więziennej. Każdy, kto ma dobrze ukształtowane sumienie, uczy się siebie w kontekście nauk moralnych, doznaje czegoś więcej niż tylko doraźnej przyjemności. Doznaje wszechogarniającej radości, radości wewnętrznej, wewnętrznego poczucia szczęścia. Szczęścia, które polega na tym, iż udało się zrealizować w praktyce nauki moralne Mistrza z Nazaretu. Większość z nas zna obraz artysty malarza Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Czy o taką wolność idzie? Czyżby rewolucja społeczna kiedykolwiek i komukolwiek przyniosła prawdziwą wolność? Czy raczej zniewolenie? Zwolennicy myśli rewolucyjnej uważają, że uczniowie Mistrza z Nazaretu są ograniczeni: tego nie wolno, tamtego nie wolno... . Tymczasem „my”, ojcowie i córki rewolucji, dajemy ludziom wolność totalną. Możesz robić co tylko zechcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy. A to nie tak... . Granicą naszej wolności jest wolność innych ludzi. Prócz tego wszystkiego, wszyscy jesteśmy ograniczeni formą ludzkiej egzystencji (jako naturalną konsekwencję grzechu pierworodnego), a co za tym idzie tzw. „prawem naturalnym”. Doznawać wewnętrznej wolności, wewnętrznego szczęścia może tylko człowiek prawy, „dobry”. Czyż nie jest prawdą stwierdzenie, że gdy znajdzie się ktoś naprawdę dobry, to prędzej czy później takiego otrują (Sokrates) lub ukrzyżują (Jezus z Nazaretu). Cóż to za wolność dzięki której Mistrz kończy otruty lub ukrzyżowany? Otóż taka „wewnętrzna wolność” wedle niektórych jest wątpliwego dobra choć jest godna naśladowania i jest piękna. Tak w rzeczywistości nie jest; nie jest to wątpliwe dobro. Mistrz z Nazaretu zmartwychwstał (vide „Całun Turyński”) i cieszy się absolutną wolnością. I ci, którzy w całej pełni naśladują Mistrza z Nazaretu już tu na ziemi mają poczucie wolności absolutnej, która na nich czeka po śmierci. Więc wybór należy do ciebie, Czytelniku, albo wolność totalna albo wolność absolutna.    
    • @Poet Ka Nie jedna Berenika była. Jedna się u nas zadomowiła Nie tylko poetów wspiera  swoją poezją do nich dociera  I komentarze solidne daje  każdy w tym w tyle za Nią zostaje .   Pozdrawiam serdecznie  Miłego dnia 
    • -Opowiadanie-   Promienie słońca poczęły zalewać świat wokół swoim bursztynowym blaskiem. Godzinowa wskazówka zegara chyżo zbliżała się do ósemki, a niebo pokryte już było licznymi, szarawymi obłokami.    Do parku wybierała się pewna dziewczynka. Mocno trzymając w dłoni małą, miedzianą monetę, radośnie wędrowała brzegiem ulicy. Jej ubrania były niechlujne i ubłocone a włosy splecione w zaskakująco staranne warkocze, przewiązane czerwoną wstążeczką. Jej twarz promieniała szczęściem.    Idąc krętymi uliczkami, jej uwagę przykuł chłopiec siedzący na dębowej ławce pod drzewem, którego cień był ratunkiem przed letnimi upałami. Mimo szelestu liści, śpiewu ptaków i szmeru pobliskiego strumyka, można było usłyszeć ciche szlochanie.    Zaniepokojona dziewczynka podeszła bliżej. - Odejdź - rzekł, pociągając nosem, gdy usłyszał zbliżające się kroki. - Nie odejdę, póki nie upewnię się, czy wszystko dobrze - odpowiedziała z troską w głosie. - A więc co cię trapi? - wbiła w niego przenikliwy wzrok.    Chłopiec delikatnie otworzył usta, jakby miał coś powiedzieć, lecz szybko je zamknął i obrócił głowę ku górze. - Jesteś nieszczęśliwy? - spytała ostrożnie wcale nie oczekując odpowiedzi, bo było to oczywiste. - A ty nie? - Dlaczego tak sądzisz? - skrzywiła się. - Przecież jesteś biedna, pewnie ledwo stać cię na kromkę chleba. Nie masz pieniędzy, za które mogłabyś kupić sobie chociaż zabawkę. Jak tu być szczęśliwym?    Spojrzeli na siebie bez zrozumienia. - A ty jesteś bogaty, wszystko masz na wyciągnięcie ręki. Mógłbyś za kawałek majątku wykupić najdroższą chatkę w mieście oraz kupić całe stosy zabawek. Dlaczego więc jesteś nieszczęśliwy? Czyż pieniądze nie dały ci szczęścia? Czego ci brakuje, chłopcze? - Ja… - umilkł. Myśli w jego głowie krzyczały i plątały się - jednak nawet w nich nie znalazł odpowiedzi.    Pokazując monetę, znów zabrała głos: - Może i to jest jedyna rzecz, którą mam, ale i ona nie daje mi szczęścia. Pieniądze są jak woda - nie utrzymasz ich w miejscu. Za to będąc dobrym człowiekiem, utrzymasz przy sobie rodzinę, przyjaciół i rzeczy niematerialne, które dadzą ci szczęście, o którym nawet nie śniłeś - powiedziała, po czym poklepała go po ramieniu.    Chłopiec objął ją mocno, szlochając jeszcze głośniej.    Toteż i oni, po całym dniu rozmów, wrócili do swoich domów, ciesząc się i radując każdą chwilą. Jak się okazuje, szczęścia nie należy szukać w pieniądzach; nawet mając ich w nadmiarze, możemy go nie znaleźć.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...