Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I
Gdy duma rozpiera, a myśl jak ta góra,
gdy wokół wariaci i znikąd pociechy,
od psychoanaliz już cierpnie Ci skóra;
z wyższością rozdajesz półgłówkom uśmiechy
- to Twoje przesłanie w ich umysł sierocy.

Nauczysz ich mówić, a święte są słowa,
sprostujesz mniemania, pokażesz którędy
powinna podążać mowa prawidłowa;
i czarno na białym Ty wytkniesz im błędy,
sam przecież czytałeś, że ktoś, lew północy.


II
I cóż jest w tym złego, by liczyć, sumować,
policjant i złodziej - kto ich by rozróżnił;
i tak wszyscy biorą, prawo adaptować
jest cnotą, a forsą gardzą tylko próżni.
Wciąż w myślach błysk stary, bogactwa to lśnienie.

Z pobudek szlachetnych, a nie ze snobizmu
dbasz, aby urosły zer na koncie rzędy
"Dla żony, dla dzieci" - w złocie eskapizmu
nie pragniesz dostrzegać bliskości obłędu
i z myślą o innych napełniasz kieszenie.


III
"Niech pierwszy z kamieniem, kto nigdy nie zdradził"
- gliniany fundament hebanowej wieży;
sylogizm Cię zwodzi, wnioski wyprowadzisz,
że to tylko chwila, że to ciał przymierze
i wiesz, co jest ważne, a umysł masz czysty.

Hierarchii ostoja - nie drżyj, to nie runie
i cicho klucz w zamku o czwartej nad ranem
to wcale nie kłamstwa, co szepczesz przy Lunie,
że reszta - puch marny, a żona: kochanie!
wpinając jej w uszy słów dwa ametysty.


IV
Codziennie dyskretnie się wcielasz w cenzora
w swym sprycie niewinne z pozoru pytania
"Z wąsami ktoś dzwonił?" - żartu metafora
nie bawi, lecz nie chcesz dostrzegać, że rani;
od pytań gęstnieje co wieczór powietrze.

Gdy zaśnie przeglądasz historię i listy
i żółkną pytania: "Z kim znowu rozmawiasz?"
gdzies wiara zniknęła i umysł bagnisty
pochłania, granice wciąż nowe ustawia,
a słowa przysięgi dmuchawcem na wietrze.


V
Dni płyną, czas dzielisz: wesela i stypy,
jednako się bawisz, a góra jedzenia
wystarczy, by udać, że stereotypy
nie Ciebie dotyczą; wątpliwości cienia
nie widzisz, zajęty gromadzeniem sadła.

Dobrobyt zapewnić - powtarzasz sto razy,
aż zniknie metalu posmak pod językiem
i z kęsem kolejnym coraz mniej odrazy
- spłukujesz ją chłodnym jak lód wódki łykiem
"Niech się dary boże.." w głowie porzekadło.


VI
Hodujesz w zanadrzu czerwonookiego
byś zawsze był gotów, by słabości swojej
nie wskazać, by każdy świadomy był tego,
że gdy zdanie inne - Tyś gotów na boje
i starej zasadzie hołdujesz: "Wpierw atak"

Ty musisz się bronić, gdy zazdrość dokoła
i każdy wciąż czeka, byś pokazał plecy
Nie czekasz na sztylet. "Zabiję!" - zawołasz,
w pogardzie łagodność, charakter kobiecy
a ten, co w zanadrzu - dla innych zapłatą


VII
Gdy rąk już nie czujesz i nie działa kawa,
a trzecia się zbliża z prędkością lodowca,
z drugiej strony sieci kobieta plugawa,
a Ty ją zdobyłeś - tutaj jesteś łowcą
Efektem ubocznym są rosnące fałdy.

Rój interesantów, żądania te same,
jak w takich warunkach wzlecieć nad poziomy?
Nuży monotonia, więc pracy omamem
"Jaka płaca..." przekręcasz, fałszu wpół świadomy;
już Ciebie nie widać zza papierzysk hałdy.


VIII
Więc sięgasz, gdzie myśli bezpiecznie się płożą,
szkła połysk Cię koi, już głosów nie słyszysz
i stać Cię, Sarmato, na walkę na noże
w obronie honoru, brzęk szkła milknie w ciszy
toasty się gubią powoli, jak makiem.

Zaczynasz już marzyć, jak we śnie o raju
że przecież nic złego, że chcesz mieć ciut lepiej;
to wina ustroju, bo w złym mieszkasz kraju,
źli ludzie, gniew, zazdrość - myśl taka Cię krzepi.
Nie pójdziesz na wojnę z systemu wiatrakiem.

Że chcesz jak najlepiej, to przecież nic złego
wygoda, konformizm, to wcale nie żądza
bo nie chcesz już myśleć, jak dotrwać pierwszego
i brak Ci komfortu, spokoju, pieniądza.
To grzech Twój powszedni, iż jesteś Polakiem.

Inowrocław, październik - listopad 2004

Opublikowano

Doktorku zaszalałeś, taśma spostrzeżeń jak zimny kubeł na głowę. To, ze lubie CIę czytać nie żałuje, tylko w niektórych momentach sama ręka podąża ku klatce piersiowej i gdzieś tam w ciszy codzienności dochodzi "moja wina, moja wina". Oczywiscie sie podobało, proponuje ósmy dzień w tygodniu, tak bez całego balastu :)) Pozdrawiam. Ana.

Opublikowano

I - zauważam naukę o polu magnetycznym - wyprostowanie biegunów ku właściwych dążeń
II - spotkanie elektronu z protonem w bank'u psi i doładowywanie się fotonami
III - posiłkowanie tzw. rzutem poziomym i różnego typu odmiany tegoż rzutu
IV - dyskretne fluktuacje energiii - witalność i osamotnienie
V - ciągła zmienność - ciągłe dopisywanie wzorów życia - kolejność epok
VI - ostrości świata - chodzenie po grzbietach górskich - kantem do świata (plecami)
VII - świadomość starzenia się i wiecznego odradzania

VIII - konieczność bycia kimś - Polakiem, Europejczykiem, Ziemianinem, Wszechświatowcem
karierowiczem?

MN
ps. ktrótkie interpretacje fizyczne siedmiu (+ ósmy) grzechów głównych

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Autor ironizuje. Grzechem najgłówniejszym - skromnym zdaniem autora - jest zbiorowy grzech: narzekalnictwo powszechne, aprobata, samousprawiedliwianie się itd. To jakoś nas chyba wyróżnia. A kpię tu ze wszystkich. Z sobą włącznie. Czego i Wam, drodzy czytelnicy...

Pozdrawiam
Wuren
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Im ogólniej - tym bardziej popieram. Im bliżej "bycia Polakiem" - tym mniej ;) Nie ma niczego bez powodu. Charakter (uogólniony) narodu też. Jeśli nie mamy powodu do "keep smiling", to na płytkich idiotów wychodzą ci, którzy nam to wytykają. Hmm... nie pomyślałbym, że odniosę się kiedykolwiek tak bezpośrednio do materii tekstu - ale tak się akurat stało; przepraszam, nie zgadzam się z tą tezą wiersza :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hmm...
Ja tam szukam przyczyn w sobie samym -a ogólniej - w nas samych. Stąd uważam malkontenctwo (bo wszystko jest złe), narzekanie (bo za mało zarabiam, nie mam pracy, mam za duzo pracy itd.), machanie ręką (bo i tak nic nie zrobię, bo po co zmieniać, jak i tak się nie uda), wreszcie aprobatę dla wszystkiego, co powyżej (bo wszyscy kradną, bo wszyscy dają łąpówki, bo nie wypada nie wypić itd.) za godne potępienia. Może i jestem niepoprawnym marzycielem i idealistą, ale chociaż staram się z tymi grzechami walczyć - oczywiście u siebie, nie mam ambicji wmawiania innym, że mój sposób jest najlepszy i jedyny. Spowiadam się niniejszym, że nie biorę, nie daję, itd. A jeśli coś mi nie wyjdzie, to nie próbuję zwalić winy na system, okoliczności czy kosmitów. I uważam, że nie jest wcale tak źle - mam jakąś pensję, może nie stać mnie na nowy samochód, czy domek z ogródkiem, ale stać mnie, żeby wypić z ukochaną kawę. A to naprawdę bardzo dużo. Ilu z nas nie potrafi w tym dostrzec niczego nadzwyczajnego? Dla mnie to cudowne chwile. Odmawiam - nawet jeśli w pijackim amoku ktoś ryczy - ze mną nie wypijesz? I tak dalej. ;)
Nie wiem, czy to dobry sposób.
Cisną się na usta pytania - dla przykładu: ilu z Was, szanowni czytelnicy, zatrzymało się jadąc do pracy, żeby popatrzeć na niebo? Żeby zrobic zdjęcie mgły? Wszyscy jestesmy wrażliwymi ludźmi, inaczej nie bylibysmy tu, na poezji... Ilu odpowie, że owszem, podziwia, ale brak czasu, spieszą się itd. I czy to nie wymówka?
To był tylko przykład - starałem się najmniej drastyczny wybrać... :D

Pozdrawiam
Wuren

ps. Dziękuję za przeczytanie - oczywiście, każdy ma prawo do własnego zdania - jak wspomniałem, nie uważam, że mój sposób jest najlepszy. Ale skoro zły, to może ktos podpowie inną drogę? Wszyscy przecież jestesmy Polakami. Chyba, że niektórzy są równiejsi. W takim razie ich moje wątpliwości z pewnością nie dotyczą :D
Opublikowano

:) Dziękuję. Popieram te wszystkie spostrzeżenia; nie popieram tylko potępienia, oceny (nie wiesz do końca, jakie krzywdy mogą tkwić w ludziach). Ale dyrektywy pasują mi jak ulał ze zdjęciem mgły na czele :))) Chyba wiersz z tego zrobię; pozdrawiam ciepło.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ha! Dziękuję - jedno li tylko chciałbym dodać - nie potępiam ludzi - a uczynki. :D Wszak cały Ósmy powszedni prowokacją ironiczną.. :D

I z chęcią przeczytam ten wiersz ;D
Pozdrawiam
Wuren
Opublikowano

hmm..
wiem że głupio za brzmi - dla mnie za długi..
zmęczył mnie
trochę rozbawił
to wszystko można by w dwóch zdaniach zawrzeć.. no może trzech
a tutaj takie wielkie "dzie(a)ło"

nie wiem co mam myśleć..
bo wiersz jako taki nie jest zły - nawet nie kiepski
ale jakoś mnie znudził..
tylko z szacunku do autora wytrwałam..

pozostając w zadumie
Emilka z pozdrowieniem

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzięki za wytrwałość :D

A mozna i w jednym:

Pycha, chciwość, zdrada, zazdrość, łakomstwo, gniew i lenistwo dotyczą wszystkich nas, a najgorsza jest akceptacja tego.

Można się tak bawić i przy innych okazjach -mogę? Pliis.. mogę, prawda?
Może przykłady:
Hamlet w wersji compact:
Główny bohater dramatu poszukuje sensu życia w świecie, w którym dostrzega jedynie szaleństwo spowodowane ludzkimi przywarami.

i może z blizeszj półki:
Podmiot literacki, patrząc na wiszący na zardzewiałym gwoździu obraz, wspomina szczęśliwe chwile i zastanawia się nad sensem istnienia.
Podobne do oryginału? hihihi

Pozdrawiam ;D
Wuren
ps. Tylko żeby nie było, że się przyrównuję do mistrzów :D
Opublikowano

Nie jest to wiersz łatwy, ale ... w tym też jego siła. Nie piszesz o sprawach prostych, więc forma (i długość) jak dla mnie tylko podkreśliły wagę tematu.
Podoba mi się, choć odrobinę boli, gdy ktoś tak brutalnie odsłania nasze przywary... Nasze Drodzy Państwo ...
Podziwiam odwagę, chylę czoła przed talentem
Pozdrawiam
Ivo

Opublikowano

Niestety, nie na deser - dziękuję za przestrogę ;)

Co do meritum - nie widzę powodu do sporu, do pochwały? chyba też nie - szlachetność doceniam, ale każdy swoją naiwnośc woli pielęgnować, więc czemu miałbym się nią dzielić? (który to będzie? chyba przypis konieczny z fragmentami dekalogu ;)

Rytm - w niektórych momentach - się łamie, np.
powinna podążać prawidłowa mowa - mowa prawidłowa (akcenty!)
gdzies zniknęła wiara i umysł bagnisty - wiara zniknęła

Co do pointy - to chyba autor przegadał się

pzdr. bezet

Opublikowano

Powiedziano tu już tyle mądrych rzeczy, że sama nie wiem co rzec. Podoba mnie u autora w tym dziele ten nie pozbawiony poczucia humoru dystans, zaduma, zabarwiona lekką ironią do tego naszego "ploskiego pikiełka"... zaiste nie odwazyłabym się rzucić kamykiem nawet ostatnia ;-)
wolę wzrok odwrócić w chmury ... nie cierpię udawać ... nie cierpię narzekać... czasem tylko się zamyślę, gdy nie wiem jakiej odpowiedzi udzielić na sobie zadane pytanie... ;-)
Pozdrawiam
an.em

Opublikowano

na kolana padam...mea culpa= grzesznicą jestem w całokształcie i poza nim...[ale w chmurki spoglądam codziennie, gdy telepię się tramwajem do pracy]... zmusiłeś nas do zadumy nad tym powszednim...dzięki za to

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Tak, to ta książka. Pozdrawiam dziękuję   Jeże niezbyt przepadają za ludzką dokładnością w porządkowaniu otoczenia. Dziękuję pozdrawiam   Dziękuję @Mirek.K  i @Joha
    • @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Poet Ka No więc właśnie. Dlatego trzeba o tym mówić mocno i komunikatywnie. Bez emocji, ale konkretnie. W ostatnich latach, na całym świecie robi się to i są świetne rezultaty. Ja walczę z tym, a szczególny nacisk kładę na wędkowanie sportowe i rekreacyjne. Poniżej mój felieton na ten temat.   ZOSTAWCIE RYBY W SPOKOJU Felieton Nie tylko w Polsce wędkuje się „sportowo”, czyli dla rozrywki. Stosuje się technikę „złap i wypuść”, co ma uczynić tę zabawę bardziej humanitarną. Ale czy czyni? Łowienie na wędkę polega na nadzianiu ryby na haczyk. Haczyk ten wbija się w ciało, często uszkadzając skrzela, a nawet wnętrzności ryby. Później jest wyjmowany, a ponieważ ma specjalny zadzior, by ryba sama się nie uwolniła, jest po prostu wyrywany. Zdarza się, że z wnętrznościami. Zadaje się tym samym zwierzęciu niewyobrażalny ból. Ale są też badania naukowe, które pokazują, że ryba pod wpływem łowienia na haczyk, z powodu stresu, dostaje zawału serca, a wiele z nich z tego powodu ginie. Okaleczane ryby krzyczą z bólu. My tego nie słyszymy, bo ryby emitują ultradźwięki, czyli dźwięki w paśmie poza naszą słyszalnością. I to właśnie wprowadza nas w błąd. Ergo: Fakt, że milczy nie oznacza, że nie czuje bólu. Świat się rozwija. Jeszcze nie tak dawno popularne były tzw. kożuchy, czyli kurtki wykonane ze skóry owiec. Popularne były kołnierze z lisów, torebki z młodych fok, wyroby z kłów słoni. Padały z wycieńczenia zwierzęta w cyrkach, a hodowlane trzymane były w barbarzyńskich warunkach. Polowania na wieloryby są sukcesywnie zakazywane. Na całym świecie ogranicza się łowiectwo zwierzyny leśnej, eksperymenty medyczne i ubój rytualny. Wprowadza się coraz skuteczniejsze prawa zwierząt, również domowych, rozwija się wegetarianizm. Powstają wciąż nowe organizacje zajmujące się prawami zwierząt. Czyli pole do krzywdzenia stale się kurczy. I kiedyś ten rytuał zostanie całkowicie zakazany. Już dzisiaj krzywdzenie zwierząt jest w Polsce zagrożone więzieniem nawet do 5. lat. A wyroki są coraz częstsze. Łowić zadając ból, a potem zważyć i wypuścić z powrotem do wody jedynie dla satysfakcji? Trochę wysoka cena za tę przyjemność. Czy zatem nie czas, byśmy sobie dali spokój? Przecież są tysiące różnych hobby, które mogą dawać nam radość, a nie krzywdzą nikogo. @Zbigniew Polit @Leszczym @Leszczym Oczywiście tak. Też żrę mięso i noszę skórzane rękawiczki. Ale chodzi o to, by nie katować i nie zabijać dla rozrywki. Pozdrawiam. 
    • Bobra likier żre i Kilar Bob
    • Anna ma nad opata kata. Podana manna
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...