Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zimne powietrze z północny wypełniło jej płuca, a jesienne słońce oświetliło bladą twarz. Szła pośpiesznym krokiem, szczelnie opatulona zielonym szalikiem z frędzlami. Spieszyła się, za minutę miał odjechać jej autobus, a ona ciągle była daleko od przystanku. W końcu zdecydowała, że pobiegnie. Będzie szybciej, zgrzeje się trochę, to nic. Ruszyła, wiatr rozwiał jej włosy, a misternie uwiązany szalik zerwał się z szyi, nie było już jednak czasu, aby za nim gonić. Trudno, posmutniała wsiadając do autobusu. Droga do szkoły była dość prosta. Zza szyby pojazdu widać było fabrykę płatków śniadaniowych Pacyfik, a w niektórych momentach spowitą mgłą, szarą wstęgę Wisły. Koniec jazdy, wysiadła czując jak nieprzyjemny chłód drażni jej szyję, wtedy znowu pomyślała o szaliku.
***
Tym czasem w innej części miasta, niedaleko ogrodu zoo botanicznego, po asfaltowej ścieżce prawie biegnąc szedł on. Przecież nie mogę po raz kolejny spóźnić się na zajęcia, to było by przegięcie, pomyślał mijając kolejną ulicę. Nagle coś uderzyło go w twarz. To był ten szalik, zielony akryl delikatnie popieścił jego nos. Na początku nie wiedział co zrobić, rozejrzał się spokojnie po ulicy ale nie zauważył nikogo kto szukałby zielonego szala z frędzlami. Po czym ponownie spojrzał na to dziwne znalezisko i przyłożył je do nosa. Hm... Pachnie...- powąchał ponownie - cytryną i różami. Całkiem przyjemnie... Schował go do torby i poszedł dalej myśląc ciągle do kogo może należeć.
***
Agata! - krzyknął ktoś znajomy. Dziewczyna obróciła się, a przed nią wyrosła przyjaciółka.
-Cześć Bogna - cmoknęła ją w lewy policzek
-Oh... Aga co ty taka zamyślona, zakochałaś się czy co? - zaśmiała się przyjaciółka
-Nie ale zgubiłam ten zielony szalik, no wiesz, który ten co mi go babcia zrobiła
-To poproś, żeby zrobiła ci następny, taki sam
-Eh... - zatrzymała się - to nie możliwe
-Dlaczego?
-Bo on był zrobiony z zielonego akrylu, który mój dziadek przywiózł z Maroka
-No to naprawdę zonk, ale już się nie martw. - Bogna spojrzała na przyjaciółkę uśmiechając się - Dobra?
-Dobra. Dziś będzie ciężki dzień...
-Mówiłam ci już coś na temat narzek... - nagle przerwała -spójrz, znasz go - wskazała palcem na chłopaka o czarnych jak smoła włosach i śniadej karnacji - Bóg nie człowiek... Ah...
-Bogna daj spokój - weszły do szkoły, dalej rozmawiając na temat przystojnego bruneta.
***
Powtarzał w myślach mijając wejście do szkoły. Nagle jego skupienie zmącił śmiech niskiej dziewczyny w bordowym płaszczu, wskazywała na niego palcem. - Bezczelna, w domu ja nie nauczyli, że się nie pokazuje ludzi palcami?!- Chciał już wrócić do powtarzania dat, ale ktoś chwycił go za ramię.
-Hey Darek, co tam? - wyszczebiotała wysoka i smukła blondynka z dużymi piersiami, która od dłuższego czasu próbowała się z nim umówić
-W porządku, a co...
-Chciałeś się zapytać co u mnie - przerwała mu, wsuwając mu rękę w tylnią kieszeń dżinsów - u mnie świetnie, tylko jednej rzeczy mi brakuje - tu spojrzała na niego sarnim wzrokiem, zalotnie trzepocząc rzęsami
-Mianowicie? - zapytał, choć znał już odpowiedź
-Miłości - tu po raz kolejny spojrzała na niego wymownie
-Sory Maja ale musze już lecieć coś skserować - wyciągnął pospiesznie jej rękę z kieszeni i niezbyt zadowolony z zaistniałej sytuacji pobiegł ukryć się przed niewygodną adoratorką. Choć była ładna, nie pasowała mu. Wiadomo wszystko na miejscu, fajne cycki, pupa, ale charakter, to nie była ta jedyna. Po za tym nie miał czasu na dziewczyny. Po szkole leciał na próbę do teatru, gdzie występował jako statysta, potem do domu coś zjeść, rzucić okiem na pracę domową, a potem jechał na drugi koniec miasta po młodszą siostrę, która o 21 kończyła zajęcia baletowe. Jak tu znaleźć czas dla dziewczyny? Powtarzał, kiedy kumple pytali się go czemu się z nikim nie umawia. Dzwonek przerwał jego rozmyślania, wszedł do gabinetu historycznego zostawiając za drzwiami wszystkie "błahostki"
***
Agata i Bogna wchodziły do budynku gimnazjum nadal rozmawiając:
-Kurde z takim to ja bym mogła bić rekord świata w całowaniu, wiesz 30 godzin z hakiem, z nim bym mogła z 200. Boski był no nie?
-Tak, tak Bogna, ale daj mi się choć przez 15 minut się skupić, bo...
-Daj spokój myślisz, że Nowak zrobi nam ten sprawdzian z Antygony? Daj spokój nigdy nam nie robił, doć to taki Misiu, pantoflarz typowy, po co...
-Panno Klajbor, następnym razem - przerwał jej głos profesora Nowaka - następnym razem proszę ostrożniej dyskutować na temat sprawdzianów - Bogna obróciła się, a jej oczom ukazała się masywna postać profesora. Był barczystym pięćdziesięciolatkiem, ubranym w śmieszną tweedową marynarkę i brązowe mokasyny takie jakie nosi wokalista zespołu Pulp.
-Proszę pana ale ja...
-Żegnam panie
-Ożesz kurwa, czemu ja mam pecha? - zaklęła Bogna czerwieniąc się ze złości
-Bo za dużo gadasz? - powiedziała z przekąsem Agata
-Ta, zajebiście, wiem o tym. Kurde głupia Antygona, ja tego nawet nie przeczytałam, opowiedz mi coś?
-Ale już nie gadaj więcej i słuchaj!
-No dobra
-Antygona była córką Edypa...
***
W liceum zabrzmiał dzwonek na przerwę, wszyscy wytoczyli się z klas na korytarz.
-Stary weź coś zrób, bo Majka się na ciebie ewidentnie napaliła, a szkoda by było taką laseczkę przepuścić, powiedz jak ci się nie podoba. Wiesz wszystko zostałoby w rodzinie. - zachichotał obleśnie Mirek
-No fajna laska ale...
-Jakie ale - przerwał mu - z taką dupcią to do hollywood, albo ty jesteś ślepy, albo homo. Ja cię nie czaję.
-Nie, fajna jest nie ma co, ale tak no wiesz, nie w moim stylu.
-A jaka jest w twoim stylu? Bo jakoś nie widziałem z tobą żadnej... - spojrzał na niego podejrzliwie
-No taka, żeby się mi podobała. Nie chcę pustej lali, z którą nawet nie pogadasz tylko musisz się bzykać
-Stary w jakim ty świecie żyjesz? Eh... Romantyk się znalazł... Dobra nie gadajmy na takie tematy, bo czuje się jak baba i mnie mdli...
Darek odwrócił się w drugą stronę szukając po pełnym korytarzu jakiegoś pustego miejsca, gdzie mógłby sobie to wszystko poukładać. Czuł dużą presję, wszyscy kumple traktowali go trochę jak odludka, nie miał dziewczyny, choć wiele z nich dałoby wszystko, żeby z nim być. Gdziekolwiek się pojawiał tam zawsze wzbudzał największe zainteresowanie dziewczyn, ładniejszych, brzydszych, blondynek, brunetek, które za wszelką cenę starały się skraść choć mały kawałek jego duszy. Poznać co kryje się pod czarną czupryną, a nawet pod ubraniem. Pożądały go bo był tajemniczy, uchodził za artystę i buntownika, był zakazanym owocem, a ta która go pierwsza ujarzmi miała zostać nieoficjalną mistrzynią sztuki uwodzenia. Usiadł spokojnie na jedynym wolnym parapecie wyciągnął z kieszeni komórkę, sprawdził, żadnych nowych wiadomości. Może jednak warto choćby dla tego umówić się z tą Majką? Pomyślał, chowając telefon z powrotem.
***
Po lekcjach Agata wsiadła z Bogną do autobusu, dziś jechały razem do domu Bogny robić referat na biologię. Autobus miał już odjeżdżać, kiedy tylnie drzwi się otworzyły, a do środka wskoczył ten sam chłopak, którego widziały rano. Jego czarne włosy śmiesznie sterczały potargane przez wiatr, Aga szturchnęła przyjaciółkę i ściszonym głosem oznajmiła, że jej "bóg" jedzie z nimi autobusem. Bogna stanęła na palcach i mocno wyprężyła szyję, stał z tyłu i opierał się o czarną rurkę przy wyjściu. Aga poczerwieniała ze wstydu, wszyscy patrzyli się na jej przyjaciółkę, która niczym mała małpka skakała w środkowej części pojazdu depcząc po nogach przypadkowych osób. Nie wytrzymała, pociągnęła ją na dół i karcącym głosem powiedziała:
-Daj spokój, dla niego jesteś tylko smarkulą z gimnazjum
-Aga nie poznaje cię, zawsze mówiłaś, że lubisz starszych chłopców, a teraz? Taka pasywna postawa? No coś ty?
-To inna sytuacja, wszyscy się na nas gapią! - prawie krzyknęła
-Daj sobie na luz, ja nic takiego nie robię, przecież...
-Przecież to nic, że to publiczny środek komunikacji - przerwała jej - pełno jest tu ludzi, znajomych i mniej znajomych i że ty skaczesz tu jak mała małpa i depczesz ludziom po nogach, nie no wcale!
***
Darek ledwo zdążył na autobus, na szczęście kierowca otworzył mu tylnie drzwi i mógł się nie martwić, że się spóźni na próbę. Złapał się czarnej rurki tuż przy wyjściu i po raz kolejny zaczął powtarzać w myślach, tym jednak razem jakiś wzór fizyczny. Nagle jego rozmyślania przerwał głośny śmiech wydobywający się ze środkowej części autobusu. O nie, znowu to ta dziewucha - pomyślał spoglądając na skaczącą gimnazjalistkę, którą spotkał dziś rano przy wejściu do szkoły. Co ona robi?! Nie... Kiedy autobus skręcał dziewczyna przewróciła się na niego. Wkurzył się ale dobre wychowanie kazało mu pomóc jej wrócić do pionu i nienaturalnie ugrzecznionym tonem zapytał:
-Wszystko w porządku?
-Oh... tak dzięki za pomoc. Ej czy ty przypadkiem nie chodzisz do dwudziestki?
-Chodzę - odpowiedział już mnie smypatycznie przeczuwając zamiary dziewczyny
-Cóż za szczęśliwy traf, bo ja chodzę do gimnazjum naprzeciwko.
-Cudownie - wycedził przez zęby. Teraz już na pewno nie da mi spokoju - pomyślał mocno przyciskając rurkę
-A jak masz na imię, bo ja jestem Bogna, a to Agata
-Darek
-Ładne imię, a gdzie jedziesz?
-Do teatru
-Teatru? - odezwał się jakiś nie znajomy głos. Darek spojrzał w stronę z której go usłyszał. Zobaczył, kasztanowo rudą dziewczynę, o miłym uśmiechu i zielonych jak irlandzka trawa oczach. Pewnie to jej koleżanka, jak ona miała na imię...
-Tak, do Horzycy, Agato - odpowiedział podkreślając ostatnie słowo. Sam nie wiedział dlaczego to zrobił, bo zabrzmiało to trochę śmiesznie, a dziewczyna na dźwięk imienia trochę się zaczerwieniła.
-Będziesz grał w jakiejś sztuce? - przywołał go piskliwy głos tej drugiej
-Tak, jako statysta w Antygonie - mówił ciągle patrząc na Agatę
-Ale szok, co nie Agata? Wiesz, bo my teraz omawiamy Antygonę, a kiedy wystawiają?
-Bodajże na koniec listopada, to znaczy za jakieś 2 tygodnie, jakbyście chciały przyjść to zapraszam
-Dzięki, pogadamy z naszym polonistą. - odpowiedziała rozpromieniona Bogna
-Miło się gadało ale to mój przystanek, cześć - powiedział wychodząc z autobusu. Kiedy wreszcie znalazł się w teatralnej charakteryzatorni, przypomniała mu się twarz Agaty. Może, gdyby nie ta jej koleżanka... Ah... Dobra nic by i tak z tego nie wyszło. Myślał wsadzając na głowę perukę. Miała śliczne oczy...
***
Bogna cała rozanielona wpatrywała się w znikającą sylwetkę Darka, a Agata myślała o tym co powiedział. Miły był nawet i miał ładne włosy. Eh... I tak nic by z tego nie wyszło. Zamyśliła się, aż nagle z letargu wyrwał ją piskliwy głos przyjaciółki:
-Te młoda, obudź się wysiadamy. Boski był co nie?
-Nie, w sumie normalny.
-No co ty gadasz? Boski i już
-Dobra boski był, o to chodziło?
-Co tak nerwowo? Spokojnie, a boski był i już! - na te słowa zaczęły się śmiać. Jednak Agata nagle przypomniała sobie o szalu i posmutniała.
-Młoda co jest?
-Przypomniało mi się o szalu.
-Daj spokój, nie popadajmy w skrajności, jak mawiała Scarlett O'Hara pomyślę o...
-Tym jutro- przerwała Bognie - Ja też tak zrobię, co ja bym bez ciebie zrobiła?
-Nic?
Znowu zaczęły się śmiać, a szara jesienna ulica zdawała się wypleniać ich zadowoleniem. Jeden z pomarańczowych liści kasztanowca opadł na głowę Agaty, tworząc śmieszny kapelusik, na co Bogna głośno zarechotała: "Choć już bo zaraz ci gałąź na głowę spadnie."

Opublikowano

Historia zgubionego szalika. No może być :) Na miarę wieku i jasności spojrzenia (bez obrazy-od razu proszę). Jest kilka drobnych poprawek - Tym czasem itp, ale to drobiazgi. Pozdrówka od 1 czytelnika!

Opublikowano

Dzięki za komentarz, rozumiem /chyba/ co chciałeś powiedzieć. Jednak mam dopiero 15 lat i takie historie o "szalikach" na razie do mnie trafiają :) również pozdrawiam

Opublikowano

Gdyby popracować nad tym co pisze się razem, a co oddzielnie, tekst byłby poprawny. Myślę, że gdyby dopisać jeszcze około czterch objętości na tym samym poziomie, można byłoby z czystym sumieniem wysłać tekst do jakiegoś kobiecego wydawnictwa typu "Różowa seria", czy jak się nazywa, i tekst z pewnością nie pozostałby niezauważony. Pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...