Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kuśtyka wiersz kaleka
nie wzbudzając echa
smutny wierszokleta
co doświadczył pecha

forum mu dopiekło
żyć niezwykle trudno
ale cóz poradzic
gdy się wkleja ...

mozołu tak dużo
przyjemności mało
ciągle minusują
znów się nie udało

co mnie jeszcze czeka
nieraz siebie pyta
nie napisze wiersza
co za serce chwyta

jedna jest nadzieja
co polepszy życie
że nam pan poeta
wiersza nie napisze

Opublikowano

Poetą się nie jest. Poeta się bywa. Przy niczym się nie upieram. Niczego nie udaję. Korzystam z serwisu poetyckiego, ot co. Zachęcam do rozważenia tych moich wypowiedzi tutaj zamieszczonych, które odnoszą się do tego typu komentarzy i komentatorów. Życzę bycia poetą bodaj non stop. Mile widzę bardziej konstruktywne komentarze. Dlaczego nie pozdrowię też się gdzieś wypowiedziałem. Dziękuję za uwagę.

Opublikowano

Oczywiście. Kierując samochodem, jesteś kierowcą. Spawając, jesteś spawaczem. Poza tym, niejedna osoba, w której dorobku są utwory cieszące się uznaniem jako wybitne wiersze, tak o sobie mówiła, nie tylko z racji skromności. W sytuacji gdy iluś ludzi uzna, że efektem moich starań jest utwór ich zdaniem zasługujący na miano wiersza. to w czasie jego tworzenia byłem dla nich poetą. Dla innych, którzy rzeczonego utworu nie uznają za wiersz, jednocześnie poetą nie będą. Ile masz lat, że trzeba ci to tłumaczyć? Potocznie mawia się o kimś, że jest poetą, w sytuacji gdy jego utworów cieszących się opinią wierszy jest tak wiele, że widać iż nieomal non stop było oddany ich tworzeniu. Nie wielu takich... Poza tym, mój pogląd opiera się na słowach CKN: „Poetą się nie jest, poetą się bywa” - cbdu

Opublikowano
kuśtyka kaleka
nie wzbudzając echa

znaczy się idzie po dywanie lub trawie, a może w bamboszach...bo jeśli "kuśtyka" to znaczy, że po prostu kulawy.
nie spotka człowieka
co za serce chwyta

i całe szczęście, bo byłby nie tylko niepełnosprawnym ruchowo ale i z problemami kariologicznymi.

Tak, mogę się wypowiedzieć poniekąd w imieniu kalek...ten utwór ich po prostu obraża. To są dzielni ludzie i nie czekają napewno na takie "wytwory" pseudopoetyckie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jestem jeszcze bardzo młody, zatem trzeba mi wiele tłumaczyć
dla mnie to stwierdzenie nie ma większego sensu
wena pojawia się i odchodzi. człowiek zajmujący się jakąś sztuką, częściej lub rzadziej, nabywa umięjętności, które umożliwiają mu realizację swoich większych lub mniejszych zdolności.
kiedy przekracza się jakąś granicę w progresji danych umiejętności, by móc powiedzieć, że jest się np. gitarzystą?
chodzi o formalność, zawód, wydanie płyty?
bywam kimś tylko w momencie aktu tworzenia?
gdy komuś podoba się to, co tworzę? potrzebne jest czyjeś potwierdzenie?
Opublikowano

Wiesz... a m.in. ja jestem taki kaleka. Słowo mi pociechą, zeń wiem o lepszym bycie. Wolno mi to wyrazić? Kalectwa bywają różne. Ty deklarujesz być kaleką innym, niż podmiot wiersza, twoja sprawa. Tak samo jak tobie właściwym jest ogląd innych kalek. Co do obrażania, to odpowiada za to nie wiersz, a twój osobniczy odbiór jego. Co do walorów estetycznych, to najwyraźniej moje są kalekie inaczej niż twoje, ale to również moja sprawa. Niemniej dziękuję, że trudziłeś się... Jestem, za tym, byś zachwycał mnie swoją twórczością... Bywaj poetą bodaj non stop...

Opublikowano

Najwyraźniej nie zechcesz bym był twoim nauczycielem. Będziesz więc musiał sam sobie dojść co CKN miał na myśli. Ja pojąwszy podzielam jego pogląd na bywanie poetą. Nie wykluczone iż dla ciebie nigdy nim nie będę, podobnie jak dla miliardów ludzi, choćby nawet czytali co piszę. Nie determinuje mnie to w pisaniu sobie a muzom.

I jeszcze jedno: nie imputuj jeśli chcesz potem atakować to coś imputował. Dlaczego? No cóż... Niech cię ktoś tego nauczy, albo ty sam ucz się, choćby i na tym błędzie.

Opublikowano

nie, mój panie. interesowała mnie jedynie kwestia owego stwierdzenia Norwida, namiętnie powtarzanego przez wielu ludzi. niestety rozmowa poszła w inną stronę, zatem z mojej strony - finito. zdrowia życzę.

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

M. Krzywak

Proszę Pani/Pana
rzecz to nie słychana
kiedym dziś z rana
link dojrzał acana
piosenka zasrana
żółta od banana
jacyś chłopcy biali
szybko ją śpiewali
popis marny dali
obciachu nie bali
ale się uśmiałem
podziękować chciałem
ale się zassałem
ze śmiechu płakałem
trzęsło całym ciałem
niemal nie zemdlałem

skórka od banana
nanananananana...

musieli obalić
lub zioło wypalić
głupawka dopadła
warga mi opadła
bluzgów nie lubuję
gdyż do nich wstręt czuję
słysząc je pobladłem
z wrażenia siadłem
kropelki wypiłem
z myślą się biłem
bo się poróżniłem
oraz obraziłem
wielce niesłychanie
skórką po bananie

:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...